Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

3/3 Gaiki

  • DST 25.43km
  • Kalorie 3052kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 8 lipca 2018 | dodano: 10.07.2018
Uczestnicy



Trzeci dzień zaczął się mega leniwe, zanim nawet pomyślałem o wstaniu, to już Diobeł zagadał o ćmika, a że mieliśmy całe dwa, no to niestety trzeba było się ogarnąć żeby cokolwiek przydymić z namiotu XD Następnie po bardzo długiej chwili relaksu, mogliśmy zacząć pakować nasze manatki i rozpocząć żmudną około ośmio-kilometrową trasę do sklepu.

O tym odcinku nie będę się rozpisywał. Był po prostu tak ambitny że masakra, ale najważniejsze że skończył się sklepem. Później już szukanie jakiegoś Busa, który by nas podwiózł do Pietrzykowic, coby nie iść tym durnym asfaltem. No niestety, nie udało się. Niby były rozkłady, ale ... z 2014 roku xD. Doszliśmy do sklepu, zakupy i plan jakiś trzeba było ogarnąć. Jeden Bus jechał, ale niesety bezpośrednio do Żywca - co nie było nam na rękę :)

Zgodnie z sugestią mojego kompana - wracamy w góry i "walimy" z Międzybrodzia (334m n.p.m.) pierw niebieskim na Nowy Świat (622m n.p.m.), żeby następnie zielonym dojść do Gaik (804m n.p.m.) i zejść czerwonym do Straconki (430m n.p.m.), skąd już odcinkiem miejskim ogarnąć PKP Bielsko Biała Leszczyny.

Szlak w pierwszej fazie dość mocno "szedł" do góry (raj, dla naszych zmęczonych podeszw xD) a później już gruntowo ... i zrobiło się błogo. Sympatyczny, lekko górkowaty fragment - napisałbym że dobry dla dzieci, no ale ostatnie zejście jednak nie należało do przyjemnych heh. Dwa Żubry zostały wypite (dwa razy na pół), pooglądaliśmy kolejne super miejsca na nocleg pod namiotem kiedyś tam, zobaczyliśmy kapitalny punkt widokowy na Bielsko i zeszliśmy na obiad oraz do sklepu, po ostaniom parę Żubrów przed pociągiem.

Dworzec ogarnęliśmy nowym bielskim szlakiem. Cóż, spodziewałem się tam krzaków i spokojnego marszu z piwem, a trafiliśmy ... na chyba główny punkt rekreacyjny miasta. Ścieżki rowerowe, place zabaw i wuchta wiary :D No trudno, to był bardzo trzeźwy szlak także nikt nie zwracał uwagi na dwóch ludziuf z piwem i plecakami idących :)

Na PKP doszliśmy, nie patrząc o której pociąg i mieliśmy do niego ... około 5 minut :D Dobrze że był dziesięć opóźniony heh. Ideał? no niestety nie do końca, trafiliśmy na Kinder-Zug ;/ Takiego natłoku gównia ... wróć uroczych dzieciątek, to dawno nie widziałem - super ze był przyśpieszony i nie przeszkadzało mi nawet że nie zatrzymywał się na Brynowie. Piotrowice też uszły, przynajmniej mogłem se pójść po odwiedzinach u babuszki na Ligotę, bo oczywiście busa nie było, ot dawno nie spacerowałem :D

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1154171458

Fotki:
Poranek z widokiem na Tatrę :D

Widok na drugą stronę był taki se :D
Śmietnik i śpiwór oczywiście posprzątany :)

Jakim cudem to splajtowało, to nie ma zielonego pojęcia xD

Wracamy w kierunku zapory :) Wczoraj te podejście było masakryczne!

Jezioro Międzybrodzkie i Góra Żar artystycznie :)

Ogólnie pojawił się nawet pomysł iścia na Żar, byliśmy wszak koło czerwonego szlaku, no ale niedziela, ładna pogoda, za duże natężenie Januszów i Grażyn na czubku xD Z resztą wiecie jak lubię szczyty na które można wjechać kolejką heh.

Cmentarz na początku niebieskiego szlaku ...

... i hmmm, Elektronika wkrada się wszędzie :D

Terenowo ...

... i asfaltowo :)

Szlak zielony z Nowego Świata (622m n.p.m.) do Gaik (804m n.p.m.)

