Opawskie (890m n.p.m.) po raz kolejny
-
DST
11.79km
-
Kalorie 2752kcal
-
Aktywność Wędrówka

Minął kolejny tydzień i chcąc nie chcąc, trzeba było ponownie uderzyć na górki :)
Niestety warunki od zeszłego tygodnia nie zmieniły praktycznie wcale, więc o rowerze można było co najwyżej pomarzyć ;/
Ładne zdjęcia udało się za to zrobić rano we wtorek ...

... i w środę po robocie ;]

A poza tym naprzemiennie - mocne opady śniegu, odwilż, mróz, mocne opady śniegu, odwilż, mróz, powtórz. Wychodziło że jak już ktoś się zdecydował ruszyć rowerem, to miał do wyboru: wrócić cały mokry i brudny, zamarznąć, albo być uczestnikiem kolejnego odcinka programu "Gwiazdy tańczą na lodzie" xD
W środę wieczorem uformował się zatem taki oto sztab ...

... który to ustalił że zaplanowane na kolejne zimowe wyjazdy Polica i Rycerzowa, se poczekają bo:
- Polica mogłaby być dla Marzeny zbyt stroma, jak na debiut zimowy
- Rycerzowa natomiast była średnio przetarta ... oczywiście jak na zimowy debiut Sąsiadki mej :D
Poza tym oba te szczyty chyba chce Filip, tak więc poczekają se na niego :-)
Do konkursu na miejsce docelowe zostały więc wyłonione: Biskupia Kopa w Górach Opawskich oraz Leskowiec w masywie Beskidu Małego. Wygrała opcja numer jeden ;]
=======================================================
Opis zacznę jednak nie od górek, tylko od dnia wczorajszego. Szalony był to dzień, bo o ile w pracy było normalnie, to po niej umówiłem się na spokojny spacer z Siostrą i psem. Zanim jednak dotarłem do Ochojca, musiałem na chwilę wpaść do Piotrowic do Babci - przypomniało się jej po prostu że jeszcze w tym tygodniu "nie umierała" xD Przyjechałem do niej i stwierdziłem że jej stan jest co najmniej dobry, a niby duszenie i brak możliwości oddychania ustąpiły, jak zwykle po tym jak pół ludzkości zaalarmowała. Na wszelki wypadek zmieniła mnie jednak Matka, a ja mogłem podjechać na Ziołową. Po leśnym spacerku pojechałem do Biedronki po zaopatrzenie na dzisiejszy trip, gdzie otrzymałem telefon od rodzicielki że jednak profilaktycznie wysyłamy Tolę do szpitala na badania. Wróciłem więc na Piotrowice po rzeczy osobiste i higieniczne, podszedłem do Szpitala Kolejowego, następnie odprowadziłem Matkę na autobus i wróciłem się po raz trzeci do Piotrowic, po jeden lek którego szpital nie daje. Finalnie butny piątek wyszedł ... no tak jak Endo pokazało xD

Na tą chwilę czyli niedziela około godziny 18:00 info jest takie że babuszka jest zdrowa i zmieniło się ino to że zamiast nas, to terroryzuje obsługę szpitala. Normalnie każą jej jeść samej i obracać się na bok którego nie lubi. Także ten tego XE
==========================================
Co do wpisu właściwego, to odbył się bez najmniejszych problemów. Znaczy problem by był, gdyby mnie rano Łukasz nie obudził - przespałem dwa budziki i telewizor heh.
Spotkaliśmy się o godzinie 8:00 na parkingu pod blokiem gdzie, no nie znalazłem prezentu,

(pewno była za duża kolejka modlących się xD)

skąd poprzez badanie oddechu Łukasza przez pana w niebieskim, dotarliśmy do Biedronki na Batorym, coby zrobić zakupy i zgarnąć Diobła. Po zakupach ruszyliśmy do naszego miejsca docelowego czyli Jarnołtówka. A jako że nie było dziś z nami Filipa, to w aucie nastąpiła cisza, która spowodowała oczywistego Morfeusza heh. Ja obudziłem się w Prudniku, Marcin natomiast przespał praktycznie całą drogę :D
Po dojechaniu na miejsce, nie wiem czy bardziej się ucieszyłem że udało się znaleźć jakiś parking, czy z tego że zobaczyłem śnieg!! W Prudniku nie było go wcale!!
Po zaparkowaniu auta, pierw zeszliśmy kawałek asfaltem, coby po odnalezieniu szlaku czerwonego zacząć ... gonić Marzenę. Koleżanka ładnie się rozpędziła na początku heh. I tak po trochę ponad godzinie, dotarliśmy do schroniska, gdzie nastąpił popas i relaks. Oj, uwielbiam schroniska na zimowych tripach - w schronie było może 10 osób i królik :-)
Po odpoczynku obraliśmy misje szczyt, do którego mieliśmy zgodnie ze znakiem 20 minut. Poszło sprawnie i szybko i znaleźliśmy się przy odrestaurowanej wieży szczytowej ... na którą nie do końca miałem ochotę wchodzić.
BTW: ujeee budkę z piwem popsuli, ehhh ;/
Już ni ma :(((
Oddawać Radegasta!!! xD

Niecałe siedem złotych to jednak nie majątek, więc weszliśmy sobie na górę, porobiliśmy jakieś zdjęcia, nakręciliśmy filmik i ... prawie zamarzliśmy, bo wiało (co widać na filmiku) tam niemiłosiernie xD
Pozostało wrócić do auta.
I tu po zejściu ze szlaku dla leni (do czeskiej przełęczy Petrovy Boudy), weszliśmy na najbardziej fajny odcinek dnia dzisiejszego, czyli szlak czerwony + żółty, który już był mocno beskidzki. Śniegu aż miło, więc Marzena mogła przynajmniej swoje różowe stuptuty przetestować, a ja ... mogłem poskakać po śniegu :-)
Zadowoleni doszliśmy do jakieś tam zasypanej pożarówki, którą to doszliśmy aż do skrótu. Myślałem że ten skrót będzie płaski, a tu kolejna niespodzianka czyli laga w dół. Trochę na dupach, trochę wspomagając się drzewkami zeszliśmy do drogi, po czym ... nastąpiła laga w górę i poprzez niespodziewaną sympatyczną drabinkę doszliśmy do auta :-)
Niby mało kilometrów, ale dycha była, wystarczy, dzięęękuuuje :)))
Trasa: Relive se zdjęcia wrzuciło, pomieszane - więc dziś ino mapka.
Fotki:
Po krótkim odcinku asfaltowym, rura na czerwony


Tak jak pisałem początkowo - Marzena na desancie, chopy za nią :D

Ogólnie pierwszy odcinek był monotonny, dopiero gdzieś odtąd ...

