DPD 16/2019
-
DST
26.53km
-
Czas
01:12
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 17 maja 2019 | dodano: 17.05.2019

Skoczyłem norweskie wpisy i tak jakoś nudno, a co mi tam - pojadę se do roboty :P
W środę po pracy misja sklepy + sprzątanie. W czwartek urlop i pierw sprzątanie, później wycieczki po sklepach meblowych, montowanie rolet i sprzątanie, do tego jutro przeprowadzka, więc dziś była ostania okazja na pokręcenie :). Wyjechałem optymalnie o 6:20 i ogarnąłem klasyk przez Zawodzie. Pogoda super => +10*C, wilgotno, zero wiatru i ino jedna rzecz mnie wurwiła xD
Dziękuje, teraz lepiej - wszystko widać xD

W robocie mamy remont kibla męskiego więc ...

... oki, nie będę używał :P
Po robocie na gibko na chatę przez Zawodzie i ...

... D3S, bo czekał spacer z psem + kolejna partia sprzątania heh :). Żeby było bezwietrznie to nie powiem, ale po Norwegii to, to był ino podmuch po twarzy, a nie wmordewind :D
EDIT: Spacer się udał ;]



I bonus końcowy ;]


=================================
A za miesiąc pod namiot w Pieniny, znaczy w sumie to nie wiem czy jechać ... skoro jestem z grudnia :DDDD

Kategoria Rower
Norwegia 3/3 => Storafjellet (641m n.p.m.)
-
DST
13.07km
-
Kalorie 3630kcal
-
Aktywność Wędrówka

Dziś po pobudce i śniadanku wyruszyliśmy na mój (i chyba nawet nasz) główny cel wyjazd => czyli fiordy. Godzina jazdy z domostwa upłynęła szybko i mogliśmy ruszyć na szlak ;).
Na początek przez miasto, a później ... laga do góry. Oj dawało po nogach - zwłaszcza że już swoje na tym wyjeździe przeszliśmy. Szlak hmmm? no mocno taki se. Pierw w towarzyskie jagodzin, następnie chwilowo po mokradłach, później kamienie, korzenie i takie tam podobne paści, no ale z jakimś tam tysiącem postojów udało się dojść do granicy lasu, a tam ... kolejna atrakcja dla moich niskich butów (xD) => "gąbki". To były takie miękkie pułapki, na które jak się nadepnęło, to wpadało się w wodę na głębokość ok 2-3cm centymetrów - jak na mnie wystarczało. Dobrze że po dwóch takich przygodach, wiedziałem już czego unikać i nie powtórzyłem potopu w butach z pierwszego dnia ;). Wracając do wycieczki, praktycznie od razu za granicą drzew "otworzyły" się nam widoki i ... a jak!!! => zaczęło wiać zimnem. Kibel - no ale to nas w żadnym procencie nie zniechęciło ;).
Górka zdobyta i te widoki - miody!! Mors by miał uciechę heh.
Na szczycie chwila na popas, zdjęcia, uszkodzenie Siostry i w grupach zaczęliśmy schodzić tą samą ścieżką. Tak więc (wiem, tak się zdania nie zaczyna :P) tym razem laga w dół, gdzie niestety nie obyło się bez kontuzji Marzeny, która jednak dzielnie, o własnych siłach zeszła. Brawo!! ;). Brynów jest twardy, a nie miękki ;). Po szlaku właściwym, został nam jeszcze około dwu-kilometrowy odcinek asfaltu, na końcu którego zaliczyliśmy mżawkę. Spoko że to była ino mżawka, bo po tym jak ruszyliśmy zaczęło lać xD. Znaczy ponoć, gdyż z Gochą "zaliczyliśmy" Morfeusza :D
Podczas dzisiejszej wycieczki spotkaliśmy aż ... cztery osoby i w sumie do ideału brakowało ino słonecznika, "ryski mizu" (xD) i ... braku marudzenia Filipa xD. Gizmo, po tym dniu naprawdę się cieszyłem z odgłosu wiertarki - a na Rysy i tak wleziemy, choćby to nam zajęło pół miesiąca :P
Trasa:
Fotki:
Parking, a przed nami fiord który będziemy oglądać z góry ;]

Początek wycieczki

Szlak bez szlaku - fatalne oznakowanie było na początku


Nasz cel przed nami

Polanka z "gąbkami" ...

... i bez ;]
Oznaczenia szlaku mają kapitalne - rurkami :D

Stromy odcinek


Zasilacz gąbek :P

I w końcu widoki ;]

Ostatnie podejścia na płaskostopie szczytowe ;]

Płaskostopie ... ale za to jakie :)



Moje ulubione zdjęcie ;]

Ośnieżone okoliczne szczyty ;]

Widok na dołujących heh ;)

A z tego stawika Gocha "buchła" setkę wody do Polski :P

Szczytowo!!


Coś dla Morsa (białe szczyty) i Trollkinga (warunki wietrzne) ...

... a wiało konkret :D

Ostatnia fotka ...

... i nawrót pierw tą samą ścieżką ...

... a następnie inną z takimi oto "atrakcjami"


I już na dole :)

Liczydło górskie - piękna kolonia!!

