Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 4822.29 km (w terenie 234.97 km; 4.87%) |
| Czas w ruchu: | 09:04 |
| Średnia prędkość: | 19.78 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.50 km/h |
| Suma kalorii: | 496100 kcal |
| Liczba aktywności: | 250 |
| Średnio na aktywność: | 19.29 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Orłowa (813m n.p.m.) + Podsumowanie górskie 2019
-
DST
22.20km
-
Kalorie 2883kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 4 stycznia 2020 | dodano: 05.01.2020

Oj nie chciało się, ale co zrobić?

XD
Albo się ruszyć ... albo kisnąć (bez orgii :DDDDD) w domu. Szybkie śniadanie, kawka, ogarnięcie kota i rura na pociąg (klasycznie bilet 10h-18zł) do Wisły.
Jechało się hmmm dluuuugo, bo jak wiecie albo i nie, mam zatkane gniazdo słuchawkowe w telefonie i "jadę" na bezprzewodowych w których ... bateria wystarcza mi tam na około 4h. Trafiłem chyba najgorzej jak mogłam ...
W pociągu z "sąsiadami" wytrzymałem do Chybia Mnich. Dowiedziałem się że 500+ to za mało, że pan Prezes nie wie ile dzieci kosztują i musi zwiększyć, usłyszałem (jakieś 20 razy) że nie oglądają TVN ...

..., że kolędy są super a księża powinni rządzić państwem, Rydzyk jest najlepszy, schroniska dla zwierząt należy zlikwidować, a zwierzęta HUMANITARNIE usypiać i że polską gospodarkę zrujnują ... palacze. Płacą takie same składki, a my i nasze dzieci będą płacić na ich leczenie!! xD
BTW:

Ok, poszedłem na tył składu posłuchać jak płacze bombelek => pewno i tak miał więcej w głowie aniżeli wspomniana trójka xD.
BTW:

Żeby nie było z WYJĄCO-RYCZĄCYM dzieckiem "wytrzymałem" do Skoczowa, gdzie wyciągnąłem słuchawki i nastawiłem na maxa. Morfeusz ... Ty ... już wiesz co!! Z drugiej jednak strony mega zazdro za wydajność płuc => drzeć ryja ponad godzinę na maksymalnym krzyku - szacun :-)
Jakoś jednak dojechałem i już w pociągu obmyśliłem plan, że jednak wysiądę trochę wcześniej i zrobię po prostu szlak którego to nie mam na mapie. Padło na Orłową ^_^
Na "dzień dobry" ... się spociłem xD. Ubrałem się w sumie klasycznie na styczniowy wyjazd, no ale zimno nie było. I tak se szedłem z muzyką na uszach, aż doszedłem do celu. Tam malutka przerwa na piwo i mogłem kombinować jak wrócić na pociąg. Najbardziej rozsądnie byłoby zejść do Wisły, ale tym szlakiem już schodziłem z Łukaszem i Filipem. Inną opcją doszedłbym do stacji Wisła Obłaziec, ale tam jak wiadomo nie ma nawet pół sklepu. Po chwili jednak problem się sam rozwiązał, bo doszedłem do szlaku żółtego który schodził do Brennej. No okej, tego śladu również nie miałem, więc ... skorzystałem :]
Szlakiem tym poszedłem może z 20 minut i zobaczyłem znaczek kierujący mnie na jakiś pozostałości bunkru. Dobra, zobaczę. Zobaczyłem (xD) ... dupy nie urwał. Zszedłem więc do miasta zobaczyć jak tam PKS-y do Skoczowa, a jako że było długo czekania i ogólnie były dość średnio skomunikowane z pociągiem, to stwierdziłem że idę "z buta" heh :P.
I tak z małą przerwą na moczenie nóżek, doszedłem do PKP gdzie ... zorientowałem się że źle zobaczyłem pociąg. Ale to tam było ino około 40 minut czekania ;]. Niestety byłem trochę przemoczony, bo na końcu oberwałem z deszczu i śniegu xD
W pociągów od razu kontrola biletów, nastawienie budzika i Morfeusz heh. Uprzejma Pani konduktor jednak nie pozwoliła spać do Tychów, ino mnie obudziła (za Pszczyną) i się spytała się czy przypadkiem nie przejechałem stacji => miło z jej strony :).
W domu prysznic i o 21:00 dobranoc :]
Trasa:
Fotki:
Mój start, pociąg pojechał dalej :)

rz. Wisła ;]

Początek szlaku



Coś dla Morsa ;]

"Idziemy" dalej - już choć trochę więcej śniegu ;]


Blisko ...

... i na celu ;]

Skręt na żółty




Zmiana kierunku ;]

Nie polecam xD


Schodzę ...

... i już na dole ;]


A petardą chcesz? xD

Miastowo

Oooooooo strumyk ...

... może cieplutki?

NIEEEEEEEEEE!!!! Nie był cieplutki pffffff ;)
BTW:

A petardą chcesz??:>:P

I nudno na dworzec ;]

By było ;]

================================
Co do podsumowania, to można rzec że ten rok (2019) do najbardziej owocnych nie należał. Ogólnie udało się przejść tylko(?) 23 szlaki.
Co najbardziej zabolało? Ano, brak Tatr w tym roku :-\. Pierwszy raz od bardzo dawna (bodajże od 2007 roku) nie pochodziłem se po wysokich górach. Trudno, jak dobrze pójdzie to już w drugiej połowie stycznia nadrobimy z ekipą katowicko-wielkopolską tę kwestię :-). Za drugi, choć trochę mniejszy minus muszę uznać również fakt, że finalnie nie udało pojechać się w Karki. Tu jednak też się nie martwię, gdyż wyjazd ten stał się priorytetowy na przyszły (czyli ten) rok :).
Wspomnieć (chodź to trochę nie w temacie) muszę również napisać o tym wyjeździe. Dość dużo chodzę po górach, a zabiłbym się na takiej popierdółce xD. Zdecydowanie bezpieczniej było w okolicach ... Cycówki ;)
Koniec marudzenia, czas na plusy :]. Podstawowy to oczywiście Norwegia, gdzie po raz kolejny muszę podziękować Łukaszowi i Marzenie za organizację - było (prócz marudzenia Filipa i Urliken) praktycznie idealnie hehehe :P. Fiordy będą bankowo wysoko w klasyfikacji rocznej :-). Kolejnym pozytywem, jest fakt że po raz kolejny udało się wyjechać w góry pod namiot. Dwa razy nawet => raz samotnie, a raz "w tandemie" z Diobłem w okolicach Mładej Hory ;]. Tamte okolicę odwiedziłem zresztą jeszcze dwa razy => z Filipem i Zientasem :)
Poza tym to raczej było klasycznie => odwiedziłem Klimczok zimowo i letnie, Szyndzielnię, Baranią Górę, Romankę z Rysianką, Hale Boraczą, Leskowiec, Skrzyczne oraz debiutancko Policę. Ogólnie to na Policę się będzie trzeba jeszcze raz przejechać bo ponoć w końcu szczyt doczekał się tabliczki - pomyśle o jakimś namiocie tam :)
Na koniec (poza mapką i topką) wspomnę że raz Gocha prawie spłonęła na jagodach => o tu :DDDD