Cel :)

Czerwony do Straconki ;]

Panorama ;]

Helołłł :)

Obiad i na pociąg do Leszczyn ;]

=================================================
Finalnie wyszło coś takiego, przewyższeń nie podam bo moje Endo jest nienormalne xD

====================================================
Wszystko oki, wątroba cała, ino moje nogi dziś (poniedziałek) są hmmm ... zmęczone :D 

Oczywiście poszedłem, trzeba zarobić na kolejne tripy :)


Kategoria Góry

2/3 Czupel

  • DST 32.58km
  • Kalorie 6499kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 7 lipca 2018 | dodano: 09.07.2018
Uczestnicy



Drugiego dnia wyspani jak ta lala (taaaa, od drugiej do siódmej rano xD) mogliśmy dość żwawo zebrać swoje manatki i uciekać z noclegu => wszak byliśmy zaraz koło szlaku :D Następnie na gibko na toaletę i śniadanie do schronu (1052m n.p.m.) i jazda na szlak niebieski (bardzo taki se), bo Gocha już wychodziła w Piotrowicach na pociąg. Przez Bramę Krakowską (685m n.p.m.) i Bystrą doszliśmy ponownie na miejsce naszego wczorajszego startu, czyli dworca w Wilkowicach.

Ten odcinek ... no był szybki, do tego zbierałem "ochrzany" - raz od Siostry bo się spóźnimy, a dwa od chłopaków bo gonie xD. Finalnie Marcina i Filipa przekupiłem piwem w puszce, a Gocha se sama wymyśliła że nie czeka, ino już idzie czarnym, a my ją dogonimy :) No oki :)

W Wilkowicach sklep i poprzez miasto oraz kolejne nawierzchnie utwardzone doszło do spotkania wszystkich uczestników. Piwo w dłoń i w las dalej czarnym szlakiem, coby nam jagódek nie wyzbierali. Jeden mały postój przy Skale Czarownic i meldujemy się na Smoczej Jamie (897m n.p.m.) Od tego miejsca już zaczęło się szukanie darmowych owocków ;] Miejscówkę udało się znaleźć dość niezłą i nastąpił podział na dwie grupy => my rodzinnie zajęliśmy się zbieraniem, a pozostała dwójka poszła się obijać na Czupel (930m n.p.m.)

Pozbierali i nastąpił kolejny podział, gdyż stwierdziłem z Marcinem że szkoda wracać i się nudzić w niedzielę, więc zostajemy :) Filip miał umówione na jutro rowerowe spotkanie, więc wziął mi Siostrę "pod pachę" i zeszli na Zuga. My natomiast rura do Międzybrodzia szukać sklepu i noclegu nad jeziorem. Bardzo sympatycznym szlakiem czerwonym, zeszliśmy do poziomu 334m n.p.m. chwile po godzinie 18:30 => sklep został płynnie znaleziony, zapasy uzupełnione i ... kibel. Zero opcji noclegowych ;/ Doszliśmy do zapory w Żarnówce, następnie na szlak czerwony, który biegł w kierunku Góry Żar. Zaczęliśmy odczuwać nogi, no ale spać gdzieś trzeba było. O 21:00 znaleźliśmy w końcu opuszczony ośrodek i po konsultacji z Panią Sąsiadką nt: czy ktoś tego pilnuje, uznaliśmy że to jest to!! Płasko, widok na jezioro, miejsce na ognisko. Gitara :)

Ognisko udało się nam jakimś cudem odpalić (wilgoć ;/) pojedli wusztów i kartofli (z dość średnią ziemniaczaną przyprawą) i poprzez odgłosy imprezy po drugiej stronie do namiotu na kimono ;]
=====================================================================
Trasy dwie - Endo się popsuło na około kilometr xD
https://www.relive.cc/view/e1153462751
https://www.relive.cc/view/e1153800901


Fotki:
Baza noclegowa :)

Schron i Klimczok w centralnej części

Szlak niebieski i widoczek z niego


Le Autor na tle Bystrej :D

No dobra, tu jest Bystra :D

Słonko dawało radę heh

Fotkę w lustrze? :D

Widok na Skrzyczne z Wilkowic Górnych 454m. n.p.m.

W komplecie :)

Szlak czarny, jak widać (trochę mało wyraźnie - sorki) zresztą :P

Klimatycznie ;)
Z cyklu znajdź Siostrę :D



Jakoś się skojarzyło :D

Jest i on

Szlak zejściowy

I na dole => na wprost Gór Żal wróć Żar

Odcinek asfaltowy ominiemy, a tu zapora ...

... i dwie atrakcje wieczorne :)


Bazę noclegową opisze w "jutrzejszym" wpisie ;)
================================================================
PS: Kuszące xD


Kategoria Góry

1/3 Prawie Magura

  • DST 15.70km
  • Kalorie 2475kcal
  • Aktywność Wędrówka
Piątek, 6 lipca 2018 | dodano: 09.07.2018
Uczestnicy



Genezy tego tripu w sumie nie jestem nawet w stanie nawet określić, gdyż choć umawialiśmy się od zeszłej niedzieli, to wszystko się "pokićkało" xD Planowo z Gochą wymyśliliśmy sobie że w sobotę jedziemy na jagody w Beskid Mały. Następnie kolejno odezwali się Filip i Łukasz, więc zamieniliśmy Mały na Żywiecki, z opcją spania na Rysiance i niedzielnymi jagodami albo na Romance albo pod Pilskiem. W międzyczasie odezwał się jeszcze Grzegorz, z wizją roweru lub gór ale ino na sobotę.