... zaczęło być uroczo :)



Idziemy dalej - Marzena nie zwalnia tempa ;]

Widoki nasze ...

... i dla porównania widoki z naszych opcji xD
Po lewej - Leskowiec, po prawej Beskid Żywiecki i Rysianka => wybór okazał się słuszny!! :))

Dalej klimatycznie :)

Witamy w schronisku

Po odpoczynku, nazot na szlak

Warunki niezmiennie bardzo dobre :)

Ekipa na szlaku - Marzena w końcu dała poprowadzić :D

Końcówka

I na celu :)
Zwierzęta były obecne, i te w puszce i te do głaskania :))


Widoki z wieży ;]


Ekipa w komplecie :)))

Opuszczamy szczyt koronny

Najlepszy odcinek dzisiejszego dnia :)



Sesja przerywana :PPPP

Pożarówka i coś dla nie-kierowców :D

Ostatnie widoczki

Droga idealna pod słonecznik, którego tym razem mieliśmy pod dostatkiem :)

Skrót ...

... drabinka ...

... i do auta.
W bonusie "zaśnieżony" Prudnik xDDD

Na powrocie, po pizzy (zjedzonej PRAWIE w ciszy!!!!!!) w Prudniku, no cóż - Morfeusz :P => obudzili mnie w Chorzowie :DDD
Wole być z tyłu, bezpieczniej ...

:DDDDDDDDDDDDDDD
Filmik obecny ;]
EDIT 2) Poniedziałek godz. 18:30 - Babuszka marudzi dalej, tym razem na nogę - dzień jak co dzień heh. Podobno wszystko dobrze, ino ją chcą "wyrównać" względem cukrzycy i takich tam innych. Także ten tego xE
Kategoria Góry
Klimczok (1117m n.p.m.) na białości
-
DST
18.69km
-
Kalorie 2592kcal
-
Aktywność Wędrówka

Co się odwlecze, to nie uciecze. Wczoraj po mitingu u Łukasza, stwierdziłem że kij mi w oko i na imię - jednak chce w góry! Przy obecnych warunkach i tak nic rowerowego nie wykręcę, a dnia szkoda.
Ustawka więc w pociągu o godzinie 9:40 na Brynowie i po godzinie meldujemy się w Bielsku-Białej. Tam akcja busik (za piątaka) i myk meldujemy się w Szczyrku. Pierw sklep z płazem w logo, a następnie spokojnie nabieraliśmy wysokości (z 514m n.p.m. do 715m n.p.m.) podobno asfaltowym żółtym szlakiem. I tak w sumie aż do Chaty Wuja Toma => końcowego podejścia gruntowego nie liczę, bo było ino piętnasto-minutowe ^_^
Przy schronie drugie śniadanie i rura do góry. Oj ciężko się szło, szlak niby przedeptany, ale jednak cały czas śnieg padał i dokładał puszku pod nogami. Nie mówiąc że jak się delikatnie zboczyło z ubitej ścieżki, to wpadało się po udo :D
Do najwyższego punktu wycieczki doszliśmy po około półtorej godzinie, spotykając na szlaku chyba ze cztery osoby. Dopiero na ostatnim podejściu (z Siodła pod Klimczokiem - 1042m n.p.m) i szczycie było więcej osób. Czasu na rozmowy jednak nie było, po fotce i jazda w kierunku Szyndzielni. Tam olewamy schronisko (1002m n.p.m.), po łyczku czegoś miętowego i udajemy się ponownie na szlak żółty. Myślałem o innym wariancie zejścia, ale Filip chciał przejść przez schronisko Stefanka - w sumie było mi to obojętne, grunt żeby "wylądować" na dworcu i zdążyć wrócić na bilecie "dziesięciogodzinnym" :)
Po Koziej Górze (686m n.p.m.) popatrzeliśmy na schron i zeszliśmy tak samo jak tu.
Czasowo wyszło ... no prawie super. Brakło niecałych dziesięciu minut żeby złapać wcześniejszy pociąg xD Poczekaliśmy se więc niecałą godzinę na dworcu, gdzie jak przez cały dzień było względnie ciepło (jak na minus siedem stopni Celsjusza oczywiście), to tam już zmarzłem konkretnie heh.
Część drogi powrotnej i końcówkę czekania na peronie urozmaiciła mam gadatliwa "koleżanka" z Pszczyny, więc byłoby niegrzecznie odpalić Morfeusza, który to ... i tak się oczywiście wyłączył przed Tychami. Ale to już Patrycja wysiadła, więc było można heh.
Dobry Filip obudził mnie w Katowicach ... choć przejeżdżaliśmy przez Brynów :D. Ponoć sam chciałem :D Po tak fajnym dniu, mała to była komplikacja :). Dzięki za wyjazd, teraz czekamy na Marzenę i jej różowe stuptuty :D.
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1250483402
Fotki:
Na dzień dobry, KŚ mi przypomniało że wyjazd był opóźniony o jeden dzień :D

Szczyrk i początek szlaku, delikatny kataklizm heh

Szlakiem przez miasto

Trzeba było zejść na ulicę, bo nie miał tam kto łopatować :P
Schodzimy z asfaltu i rozpoczynamy podejście ...

... o tu


Szlak czerwony, słonecznik obecny :)



Obecne też utrudnienia :D


My jednak poszliśmy dalej :))

Końcówka podejścia => latem chyba jest trochę bardziej widokowo :D


Szczyt :)


EDIT: Dziś 07.01.2019 było no cóż, trochę ładniej xD Ale bez klimatu, więc nie żałuję ;-)

Odcinek Klimczok - Szyndzielnia => mrozik zauważalny ;))



Drugi (z trzech) szczytów dziś

Chwila przed schroniskiem

Schodzimy żółtym

Ekipa wyjazdowa :)

Warun idealny ;]


Ostatni dziś szczyt

Znak ciągle stoi :D

Dworzec i ... do następnego ;))

======================================
Dokładnie xD
Kategoria Góry
Łiiiiii startowe
-
DST
15.62km
-
Czas
01:04
-
VAVG
14.64km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 4 stycznia 2019 | dodano: 05.01.2019

Na początek chodzona zaległość z grudnia.
Powyżej ćwiartki, więc git ;]