Plus (nieujęte na screenie) dwa szlaki na Słowacji i jeden w górach Opawskich ;]
Butnie w 2019r też było godnie => Katowice wyglądają o tak:
Giszowiec przepraszam (ujowo wyszło) :D => służbowo robiłem ulice: Kwiatową i Przyjazną oraz znajdującą się pomiędzy nimi ulice Ewy :D. Do tego zarejestrowałem przyjemny spacer z Kropą, który to jest zaznaczony w części rowerowej ;].

Dystans (w km) ogólnie przedeptany w ubiegłym roku wyniósł:

Ahhh ta przemiana materii :D :)))))))))))
Dobra, do Topki:
1. Wielki Rozsutec (SVK) - jednak ta wycieczka wygrywa ;]
Można po marudzić o tłumach na Dierach i dość nudnawym zejściu, ale ogólnie widoki były genialne :)
=> http://lapec.bikestats.pl/1798281,1610m-npm-Velky-...

2. Fiord jakiś tam :P (NOR) - kandydatura Łukasza :)
Widoki super, szlak fajnie zróżnicowany, ale ta stromizna i "gąbki" zepchnęły szlak na drugie miejsce xD
=> http://lapec.bikestats.pl/1753827,Norwegia-33-Stor...

3. => Pilsko (SVK/POL) - za klimat :)
Ogólnie trzecie miejsca będą dwa - to jest letnie:
=> http://lapec.bikestats.pl/1783677,Pielsko-1557m-np...

3. Cieślar (POL) - a to zimowe. Miał być Stożek, ale za dużo śniegu było heh :)
=> http://lapec.bikestats.pl/1730182,Cieslar920m-npms...

==============================

Kategoria Góry
Rzyki - Leskowiec (922m n.p.m.) - Rzyki
-
DST
18.96km
-
Kalorie 3002kcal
-
Aktywność Wędrówka

Wpis miał być już wczoraj, ale niestety kocisław stwierdził że z miliona miejsc na spanie najlepsze jest ... w środku wersalki xD. Pół wieczoru kombinowałem więc jak jej zablokować wejście "do Narnii" :D. Poniedziałek i wtorek spędziłem na malowaniu i sprzątaniu ale bez obaw, już nadrabiam :)
======================================
Co do genezy wyjazdu to tym razem nie będę się wysilał. Łukasz po prostu miał wizytę Batmana na chacie, więc stwierdził ... że ma całą sobotę wolną :D. Do ekipy (po namowach) dołączył Diobeł i mogliśmy ruszyć ku Leskowcowi. Na początek i koniec pętli została wybrana miejscowość Rzyki gdyż ani ja, ani Łukasz nie mieliśmy stamtąd śladu na GPS Workouts ^_^
Droga (z jednym małym pit stopem na sklep z płazem w logo) spłynęła szybko i mogliśmy ruszyć na ścieżkę dojściową do szlaku czarnego. Nudny to był odcinek i w tym miejscu podziękowania dla Marcina za zawrócenie mi pod chatą uwagi, cobym się cofnął po

Szlak wejściowy był już bardzo przyjemny, ale niestety formy już nie ma przez co trochę się męczyliśmy xD. Przed samym szczytem jeszcze schronisko (którym gardzę - fotki wyjaśnią), atak szczytowy (:D), a po nim już spokojny spacerek (ciągle z piwkiem w ręku) przy średnio pasującej mi temperaturze :D
W miejscu gdzie odbiliśmy ze szlaku czerwonego na żółty zaczął ... padać śnieg, co było miodem na buty me xD. Otóż moi kompani mieli buty odpowiednie, a ja popierniczałem w moich wysłużonych adidasach (xD) => no ślisko było heh. Tak przy okazji nadmienię że to był jeden z ich ostatnich wypadów, bo się popsuły. Co za ciulstwo (zjechane podeszwy i zrobiła się dziurka na czubku) produkują pfff => marne tam niecałe 4kkm i buty do wymiany - skandal :D.
Zejść bez dzwona się jakoś jednak udało i mogliśmy wrócić ponownie na durny, długi odcinek asfaltowy. Tu już Łukasz zaczął trochę marudzić, ale ogólnie z jedną wizytą w sklepie dotarliśmy na parking domykając pętlę. Później powrót do Kato, pizza u mnie i pierwsze malowanko wokół drzwi - dzięki Panowie za pomoc :)
Za tydzień do mnie przychodzi duchowny, więc jestem otwarty na propozycje. Ewentualnie pożyczę psa od Gochy, albo poszczuję kotem :P
Trasa: => przerwa w szlaku to rozładowany telefon - dzięki jeszcze raz Łukasz za power-banka ;]
Fotki:
Start i widok z parkingu

Nudny odcinek asfaltowy

A tu miła niespodzianka => skromny, ładny, z gustem, a nie kolejne "Pudziany" :-)

Na szlaku właściwym gdzie ...

... kierowca mógł się jeszcze napić :)

Dalej szlakiem czarnym ;]




Widać ciepełko :)

Drzwi ciepełka i wiecie co? Kij im w oko!!

BTW: :PPPP

Widoczek i ...

… informacja dla śnieżku, coby kolega Trollking mógł mi wysłać ładne, zimowe zdjęcie Kropy w WPN-ie :D

BTW 2: póki co jest klasycznie xD


Dojście na szczyt

I CEL

Widoki takie se xD

Wracamy


Widoczek i ...

... fotka klasyczna :P

Idziemy dalej ;]

Zielono ...

… i biało xD

A na koniec śnieg ...

… ślizgawka ...

… i ponownie durny asfalt aż do parkingu ;]

Podziękował i do następnego :)
====================================================
Butny miesiąc miał być taki se, a wyszedł nawet niezły - jak na miesiąc praktycznie bez służbowych kilometrów oczywiście ;]

==============================================

Kategoria Góry
Radhost (1129m n.p.m) oraz Radegast (1105m n.p.m)
-
DST
12.41km
-
Kalorie 2128kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 listopada 2019 | dodano: 26.11.2019

Powitałka z dedykacją dla Morsa (heh) i od razu jak obiecałem w poprzednim wpisie (a raczej komentarzu), przedstawię wam imię kotka heh.