W czwartek jednak Łukasz stwierdził, że chyba jest chory i trzeba było znowu kombinować plany inaczej xD Im bliżej weekendu tym bardziej pod górkę heh. W końcu w tenże czwartek wieczorem zadzwoniłem do Devila, następnie zagadałem do Filipa i finalnie ustaliliśmy ze jedziemy w piątek po robocie w ... Śląski heh. Na cel został ustalony Klimczok, po to żeby w sobotę odebrać Siostrę z dworca z Wilkowic i pójść na nasz stały szlak jagodziany xD Dobra gitara, do tego wiedzieliśmy że izobronka raczej nie zabraknie :D

Sponsor wyjazdowy xD


Po tych całych kombinacjach zostało tylko przepracować piątek i pojechałaś do babuszki, ogarnąć wszystko co tam jest do zrobienia ...

BTW: Pijok :P
Choć tu nie wiem co jest bardziej niedorzeczne - Tola z Żubrem czy ja z bezalkoholowym :E



... i niechętnie pójść na pociąg który miał odjazd trochę po 17:30. Czemu byłem aż taki niechętny? a no dlatego że patrząc na meteo.pl wyszło że do około dwudziestej w górach ma lać. Moje sugestię żeby poczekać na ten przed dziewiętnastą i na spokojnie dojechać spełzły na niczym. I tak zgodnie z planem pierwotnym, po około godzinie zameldowaliśmy się w Wilkowicach (402m n.p.m.).

Na dzień dobry poszły jakieś piwa bo ... uwaga, uwaga ... lało jak diabli xD. Trochę na PKP, trochę pod dworcem (oczywiście pomachaliśmy jeszcze pociągowi późniejszemu), przeczekaliśmy deszcz i poprzez sklep, udaliśmy się asfaltem (czy tam brukiem) w kierunku Bystrej (468m n.p.m.), coby zacząć prawidłową nocną część wyjazdu :) I tak z latarkami udaliśmy się ciągle szlakiem zielonym w kierunku przełęczy Kołowrót (775m n.p.m.).

Byłoby idealne, gdybyśmy szlaku nie zgubili. W sumie nie z naszej winy, bo co się nie spojrzało to widzieliśmy oznaczenie. Jakiś mądry po prostu znaków nie zamazał, jak nowy wytyczał xD No trudno, z GPSem w ręku wyszliśmy na szlak żółty, którego nie dało już się zgubić i finalnie osiągnęliśmy w/w przełęcz o godzinie 22.30.

W planach była jeszcze opcja Szyndzielnia, no ale bez sensu. Ponownie na zielony i rura w kierunku Klimczoka. Siodło (1042m n.p.m.) zdobyliśmy sprawnie i poprzez Pitt Stop na kolację w schronisku na nocleg. Co do noclegu to standardowo, nie było wiadomo jak i gdzie :P
Po raz kolejny na całe szczęście jakieś 200 metrów za schronem, udało się nam ogarnąć ładny, prosty kąsek trawy, co nam w zupełności wystarczało :) Jakieś piwko, śpiewy, podziwianie nocnego widoku na Bielsko i nyny ... przed drugą w nocy.
=============================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1153261047

Fotki:
Na tamtą górę idziemy xD

Ruszamy ...

... no dobra, poczekamy jeszcze chwilę :D

Teraz już poważnie idziemy, na całe szczęście padać przestało i było dość ciepło :)

Starsza część wycieczki, młodzież wygnała do przodu heh

Sympatyczny zachód :)

I coś ze szlaku, żeby nie było że nic nie wrzucam :P


Za Klimczokiem kapitalny widok na Bielsko, oczywiście żelazka nie ogarnęły, ale co oczy widziały to nasze ;]

I nocleg :)

Przynajmniej nie było dylematu jakie zdjęcia wklejać :D
============================================================================
Tak jak i nam przed spaniem xDDD

Przynajmniej rano zdrowi byliśmy ;)


Kategoria Góry

DPD 22/2018

  • DST 25.35km
  • Czas 01:08
  • VAVG 22.37km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 lipca 2018 | dodano: 04.07.2018



Rano przez Upadowyyyy, w pracy 8h i nazot przez Zawodzieeee ....



Na garażu kontrola stanu okurzenia Krossiwa i do domuuu, memy oglądać. Jutroooo teren i babka jpied. Normalnie dzień świstaka i mógłbym śmiało zacytować Marka Konrada z "Dnia Świra" ...
====================================================================
Trasa => stałaaa, nudnaaaa
Fotki:

Rano i słońcem po oczach ....

... i dzięki somsiat

Ehhhh, w piątek pewno myjnia a później w góry zobaczymy czy ino na sobotę czy na weekend, muszę odpocząć i się zrestartować ...
==================================
No tak ...