====================================================
Wracamy do teraźniejszości. Dziś po paru dniach nicnierobingu (prócz pracy, spacerów z Siostrą i Babki oczywiście) w końcu się ruszyłem. Ruszyłem się ... prawie tak jak założyłem, bo od początku roku Filip zabiegał o dzisiejszy wyjazd w góry. Zabiegał ... zabiegał, zaaaabiegał ... aż finalnie pojechał se na narty xDDD. Trudno, pojadę sam pomyślałem. Plecak spakowany, pobudka o 7:00 rano i ... automatycznie mi przeszło :P Po co szukać śniegu w górach, skoro jest go pod dostatkiem w Kato? :)
Zapukałem więc rano do Łukasza, czyby się nie skusił na jakiś delikatny rower. Kolega się zgodził, więc umówiliśmy się chwilę po 12:00 przy OBI.
Wystartowałem z garażu i na dzień dobry przemoczyłem buty, potem oberwałem z błota pośniegowego (kierowcy dziękuję), coby finalnie stwierdzić że wyjazd ten był bardzo głupim pomysłem. No ale skoro już się spotkaliśmy, to wypadałoby chociaż te D3S zrobić.
Pierw na ulicy Huberta odbył się pierwszy w tym sezonie odcinek programu gwiazdy tańczą na lodzie, a później już w miarę względnie objechaliśmy stawik przy A-4 i wykonaliśmy nawrót. Dobrze że pług tam jeździł i zrobił w miarę dobre podłoże :)
Na ulicy Gawronów rozdzieliliśmy się - Łukasz pojechał przez Park Kościuszki, a ja przez Ptasie Osiedle. Tyle. Trzeba było zamiast tego, jechać w góry (xD), choć wypadałoby uczciwie napisać, że jak się spotkaliśmy to spodziewałem się gorszej wycieczki heh.
A ze średniej jestem dumny :P
========================================================
Trasa:
Fotki:
Fragment po ślizgawce => tam i tak bardziej patrzeliśmy coby orła nie wywinąć, a nie fotki robić :D
Oczywista oczywistość => po mega fajnych opadach śniegu ... klasyczna odwilż xD

Ekipa - po Łukaszu widać, że niby odwilż a i tak zimno było ;]

D3S

Na końcówce (i początku) kolorowo jednak nie było ...

... ale choć przynajmniej piwko zimne :P

============================
Gocha, o tym myśmy gadali wczoraj, Magda tego nie lubi :P

Bo lepiej jest tak ... i jak się ma pienionszki

Finalnie dostanie to :DDDDDDDDDDDDDDD

==============
Na koniec, pomyślności dla mojej poznańskiej Kuzynki ulubionej :-)
Niech wam się się układa :-)

Fotki:
Fragment po ślizgawce => tam i tak bardziej patrzeliśmy coby orła nie wywinąć, a nie fotki robić :D
Oczywista oczywistość => po mega fajnych opadach śniegu ... klasyczna odwilż xD
Ekipa - po Łukaszu widać, że niby odwilż a i tak zimno było ;]

D3S

Na końcówce (i początku) kolorowo jednak nie było ...

... ale choć przynajmniej piwko zimne :P

============================
Gocha, o tym myśmy gadali wczoraj, Magda tego nie lubi :P

Bo lepiej jest tak ... i jak się ma pienionszki

Finalnie dostanie to :DDDDDDDDDDDDDDD

==============
Na koniec, pomyślności dla mojej poznańskiej Kuzynki ulubionej :-)
Niech wam się się układa :-)

Kategoria Rower
DPD 45/2018 + podsumowanie (rowerowe) 2018
-
DST
42.58km
-
Czas
02:08
-
VAVG
19.96km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 31 grudnia 2018 | dodano: 31.12.2018

Nawet się nie spodziewałem, że tak szybko po podsumowaniu górskim będę miał okazję opublikować podsumowanie rowerowe, ale niestety ... zmusiła mnie do tego sytuacja. Otóż dziś komunikacja wprowadziła se rozkład który obowiązuje w dni wolne od pracy. Autobus miałem o 6:03, pociąg o 5:50, samochód był potrzebny Ojcu, tak więc wyszło że najdłużej się wyśpię ... wybierając opcję rowerową :D
========================
Wstałem więc odrobinę wcześniej niż zwykle, popisałem z Diobłem i mogłem ruszyć w mżawce i delikatnym śnieżku w kierunku roboty. Jechało się przyjemnie (nie licząc mycia ryjka wodą spod kół), bo ruch samochodowy był praktycznie zerowy ;]
Po dniówce na drogę powrotną prognozy mówiły jasno, bez opadów!! Co się sprawdziło, a że dodatkowo pracę skończyłem dziś wcześniej, więc mogłem udać się na misje "ucho" ... czyli poszukać zegarmistrza, który posiada baterie pozwalającą słyszeć babuszce wnusia :-)
Pierw na Nikiszowiec, następnie Giszowiec, kolejno przez lasy na Ochojec i ... dooopa pipa, sklep zamknięty. Trudno, przez Zarzecze dostałem się na Akademiki i dotarłem do zegarmistrza na Ligocie, gdzie kupiłem to co trzeba było :-) Wróciłem przez Kłodnicką i Rolną, ogarnąłem myjnie i ... nastąpił czas na Żubra :-P Czyli to to misie lubią najbardziej heh.
Endo dziś klasycznie => cztery restarty telefonu pozwoliło na taki oto Relive
Fotki:
Poranek z garażu ... i tyle z rana :P

Z powrotu:
Nikiszowiec i słynne okna z czerwonej cegły, kto nie wie czemu z czerwonej, to niech se wygoogluje :-P

Staw Janina, miło że jeszcze w klimatach leśnych xD

Droga przez las

A tu oto widzimy (Piotrowice) piękny przykład polskiej myśli technologicznej :-D
Ogólnie to mega dziwnie => dwa razy dziś stałem na przejeździe :O

W lesie klasycznie (sorki za jakość), ani człowiek nie wie co, gdzie i kiedy xD

Na koniec, Krossiwo przygotowane do następnego roku ^_^

Pisane na szybko, więc bez wytykania błędów proszę :-P
Przechodzę do podsumowanie grudnia ... niepełnego oczywiście. Endo zjadło ze trzydzieści kilometrów xD

Butne (mniej istotne) KaeMy jutro, ale przynajmniej jest 250km, więc git ;]
=========================================================
TADAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
PODSUMOWANIE 2018r:
Bo skoro żyje, (stety//niestety, niepotrzebne skreślić) to wypadałoby również coś napisać o kwintesencji tej zacnej strony, czyli o wycieczkach rowerowych. Po cichu liczyłem na jakieś zmiany w życiu w tym roku (nawet konkretne plany zostawały realizowane), ale koło maja/czerwca skończyłem się łudzić i zacząłem polować na przejeżdżające kolumny rządowe. Niestety, nie udało się. Ogólnie 2018 rok kończę (jak dobrze pamiętam) ino z dwoma "dzwonkami" na koncie. Malutkimi: czyli tym po Lublińcu, gdzie Łukasz ostrzegł mnie że ... droga wolna, możesz jechać (xD) oraz tym koło Łęczycy z Kuzynem. Kontuzji lub śmierci nawet blisko nie było.