Miało być coś związanego z górami i nie miało być to imię ludzkie, no ale zachowanie kota który to zabawki na podłodze ma w głęboko w

Przy okazji się drzwiami pochwalę :P
PS: Kwiatka już nie ma - niedobry był dla futrzaka xD
Co do tripu właściwego to już w piątek mogłem Endo włączyć. Pierw teren służbowy, następnie powrót do domu, obiad, psie KaeMy, kolejno wycieczka do OBI, kilometry odprowadzeniowo-kebabowe i z Ochojca ... musiałem wracać z buta, bo wszystkie autobusy już pojechały xD. No ale te w sumie ponad 26km stanowiły idealną rozgrzewkę pod górki heh ;)
==================================
W sobotę rano Łukasz zjawił się u mnie punktualnie o 8:00 i mógł na start, chwilkę poczekać bo ... szukałem kota. Skoro próg z drzwi się doklejał, to Majka postanowiła zobaczyć co mam ciekawego pod wanną xD. Kot się szybko znalazł, następnie rura do auta po Marzenę i jazda na Czechy, zobaczyć co to nam dziś Łukasz zaplanował :-).
Po przyjeździe na miejsce musieliśmy (znaczy Łukasz musiał, ja byłem na siku xD) wrócić się do miasta do bankomatu, gdyż na parkingu chcieli tylko gotówkę. Po tej misji mogliśmy już ruszyć na szlak ;]. Osób malutko, więc leniwie nabieraliśmy wysokości i tak aż do końca badyli, a tam ... Armagedon xD. Niestety w okolice szczytu można wjechać i kolejką i ponoć nawet autem, co ludzie skrzętnie wykorzystują. Pierdyliard ludzi (plus jeden w klapkach i bez skarpetek) prawie zdmuchnięci przez masakryczny wiatr na górze, zdobyliśmy obydwa zaplanowane szczyty i mogliśmy zacząć schodzenie do auta.
Na zejściu ludzi oczywiście o wiele mniej i gdyby nie mała pogadanka z pewnym Czechem(??), który to usilnie próbował odtworzyć moję "cześć", to by nie było nawet co opisywać heh. Ogólnie to nawet nieźle mu poszło - ostatnie tśiejść już było prawie idealne ;)
Po powrocie na parking, ruszyliśmy ku Ojczyźnie, gdzie patriotycznie ... Czechy przespałem :D. W Polsce McDonald's i dzięki sprawnemu kierowaniu przez Łukasza, mogłem wieczorem spotkać się z dawno niewidzianą Żanetą i nadrobić kolejne zaległości towarzyskie :-)
BTW: :P

Trasa:
Fotki:
Na początek parking i podziękowanie dla moich kompanów za promocję dla mnie ^_^

Już na szlaku - pierw asfalt ...

... widoczek ...

.... a później już klasycznie :-)



Koniec lasu, początek wiatru xD

Pierwszy z celów => Radhost i kaplica pw. Świętych Cyryla i Metodego

Widoczki z okolic masztu

Szkoda rezerwowego telefonu Łukasza w tym miejscu - ekran zaliczył konkretny szczał ;/
Grupówka ;]

Hotel Radegast

W końcu jakaś fotka bez miliona ludzi w tle heh ;)

Kolejne widoczki


Matko morsowa - tu aż mnie ćwiartki przeszły!!

BTW: xDDDDDD

Pewno niezależny mężczyzna z kotem :D
My na całe szczęście byliśmy ubrani komfortowo :)
Szczyt nr. 2 ;]

xDDDDDDD

Widok na przełęcz

I z dołu Pustevny - kicz, ale mają Morskie Oko (:D) ...

... ładny domek ...

... i pomniki kolegów z naszego rządu xD

Tam byliśmy :)

A tu schodzimy ;]

Ostatni widoczek ...

... i radośnie ...

... do auta - tego z otwartym bagażnikiem :D

Podziękował serdecznie i do następnego ;]
Nie powiem, bo widoczki były całkiem fajne, ale ta ilość osób pewno sprawi że nas szybko na tych szczytach nie zobaczą heh xD.
==================================
A niedziela była leniwa :P

Kategoria Góry
Rycierova Hora (1226m n.p.m.)
-
DST
15.53km
-
Kalorie 2542kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 26 października 2019 | dodano: 27.10.2019

Podobno to ostatni fajny weekend w tym roku - trzeba go było więc wykorzystać ;).
Co do genezy, to tym razem odezwał się długo nie widziany na wyjazdach Zientas. Kolega w sumie ... nie pozostawił mi zbyt dużego wyboru i po prostu miałem znaleźć czas, na sobotni wyjazd w górki heh :D. Trzeba było tylko wymyślić jakiś cel, mając zanadrzu handicap w postaci faktu, że z każdego miejsca w Beskidach mogła nas odebrać autem żona Bartka ^_^.
Padło na Rycerzową i pętle z Soblówki z wykorzystaniem pociągu i Mareckiego? :]
========================
Pociąg startował z Piotrowic o godzinie 8:48, a my umówiliśmy się już o 8:00, w miarę po w środku naszej drugi z domów czyli ... pod sklepem płazem w logo. Napiszę ino że tym razem to ja kolegę obudziłem => cóż za dziwna odmiana heh
Na dworcu po szybkim piwku i w sumie ... do tramwaju, bo milion osób tym składem jechało xD. Bilet kupiony (tym razem na 12h za 24zł) i trochę stojąc, trochę siedząc, dojechaliśmy do Pszczyny, gdzie ... zostaliśmy poinformowani że musimy "przepuścić" IC "Oscypek" z BB do Wawy. Faaaaaajnie, mając w pamięci Mareckiego z tego wpisu wiedziałem że będą nici ze sklepu w Rajczy xD. Dobrze że choć czynny był ten w Soblówce heh :P.
Pozostała część podróży pociągiem przebiegła sprawnie, przesiadka (a w sumie dwie) też i mogliśmy po przebraniu się w letnie ciuchy (i ogarnięciu sklepu) ruszyć na szlak zielony wiodący do przełęczy Przysłup. Fajny on był taki, nie za trudny - do piwa i rozmów idealny heh. Przy okazji dwa razy pomogliśmy ludziom w znalezieniu szlaku i zameldowaliśmy się na przełęczy ^_^. Tam już bez postoju "atak szczytowy". Oj stromo było xD. Na niecałym godzinnym odcinku mieliśmy do pokonania prawie 300m przerażenia ... po śliskich liściach xD
W dwóch (!!) grupach wleźliśmy jednak na szczyt, gdzie odbył się relaks w "stylu poznańskim" heh. Po nim na miękkich nogach zaczęliśmy chwilowe schodzenie. Chwilowe, bo "olewając" schronisko po chwili musieliśmy ponownie wchodzić na Małą Rycerzową ;).
Po wejściu na nią ... pomyliłem szlaki i odruchowo zacząłem schodzić na Mładą Hore xD. Nie muszę chyba pisać że już byliśmy spóźnieni na spotkanie z Eweliną i mój potencjalnie ostatni pociąg, którym to mogłem wrócić (bez dopłaty) na Piotro xD.
Mi nogi biegły w dół, a Zientas podziwiał widoki :D. Za karę po górach pojechał do rodziny żony :P. Wróciliśmy na szlak właściwy, później go zgubiliśmy (xD), ale finalnie udało się dojść do auta.
W czasie kiedy startowaliśmy mój pociąg odjeżdżał z Rajczy xD. Całe szczęście że Zientary jechały przez Żywiec, tak więc była okazja złapać go tam. Finalnie misja się udała i w w/w mieście wsiadłem do pociągu, w którym to ... zostałem obudzony przez miłą Panią Konduktor przed Zawodziem xD. Siła mojego Morfeusza jest niezbadana xD. To moja hehehe Ciemna Strona Księżyca :DDDD. Pozdro Mors ;)
Trudno, zjadłem dobrego kebaba ...