... XD


Kategoria Rower

DPD 21/2018

  • DST 26.96km
  • Czas 01:12
  • VAVG 22.47km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 lipca 2018 | dodano: 03.07.2018



Po dwóch dniach odpoczynku od roweru, dziś ponownie mogłem choć symbolicznie wystartować na DPD.
==========================================================================
Trasa z rana była trasą standardową (do bólu), gdzie jedyną atrakcją była totalne czerwona fala. Zaliczając wszystkie światła (przy 12*C i zerowym wietrze) wpadłem do roboty za dwie siódma, więc w sumie OK ;]

W pracy do godziny 14:00, nic ciekawego się nie działo.
Później była "zabawa" ze złapanym Zaskrońcem, którego rodzina zagnieździła się u nas pod pawilonami. Samica (około półtorej metra długości), jeszcze se hasa pełza gdzieś w okolicy, a puki co, jedno z jej dzieci zostało złapane i wywiezione przez fachowca ze schroniska w bezpieczne (ponoć) miejsce. Zdjątka (zawartości wiadra) nie mam bo niestety mógłbym być uszkodzony przez ... koleżanki, które no nie do końca są zwolenniczkami takowych milusińskich ;) Sympatyczny, taki zielonkawy był.

O 15:00 wyruszyłem w trasę powrotną, która była już tradycyjnie sponsorowana przez wiatr prosto w nos. W związku z tym jakże niespodziewanym faktem, urozmaiciłem powrót o staw Upadowy i podjazd na ulicę Kolonia Amandy - w lesie zawsze spokojniej :-) Później zostało mi ino przemęczyć D3S i ulicą Rolną do bazy.
============================================================================
Trasa => Brynów - Zawodzie - Szopienice - staw Upadowy - D3S - Brynów
Fotki:
Coś z poranku => czyli w końcu dali asfalt na ulicy Ceglanej :)
Już miałem serdecznie dość tego frezu :-)

I coś z powrotu => czyli Dolina Trzech Stawów, którą po raz kolejny ... zalało XD
Jedno i to samo miejsce, pozdro dla górników za tzw "metodę na zawał", jeszcze trochę i wszyscy się zapadniemy i utopimy ;/

Miało to też dobre strony - opony se umyłem ;)
============================================
Tak w klimacie trochę :D

BTW do pomocy rządowej...

Sorka za popsucie humoru na końcu :P


EDIT => http://gieksainfo.pl/transfer-konrad-andrzejczak-n...
 coś znajomy klub macierzysty :D Tomek, kolega?:D


Kategoria Rower

Na pociąg do Oświęcimia

  • DST 173.66km
  • Czas 07:56
  • VAVG 21.89km/h
  • VMAX 53.59km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 czerwca 2018 | dodano: 01.07.2018
Uczestnicy



Po poniedziałkowych jagódkach, nastąpił okres mieszany to jest: wtorek babuszka, środa teren służbowy, czwartek babuszka, piątek teren służbowy, a w przerwach między tymi jakże miłymi atrakcjami padało xD Na całe szczęście ciągle miałam w głowie zaplanowany na sobotę trip na Palowice i Rudy Raciborskie, który ... finalnie nie wypalił xD. Komplikacja wynikała z faktu, że do konwersacji dołączył Diobeł, który był chętny na sobotę ale nie koniecznie chciał dublować odcinek rybnicki. No dobra, może być nowy plan => więc albo Bielsko-Biała i Wisła albo Kraków i Oświęcim.
Finalnie zdecydowaliśmy się na wariant drugi, bardziej płaski [jak się okazało, niekoniecznie ;)] czyli fajnie, ale trzeba było wyjechać około 6:00 rano, czyli trochę mniej fajnie xD

Wstałem, ogarnąłem się ...

xD


... i o godzinie 5:40,mogłem wyruszyć z garażu na umówione spotkanie pod kościół Mariacki. Na zbiórce porozmawialiśmy chwilę i ruszyliśmy na tytułowy pociąg do Oświęcimia. Ostatni Zug odjeżdżał o 19:50 więc w sumie bez obaw byśmy zdążyli, gdybyśmy nie jechali ... przez Kraków :-D Pierw na Zawodzie, Szopienice (gdzie skończyłem się bawić z Endomondo, zepsuło się na amen xD, dzięki Filip za pilnowanie śladu) Mysłowice, Sosnowiec, Niwkę, a później już standardowym śladem na Sosinę. Następnie w większości gruntowo (zaczęły się górki) przez większe lub mniejsze wioski, wpadliśmy na rynek do Trzebini, gdzie w Pitt Stop cygaretowy :-)