OK, tu kończę smutne smuty, bo pewno i tak mało komu się chce je czytać. Macie je przy większości wpisów :P Na zakończenie wstępu można ino dodać że jestem kolejny rok bliżej śmierci (JUPI) => od razu optymizmem zawiało :)
Rowerowo wystartowałem już 5-tego stycznia, gdzie można napisać ... że to by było tyle ze stycznia :P Luty również przespany i normalne jeżdżenie zaczęło się dopiero od pierwszego DPD z dokręceniem, czyli parę dni po tym jak do mojego garażu dokoptował się Szkodnik, który to pierwsze poważne testy przeszedł na Rogoźniku i Pogorii i sezon zamknął takim oto wynikiem:

Na start "załatwię" DPD, gdyż prócz zwiększenia o dziewięć wyjazdów (36 do 45) to nie ma co opisywać. W tym roku w pracy w terenie dużo mi pomógł kolega z biura i sprawy służbowe dało się ogarnąć prosto, łatwo, szybko i przyjemnie. Czasami oczywiście ;-)
Trzydzieści "czyściochów" + piętnaście tripów z "dokręceniem" wykonałem samotnie z jednym małym wyjątkiem czyli Koparek z Diobłem. Koparki tak w ogóle dwa razy w tym roku robiłem, bo jeszcze o tutaj pojechałem i ino jest tu jeden błąd. Hmmm, tylko gdzie? A no Siostra zaś tam (pomimo ambitnych styczniowych założeń) nie dojechała xD Zaliczyła co prawda więcej wycieczek niż rok temu (kręciła ze mną dziewięć razy), gdzie zaczęła 15-go kwietnia, a skończyła 6-go października. Pojechała też na Łysinę z Grzegorzem, na której to kolega się pożegnał, zaliczając łączne (głównie przez kontuzję) ino trzy wycieczki. Łukasz pierwsze pół sezonu stracił na "kochaniu" (ok, rozumiem), później się obudził (szacun za morze) i chwała mu za to. Diobeł solidnie, Grzegorz i Gocha tak jak pisałem coś tam próbowali ... w przeciwieństwie do Sojera, Zientasa, Zenka i Janiola, którzy zupełnie rowerowo popadli w niepamięć. Na końcu wspomnę oczywiście o Filipie, który się odnalazł po jakimś tam czasie banicji i ogarniał temat koncertowo ^_^ Dzięki jego planom udało się mega dużo fajnych miejsc odwiedzić oraz ogarnąć Personal Best jednego rowerowego dnia. Z perspektywy czasu, trochę żałuję że nie wróciłem do domu "na kolę", bo siły były. Trudno, może za rok te 200km uda się ogarnąć, choć z biegiem czasu coraz mniej mi na tym zależy. Starość nie radość heh.
Z mniejszych wycieczek, nie zabrakło tych widokowych czyli na przykład: Hałdy Skalny, Hałdy Kostuchna (z Murcek jakoś nie było mega widoków w tym roku), Smutnej Góry, Klemensa czy Dorotki w smogu. W tym wątku by szło wymieniać i wymieniać, ale se daruje :P
Na całe szczęście udał się przynajmniej jeden wyjazd nocny, który finalnie okazał się jedynym w tym roku wyjazdem międzynarodowym. Oczywiście wyjazdy do Sosnowca (hłe hłe hłe) i zahaczenie o ruską granice również się zdarzały, ale tylko ten nam wyszedł stricte internaszynal :-) Będę go na pewno miło wspominał, choć było zimno ... i do ogniska daleko. A w tym miejscu trzeba zaznaczyć że nasze wyjazdy nocne, przeważnie odbywały się w ciepełku i kończyły się sympatycznym ogniskiem, a tu taka niespodzianka :-D Oczywiście nie liczę nocnego zakończenia tego wyjazdu na stacji PKP Brynów (pozdro Diobeł), które okazało się dość mocno yyy dzienne :D
Były też i góry ze Scottem których to nie mam pojęcia gdzie "włożyć" :D
Rok zakończył klasyczny wyjazd na Chudów i tam małe popierdółki jak dzisiejsze DPD ;]
====================================
Najlepsze wyjazdy w tym roku ponownie podzielę na pół, bo nie mam serca żeby wybierać z takiej ilości wyjazdów ino trzech wycieczek xD
Z części on-tourowej czyli dwóch wykazów do rodziny do Poznania i jednego morskiego tripu, wybieram taki oto pakiet:
Topka północna
1. Jeziornie => http://lapec.bikestats.pl/1712433,JP.html, gdzie Kuzyn z nawiązką odwdzięczył się za Nikiszowiec

2. Elbląg => http://lapec.bikestats.pl/1704370,Stegna-34-Elblag...

3. Oborniki i Murowana Goślina => http://lapec.bikestats.pl/1667781,Oborniki-MG.html

Pewno wysoko byłaby też Środa Wielkopolska, ale odcinek ze Środy drogą nr 432, był chyba najgorszym odcinkiem jaki przejechałem w tym roku, zresztą podobnie jak wyjazd na Szamotuły. Chodź tu przynajmniej nie bałem się o życie xD
=============================
Co do "naszych" wyjazdów to był klasyczny wyjazd na Wisłę, był i Kraków (wspominamy personal best) i bonusowo z tego co zaplanowałem Lubliniec (będzie w TOP-ce), Libiąż Częstochowa, Tuliszów w klimatach upalnych i dodatkowo na samym końcu Bielsko Biała. Każdy (a nie tylko jeden) z tych wyjazdów mógłby być z powodzeniem w najlepszej trójce podsumowania :) Postanowiłem jednak że najlepsze będą te:
Topka południowa
1. Chechło + Everest => http://lapec.bikestats.pl/1707496,Roza-Wiatrow-szc...

2. Lubliniec => http://lapec.bikestats.pl/1682122,Lubliniec-p-Lesn...

3. Świnna Poręba => http://lapec.bikestats.pl/1697656,Zbiornik-Swinna-...