A przy końcu jak pisałem - zaczęło padać.
Nasz szczyt już nie taki ładny jak rano :)

BTW: i tak jak tam gdzieś pisałem - w Norwegii nie kradną, ciekawe ile z nas by postał/o tak oparty o krzaki całkiem fajny rower? xD

==========================
Po powrocie już niestety zachód się nie udał ;/

"Kuniec" ;] ...

... czas wracać do najfajniejszego kraju we wszechświecie ;]

=============================
Dobra zmordowałem te wpisy xD
Za czym nie będę tęsknił w Norwegii? Za wiatrem, który to był zapewne tylko trochę słabszy aniżeli w Poznaniu :-D:-D.
A czego będę żałował? Tego że o 22:30 jest jasno, a do północy widno xD
=======================================
Kończymy remont i wracamy do rowerowania - może niekoniecznie w takim stroju ;))

Pozdrorower ;]
BTW: Łukasz tworzy filmik, ale teraz ma ważniejsze rzeczy na głowie (nie ciąża Marzeny :P), więc cierpliwości :)
Kategoria Góry
Norwegia 2/3 => relaksująco :)
-
DST
12.65km
-
Kalorie 2292kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 11 maja 2019 | dodano: 15.05.2019

Miało być mega spokojnie, ale mój dzisiejszy dzień zaczął się od pozazdroszczenia Łukaszowi poranku. Kolega spać nie mógł, więc ruszył na szlak wokół domku. Też chce!! :-P.
Marzena, Łukasz i Filip pojechali do sklepu, Gocha ciągle się regenerowała, ja zerkłem ino na mapę (plus instrukcje Łukasza) i przed godziną 12:00 wyszedłem na roztrenowanie, mając w głowie żeby za około dwie godziny wrócić, bo główny plan na dziś był inny => o którym później ;]
Pierw doszedłem do jeziorka, a później ruszyłem w górę tak żeby się za daleko nie oddalić. Całe szczęście nie musiałem iść i wracać swoimi śladami, gdyż zobaczyłem mapę na słupku i zauważyłem (przypomniałem se) że idzie zrobić fajną pętlę ;). Robiąc ino jeden mały błąd na szlaku (z którym i tak bym yyy doszedł :P), trafiłem do domku i po obiedzie mogliśmy się udać na główny cel dnia ;)
Trasa górska:
Fotki:
Na start - jeziorko które miało być moim azymutem na chatę ;]


Szlak przyjemny, beskidzki taki ...

... ino te Trolle i Sowy xD


Ale przynajmniej było ciepło i szło posłuchać muzyki na spokojnie :)

Atrakcja od dołu ...

... i od góry ;]

Piękny kawałek ścieżki :)
Tu już mijałem wuchtę ludzi

Ponownie przy jeziorku Bjornevatnet

A na koniec, widok z naszej prawie że prywatnej górki :P

===========================================
Ważniejsza cześć soboty (po frytkach z kurczaczkiem) zaczęła się od godzinnego dojazdu do miejsca docelowego. W Polsce pewno Łukasz by tam dojechał w pół godziny, ale ograniczeń prędkości tam mają mega dużo, a i mandaty srogie, więc bez szaleństw ;). Morze udało się zobaczyć, malutki spacer też, tak samo jak cyknąć parę fotek ^_^
Trasa około-morska
Fotki
Na start ponownie coś dla MORS-a ;)


Norwegowie xD
Kochanie, kluczyki z auta są na oponie - doczepiłem niebieski breloczek, żebyś je dobrze widziała jak kiedyś tam będziesz potrzebować :D

Dalej to już klimaty morskie ^_^







Na końcówce zostaliśmy obeczeni xD

==================================================
Powrót, sklep i na grilla. Miało być w sumie ognisko, ale Gocha słusznie zauważyła że śmierdzieć dymem w samolocie nie wypada, więc w ruch poszedł grill jednorazowy przywieziony z Polski :D
Trasa wieczorno-nocna
Fotki
Grilowo - wuszty się robiły, a Łukasz "robił" klimat heh
Mocowanie kamerki - poziom master :D

Ekipa w komplecie

I widoczek - Filip ogarnął co jest za moimi plecami ;]


Po grillu jeszcze na chwilę do chaty i dwukrotne wyjście na pobliską górkę - pierw na zachód, a później na nocny widok i huśtawkę ^_^
Sesja zachodowa ....



... i to co czego zazdroszczę Norwegom xD Lubiłbym

Na koniec coś z nocy ^_^


Trzeci BeeS mam skończony w 85% - jak będę miał czas w robo to dokończę, jak nie, to będzie w piątek bo od dziś Piotro + urlop na jutro, czyli będę bez kompa ;]
=================================================
No niestety takich gwiazd nie było, ale też nie było śniegu - Norwegia ma wybaczone ;]

PS: w tym dniu (11.05) oficjalna strona mojego klubu wydała oświadczenie:

XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Kategoria Góry
Norwegia 1/3 => Fløyen (320m n.p.m.) + Ulriken (643m n.p.m.)
-
DST
22.32km
-
Kalorie 4038kcal
-
Aktywność Wędrówka