Kolejny cel czyli ruiny zamku w Tenczynie ogarnęliśmy w takich oto klimatach => 
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Tenczyński_Pa... po raz kolejny gaworząc delikatnie :-) Za zamkiem, singiel zjazdowy i mogliśmy usiąść na izobronku, gdzie wpadł nam kolejny plan - omijamy centrum Krakowa, a zamieniamy to na podmiejskie KFC :)
Cel został ogarnięty, tylko z jedną małą przygodą - na zjeździe dość szybkim ... zgubiłem ekipę xD A konkretnie nie wiedziałem czy "uderzyli" drogą główną czy zjechali na czerwony szlak. Przymusowy postój (dodatkowo, brak zasięgu) i po chwili widzę że moi kompadres wrócili po zbłąkaną owieczkę :-D 

Pierwsza część wycieczki zakończyła się około godziny 12:30 i podsumować mogę ją tak: było pagórkowato. O ile długich wjazdów się spodziewałem, to nie wiedziałem że aż tak bardzo dadzą po nogach xD No ale w sumie obyło się bez kryzysów i w dość sympatycznym tempie, zaliczając konkretną ilość bardzo szybkich zjazdów (do 45km/h bez pedałowania) udało się ogarnąć obiad ;]
===========================
Po opędzlowaniu dziesięciu skrzydełek w pakiecie z fryteczkami, mogliśmy wyruszyć na mój faktyczny cel tego wyjazdu czyli Krakowsko-Oświęcimski odcinek tego, o tego => https://www.malopolska.pl/narowery/trasyrowerowe/v...
O pierwszej części nawet się nie będę rozpisywał, bo daremna, że szczególnym gnojem w miejscowości Skawina. Później trochę przyjemniej (chodź minimalnie) i tak aż do Pitt Stopu piwnego, we wiosce Odwiśle, gdzie choć ładne zdjęcie Wisły udało się zrobić. Następnie w miarę spokojnymi wnioskami, częściowo w deszczu, z jednym kryzysem (odcięło mi prąd xD), wpadliśmy na zaporę w Łączanach, od której trasę już znałem z tej oto wycieczki => http://lapec.bikestats.pl/1591233,W-koncu.html

Po chwili, gdzieś tam w połowie wjazdu (długiego i durnego) ogarnęliśmy sklep i poprzez zjazd, wpadliśmy na typowe płaskostopie poznańskie. Tym razem nawet bardzo typowe, gdyż w pakiecie do mega fajnych widoków na Beskidy, dostaliśmy dość konkretny wmordewind :-\ No nie powiem sił zabrał, ale ja i tak byłem mega zadowolony z tego szlaku bo widoki jednak były mega godne. Szkoda że ino ja hehe. Następnie z dwoma tam krótkimi postojami, wpadliśmy do Oświęcimia gdzie mieliśmy jeszcze spokojne 40 minut do odjazdu pociągu ;] Pociąg odjechał punktualnie, a związku z tym że przyjechał "stary kibel" to szło spokojnie se piwo wypić i nie tylko heh.

Na dworcu pożegnanie z Filipem => on do domu, a my na klachy w okolicach dworca Katowice Załęże. Później to już tylko dojazd na garaż na spokojnie, patrząc dookoła, coby jakiś ktoś w niebieskim przypadkiem nie polował na dodatkowe fundusze w budżecie państwa :-D
====================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1149511487
Brak odcinków Brynów - Centrum - Załęże - Brynów
<iframe src="https://www.endomondo.com/embed/workouts?w=pPSbyYOmsiY&width=680&height=600" width="680" height="600" frameborder="0" scrolling="no" ></iframe>

Fotki:
Start, nieludzka godzina wręcz xD

Nowy singiel za Maczkami xD

Jeziorko Sosina

Na szlaku ;]

Trzebinia Rynek - tak wiem, widelec do mycia :P

Po podjeździe na zamek, (który wjeżdżałem na przełożeniu 1x3) taka oto nagroda widokowa ^_^
Zdjęcie (pomniejszone do tego) wiadomo nie oddaje zajebistości :)

Ruinki i moi kompani dziś ;]

Pitt Stop

Jedyna atrakcja na początkowym fragmencie szlaku - nie powiem sympatyczna :-)


Gorszy odcinek xD
Gocha wykrakała, tyłek mokry xD

A tu Szkodnik, "zobaczył" to samo co Krossiwo rok temu ;)

Widoczki ze szlaku





No niestety, infrastruktury zero, przepraszam ZERO!!!

I dziękujemy, wracamy do Kato ^_^


Czwarty kolejny weekend z "setką" odhaczony, w przyszły pierniczę, ewentualnie Rybaczówka i ... ze 20h snu xD
===============================================================
==============================================
Podsumowanie => w końcu jakoś to wygląda :)))


Chodzone ;]

==========================
Jest moc :P


Kategoria Rower

Ja-gut Trip

  • DST 9.60km
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 25 czerwca 2018 | dodano: 26.06.2018




https://m.youtube.com/watch?v=cii80-o10nc


Witam nietypowo ^_^
Dziś korzystając z dnia wolnego, który był zaplanowany pod niedzielne jagody ... pojechałem na jagody :-D W sumie to faktycznie mieliśmy jechać wczoraj, ale Siostrę mą chyba trochę wystraszyła pogoda, która w sumie była względna, no ale kto co lubi :) Zrobiłem za to sobie spacer na mecza, o taki był => https://www.relive.cc/view/e1145997744 => wyjątkowo ze zdjęciami, bo się transfer kończy heh. O meczu ... no co by tu hmmmm

A poza tym to ...