Najlepszy tekst roku, to chyba ten czas ze Stegnej
- jesteś pedałem
- nie, jestem gej artysta
- A te okulary?
- No jestem ślepy
- To jakie masz okulary
- zerówki xDDD
Cyferki:


Mapki:
Ogólna:

Wielkopolska:

Śląsko - Małopolska:

Morska znajduję się w gdańskim wpisie ;]
====================================================
Co do statystyk:
- jedenaście wyjazdów powyżej 100km oraz cztery między 90km a 100km - gdzie nie chciało się dokręcać :P
- ogólnie 114 wycieczek
- śr: 21,63km/h
Ponownie niestety nie wyszedł wyjazd rowerowy na okolice Zakopca (czy tam Pienin), oraz namiotowy trip na Jure => to chce w 2019r. Wrocław i Góra Żar (których raczej już nie chce :P) też się nie zmieściły, beż żalu :)
Co na przyszły rok?
W Poznaniu pewnie by się coś znalazło (Wronki, Gniezno), ale jeszcze nie wiem czy odwiedzę te rejony w przyszłym roku. Rododendrony ze wspomnianego tripu na Lubliniec (BTW: durne KŚ!!) bym odwiedził (kwitnące tym razem :P), rezerwat Łężczok (latem) i może fakt: coś pomyśleć o Green Velo, lub ogólnie wschodnich terenach? Zresztą, nie ma co planować :) Wszystko wyjdzie "w praniu" ]:->
Pozdrorower wszystkim :)
1. Chechło + Everest => http://lapec.bikestats.pl/1707496,Roza-Wiatrow-szc...

2. Lubliniec => http://lapec.bikestats.pl/1682122,Lubliniec-p-Lesn...

3. Świnna Poręba => http://lapec.bikestats.pl/1697656,Zbiornik-Swinna-...

Najlepszy tekst roku, to chyba ten czas ze Stegnej
- jesteś pedałem
- nie, jestem gej artysta
- A te okulary?
- No jestem ślepy
- To jakie masz okulary
- zerówki xDDD
Cyferki:


Mapki:
Ogólna:

Wielkopolska:

Śląsko - Małopolska:

Morska znajduję się w gdańskim wpisie ;]
====================================================
Co do statystyk:
- jedenaście wyjazdów powyżej 100km oraz cztery między 90km a 100km - gdzie nie chciało się dokręcać :P
- ogólnie 114 wycieczek
- śr: 21,63km/h
Ponownie niestety nie wyszedł wyjazd rowerowy na okolice Zakopca (czy tam Pienin), oraz namiotowy trip na Jure => to chce w 2019r. Wrocław i Góra Żar (których raczej już nie chce :P) też się nie zmieściły, beż żalu :)
Co na przyszły rok?
W Poznaniu pewnie by się coś znalazło (Wronki, Gniezno), ale jeszcze nie wiem czy odwiedzę te rejony w przyszłym roku. Rododendrony ze wspomnianego tripu na Lubliniec (BTW: durne KŚ!!) bym odwiedził (kwitnące tym razem :P), rezerwat Łężczok (latem) i może fakt: coś pomyśleć o Green Velo, lub ogólnie wschodnich terenach? Zresztą, nie ma co planować :) Wszystko wyjdzie "w praniu" ]:->
Pozdrorower wszystkim :)
Kategoria Rower
Orłowa + podsumowanie (górskie) 2018
-
DST
20.58km
-
Aktywność Wędrówka

Po dłuższej nieobecności.
Próżnować nie próżnowałem, bo jednak w środę i w piątek (polecam jedyną fotkę z reliva - nie ma to jak wycinać drzewa ... przy tabliczce informującej że znajdujemy się w rezerwacie xD) coś tam z Siostrą podeptałem, ponadto popracowałem trochę zawodowo oraz ... zacząłem pisać podsumowania roczne :-) Pogoda i tak nie pozwalała na choćby małego gluta rowerowego.

xD
=============
Co do genezy tripu, to w drugi dzień świąt odezwał się do mnie Filip, który stwierdził że można byłoby coś zrobić w górach w sobotę. W sumie to i tak na rower nie było zbytnio możliwości, więc czemu nie? Jako plus dodam że szlak który zaproponował Gizmo, znajdował się w okolicy w której nie miałem jeszcze śladu na GPS Workouts :-) Poza tym na dziś miałem zaplanowaną wizytę Batmana w czarnej kiecce na chacie, więc tym bardziej trzeba było się ruszyć :P
Do naszej dwójki dokopał się mój kolega Marcin z Siemianowic Śląskich (którego to nie widziałem może ze 20 lat), i w tym oto gronie spotkaliśmy się w Katowicach na dworcu, coby wsiąść do pociągu i ruszyć w kierunku Ustronia. Niestety, pociągi zmierzające w kierunku Wisły nie zatrzymują się na mojej wiosce ;/
BTW: Zawsze śmieszy mnie fakt że w każdym innym mieście jak się jedzie do Centrum to się mówi że jedzie się do Centrum. Katowice są inne, tu z Katowic ... jedzie się do Katowic :-D
=================
Po prawie dwugodzinnej jezdzie, pierw odwiedziliśmy sklep z płazem w logo, a następnie skierowaliśmy się na szlak czerwony w kierunku Równicy. Było co prawda pod górkę, ale jednak z każdą chwilą zaczęło nam dokładać się śniegu pod nogami, więc miło. Minęliśmy okolice w wyżej wymienionej Równicy, następnie Orłową, potem zobaczyliśmy sobie garbusa na miejscu wiadomym i poprzez płyty i asfalt dotarliśmy do Wisły, zahaczając jeszcze o Orlen :-)
Ogólnie było bardzo sympatycznie, do tego na plus należy nadmienić że koncertowo udało się nam ogarnąć bilet dziesięcio - godzinny, a i coś mi się zdaje że zyskałem kolejnego mega pozytywnego kompana w górach. Iśćie szlakiem z piwem i ćmikiem w ręku nie jest mu obce, ponadto pomału zaczął zagadywać o wyjazdy z namiotem "pod pachą" :-) Lubię to! :-)
Nie będę się więcej rozpisywał zważywszy że to być może mój ostatni BeeS górski ^_^
Nadmienię jednak ... że ... yyy .... powrotnej drogi z Ustronia do Tychów nie pamiętam :P. Pozdro Morfeusz heh

Nie, takiej żony nie chce, nie miałby kto mnie pilnować hehehe :-D
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1246550088
Fotki:
Ustroń i początek szlaku => jak widać Wisła w barwach paskudnych xD

A tu już na szlaku czerwonym


Okolice Równicy

Śnieg se padał, a Gizmo zaliczył podryw :DDD

Dalej szlakiem

Chwilowy widoczek :)

Jeden ze szczytów spotkanych na dzisiejszej trasie - najwyższy 813m n.p.m.

Dalej w kierunku ...

...