Pierw do genezy tego wyjazdu. Otóż, koło listopada wpadł nam do głowy plan, że skoro odpuszczamy zimowy trip, to zróbmy coś international. Wczesną wiosną (albo późną zimą) kupiliśmy tanie bilety lotnicze i mogliśmy odliczać tygodnie do wyjazdu ;]
Pierwotny skład został w między czasie powiększony o Goche, gdyż Filip nie mógł się zdecydować (jak się później okazało) czy prosić kierownika o urlop czy nie => zgodził się. Na całe szczęście nasza właścicielka również się zgodziła na dodatkową (nadprogramową) osobę, więc mieliśmy komplet wyjazdowy - Marzena, Gocha, ja, Łukasz i Filip :]
===============================
W środę przed wylotem jeszcze jak na prawdziwych Januszy i Grażyny przystało zrobiliśmy zakupy w Biedronce, Aldi i Żabce i po godzinie 4:00 rano w piątek nastąpił wyjazd na lotnisko do Pyrzowic.
Nocne warunki do jazdy mocno takie se xD

Dwie godziny lotu (o dzieciach nic nie napiszę), odbiór auta i rura na szlak ... na którym to pierw zaliczyliśmy lekką kompilację. Otóż, założyliśmy sobie (ok, Łukasz sobie założył :P) zaparkowanie hybrydy na osiedlu, ale niestety był zakaz i musieliśmy zjechać na parking do miasta. Kij tam z tą opłatą (na pięć osób wyszło niecałe 10zł/os za cały dzień), ale do pierwotnej trasy trzeba było dodać dwa kilometry podejścia na start i nie wiadomo ile na końcu. Trudno ;)
Maszynka do zabierania pieniędzy xD

Co do samego szlaku, to pierw w dość przyjemniej (choć zimnej) pogodzie zrobiliśmy szlak ławkowy. Ławki, wszędzie ławki - ale mają one sens, bo widoki na Bergen miażdżyły! Jako ciekawostka mogę dodać że przy każdej ławce było miejsce na ognisko, gdyż w Norwegii można w górach biwakować wszędzie, byle z dala (tam ok. 100m) od domostw. Biwakowałbym :D.
Wróćmy do wycieczki, gdzie bardzo przyjemnie praktycznie cały czas szliśmy samotnie (asfalt + szuter), do czasu ... gdy zaczęło się pojawiać coraz więcej turystów. To był znak, że zbliżamy się do pierwszego celu czyli Floyen, na który to można było wjechać kolejką.
Szybkie zdjęcia i ucieczka na kolejny cel czyli norweskie Skrzyczne tj: jakiś tam szczyt z wieżą Eiffla na górze :D. Niestety, jeszcze przed granicą drzew nas zmoczyło po raz pierwszy - całe szczęście było się gdzie schować i ogrzać przy pomocy Soplicy cytrynowej 100g heh.
Padać przestało i ruszyliśmy dalej, kolejnym super widokowym odcinkiem którym to doszliśmy do drugiego zamierzonego celu. Tu już niestety szliśmy w szóstkę - z kolegą wiatrem. Wśród pięknych widoków, doszliśmy do pseudo Skrzycznego i się zaczęło. Klimat karkonoski, do tego żadnej osłony od wiatru, ze dwie-trzy mżawki przeszły, buty przemoczyłem, a nawet przez chwilę padał śnieg z deszczem. Z jednym jednak małym dylematem doszliśmy tam gdzie planowo chcieliśmy ;).
Na szczycie sesja fotograficzna i ponowna ucieczka, gdyż wiatr załatwił nam bankowo ujemną temperaturę! Zejść jednak trzeba było, więc na schodach do miasta nastąpił podział: laski se miały spokojnie schodzić, a my rura do miasta po auto. Zsynchronizowaliśmy się idealnie i mogliśmy się udać na nocleg, kolację i herbatkę oczywiście okraszoną delikatną nutką alkoholu ;). Następnie prysznic, mycie butów i do wyra ;). Męczący to był dzień, ale wykorzystaliśmy go na maxa!! :)
Trasa => coś się nie wgrało, bo jak widać pętla była!! ;]
Fotki:
Chyba na miejscu ;)

Ruszamy ze szlakiem właściwym


Pierwsze widoczki + ekipa wyjazdowa w komplecie ;]


Tak jak pisałem - na początku dość stromo

Coś dla Janiola - więcej okazji nie było, bo wiało i Gocha buczała że spadnę :P

Szlak ławkowy + widok na drugie największe miasto Norwegii


Pierwszy ze szczytów ...

... gdzie znowu się na kamerkę załapaliśmy ;)

XD

Idziemy dalej ...

... aż do tego miejsca, gdzie pod daszkiem szło deszcze przeczekać

Ponownie asfaltem do góry ...

... gdzie po raz kolejny widok niszczył system!
BTW: uwaga na plemniki spadające z góry :D

Przed norweskim Skrzycznem ;]

Widoki dalej kapitalne, ale tu już ponownie mżyło ;/

Kolejny jakiś tam punkt kontrolny - przed nim otwarłem jedyne piwo na szlaku - z lotniska, za jedyne 9 zeta :D

Tatry?

Warunki wietrze na minus, ale przynajmniej padać przestało ;]

Mokrość szlakowa ;]

Urliken (trasa okrężna) przed nami ...