... w Sosnowcu (smak studiów powrócił :D) i na spokojnie, wyspany, wróciłem do domu :-)
Dzięki Zientas za towarzysko - było super ;)
Trasa => https://www.relive.cc/view/vKv24yVgBo6
Fotki:
Piotrowice o poranku xD

Już na szlaku => funfel nawet się przyleciał przywitać :-)

Zbliżenie na piesełka- super był, przyleciał, dał się pogłaskać i ... wrócił na werandę heh.
Żadnego szczekania - szanuję bardzo ^_^

Ekipa wyjazdowa


:PPPPPPPPPPP
Idziemy dalej :]

Piękne, jesienne klimaty ◉‿◉

Szczyt ᕙ( • ‿ • )ᕗ

Schodzimy, w dole bacówka Rycerzowa

Klimatycznie - Tatry w tle ;)

Kolega mi został na dole więc ...

... postój ^_^

Zejście z Małej Rycerzowej

A my trochę niewyraźni ;)

Ale coś się na koniec pstryknąć udało :-)
Szkoda ino że buty po tym błocie poszły do mycia xD

========================================
Amen ;]

Kategoria Góry
1610m. n.p.m. => Veľký Rozsutec (SK)
-
DST
12.86km
-
Kalorie 3301kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 13 października 2019 | dodano: 16.10.2019

Po wczorajszym rowerze, dziś został wykonany weekendowy plan główny czyli górki => tym razem ... w wersji Internaszynal ;].
Co do genezy, to w środę odezwał się Łukasz i zaproponował jakiś widokowy spacer w niedziele. Po szybkiej wymianie wiadomości zostały ustalone że z wyboru Choć lub Rozsutec wygrywa ten drugi i pokażemy Marzenie jak kiedyś na początku naszej znajomości szliśmy o tak!!. Oczywiście szlak został lekko zmodyfikowany i skrócony, bo w planach wyjazdowych była również Gocha => nie było więc co kobiet zbytnio przemęczać :).
W piątek do ekipy chęć zgłosił również Diobeł, ale niestety (jak się finalnie okazało) przegrał z zatruciem pokarmowym. Siostra natomiast przegrała ... no nie wiem z czym ;)))) :D. Została więc nas ino trójka, ale za to jaka godna ^_^
Jako miejsce startu wyznaczyliśmy ul. Traktorzystów, gdzie mieściła się moja komisja wyborcza.
Wstałem, pogadałem z Łukaszem, popisałem z Marcinem i ... no cóż, miałem za dużo czasu i ...

... zaspałem xD. Łukasz był więcej niż delikatnie wkurzony (xD), ale dobrze że Marzena działa na niego kojąco heh.
Moi kompani poczekali na mnie przed komisją wyborczą gdzie mogłem oddać swój głos, dzięki któremu ... mogę (jak pisze kolega Trollking) marudzić przez kolejne cztery lata :-)))))) :p
BTW: trochę szkoda Britney, bo chyba nie weszła :'(

Po głosowaniu mogliśmy udać się w trasę => długą, monotonną, gdzie nawet czynnej Żabki się znaleźć nie udało (xD), ale za to ... Marzena załatwiła transmisje meczu siatkarzy, która to mnie skutecznie odciągnęła od Morfeusza :-). Szkoda ino że .... wyniku nie załatwiła :D. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;)
Przez Czechy dojechaliśmy na miejsce docelowe, gdzie na całe szczęście udało się jakoś zaparkować i mogliśmy ruszyć na szlak ^_^
Pierwsza część to niestety przeciskanie się przez tłumy, co przy takiej pogodzie było raczej do przewidzenia. Mi jak kiedyś odbije (czyt. ktoś mnie zechce i ... mi odbije xD) i zdecyduje się na dziecko, to w taką pogodę raczej z nim/nią pójdę do ZOO, albo na jakiś light szlak, a nie np. z nosidełkiem na łańcuchy xD. Kto co lubi jednak xD
Szło się wolno, ale jednak do przodu heh
Po tym odcinku ciągle (już mniej tłoczno) nabieraliśmy wysokości i tak aż do przełęczy Medzirozsutce (1200m n.p.m.), gdzie po małej przerwie mogliśmy rozpocząć "atak szczytowy" xD. Według oznaczenia mieliśmy do pokonania ponad 400 metrów w pionie w ciągu 75 minut ;)
Odcinek ten poszedł jednak mega sprawnie - trochę ja na czele, trochę Łukasz z Marzeną i tak zameldowaliśmy się na szczycie górki :-). Tam chwila relaksu i .... nawodnienia i mogliśmy zacząć schodzić do przełęczy Medziholie (1185 m n.p.m.). Szkoda było opuszczać Rozsuteca - widoki w deche, a na szczycie może z piętnaście osób, czyli miła odmiana od dzisiejszej części pierwszej :)
Pożegnaliśmy (mega stromo i ... na końcu trochę stromo) Małą Fatre i rozpoczęliśmy powrót. Był jeszcze plan coby zahaczyć o sklep i Janosika, ale ... no nie wyszło.
Przejazd przez pierw Słowację, później Czechy (ponoć) ...