... tego

Zejście nastąpiło szlakiem żółtym


I koniec - mieliśmy około 10 minut zapasu do pociągu ^_^

=========================================================
PODSUMOWANIE
Nadszedł koniec roku (gdzie po raz kolejny nie udało mi się znikąd spaść pfffff), więc nastąpił również czas podsumowań. A w tym roku będą wyjątkowo dwa :)
Zacznę od kwestii górskich, które dystansowo (26 aktywności//483km - 2017r do 37 aktywnści//741km - 2018r ) w tym roku prawie, no dobra baaaaardzo PRAWIE (:-D) się podwoiły, co jest na plus. Na minus jest niestety fakt, że udało się zrobić ino dwa i pół szlaku tatrzańskiego :-
Pogodowo Zakopane nas nie rozpieściło, ale przynajmniej choć obie wycieczki były super w dechę i nawet nie wiem która miałaby być tą lepszą bo => słowacka - była zbyt upalna, nawet jak na mnie, a polska - niczym (nawet uporem Janiola) mnie nie zaskoczyła, bo szlak znany.
I tyle narzekania o nich - uwielbiam Tatry i bankowo wrócę do nich za rok, zwłaszcza że Marzena (trzy wyjazdy w tym roku - Babia Góra, Rysianka, Wielka Racza) szykuje się na Rysy, a więc jest szansa że pociągnie za sobą Siostrę mą (sześć szlaków w 2018r. - Kiczora, namiotowe 1, 2, 3 oraz Jagody + Skrzyczne - które opiszę później) i znów razem coś pochodzą :-) Pożyjemy, zobaczymy ;]
A wracając jeszcze na chwilę do jagód, to samemu se trzy słoiczki też ogarnąłem :P
Były też dwe trzydniowe wycieczki z namiotem na plecach, z których nie wiem który był lepszy widok o poranku :-) Pomożecie? Widok na Tatry(ę) niby ładniejszy, ale co ja tam wiem :D


Czasem również nas zmoczyło, jak tu lub tu, bądź o tu, czasem chciało nas zwiać, raz słabiej, a raz mocniej (xD), były też i strefy mroku: polska i czeska. Różnorodność górska jak co roku heh.
I dziwi mnie i martwi tylko fakt, że w tym sezonie pierwszy raz od chyba 2008 roku nie udało mi się nic z Kuzynem zdobyć xD Ciekawe czy nadrobimy w tym roku heh ;-)
Ranking roczny, zdaniem mym :)
1. => http://lapec.bikestats.pl/1664947,Choc-1608m-na-Kr...

2. => http://lapec.bikestats.pl/1657397,Miod-malina.html...

3. => http://lapec.bikestats.pl/1718349,Sniezne-Kotly-14...

3. => http://lapec.bikestats.pl/1647557,Kruhly-Wierch-12...

Problemów (no dobra, malutkie - Oszast też tyłka nie urywał) nie było natomiast w wyborze najgorszego wyjazdu w tym roku. Wspomniane wyżej Skrzyczne, no ... było mocno takie se i ino końcówka szlaku w górę + towarzystwo Gochy ten trip uratowało XD Zresztą Siostra myśli podobnie :P


Czasem również nas zmoczyło, jak tu lub tu, bądź o tu, czasem chciało nas zwiać, raz słabiej, a raz mocniej (xD), były też i strefy mroku: polska i czeska. Różnorodność górska jak co roku heh.
I dziwi mnie i martwi tylko fakt, że w tym sezonie pierwszy raz od chyba 2008 roku nie udało mi się nic z Kuzynem zdobyć xD Ciekawe czy nadrobimy w tym roku heh ;-)
Ranking roczny, zdaniem mym :)
1. => http://lapec.bikestats.pl/1664947,Choc-1608m-na-Kr...

2. => http://lapec.bikestats.pl/1657397,Miod-malina.html...

3. => http://lapec.bikestats.pl/1718349,Sniezne-Kotly-14...

3. => http://lapec.bikestats.pl/1647557,Kruhly-Wierch-12...

Problemów (no dobra, malutkie - Oszast też tyłka nie urywał) nie było natomiast w wyborze najgorszego wyjazdu w tym roku. Wspomniane wyżej Skrzyczne, no ... było mocno takie se i ino końcówka szlaku w górę + towarzystwo Gochy ten trip uratowało XD Zresztą Siostra myśli podobnie :P
Zwycięzcą w ilości wejść została Czantoria na której byłem trzy razy: z Janiolem, z Filipem i z Łukaszem i Filipem.
Mapki, bez tego odcinka z dziś:
Ogólna ...

... i zbliżenie na Beskidy nasze ;))

Tekst roku w górach?
Sklep w Soli:
- Jest Keczup?
* (chwila) Jest
- A Pudliszki?
* (chwila) Tak
- A pikantny?
* (sprawdzę, chwila) Jest
- To nie chce
* XD
Mapki, bez tego odcinka z dziś:
Ogólna ...

... i zbliżenie na Beskidy nasze ;))

Tekst roku w górach?
Sklep w Soli:
- Jest Keczup?
* (chwila) Jest
- A Pudliszki?
* (chwila) Tak
- A pikantny?
* (sprawdzę, chwila) Jest
- To nie chce
* XD
Reacumujac: góry, górami, z tego nie zrezygnuje.
Czy będę jeszcze się bawił w BeeSy z nich? Nie wiem :-P
Do zobaczenia na szlaku :-)

PS: Podsumowanie (bardziej obfite) rowerowe, wkrótce :)))
Kategoria Góry
Porwany opłatek
-
DST
23.78km
-
Czas
01:10
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 24 grudnia 2018 | dodano: 24.12.2018
Znaczy będąc dokładnym, to opłatek z babcią i moją poznańską matką chrzestną został tradycyjnie połamany, a porwało się ponownie Endo xD