... a "Skrzyczne" za nami ;]

Panorama

Dalej szlakiem - ludzi (prócz nas) ZERO


Specjalnie dla kolegi MORS-a - granica wiecznego dziadostwa i to na około 550m n.p.m xD

Idziemy dalej (spotkaliśmy parę osób!!) - tu już ani kropla na nas nie spadła :)




I ostatni wymęczony szczyt (wiatr widoczny) + panorama z jego okolic


Tam byliśmy ;]

Jeszcze widoczek na miasto

I mogliśmy schodzić - ponownie stromo xD


Tu już lajtowo ;]

Bergen => cmentarz + trolejbus


Dnia koniec - domostwo :)

Ponoć jak się jest w Bergen i się nie wejdzie na Urliken to się nie było w Bergen - my byliśmy więc ... ;)))

... mała nagroda :)
BTW: właściciele naprawdę myśleli że Polacy tego do jajek użyją?:DDDDDD
==================================
Wysokie byty w góry? hmmm? Może to i ma jakiś sens :DDDD

Kategoria Góry
DPD 15/2019
-
DST
31.28km
-
Czas
01:31
-
VAVG
20.62km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 8 maja 2019 | dodano: 09.05.2019

... po dłuższej nieobecności. Powód? hmmm ... raczej wiadomy po powitałce heh xD. Na całe szczęście, w dużej mierze dzięki pomocy Gochy i Devilka (i mniejszej, ale również istotnej: Ojca, Marzeny i Łukasza) zmierzam(y) ku końcowi :).
Niespodzianek było (i ciągle jest) od przysłowiowego "uja", do tego doszła jedna wizyta Pana sąsiada któremu "bombelka" wbijaniem gwoździ (w sobotę!!) budzimy, no ale zostały już ino do zrobienia nieszczęsne drzwi wewnętrzne, plus sprzątanie (już zaczęte) i dekorowanie. Ale z tym pomału, bo kuchnia (bez listwy przypodłogowej i oklein szafek) i łazienka (do zrobienia kąski przy wannie) skończone, a do tego mam już łóżko, wersalkę i szafę na ciuchy, więc można myśleć (po tym jak kurier przywiezie rolety) o zamieszkaniu tam po "misji Norwegia" ;].
=======================================
Wracamy do kwintesencji BeeSa. Jako że na dziś mamy z Łukaszem (reszta ekipy pracuje) zaplanowane zakupy i ogarnianie bagażu do samolotu to na Piotro jechać nie miałem. Jutro deszcze niespokojne + możliwe burze, w piątek raniutko wylot - dziś więc była ostatnia szansa coby zacząć (xD) majowe kręcenie. Wstawało się niechętnie ... no ale nałóg wygrał z Morfeuszem :D
Wyruszyłem dziesięć minut po szóstej z garażu i "na dzień dobry" oderwałem zimnem (3-4*C) - nieważne, później słońcem po oczach - nieważne, kolejno Pani blondynka w Suzuki chciała mnie zepchnąć z DDR-ki na jezdnie (wyjazd z ul. Niedurnego na ul. 1-go Maja) - nieważne, przy pętli (odcinek remontowany) chyba z trzy samochody mnie wyprzedziły na pół gazety - nieważne!! Po takiej przerwie jechało się wybornie, wspaniale i cudownie :)))
Fotki z rana:
Parujemy (:D) + słonko po oczach heh.

I już Szopienice }:‑)

================================
W pracy doszedłem do wniosku że jednak muszę się na chwilę udać na Piotrowice po dwie rzeczy potrzebne do wyjazdu. Na plus był fakt, że mogłem przetestować jedną z opcji dojazdu z roboty do nowych włości ;). Pojechałem więc dobrze mi znaną trasą przez okolice Nikiszowca, Giszowiec, lasami (plus kąsek gruntu jako bonus) do Ochojca, później przez korki na chatę, z której to już najszybszą opcją na garaż. Ten jeden z ostatnich razy ;)
Wyruszyłem dziesięć minut po szóstej z garażu i "na dzień dobry" oderwałem zimnem (3-4*C) - nieważne, później słońcem po oczach - nieważne, kolejno Pani blondynka w Suzuki chciała mnie zepchnąć z DDR-ki na jezdnie (wyjazd z ul. Niedurnego na ul. 1-go Maja) - nieważne, przy pętli (odcinek remontowany) chyba z trzy samochody mnie wyprzedziły na pół gazety - nieważne!! Po takiej przerwie jechało się wybornie, wspaniale i cudownie :)))
Fotki z rana:
Parujemy (:D) + słonko po oczach heh.

I już Szopienice }:‑)

================================
W pracy doszedłem do wniosku że jednak muszę się na chwilę udać na Piotrowice po dwie rzeczy potrzebne do wyjazdu. Na plus był fakt, że mogłem przetestować jedną z opcji dojazdu z roboty do nowych włości ;). Pojechałem więc dobrze mi znaną trasą przez okolice Nikiszowca, Giszowiec, lasami (plus kąsek gruntu jako bonus) do Ochojca, później przez korki na chatę, z której to już najszybszą opcją na garaż. Ten jeden z ostatnich razy ;)
BTW: wiało, ale to ... nieważne :DDD
Fotki powrotne:
Giszowiec - dziadyga pt: cała ścieżka moja xD

Gruntowo czyli tego, czego mi brakowało ;)

Mój ulubiony staw (Barbara) w Kato :)

A na koniec ...