... i zameldowaliśmy się w McDonald's w Cieszynie na popas.
Później jeszcze tylko na tanksztele (po Izo na drogę i mecz :P) i została godzinka jazdy i bardzo podobny czas do starcia Polska - Macedonia Północna.
Wynik wiadomy - cieszy mega gol Arka ^_^
Trasa:
Fotki:
Była z nimi średnia akcja, bo telefon mi je mocno zniekształcił - teraz (po korekcie) powinny być ok ;]
Opłaty za parking (3 ojro) tym razem udało się uniknąć :P
Niech zbudują większy - my chcieliśmy zapłacić ;]

Na dzień dobry - Diery i wuchTIERY ludziuf xD


Tu już spokojniej - rodzice z bombelkami zawrócili ;]

Mały Rozsutec widziany z dołu ...

(Taterki ;])

(szlaczek w górę - stromy, ale przepiękny ;])

... i Mały Rozsutec widziany z góry => 1343m n.p.m. to dla Mazi zdecydowanie za mało ambitnie :)

TATER i Tatry.
Tatra w plecaku :P


Tam po szczycie musimy zejść, coby ... zacząć schodzić do auta heh

Dalej do góry

Klasycznie :P

Ostatnie podejścia ...

... i na celu!!
Jakby to określiła Marzena - elegancko ;]


BTW:

:PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP
Schodzimy ;]


I już cel widziany z dołu ;]

Pozostało się ino sturlać na parking :)

Nogi mnie bolą do dziś (środa), ale było super!! Dzięki za towarzysko i ... (☞゚ヮ゚)☞ przejazd za "Bóg zapłać" ( ˘ ³˘)♥ hehehe ;)
FILMIK:
=====================================
Karki czekajo!!!! Dawać dofinansowanie mnie zaraz!! :DDDD

Kategoria Góry
Skrzyczne nowym szlakiem :)
-
DST
20.55km
-
Kalorie 2794kcal
-
Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 7 października 2019 | dodano: 08.10.2019

Ostatnie trzy dni urlopu i ... ostatni dzień słonecznej pogody w górach => od jutra zachmurzenie i opady, dlatego postanowiłem odpuścić sobie rower i zaliczyć jeszcze jakiś szczyt ;]
Zwątpiłem trochę w ten plan wracając wczoraj ze spaceru z Gochą i psem ...

... bo piździło jak w kieleckim na dworu xDDDD.
Kluczowym elementem że jednak zwlokłem się z wyra był fakt że ... no tak, ciągle u mnie nie grzeją - rano na chacie miałem 15*C, co jeszcze nie jest najgorsze. Ciepła kąpiel, a łapki można ogrzać nad kuchenką gazową. Luksus - no chyba że spółdzielnia między 7:00 a 18:00 ... zakręci gaz xD. Obym choć po powrocie miał ciepłe rurki heh.
Póki co pisze jednak z pociągu (mhmm cieplutkiego) i zbliżam się do Bielska-Białej, gdzie mam zaplanowaną przesiadkę na BUS-ik do Szczyrku i spróbujemy ocenić otwarty końcem czerwca szlak żółty na Małe Skrzyczne ^_^. Były jeszcze inne opcje, ale to bym musiał pojechać tym pociągiem godzinę później, a skoro już wstałem ... heh :)
Do Szczyrku dojechałem (zdezelowany autobus wymiatał xD) chwile po 10:30 i ruszyłem przy temperaturze w okolicach zera stopni w/w szlakiem. Szło się całkiem OK => słoneczko ładnie podnosiło odczuwalną temperaturę :). Nie można było ino robić postoi, bo z miejsca pot do ciała przymarzał :D
Po wejściu na Małe Skrzyczne ruszyłem ... na Skrzyczne. Przeszła mi jeszcze przez myśl możliwa wędrówka na Baranią Górę lub przez Salmopol do Wisły, ale postanowiłem zaliczyć kolejny brakujący odcinek czyli szlak czerwony do Buczkowic. Zanim jednak miałem możliwość przejścia go, wylądowałem (po drodze spotkałem siedem osób xD) w schronisku :) Piwko, bułeczki z pasztetem i ... ucieczka. Dogoniła mnie wycieczka której to uciekałem od samego Szczyrku heh.
Schodziło się mega fajnie, widoczki dawały radę i ino śliskość pod nogami przeszkadzała ;]. Do Buczkowic zszedłem jednak bez gleby i mogłem przez miasto dojść na dworzec w Łodygowicach Górnych :)
W pociągu nastąpił Morfeusz do Tychów, po nim wysiadka w Piotrowicach i ... ponownie wsiadłem do pociągu. Skoro jeszcze miałem czas na bilecie to podjechałem do Katowic po bilet miesięczny. Pomału trzeba się szykować do powrotu do pracy :)
Trasa:
Fotki:
Szczyrk na dzień dobry => mój cel w zasięgu wzroku :)

Początek szlaku i na start ucieczka przed wycieczką heh

Pięknie!!!!
Poranne 0*C ma wybaczone :))))))


A tu zagadałem cepra co to za schronisko się buduje?
No niestety to nie schronisko, ino ... ekskluzywna restauracja xD

Gardzę, choć obrócona "Er-ka" wygląda godnie :PPP
Moje ulubione zdjęcie z dziś ;]

Dalej wzdłuż wyciągu ;]
Czwarta kurtka którą noszę podczas ... dziesięciu dni xD

I już na Małym Skrzycznem :)

Całkiem spoko ten żółty => gorzej że jeszcze słabo wydeptany i trzeba się wspomagać apką :)
A tu już szlak zielony (średni) ...

(jesiennie)


(zimowo => choć borówki się trzymają dzielnie xD)

... na celu głównym



Brrrrrrrrrrrrrrrrr xD

Schodzę w dół


Ciągle w klimacie :)

Wycieczka też tym razem była spoko - 100% powiedziało "dzień dobry" ... aż mi w ustach zaschło od odpowiadania heh ;)
Ławeczka, a zaraz za nią ... półeczka pod piwko :D

Miejsce ostatniego odpoczynku

Jeszcze ino pół godziny w dół ...

... i durne miasto ;]

A później już ino do i ...