======================
Balonik pękł, a ja wyspany w poniedziałkowy poranek wstałem po 8:00 rano, i mogłem na spokojnie wyjść na pociąg do Wilkowic, który odjeżdżał o godzinie 9:38. Po 73 minutach jazdy (lubię to) dojechałem na miejsce i wyruszyłem na łowy, oczywiście nie odpuszczając sklepu po zaopatrzenie :-D
Rozpocząłem wycieczkę czarnym szlakiem w kierunku Magurki. Szybki, potwierdzony szlak który miał mi planowo zająć trochę ponad trzy i pół godziny (około jedenastu kilometrów) więc luzik :-) Do tego miałem cynka:

I w sumie wyszło na moje. Pierw czarnym aż do Chatki na Rogaczu czyli odcinek mega pod górkę, gdzie jednak koszulka termoaktywna nie była moim sprzymierzeńcem - było mega parno i bezwietrznie xD Później ogarnięcie jednego czy drugiego pola jagódkowego i rura na schronisko na Magurce. Następnie już ino gonitwa na pociąg, coby się załapać na bilet dziesięcio-godzinny. W tej właśnie chwili postanowiłem olać iście na Smoczą Jamę i zamiast czarnym, zejść szybszym zielonym. Misja zakończona sukcesem i poprzez planowaną wysiadkę w Pszczynie do bazy. Wysiadka w Pszczynie finalnie jednak nie wyszła, gdyż w pociągu odpalił się Morfeusz ... który obudził mnie dopiero w Piotrowicach. Cóż, nie narzekam, kebab w Katowicach też był dobry :D
=========================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1146336547 - Endo zaś wariowało i wyszło trochę ponad dziewięć kilometrów przewyższenia :D


Fotki:
Wystartowałem, parasol w plecaku na szczęście się nie przydał ;]

Początkowe widoczki ;]

Pierwszy punkt kontrolny


Filip, na kolejny trip? Ino do Jonosfery, później już płasko :D

Szczyt i widoczek z jego okolic ;]


Godne miejsce, w sumie na naszej klasycznej polance nie byłem, ale ogólnie to kibel z jagodami w lesie ...

Na szlaku spotkałem w sumie siedem(!!) osób, a ten Pan był mega rozgadany, to sobie około pół godzinki pogadaliśmy przy jagodach i piwku :)

Sklepu na Magurce, oczywiście sobie odmówić nie mogłem ;)))

Najwyższy punkt wycieczki

Zielony z powrotu


Łup końcowy :)))

I wasza kebabowość :D


Dziś lało, jutro i w piątek teren służbowy, więc rower dopiero raczej w sobotę gdzie planowane są Rudy Raciborskie oraz Palowice ;]

======================================================
Coś w tym jest heh ;))


Kategoria Góry

Noční výlet

  • DST 105.25km
  • Czas 04:53
  • VAVG 21.55km/h
  • VMAX 51.32km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 22 czerwca 2018 | dodano: 24.06.2018
Uczestnicy



A jednak nocny wyjazd doszedł do skutku i to nawet ze Szkodnikiem między nogami :)
========================
Pogoda okazała się nadmiar łaskawa i wszystkie nasze wątpliwości zostały rozwiane przez piątkową prognozę, która jasno mówiła że jeżeli nawet coś spadnie z nieba to będzie to jedynie chwilowe. Minusem niestety była temperatura, która miała oscylować w granicach 10*C. Jak dla mnie o jakieś 15*C za mało, no ale co zrobić, rozgrzewał mnie za to widok Filipa który przyjechał w krótkich galotach i z gołymi rękami xD

Tak więc, zgodnie z wcześniej założonym planem umówiliśmy się o 20:00 przy Panoramie, i w składzie ja, Filip i Diobeł mogliśmy wyruszyć w kierunku naszych południowych sąsiadów.