Ehhhhh :-\

========================================
Co do podsumowania miesięcznego, to aż wstyd pisać bo moje wycieczki mogę linkować => całe sześć sztuk, czyli tak zwana poznańska ... PORUTA xD.

Niestety, częściej wykonywałem mega nielubianą (pa ten uśmiech) przeze mnie czynność czyli, o taką pffff

Do tego przez dzieciaki i szkolenia zaliczyłem wuchte terenu służbowego i OBI. Nie wolno zapominać o OBI xD.
Butne podsumowanie? Nic nie napiszę że remontuje bez opaski, której to do tego dwa razy zapomniałem zabrać z mieszkania na cały dzień. Udowodnić więc mogę tylko taki wynik ;)

===============================
Śmiecha nie będzie - same fakty :P
Gocha????? Marzena????? POOOOOOOOOMMMMMOOOOCCCCCCCCCY :DDD

Fotki powrotne:
Giszowiec - dziadyga pt: cała ścieżka moja xD

Gruntowo czyli tego, czego mi brakowało ;)

Mój ulubiony staw (Barbara) w Kato :)

A na koniec ...


Ehhhhh :-\

========================================
Co do podsumowania miesięcznego, to aż wstyd pisać bo moje wycieczki mogę linkować => całe sześć sztuk, czyli tak zwana poznańska ... PORUTA xD.

Niestety, częściej wykonywałem mega nielubianą (pa ten uśmiech) przeze mnie czynność czyli, o taką pffff

Do tego przez dzieciaki i szkolenia zaliczyłem wuchte terenu służbowego i OBI. Nie wolno zapominać o OBI xD.
Butne podsumowanie? Nic nie napiszę że remontuje bez opaski, której to do tego dwa razy zapomniałem zabrać z mieszkania na cały dzień. Udowodnić więc mogę tylko taki wynik ;)

===============================
Śmiecha nie będzie - same fakty :P
Gocha????? Marzena????? POOOOOOOOOMMMMMOOOOCCCCCCCCCY :DDD

Kategoria Rower
DPD 14/2019
-
DST
26.85km
-
Czas
01:15
-
VAVG
21.48km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 kwietnia 2019 | dodano: 24.04.2019

W sumie to nie miałem dziś w planach kręcenia, ale po wczorajszej demolce kuchni na Piotrowicach, włączyłem sobie wieczorem telewizor i usłyszałem że idzie ocieplenie. Szybka kontrola Meteo ICM i faktycznie: rano plus dziesięć, popołudniu możliwa nawet "dwójka" z przodu. Nic ino jechać więc wstałem, zebrałem się i pojechałem :).
Rano klasycznie z małym urozmaiceniem w postaci Burowca, później popracowałem sobie zawrotne pięć godzin w moim biurze (+trzy "w gościach") i mogłem wracać. A wróciłem moją czwartą opcją czyli przez staw Upadowy, kąsek lasu i tradycyjne D3S :]
Ciągle wieje, ale wracałem w końcu w krótkich spodenkach, więc pogoda ma wybaczone ;).
Trasa ;]
Fotki:
Z rana => wieża ciśnień Huty Ferrum - okolice ul. Murckowskiej i DK-86

Z powrotu => las (z lewej strony) i ...

... nie las xD

Masz Morsie - kradzieje nawet suchych na ognisko nie zostawiają xD ;p
============================================================
Wiosna w pełni - Panowie trzeba uważać podczas jazdy ;) :P

Kategoria Rower
Glut wietrzno-mikołowski
-
DST
35.72km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.61km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze

Od czego by tu zacząć? Może od tego że po Jurze w końcu się wyspałem. Od soboty godziny 23:00 do dziś do 11:00 była tego niecała doba heh ;). Dziś po obiedzie mogłem więc na spokojnie ruszyć na spotkanie z (na) nowo tu piszącym Diobłem.
Po szybkim przywitaniu, ruszyliśmy na tytułowy Mikołów :) Pierw przez Ligotę i Piotrowice - wiało w twarz, następnie przez Podlesie - dostaliśmy bocznym, który to próbował nas na zmianę wmontować w krawężnik, albo zepchnąć na środek ulicy. Następnie zaś po twarzy i dopiero w okolicach Kopanin wiatr dał nam wjechać na najwyższy punkt dzisiejszej wycieczki, po czym ... znów przeszkadzał.
W Mikołowie, na DK-81 i na Kamionce w miarę OK, coby na Owsianej i Panewnikach zaś duć po mordzie. Na rybaczówce zagrożenie deszczowe udało się ominąć i powrót z wiatrem (a jak!!) w twarz przez Panewniki, Ligotę i ul. Rolną na garaż, coby choć glut wyszedł.
Na więcej i tak nie było ani chęci, ani możliwości xD. No prócz Żubra garażowego, po którego to trzeba było dokręcać (bez Endo), bo mi sklep na Stromej zamknęli przed czasem xD
Trasa:
Fotki:
Plus wiatru jest taki że widać góry z Katowic heh
Tu (choć mało) z ulicy Armii Krajowej ...

... a tu z mikołowskich Kopanin z żółtymi kwiatkami w tle ^_^


Widok na Katowice i maszt Kosztowy z rzepakowej miejscówki ;)


Na celu

Klimatycznie na szlaku kolejowym Katowice - Mikołów => ta chmura nas do samego garażu stresowała heh.