Zgodnie z moimi wcześniejszymi założeniami, dziś miałem odpuścić wszelaką aktywność fizyczną, na rzecz przygotowań świątecznych które to ... obchodzą mnie tylko trochę bardziej od wyników sportowych Realu Madryt, czy tam kondycji finansowej Ruchu Chorzów. Tradycja jednak rzecz święta, tak więc trzeba było przynajmniej pozgrywać pozory przed moją mega katolicką rodziną i od samego rana pomóc w przygotowaniach wigilijnych :-)
Plan był, natomiast sytuacja zmieniła się diametralnie po moim wczorajszym (piwnym) spotkaniu z Diobłem, które to ... skończyło się prędzej niż się zaczęło heh. Ktoś musi (jutro) pracować, żeby ktoś wolne mógł mieć ;]
Skoro więc w domu wylądowałem o mega przyzwoitej porze, to dużą część moich "obowiązków" mogłem zrobić wczoraj. Dziś ino dokończyłem i na spotkanie opłatkowe na Piotrowicach mogłem udać się przez Panewniki, Kochłowice, ponownie Panewniki i Akademiki, zaliczając choć małe co nieco. Po życzeniach u Babci (miło że pamiętała, bo pięć dni temu o moich urodzinach zapomniała xD), powrót na garaż został wykonany klasycznie ... omijając wjazd "pod Limbo" ::D
Nie Kuzyn, nie takich życzeń, choć wygrałeś zdecydowanie :DDDDD
Warunki: no nie do pozazdroszczenia. Śnieg, mżawka, wiatr, mokro i zimno. Czy się cieszę że pojechałem - TAK :D
Fotek nie robiłem.
Tu ino widok na Kochłowice, gdzie dziękuje żywiołom za wiatr - inaczej bym się udusił xDDD

=============================================================
Wczoraj było warzywne, to dziś dla odmiany ... mój (wymarzony) Krisbaum :D

BTW => to tak na zakończenie :)))))

Kategoria Rower
Szaro, buro, a w górach ...
-
DST
17.98km
-
Kalorie 2753kcal
-
Aktywność Wędrówka
... nawet sympatycznie :-D

Siedem stopni Celsjusza okraszone dodatkowo wczorajszą wizytą gościa z Poznania, zwiastowało że dziś kręcenia nie będzie. Do tego w Katowicach zapowiadany był deszcz, więc trzeba było wyruszyć w górki ;] Jako cel została wybrana po raz kolejny w tym roku Czantoria na granicy polsko - czeskiej xD
Jakoś nieszczególnie miałem ochotę iść na ten szlak, ale skoro Łukasz nigdy w swojej karierze nie zdobył tego wierzchołka, to się skusiłem :-) Wyjaśnię na szybko dlaczego napisałem że nieszczególnie lubię te okolice. Jest to po prostu jedna z trzech (po Bielsku-Białej i Wilkowicach/Łodygowicach) najdogodniejszych miejscówek, do których można dojechać pociągiem i ogarnąć szlak na bilecie dziesięciu-godzinnym. Nie ukrywam ... że trochę się przejadło heh.
Tym razem na całe szczęście, Łukasz odpalił samochód i na start (i metę) mógł zostać wybrany czeski Nydek. Dobrze już nam znany z tego oto tripu :-)
Po wyjściu z auta (super ze udało się przyjechać lwią część szlaku zielonego, który okazał się ... zwykłą drogą bitumiczną) ogarniamy iście pod górę, aż do przełęczy Beskidek (684m n.p.m.), a później już wprost na Czantorię (995 m.n.p.m.), gdzie chłopaki weszli sobie na wieżę, ja natomiast rozkoszowałem się "widokami" z dołu ;]
Po osiągnięcie celu mieliśmy "w rękawie" dwie opcje zejścia - dłuższą albo krótszą. Wszystko się miało wyjaśnić dopiero na szczycie, gdzie mieliśmy ocenić warunki atmosferyczne. Niestety (wg prognoz) zagrożenie opadami było dość spore ;/
W sumie to ja byłem za opcją krótszą, ale chłopaki od razu mnie wyprostowali => skoro deszcz nie pada, to zróbmy jeszcze Małą (858m n.p.m.) Czantorię.
Po zdobyciu owego szczytu w klimatach ze zdjęć, ogarnęliśmy górną część szlaku i mogliśmy rozpocząć schodzenie? Pierw dość przyjemnie, następnie poprzez jeden mały gnój (czyli moje odcięcie prądu) doszliśmy (poprzez niezłą ślizgawkę na ulicy) do auta i mogliśmy rozpocząć powrót, którego ... prawie nie pamiętam :-D
Obudzili mnie tylko na czeskie Tesco, KFC i finalnie dopiero pod blokiem. Idealnie :-D
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1244008245
Endo mi dziś oszalało, 7km dodało i zrobiło se 18k przewyższeń xDD
Tu to wygląda normalniej. Skróciliśmy ino o tą "eSkę" na końcówce - lewy dolny róg ;]

Fotki:
Początek szlaku i od razu miły akcent, czyli wlepka GKS-u Katowice na przystanku.
Wiem, wiem, wandalizm ale ten przynajmniej w dobrym guście :-P

Szlak w górę => miejscami dość śliski, ale obyło się bez "dzwonów" ;-)


Chwila przed szczytem ...

... i na szczycie

Fotka od chłopaków z wieży => ja podziękowałem, byłem już tam ze sześć razy :]

Screen z Rysianki :P
Wybór Śląskiego, a nie Żywieckiego okazał się słuszny ;]

Migawki ze szlaku niebieskiego ...

... i czarnego


A tu w oddali widzimy zbiornik goczałkowicki. Na pierwszym planie klasyczny towarzysz naszych wypraw, dziś w wersji minimalistycznej, bo serio myślałem że zdobiony też krótszy odcinek :-D
Nawet dobrze wyszło, bo na końcu się było można fajnie w gips zapakować xD


Jeszcze dwa zdjątka z odcinka (granicznego) Czantoria - Mała Czantoria ...


... i cel numer dwa :-)

Kolaż z drogi powrotnej, jednak szybko się ciemno zrobiło i zdjęcia były takie, jakie były

===========================================================
Na koniec coś od Szpilberga :-P
Reasumując: mogę napisać że spodziewałem się gorszego dnia, a wyszło całkiem spoko ... choć szlak do zapomnienia heh.
Dzięki chłopaki za towarzystwo i dzięki pogodzie ... za brak prysznica hehe :D
===================================================

I o prezentach nie zapomnijcie :)

BTW (bez urazy): :PPPPPPPPPPPPPP

Zwał jak zwał, wszystkim czytelnikom i czytelniczkom Wesołych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, tak na wszelki wypadek, jakbyśmy się nie czytali ;)))
Kategoria Góry
DPD 44/2018
-
DST
26.61km
-
Czas
01:18
-
VAVG
20.47km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 19 grudnia 2018 | dodano: 19.12.2018

Dziś z okazji święta (prawie :P) narodowego (BTW: wszystkiego naj, naj, Łukasz jeszcze raz! :D) postanowiłem po meeeeeega długich porannych przemyśleniach, osiodłać Krossiwo i ruszyć do roboty na sportowo ;] Niestety, już od pierwszych kroków skierowanych ku garażowi, stwierdziłem że robię błąd, bo choć temperatura była w sumie nie aż tak tragiczna (ok -2*C), to smog dawał jednak ostro po nosie. No nic, przynajmniej nie wiało :D
Mając w pamięci zeszłoroczne "dzwony", wystartowałem jednak z dziesięcio-minutowym zapasem, coby się nie gonić i na spokojnie dojechać (przez Upadowy) do Szopienic. Czy wyszło? W sumie tak, bo "na mecie" miałem zapas w granicach czterech minut, ale ...