Pierwszy odcinek był mega towarzyski, gdzie rozmawiając, wjechaliśmy do Mikołowa ... dość żwawo, gdyż tempo musiało być zachowane coby dać nam możliwość zdążenia przed 22:00 do Biedronki. Szkopuł w tym że dojazd do Orzesza jest niestety typowym dojazdem góra - dół i tu można śmiało napisać drukowanymi GÓRA - DÓŁ xD No ale z nóżki na nóżkę, czasem z płucami na wierzchu udało się nam około godziny 21:15 zdążyć do sklepu gdzie ogarnęliśmy resztki pieczywa i nasze wcześniej założone kiełbaski na ognisko :-) Po zakupach, wjechaliśmy już na klasyczną drogę do Rybnika... która była typowym płaskostopiem poznańskim :-D W tym miejscu nadmienię również nasz mega fart. Otóż po chwili jak wyjechaliśmy z Biedry, asfalt zaczynał być coraz bardziej mokry, żeby po chwili zmienił się bardzo mokry xD Było więc jasne za chwilę przed naszym pojawieniem się w tych rejonach przeszła tam dość potężna ulewa, która na całe szczęście nas ominęła :-) Jedynym minusem był ino mokry tyłek => cóż brak błotników zrobił swoje heh.

Pomimo tej niedogodności odcinek ten został przejechany w dość sympatycznym tempie z jednym malutkim Pitt Stopem. W sumie to nawet musieliśmy go pokonać dość żwawo, gdyż brakowało nam jeszcze kilku produktów, które mieliśmy zakupić w Rybniku w sklepie z płazem w logo. No niestety na miejscu minęliśmy dwie Żabki ... koło żadnej z nich się nie zatrzymując xD Zostaliśmy więc na lodzie i praktycznie aż do samego Radlina misja było jedna: znaleźć jakiś 24-godziny sklep lub tanksztele. Sklep na całe szczęście udało się znaleźć i poprzez zakupy mogliśmy uderzyć na dalszą jakże płaską (taaaaa :D) część naszej wycieczki.

Poprzez małą przygodę z panami w niebieskich mundurkach, dotarliśmy do jakiś wiosek i mogliśmy ruszać z kolejną misją czyli znaleźć kąsek lasu pod ognisko. No i niestety kolejny kibel, zero miejsc które by choć przynajmniej przypominały znane nam miejsca, których niemało jest w Katowicach. Coraz mocniej zbliżyliśmy się do granicy, tempo nam spadło, wjechaliśmy w jakąś w boczną drogę która prowadziła do totalnego wypizdowa, więc znów w oczy zajrzała nam wizja z Gdyni, czyli jedzenie kiełbas na zimno xD W akcie desperacji wjechaliśmy w jakąś drogę gminną, później w drogę polną i po naszemu zdziwieniu i radości natrafiliśmy na przecudowne miejsce przy stawie, z nawet placem przygotowanym pod ogień :-) Chłopaki po drewno, ja do rozpalania i mogliśmy zacząć relaksacyjną część naszej wycieczki , która nomen omen trwała dobre 3 godziny ^_^

Ognisko wyszło mega fajnie i niechętnie mogliśmy ruszać (już przy temperaturze jednocyfrowej xD) w kierunku naszego kolejnego celu czyli wieży widokowej na Meandrach Odry. Najpierw kąsek Polski , później wjazd do Pepików, następnie ponownie Polska i zameldowaliśmy się na wyżej wymienionej wieży. Ze strat: zgubiłem pół paczki fajek, no ale i tak to był najmniejszy kłopot, gdyż wschód słońca z platformy był obłędny => fotki niestety nie okażą skali zajebistości :-)

Po chwili odpoczynku, urodził się plan odwiedzenia Orlenu w celu doopatrzenia. Cel został zrealizowany i mogliśmy wróć do Czechów, gdzie mieliśmy jeszcze spokojnie ponad godzinę do pociągu. No niestety, nasz plan zwiedzania Bohumina legł w gruzach poprzez nagłą zmianę warunków atmosferycznych. Trudno, lekko zmoczeni dojechaliśmy do dworca i mając około godziny do odjazdu pociągu, mogliśmy na spokojnie sobie wyschnąć i skupić się na znalezieniu odpowiedniego peronu ... który nie był tak oczywisty, jak się to wydawało :D

Misja zakończona sukcesem i 6:43 udaliśmy się w kierunku Kato. Co mogę powiedzieć o trasie pociągu? W sumie mało, bo Morfeusz zaatakował dość mocno i jedyne co zapamiętałem to wyjazd z Rybnika i stację Katowice Ligota, gdzie zostałem obudzony :-D

Klasycznie :D


Po wyjściu z pociągu jeszcze Izobronek z Marcinem i mogłem zamknąć wycieczkę ... Żubrem na garażu ... czyli klasycznie :-D
===================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1145165795

Fotki:
Mikołów i Strefa Kibica - ciekawe jak będzie jutro hehe

Nocne klimaty ;]

A tu widzimy przygodę Filipa, panowie wyrozumiali na szczęście i w sumie o dziwo obyło się bez dmuchania,
 Zresztą i tak wszyscy trzeźwi .... jak zwykle na naszych nocnych tripach błehahaha

Sympatyczne, niespodziewane atrakcje czyli fontanny w Pszowie

Zbliżenie

Ognisko...

... I klimaty po nim ^_^

Wschód z wieży
o tej => http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/raciborz...