Rybaczówka i flagowe warunki wietrzne xD

Widok na szyszkę, znaczy na staw przy rybaczówce xDDD.
Temu co o tym zdecydował, osobiście nakopie do dooopy!!

Dobrze choć że Paweł ma się dobrze, bo jeszcze i jego wytną xD


Jutro ponownie praca, a po niej remont. Cóż, przynajmniej (po pracy) na chacie wiało nie będzie ;).
=========================================================
Pytanie ino czy będę miał gdzie pracować????

Tak jak i mi moje biuro!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! xDDD
EDIT: Dzieci nie było, za to przyszła w gości kontrola rachunkowości (joł joł) => mają być do końca tygodnia, ale Kieras raczej do tego nie dopuści :P. Dziś jednak musiałem w teren wyemigrować - o taki, pokręcony trochę ;]
Kategoria Rower
Skałki z Cycówką w tle :P
-
DST
22.60km
-
Kalorie 2875kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 20 kwietnia 2019 | dodano: 21.04.2019

Bo skoro Filip o Mosznie, to ja o cyckach :-P. Równowaga być musi ;]
Na start jednak geneza. Wyjazd zaczęliśmy kombinować w czwartek... i w sumie w czwartek zakończyliśmy planowanie xD. Gocha nie miała ochoty na spacerowanie, Marzenie zaś niestety zmarł ciężko chory Wujek. Myśleliśmy więc inaczej: albo rower albo góry, wszystko byle tylko nie widzieć Piotrowic xD.
Rower odpadł, bo Łukasz niespodziewanie zrobił se setkę po pracy, góry też odpadły bo kolega miał świąteczny dyżur w pracy, a chodzić z laptopem to raczej średnia sprawa. Maruda więc się uparł na Jurę i nie dość że namówił swoją dziewczynę, to jeszcze nakłonił moją Siostrę do wyjazdu :D. Brawo on => szlak musieliśmy tylko skorygować i wymyślić coś co ma tam około dziesięciu kilometrów. Przypomniał mi się zatem plener gdzie kiedyś zabrałem Kuzyna poznańskiego czyli Dolina Kobylańska, którą to pomyliłem niechcący z doliną Będkowską xD.
BTW: Gocha :PPPP
Wypiła czy tam wylała - mała różnica :D

Żeby jednak psu nie było żal, dzień zacząłem od przyjazdu na Ochojec, gdzie wykonaliśmy malutki spacer który to doliczyłem do dystansu. Następnie pod blok Gochy przyjechali maruda i Marzena i w drogę. Po godzinie (maruda się mało odzywał, a jak się już odezwał to marudził) dojechaliśmy na miejsce.
Ogólnie to uwielbiam mieszkać na Śląsku - godzina do gór, godzina do Jury, inne atrakcje na miejscu heh :))))
Dobra, wróćmy do kwintesencji wpisu. Po dojechaniu na miejsce, pokazałem marudzie gdzie planuję ognisko i ... maruda znów stał się Łukaszem. No dobra, Łukaszem z alergią, ale jednak Łukaszem ;). Radośnie mogliśmy zacząć więc wycieczkę - mega klimatyczną że dodam ;). Idąc w sumie bez planu, wykonaliśmy pętelkę, która to Łukasz korygował co chwilę. "Zaliczyliśmy" dolinę Kobylańską, wuchte leśnych duktów, okolice Omszalej Turni, Jastrzębiej Góry, następnie wąwóz i dolinę Bolechowicką, wleźliśmy w okolice jakiegoś tam krzyża, następnie do Karniowic i po dwóch nieudanych "misjach-sklep" do auta po popas ogniskowy ;).
Najsmaczniejsza cześć wycieczki rozpoczęła się od szukania miejsca pod palenisko - wszak nie tylko my wpadliśmy na taki plan.
Miejsce się znalazło dość szybko, ale niestety Łukasz musiał być "pod telefonem", a skałki skutecznie nam ukradły zasięg xD. Znalazł się ... yyyy na drzewie ...

... tak więc tam został umieszczony fon i do roboty - Łukasz po patyki, ja do rozpalania ;). Poszło mega gładko więc nastąpił kolejny podział. Laski do gotowania, Łukasz relaks, a ja po wszamaniu dwóch wusztów rura na mój główny cel czyli skałki => Hasacz znów się włączył :D.
Pierw na Wielbłąda, później jakąś pseudo ścieżką do kapliczki i jazda na pierwszą turę kartofli. Po niej nadszedł czas na drugą stronę doliny. Pierwsza skałka mega sympatyczna (taka po schodach) a później ... w dzicz - zero szlaku xD. Doszedłem jednak tam gdzie chciałem, zjechałem na dooopie i dzięki drzewkom zameldowałem się na dole na drugą porcje pyrek i Żubra ;).
Po jedzonku zostało nam ino zagasić ognisko wodą z potoku, pozbierać śmieci, dojść do auta i udać się w drogę powrotną. Cycówka była niestety nie do zrobienia, ale ją widziałem heh ;)
Trasa a)
Arya - alkoholik ponoć widzi podwójnie ;)