... sprawnie nie było, a do tego w ramach bonusu pojadłem se trochę luftu na Porcelanowej. Dzięki Polacy xD
Po robocie, która była dziś ... no trochę mniej owocna niż zwykle, nastąpił powrót do bazy przez Zawodzie i D3S, gdzie ... nic ciekawego się nie działo ;]
Trasa => klasyczna
Fotki:
Z rana:
Park Kościuszki ...

... oraz fotka przy okazji wymiany akumulatorka w latarce.
Nawierzchnia "mówi" jasno: Jak pojedziesz szybko, to czytaj to co po prawej :D

Z pracy:
Tradycja rzecz święta ;))

Z powrotu:
Ślizgawka znikła, ale mam pytanie? Te ograniczenie prędkości zawsze tam (D3S) było? xDDD

Czy to było ostatnie DPD w tym roku? Się okaże. Bankowo jednak w tym tygodniu już nie pokręcę, bo deszcze niespokojne się zbliżają ;]
===============================================================
Ehhhh, dokładnie :((( :D

Kategoria Rower
Cudów ...
-
DST
46.82km
-
Czas
02:23
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
... to znaczy akurat cudów nie było, ale był Chudów :-)

Co do pogody ... również bez szału => minus jeden stopień Celsjusza, zachmurzone niebo i wszechobecny smog, no ale jak to mówi klasyk: W domu to ludzie umierają heh.
Na początek wypadałoby jednak zacząć od dnia wczorajszego, czyli moich mega ambitnych planów tj: pierw wizytę u fryzjera, a później mega ogromny, długi i wyczerpujący spacer z psem. No, średnio nam to wyszło o tak - fotki w linku, ale za usprawiedliwienie dodam że pierw byliśmy głodni, a później jak pojedliśmy ... to już się nie chciało :-D
BTW:

Co do dziś to ustawka z Filipem o 12:00 na Akademikach i rura (taaaaaa :-P) w kierunku Mikołowa. Przez myśl przeszła nam jeszcze wizja hałdy Skalny w Łaziskach, ale jednak w taką pogodę widoków i tak byśmy tam nie zastali, więc bez sensu byłoby te jeżdżenie góra-dół. Padło na mój pierwotny plan czyli zamek w Chudowie.
Drogą klasyczną dotarliśmy do Halemby i w sumie nie miałbym nawet co opisywać ale jednak, debile zaś wycięli kawałek lasu ... niszcząc oczywiście przy okazji nasze dukty leśne. Ehhh, bez komentarza. No nic, dotarliśmy do celu gdzie nastąpiło ogrzanie w miejscowym szynku i nazot. Różnie się jechało ale jednak udało się dojechać do ulicy Owsianej, gdzie nastąpiło rozdzielenie. Ja przez Ligotę na garaż, a Gizmo postanowił podokręcać trochę przez Panewniki i D3S ;] Nie powiem, zmarzłem xD
Trasa => Debilizm Endo czyli teleporty + rakiety :D
Fotki:
Akademiki i oczekiwanie na Filipa który miał poranną niespodziankę z dętką :-D

Zima w lasach

Kopalnia Halemba na tle smogu xD

Na celu - widok na zamek ;]

Mała nagroda heh

Z powrotu - kolejny widok na smog

A tu akurat wyjątkowo trafiłem na pierwszy żwirek w tym sezonie, dziękuję :D

=========================================
Po wycieczce, Brynów zablokowany gdyż pod krzyż Kopalni Wujek na rocznicę pacyfikacji przyjechał Mati ze swoją świtą. Tym razem ani Jarek, ani Pan Prezydent się nie pofatygowali, był natomiast Duda, ale ten walnięty - z Solidarności. Na tym zakończę, nie chce mi się palców szczępić :P

Kategoria Rower
Pół-glutowe testowanie
-
DST
16.15km
-
Czas
00:50
-
VAVG
19.38km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 grudnia 2018 | dodano: 15.12.2018

Po ostatniej wycieczce, tydzień minął w klimatach podobnych co na zdjęciu poniżej. Do tego babuszka miała kolędę w piątek (dziś), no i święta za pasem, także więcej czasu spędziłem ze szmatą w ręku, aniżeli na siodełku. Jakoś o dziwo nie lubię świąt (a konkretniej, czasu przed nimi) ale co zrobić, dobrze że choć pogoda nie kusi heh.

===================================
Trudno, skoro się nie ma tego czego się chce, to się cieszy z tego co się ma. A u mnie akurat cieszył fakt że Filip (jak się okazało) zdiagnozował mi awarię Krossiwa. Wczoraj przyszła paczka z Allegro z nową RK, do tego dętki + jakieś ciuchy z Decathlonu, więc po babuszkowych imieninach mogłem podejść na garaż coby przywlec koło na chatę. Oponę wymieniłem se w ciepełku i mogłem udać się na szybkie (śliskie) testy które odbyły się pomiędzy wizytą u Babuszki a spotkaniem z Michałem. Tak, to opona była przyczyną czyli to co obstawiałem na początku! Gorzej że ja z ledwością po demontażu dostrzegłem skazę ... którą Filip zobaczył w terenie. Mniejsza o to, dzięki Gizmo za pomoc i można kręcić dalej. Znaczy hipotetycznie, bo formy nie ma ... tak samo jak auto-pauzy na Endo xD
Trasa => o tu Dzięki T-king ;]
Fotki, choć w sumie to nie było co pstrykać
Tężnia, jako tako

Nawierzchnia w Piotrowicach ... też jako tako xD

Po przejażdżce na szybko do domu coby zostawić sprawy rowerowe i jazda na spotkanie z Janiolem w kwestii omówienia spraw bieżących oraz powspominanie (przy piwku) zimowych wypraw górskich ^_^ Jutro spokojny dzionek, gdzie planowany jest spacer z psem plus rozpoczęcie tygodnia urodzinowego. Zaczynamy pizzą z Siostrą, kończymy planowo w przyszły weekend z Kęsym. W międzyczasie może trochę popracuję :-P

=======================================================
A co do świąt, to fakt że DZBAN wygrało tytuł młodzieżowego słowa roku nie dziwi

Mamadżer też był wysoko => o tym Gocha mówiłem ostatnio xD

Tym miłym akcentem, pozdro i do kolejnego. Być może w niedzielę ;]
Kategoria Rower