..... ehhhhh.
Progres zrobili - minus jeden stopień xD

===================
Ogół, ogółów dzień naładował pozytywnie :). Do tego znalazłem zaginione słuchawki, a te które myślałem że zadeptałem ... zaczęły działać. Nie ma źle, ino co teraz ??:P

XDDDDDDDDDD
Kategoria Góry
Szyndzienia - coby ... się ogrzać :D
-
DST
27.13km
-
Kalorie 3014kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 4 października 2019 | dodano: 06.10.2019

Po wczorajszym rowerze nie miałem nic do roboty, więc postanowiłem sobie posprzątać chatę. Dziś miałem dokończyć, ale spojrzałem z rana na pogodę. Na sobotę zapowiadają niestety deszcze niespokojne na całym Górnym Śląsku xD. Zero opcji ani na góry, ani na rower tak więc trzeba było się gdzieś ruszyć dziś. Rowerem już pomogło wymiotuje (:P) tak więc trzeba było pojechać w górki ^_^
BTW: na chacie ciągle brak pudełka z ciepełkiem xD

Złoty, cieplutki pociąg przyjechał z delikatnym opóźnieniem i mogłem rozpocząć godzinną podróż z Piotro do miejscowości Wilkowice (392m n.p.m.). Wybrałem ten kierunek, bo po a) pociąg jedzie szybko (1h03'), a po b) lubię te okolice!! Niby przechodzona, niby nudna, ale jednak pomęczyć się trzeba :-)
Pierw nudnym cztero-kilometrowym odcinkiem przez miejscowość Bystra, dotarłem do rozwidlenia szlaków. Tam postanowiłem że pójdę pierw szlakiem czerwonym na przełęcz pod Kozią Górą. Zawsze to jakiś nowy ślad ;)
Oprócz jednej pary grzybiarzy nie spotkałem na szlaku nikogo xD. No może prócz wuchty rowerzystów, którzy w rejonie Szyndzielni mają swoje Eldorado.
Do schroniska pod szczytem doszedłem klasycznie szlakiem żółtym przez Kołowrót (788m n.p.m.) i mogłem zjeść sobie śniadanko nie powiem że z przygodami => o nich jednak w relacji fotograficznej xD
Po wizycie w schronisku poszedłem na szczyt i zacząłem schodzić, szlakiem którego to również nie miałem zarejestrowanego na GPS Workout. Nie licząc drwali (xD) szło się całkiem sympatycznie i tak doszedłem do dolnej stacji kolejki. Wiedząc że mam jeszcze czas, poszedłem zobaczyć sobie schronisko na Dębowcu (523m n.p.m.). Następnie mając jeszcze około dwóch godzin do ostatniego możliwego pociągu (na którym mogłem wrócić na bilecie dziesiecio-godzinnym), wykonałem telefon do Zientasa. Podczas rozmowy ustaliliśmy że jednak trzeba się spotkać i obgadać opcje wyjazd na jesienne Bieszczady :)
Przyspieszyłem więc kroku, doleciałem na wcześniejszy pociąg, wysiadłem i polazłem na kebaba w Pszczynie, nazot do zuga i z buta na drugą część Piotro na ... alko, klachy i strzałki :)
Dystans ogólny ściągnąłem z opaski ;]
Trasa główna:
Fotki:
Złoty pociąg z bliska ;)

Początkowy odcinek przez miasto nudny, ale choć spotkałem Julka Fałata - sztywny taki ...

... ruszyłem więc dalej sam :)


Pierwsze widoki na stolice Podbeskidzia :)

Schron Stefanka - tym razem bez bombelków :)

Pierwszy ze szczytów dnia dzisiejszego ;]

Idę dalej

Ławeczka przy szczycie Kołowrót - skorzystałem :P

A tu już schron i ... rower za freeko :D
Nie skorzystałem :)))

Ponadto 2a i 2b xD

I hit, hitów => Grażyna przebierająca bombelkę jpierd ...

Dobrze że choć widoki były zacne ;]

Najwyższy punkt dnia dzisiejszego - słoniol być musiał :))))

Schodzę trochę poza szlakiem i moje pytanie => na uj tam ta (płatna) wieża, skoro widok z jej okolic niczym się nie różni? :DDD

Nie muszę chyba pytać którym szlakiem 2a i 2b schodziły? xDDDD

Udało się jednak płynnie przeszkodę ominąć :)



BTW: Przegrałbym :D

Dolna stacja kolejki - wole chyba wagonik retro ;)

Schron Dębowiec na szybko => fajnie będzie tam kiedyś po zmroku wrócić.
Szlak spod parking jest na 20 minut w obie strony :)

Później już nudny asfalt ...

... do Pszczyny na nie falafla :PPP ...

... i do Kato ...

.... na strzałki ;]
Wynik 5-1 dla mnie :PPPP
W piwach 3-4 dla Zientasa :)
BTW: to garaż żeby nie było :DDDDD

=============================
W tym miejscu jeszcze by wypadało podsumować wrzesień butny. No było optymalnie i normalnie bym napisał że kończę z takimi przebiegami bo już pomału nie mam co służbowo chodzić, ale mamy szósty październik a ja mam ponad 70km w nogach i już mnie jutro ... ciągnie w góry :PPPP

=============================
:DDDDDD
Niestety nie są, ale urlop mi się kończy tak więc ... obiecuje wasze wpisy nadrobić :D

Kategoria Góry
Miało być Skrzyczne, wyszedł Klimczok xD
-
DST
17.51km
-
Kalorie 2273kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 14 września 2019 | dodano: 15.09.2019

Tytuł wyjaśnię później, ale pierw geneza. Wczoraj udało się ogarnąć wszystko to co zaplanowałem, ale nie powiem że bez alkoholu się obyło xD. Już po terenie służbowym wiedziałem że dziś (sobota) rower odpada i będą górki - musiałem przemyśleć kwestie drzwiową heh. Stanęło na tym, że odpuszczam między pokojami drzwi przesuwne, a łazienkowe domówię u tych co mam wejściowe zamówione. Pozwoli mi to na "oszczędność" około 700zł czyli zejdę z około 3000 na 2300zł (za wewnętrzne) i 1600zł za "klatkowe" xD. No ale za parę lat nasze oszczędności będą i tak gówno warte, więc co mi szkodzi heh :P
Po wczorajszym spacerze, pierw służbowym, następnie prywatnym, a na końcu psim ...
(o takim - Relive walnęło fochem)
(BTW: jakby ktoś szukał złotego pociągu, to kulał się po Załężu :D)