Trasa b - główna)
Fotki => oj, będzie ich dużo :-P. Filmik może przeniesie zajączek :-P
Miejsce startowe => z parkingiem mega ciężko, ale na całe szczęście ktoś wyjeżdżał ^_^

Idziemy ;]

EEEE tam - głupoty piszą :-P

A tu w sumie racja ;))

Pierwsze atrakcje + moje pierwsze w tym sezonie krótkie spodenki ;].
Jeszcze o około 20 stopni za zimno, ale skoro się nie ma czego lubi ... ;)

Tu weszliśmy, ale ino Bozia była xD.
Przeszedłem koło niej wieczorkiem ;]

Szlakiem ... ze słonecznikiem oczywiście ;)



Łukasz (dzięki Samsungowi) artystycznie

Dalej szlakiem ... bez szlaku ;)

Rękuf jak mrufkuf u kolegi :D

Zdrowo tak? Oj woda krystaliczna, więc można było ^_^

Wąwóz Bolechowicki z dołu ...



(Miły widoczek - górki i chmurki w bonusie ;))

... i z góry

Z dedykacją dla Janiola :)

Widok z krzyża - dziewczyny nie wiem czemu nie chciały ;)



Dobra fryz poprawiony, a po nim kąsek asfaltu ...

... i relaks => co po niektórzy heh.

O tam było ognicho - za jabłonką :)

Ja natomiast pierw na Wielbłąda => oj ciężkie, śliskie wejście ...

... no ale coś za coś ;)

Idę dalej


Widoczek na końcu duktu :)

Gwoźdź wyjazdu!!

Nazot do góry.Nasze ognisko z czegoś tam - okolice Bodzia.Łukasz był, dziewczyny nie chciały, zaś nie wiem czemu :D

Szlak ... bez szlaku, ponownie xD
No ok, to nie zachęcało heh.

I stąd schodziłem, albo dobra - na dooopie zjeżdżałem :P
W drodze do auta - tak było ;)
===========================
Pozdro!!
PS: Ocenzurowałem ;]]]]

PS2: Wasze wpisy obiecuję że nadrobię ;)
Kategoria Z Buta
Przeminęło z Będzinem
-
DST
54.08km
-
Czas
02:38
-
VAVG
20.54km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 18 kwietnia 2019 | dodano: 18.04.2019

Sorki na start za brak aktywności, ale ostatnio od tej zacnej strony bardziej wolę przeglądanie ofert marketów budowlano-meblowych xD. Znaczy się nie wolę, ale wiadomo - jak mus to mus. Zresztą same oferty nie są złe, nawet kupowanie tych produktów nie jest złe!! Gorzej że jak się już wybierze i kupi, to samo się nie zrobi. A szkoda :P
Kasia tu myśli jeszcze, bo by miała prościej aniżeli u mnie :D

No ale walczymy - szczegółów póki co nie zdradzę, bo jestem kulturalny xD Liczba przekleństw by przerosła nie jednego/jedną z Was heh :D
Aaaaa, jeszcze na drugi start: biuro miałem bodajże na dwa dni. Dzieciaki ciągle mi je okupują więc między odwiedzinami "Parków Rozrywki" typu: OBI,
Na dziś bilans wyglądał następująco => 185km z buta w kwietniu i ... 97 kilometrów rowerowych. Kapitalnie wręcz - zmienić to więc trzeba było ;). Teren z czterech ostatnich dni, zrobiłem w trzy, więc wiedziałem że do pracy jadę tylko "złożyć życzenia świąteczne".
Po klasycznym dotarciu do Szopienic już jednak wiedziałem że ambitnie to nie pojeżdżę. Forma niet, czas niet, wiatr ... no tak: był i od rana gamoń przeszkadzał :/. Postanowiłem więc wykonać ino pięćdziesiątkę z celem w Będzinie.
Do miejsca docelowego dotarłem przez Sosnowiec, do którego to powróciłem po chwili przerwy przy zamku. Później przez Stawiki, Burowiec, Zawodzie, D3S na Ligotę po której zaliczyłem Panewniki i kąsek kilometrów gruntowych.
Wiecie co? Wiało!! Co do wyniku jednak nie mogę do końca usprawiedliwiać się w-morde(windem) - on se wieje bo lubi, gorzej że przez remont kondycja i (niestety) ambicja mi siada xD.
============================
Dziś Piotro, jutro Ochojec i ogarnięcie spraw Gochowych, a w sobotę ... raczej Jura (jak będzie => to będzie i BeeS i pewno filmik od Łukasza heh) z buta. Przecież dogoniłem trochę butne kaemy!!! Jak nic trzeba się przejść na jakiś dłuższy spacer z ogniskiem ;). Rower nie zając ... :-P
A właśnie na PKP w Piotro takiego spotkałem ... ale uciekł xD

Trasa:
Fotki:
Z rana nic nie ofociłem bo słońce po ryjku dawało, a tu już śniadanko koło stawu Hubertus - w tle (za drzewami) Sosnowiec budzi się ze snu

To zdjęcie musiałem dodać - dla uspokojenia ten odcinek miał może ze sto metrów heh

BTW: zawsze mogło być gorzej :P

Później już tak ...