Zbliżenie :)

I na celu :-)


Po raz kolejny dzięki, chodź (prawie) wszystko było idealnie to jednak niedosyt nocnego pozostał, bo co to za nocny bez kąpania się na waleta w stawie przy ponad 20 stopniach Celsjusza? :-D:-D:-D
=====================================================
Oddawać lato i upały, plany mi się sypią xD

Żubra nie dokleiłem, ale to w końcu oczywiste :P


Kategoria Rower

DPD 20/2018 + Lędziny

  • DST 54.96km
  • Czas 02:27
  • VAVG 22.43km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 21 czerwca 2018 | dodano: 22.06.2018



O meczu naszych "orłów" nie będę pisał bo jaki był taki każdy widział. Grunt, że największy winowajca według doniesień internetu został ukarany. I dobrze mu tak :-P



Dziś natomiast dość niespodziewane wpadło DPD. Czemu niespodziewane? Ano dlatego że dziś miałem być w terenie. Szkopuł w tym że kolega wziął na czwartek i piątek urlop, więc w terenie byłem wczoraj (o takim => https://www.relive.cc/view/e1143591169), a jutrzejszy dojazd do pracy nie wchodził w grę, gdyż od zeszłej niedzieli (po wyjeździe do Lublińca) obmyślaliśmy mega fajny piątkowy nocny rajd do naszych południowych sąsiadów :)
==================================================================
Także budzik został nastawiony parę chwil wcześniej i wyruszyłem trasą standardową (czyli przez Zawodzie) do Szopienic. Po pracy natomiast nie mogłem być stratny i wyruszyłem na tradycyjne piątkowe (a tym razem wyjątkowo czwartkowe) kółeczko po okolicy. Na cel obrałem coś szybkiego, coby się nie zmęczyć a jedynie trochę nogi rozruszać. Pojechałem więc na Lędziny. Trip ten był sponsorowany przez wiatr który wiał z kierunków H,W,D i ponownie W. Rozszyfrujcie sobie to sami xD 

Wymordo(windo)wany, dotarłem do miejsca docelowego przez Nikiszowiec, Giszowiec, Starą Wesołą oraz Ławki i poprzez chwilowy Pitt Stop na miejscu widokowym, wróciłem jak zwykle przez Zamoście, lasy murckowskie oraz Ochojec do bazy. Prócz przygód z wiatrem oraz jednej małej dobro-uczynkowej w sumie bez atrakcji ;]

Od jutra pogoda zmienia się na gorszą - jak zawsze jak coś fajnego nocą się szykuje to temperatura musi spaść o 10*C xD Do tego jakieś małe opady są prognozowane, więc nie wiadomo czy "setuni" nie ogarnie Krossiwo. O ile w ogóle wystartujemy ...
================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1144369529
Endo nie ogarnęło, na trzech odcinkach policzyło mi czas a nie dystans ... Mniejsza o to ;]

Fotki:
Pozdro wiatr

Na celu :)
Górki dość ładnie się pokazały, więc przynajmniej taki pożytek z wiatru...

W lasach niestety bez zmian, do tego gamoń (po lewej stronie) mnie okurzał aż do samej Beskidzkiej xD

Przygoda z powrotu: pan Sikorka albo pani (nieważne) odpoczywał/a sobie środku Cegielni Murcki przed Ochojcem, także nawrót i kontrola. Skrzydełka działają, pazurki się wbijają więc chyba nie był/a po dzwonię, ino odpoczywał/a ... w kapitalnym miejscu xD

Pan/i ptaszek dostał/a wody mineralnej z nakrętki i został przetransportowany (wraz z wodą na tzw. drugą nóżkę) do cienia w lesie ^_^

====================================================
Małe spostrzeżenie (uderzając do przedostatniego zdjęcia) na koniec.
Niestety ....


Kategoria Rower

DPD 19/2018

  • DST 27.98km
  • Czas 01:13
  • VAVG 23.00km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 czerwca 2018 | dodano: 19.06.2018



I żegnam od razu, bo mecz ;-)
Tak napiszę tylko na szybko, że rano pojechałem przez Zawodzie oraz wyjątkowo przez ulicę Magazynową ... bo miałem czas :-)  Wróciłem natomiast przez D3S oraz ulicę Kłodnicką, coby zobaczyć czy zajęli się tym znakiem, który zgłosiłem w zeszłym tygodniu ^_^ Nic ciekawego poza tym :P
==========================================
Trasa => Relive się tworzy heh ...

Fotki:

Ścieżka wzdłuż DK 79 wciąż bez zmian, ten sam kibel co był ... to jest xD

A to słynne znaki, znane z tego tripu => http://lapec.bikestats.pl/1680958,DPD-172018.html ogarnięte, choć tamte miały klimat :-D

=====================================================================
Zwycięzcę znamy, teraz ino ciekawe jaki dokładny wynik. Stawiam 2-1 :-)


Kategoria Rower