... miałem do wyboru dwie opcje pociągowe. Mogłem jechać albo przed 9:00, albo przed 10:00. Wstałem około godziny 8:30 i stwierdziłem że mi się nie chce xD. Ogarnąłem się więc, zjadłem obiad i zapakowałem się do pociągu dopiero przed godziną 12:00. Nic nie napiszę na temat, tego co spakowałem - było mi zimno, więc krótkie galoty, bluza i koszulka termoaktywna do plecaka i wyszedłem ... na ciepło. To u mnie w domu było zimno, a nie na dworze xD
Co do genezy, to wsiadłem do pociągu i już tam zobaczyłem że po przesiadce w Bielsku-Białej, busik jednak nie jedzie tam (Solisko) gdzie chcę. Czeka na mnie więc albo wspinaczka ze Szczyrku na Skrzyczne, albo korekta trasy. Wybrałem opcję numer dwa i ruszyłem na Klimczok ścieżkami którymi nigdy nie szedłem, ot tak dla odmiany heh.
Pierw ze Szczyrku Biłej zielonym do góry. Przyjemny, szeroki szlak który to ... na chwilę zgubiłem heh. Całe szczęście wracać się nie musiałem, bo pożarówka którą szedłem dochodziła do szlaku niebieskiego, na który to miałem wejść tak czy siak ;] Na niebieskim już było trochę turytów (pierwszy człowiek spotkany po trzecim kilometrze XD), a z jednym nawet pogadałem dłuższą chwile. Po rozmowie kolega schodził do Szczyrku, a ja ruszyłem na szczyt.
Przed samym wierzchołkiem zrobiłem se przerwę na popas, piwo i oglądanie widoczków. Bardzo dobra widoczność była - nawet Tatry szło zauważyć :).
Pojedzony, ogarnąłem tytułowy Klimczok, zszedłem trochę w dół coby odhaczyć szlak czerwony, którego to nie miałem na Workouts-ie. Później olałem schronisko (lubię je ... ale zimą xD) i spokojnie wędrowałem sobie mieszkanką szlaków żółtego i czerwonego ;] Fajny widokowy odcinek to był, co zresztą zdjęcia potwierdzą :). Do Mesznej zszedłem pierw szlakiem żółtym, później czarnym, a na końcu mieszkanką tychże szlaków ;] Końcówki nie ma co komentować - 4km asfaltem xD
W Mesznej jeszcze zahaczyłem o sklep po piwo, chleb, orzeszki i kabanosy i mogłem leniwie zmierzać ku dworcu w Wilkowicach Bystrej. Planowo miałem jechać tym o 19.10 (ostatni możliwy zug na opcji biletu 10h), ale udało się przyspieszyć kroku i zdążyć na ten o 18:34. Wsiadłem, Morfeusz, Katowice, nawrót na Piotro, wanna i do wyra. Ponad 45 km w dwa dni, więc nawet po piwo mi się iść nie chciało :D
Trasa => https://www.relive.cc/view/vdvmB8Yg3NO
Fotki:
Start - Szczyrk Biła

Przyjemne nabieranie wysokości - pierwotny cel widoczny po drugiej stronie doliny ;]

Mogło być trochę cieplej, no ale na warunki nie mogłem narzekać :)

Ostatnie podejścia pod Klimczok ;]

I na celu - piwko wypiłem se przed szczytem :P

Chwila na szlaku Klimczok - Szyndzielnia

I nazot pod Schroniskiem Klimczok - opał na zimę widzę przygotowany xD

A tu mieliśmy kiedyś nocleg z namiotem (opisane o tu, albo tu) => chyba nie tylko my tam nocowaliśmy, bo popsuli :D

Bielsko - Biała w dole

Schodzę dalej

Ciągle widokowo ...

... i stromo ;]

Końcówka lasu

I nudnym (i długim) asfaltem na ...

... pociąg ;]

Bardzo sympatyczny dzień, teraz jeszcze jakiś rower w niedzielę, w poniedziałek robota + pranie + zakupy, a od wtorku malowanie u Gochy ;]
========================================================
XDDDDD

Kategoria Góry
Pielsko (1557m n.p.m.)
-
DST
16.10km
-
Aktywność Wędrówka

W kwestii tytułu poszliśmy oczywiście na: Pilsko 1542 m n.p.m.
Szczyt w Beskidzie Żywieckim. Znajduje się w Grupie Pilska. Często nazwą Pilsko obejmuje się nie tylko jego główną kulminację (1557 m), w całości leżącą po stronie słowackiej, ale również cały masyw. Według słowackiej regionalizacji są to Beskidy Orawskie (Oravské Beskydy).
Jest drugim po Babiej Górze co do wysokości szczytem w Beskidzie Żywieckim.
Źródło: tu
No ale przez ogromną ilość czworonogów na szlaku, szczyt ten może bez żadnych obaw zmienić swoje nazewnictwo heh :D
================================================================
Od początku jednak ;)
Kwestie genezy już poruszyłem podczas "wczorajszego" wpisu, więc dodam ino że do ekipy wyjazdowej dołączyli Marzena i Diobeł, którzy to dzielnie w sobotę pracowali xD
Ustawka na Brynowie o 9:30, chwila rozmowy i ruszyliśmy, gdzie na start ... przejechaliśmy koło mojej chaty na Piotro xDDDD. Z jednym postojem (sklep z płazem w logo) dotarliśmy jednak szybko i bezproblemowo do Korbielowa, gdzie nastąpiła szybka organizacja i rura w górę ;)
Patrząc na ilość aut na parkingu, spodziewałem się sajgonu na szlaku, ale było naprawdę względnie ;). Wyszliśmy w sumie późno, więc większość ludzi schodziła co dobrze rokowało na relaks szczytowy ^_^
Praktycznie cały czas lasem doszliśmy do Hali Miziowej, gdzie nastąpiła mała przerwa i ekhem atak szczytowy :D. No co? Stromo tam jest heh :D Na szczycie delikatne nawodnienie i nazot na Miziową po ścieżce wśród kosodrzewiny i patyków :-). Lubię ten odcinek - taki tatrzańsko-reglowy trochę.
W schronie zakupy i sympatycznie tracenie wysokości, coby zakończyć wycieczkę odcinkiem asfaltowym - gdzie przynajmniej był sklep, dzięki któremu ... podróż powrotna była jak zwykle ... a nieważne :)))) Sympatyczna i wesoła :P
PS: A mnie ciągle bok boli xDla
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1377785092
Fotki:
Szlak żółty:
Korbielów (641 m) - Schronisko PTTK Hala Miziowa (1270 m)

A tu już Hala Widokowa, Bombelkowa czy tam Miziowa ;]


Opuściliśmy Halę i pniemy się ku górze :)
Wiało, jak widać po czuprynie xD

Widok na Jezioro Żywieckie , gdzie wczoraj konsumowaliśmy z Łukaszem ostatniego browara na tripie rowerowym ;]

Szczyt, szczyt :)

Mała nagroda
BTW: to nie brzuchy :P Wiaaaaaało mocno => tak osiem w skali Trollkinga xD

Widok na Fatrę na Słowacji i kąsek Tatr

Ehhhhh

A tu dla odmiany widok na Tatry i ... Tatrę heh

Ekipa wyjazdowa

Schodzimy!!! ...

... eeeeee, no dobra ...

.... teraz schodzimy :P

I nazot na Miziowej => nowe schronisko czynne, stare no niestety spłonęło.
Smutny widok, którego wam oszczędzę ;/

Oblewanie na zejściu ;]

Jeszcze jeden widoczek ...