... ale do czasu heh

XDDDDDD
Na celu

Z powrotu => ponownie w najdalej na południe wysuniętej dzielnicy Warszawy - i od razu dodam że ta DDR-ka jest spoko, ta będzińska za to jest tragiczna xD

Stawiki i zaś sympatycznie


A tu już Kato gdzie widzimy wieżę ciśnień na ulicy Korczaka z dalsza ...

... i z bliższa

D3S tym razem "z dupy" strony ;)

A na koniec coś gruntowego - przez remont nawet nie wiem kiedy się zazieleniło xD

===========================
Dziś bez śmiecha - samo (moje) życie ostatnio xDDD

Kategoria Rower
DPD 13/2019 + Dziećkowice
-
DST
71.62km
-
Czas
03:15
-
VAVG
22.04km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 kwietnia 2019 | dodano: 09.04.2019

Kiedy to ja coś ostatnio pisałam? W środę. Tak więc w czwartek byłem w terenie ...
Na Giszowcu chyba znalazłem kadr do kontynuacji filmu "Zróbmy sobie wnuka" :DDD

... później Piotro. W piątek: pierw robota, a później ... padłem na ryj do wyra o 17:00 O_o. Organizm się zbuntował xD. W sobotę od rana remontowanie i w tym miejscu ponowne wielkie dzięki dla Gochy, Diobła, Łukasza i Marzeny za pomoc - super poszło ;).
W niedzielę nastąpił odstresowujący spacer z psem i poprawki na mieszkaniu.

Każda rzeczka jej - i prawie zawsze udało się z gracją z niej wyjść. Prawie :D

Nota za styl i brak telemarku adekwatna :P

W poniedziałek teren służbowy i ponowny atak blacho-smrodem (z fajną Thalią :-P) na największą ostatnio ukruszarkę budżetu mego czyli OBI.
==============================================
A co to dziś, to muszę zacząć nietypowo, bo od pochwał dla miłościwie nam panującemu rządowi. Otóż Jarosław, wraz ze spółką tak bardzo zagrali na nerwach nauczycielom że Ci postanowili sobie zastrajkować. W związku z tym mój Dyrektor stwierdził że trzeba stworzyć świetlicę w której to
Po konsultacjach z osobami które są odpowiedzialne za pracowników uzyskaliśmy informacje że to nie nasza sprawa że pracodawca nie jestem w stanie zapewnić nam miejsca pracy. Tak więc negocjujemy :D. Finalnie wyszło na to, że naprzemiennie chodzimy na nasz teren (który musimy skończyć do końca września), a co drugi dzień jesteśmy grupą interwencyjną - pod telefonem do 15:00, plus to co nam dadzą z rana. Spoko i tak ostatnio więcej jeżdżę autem aniżeli rowerem, więc będę mógł się "bawić" na Piotrowicach i przy okazji coś sprawdzić służbówko na mieście heh. Niech więc strajk trwa ... i trwa :D. Dobra, więcej do tej genezy wracał nie będę ;)
Ogólnie to póki co:

:PPPPP
=========================================
Rano podjechałem do firmy na kole, dowiedziałem się że nic dla nas nie ma, "pod telefonem" zostawiłem kolegę, a sam postanowiłem wykorzystać ponoć ostatni przyjemny dzień w tym tygodniu - niestety idzie ochłodzenie :-\. Padło na Dziećkowice, bo lubię heh. Trasy nie będę opisywał, bo była w sumie taka sama (albo podobna) jak TU albo TU.
Skorygować ino musiałem na końcówce, bo trzeba było sprawdzić jedną rzecz przy remoncie kanalizacji na ulicy Kamieńskiej. Mała to była różnica - po prostu zamiast przez Giszowiec, wróciłem przez Podlesie, Zarzecze i Ligotę ;).
Co do warunków to rano plus 7, później przy końcu licznik pokazał nawet +18. Wiatr? no był, ale delikatny - dziś i tak by mnie nawet huragan nie zniechęcił, taki głód kręcenia ;).
W garażu się zameldowałem trochę po 11:00. Siły na co najmniej setkę były - ale są priorytety heh.
Trasa:
Fotki:
Poranne słonko ...


... i śniadanko => tym razem w takim o to plenerze w tle

Kosztowy - najlepszy odcinek dziś!!
Lekko w dół, dobry asfalt, mały ruch samochodowy i ... wiatr w plecy ;)

Jeszcze nie na miejscu - ale swojsko ;)

Cel
- za brak widoku górek pffff

+ za czystą wodę

Coś z powrotu dla poznańskiej marudy DDR-kowej :-P

Mysłowice Ławki - niby wiocha ...
... a tu jeb (!!!!) szyb KWK Wesoła :D

Jedziemy dalej => las zły ...

... i las dobry ^_^

Gruntowo (chyba że jeździsz szosą :P) - najlepiej :)))))

Na koniec jeszcze raz coś o drzewach.
Otóż odwiedziłem przy okazji las smoleński.

Kiedyś tam już o nim pisałem.
No jest brzydki, ale wolę już takie coś, aniżeli postawić jakieś schody granitowe w środku miasta!!!
BTW: Oddaliłem się trochę - i o to ten las - palikami ogrodzony xDDDDDDDDD

Będę czekał aż Mors, pod chatą skończy drzewa siać i wyjdzie że puszczę zasadził :P:DDDDD
=====================================
Pozdro ...

... i do kolejnego ;]
Kategoria Rower