... i koło wyciągu do auta ;]

PODZIĘKOWAŁ i ... no cóż => do szybkiego nasępnego :))))))
========================================
Na całe szczęście obyło się bez takich przygód xD

===================================================
BTWWWWWWWWWWWWWW: końcowe
Po powrocie na Brynów poszliśmy jeszcze z Diobłem na szybkie piwko pożegnalne. Pod sklepem, spotkałem "kolegę" który zawsze sępił coby dołożyć mu do piwa. Mało go znałem, ale pod Grzesiem się zawsze patoczył. Dziś oznajmił mi, że nie jestem jego kolegą xDDDD. Zapamiętam ... jak mi braknie do Harnasia xD. Widocznie nie jestem już z Brynowa, ino z Piotrowic heh.
xDDDD
Kategoria Góry
Brenna + Przełęcz Karko ...!!
-
DST
103.98km
-
Czas
05:18
-
VAVG
19.62km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 17 sierpnia 2019 | dodano: 19.08.2019
Dziś przed powitałką kącik muzyczny xDDDD. Taka oto muzyczka przypadkowo wpadła mi na ucho podczas rowerowego powrotu od Babuszki z Pobiedzisk. Poznań, choć sympatyczny jest przeważnie płaskostopiem, a mi się gór zachciało heh :D. Może pociągiem, może rowerem, może autem, może ... ale na pewno nie nad morze ;)

Z Wielkopolski wróciłem w środę rano (pozdro Morfeusz) i miałem po porannym spacerze z Siostrą, jechać po Szkodnika do Diobła. Miałem, ale w sklepie (spożywczym) zeszło trochę dłużej niż mi się wydawało, klach na Ochojcu też było trochę więcej aniżeli zakładałem, więc postanowiłem (po telefonie do Marcina) odebrać sprzęt w czwartek. Góry se odpuściłem, bo pociągi i tak pewno na początku długiego weekendu byłyby "zabite" rodzinkami z dziećmi, co średnio lubię xD
W czwartek wiadomo "dzwon", po którym w piątek przyszło cierpienie i tak aż do późnego popołudnia (misja: nicnierobing xD), gdzie przyjechała do mnie druga osoba zainteresowana górami w najbliższym czasie.
Z Łukaszem szybkie kombinowanie i wymyśliliśmy najlepiej jak się da, czyli ............... zróbmy góry dwa razy!! ^_^. Uczciwie => w sobotę rowerem, a w niedzielę z buta heh.
Po ustaleniach i piwku ... pojechaliśmy na D3S biegać xD. Business Run za trzy tygodnie, więc się sprawdzić trzeba było :P

xDDDD
=====================================================
Nastąpił sobotni poranek, gdzie pierw udałem się na miejsce zbiórki zlokalizowane ... w pokoju obok :D Łukasz sobie po prostu u mnie (po wypiciu piwka) rower przenocował przed bieganiem :D
Chwilę pogadaliśmy i przed 10:00 ruszyliśmy i o mało ... nie skończyliśmy. Prawy bok mnie bolał, udo też i pewnie bym zakończył tam jazdę, gdyby nie fakt że było nas tylko dwóch. Po zapewnieniu kolegi że gonić nie będziemy, ruszyłem ale w głowie i tak miałem max Tychy.
Do Tychów dojechaliśmy i usłyszałem "ale mi się super jedzie". Faaaajnie xD. No ok, jedziem dalej na Kobiór, gdzie nastąpił regeneracyjny Radler. Po nim pomyślałem Pszczyna - kebab i na pociąg, a nie tam żadne Bre(d)nn(i)e xD. Pszczynę przejechaliśmy, następnie Goczałkowice i zostałem skuszony lanym Żubrem w Pierściecu. Po nawodnieniu już wiedziałem że wyścia nie ma - jedziemy zgodnie z planem pierwotnym xD
BTW: dzięki ponowne za przenoszenie Szkodnika przez szlabany - sam bym miał ciężko, ze względów wiadomych xD
Z małym upadkiem telefonu w Skoczowie i mega fajnych szlakach z górkami w tle, dotarliśmy do Brennej, gdzie pierw sklep (a dokładniej dwa) i mogliśmy kulać się na grilla. Kulać się to zresztą i tak za mocne stwierdzenie, bo Łukasz w sumie dopiero się rozjeżdża, a ja jednak mocniej pedałowałem lewą nogą (prawa pobolewała), która to z każdym nadepnięciem słabła ;/
Po obiadku (i oczywiście posprzątaniu po sobie) nastąpił taki oto odcinek szlakowy:

Co asfaltowe się wjechało, co kamieniste się wepchało, na przełęczy Karko(:P)szonka chwila dla reporterów i zjazd ;] Cudny, szybki, ino miał dwie wady, a mianowicie: pizgało (pffff) i zagrzałem do czerwoności hamulce :D Bez nich jednak myślę że do tej pory by mnie zbierali ze Szczyrku xD
W w/w mieście pierw ostra przeprawa (tzw: wuchta wiary), a następnie genialną DDR-ką (nowa, asfaltowa, z dala od ruchu samochodowego) ku Łodygowicom. Plan został jeszcze skorygowany o Pietrzykowice i piwo, bo na pierwotnym celu byśmy byli jakieś niecałe 2h przed odjazdem pociągu z ... 98km na koncie - no nie godziło się :P
Po piwku nad Jeziorem Żywieckim jeszcze uwaliliśmy opony w błocie (200m od Dworca) i do domu ;]
Łukasz dzięki za motywację, przenoszenie i ... piwko przed snem ;))))
========================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1377081027
Brakło odcinka z Dworca na chatę i końcówki w Pietrzykowicach - fon padł :P
Fotki:
Pierwszych niecałych pięćdziesięciu kilometrów nie chciało się nam pstrykać :P
Jeden kolaż ino z tego co się udało ;]

A tu już Goczałkowice i pierwsze widoki ;]

Postój klasyczno - nawadniający ;))


BTW: xDDDDDDDD

Jedziemy dalej ;]

Gocha mostek trochę zarósł, ale ciągle jest i ma się dobrze :D

A tu już odcinek za Skoczowem - fajny klimat ;]

Brenna - ilość Januszy i Grażyn ponad stan xD

Popas w formie grilla jednorazowego ;]

Początek wspinaczki i marszu ...

... i na celu


Szczyrk i nowe typy rowerów xD
Śmieszka na tym odcinku klasyczna, ale ...

... (przerywnik na skocznie) ...

... później już ideał => DDR-ka z masy bitumicznej, a chodnik z kostki. Da się? DA!!

Zachód słonka spod ostatniego postoju sklepowo - bankomatowego ;]

Miejsce ostatniego nawodnienia

I koniec - dliżansem na Kato ;]
===================================================================
Sport sportem, ale brzuszek być musi :P

Kategoria Góry, Rower



