Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

Przeminęło z Paprocanami

  • DST 57.90km
  • Czas 02:50
  • VAVG 20.44km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 marca 2019 | dodano: 10.03.2019


Ciągle nie potrafię się nauczyć, że przy cyklonie się nie jeździ xD. Po wczorajszym spacerze z Siostrą i ... no co? Suką ...

... o taką:



plan na dziś był trochę inny, bo mieliśmy jechać w góry - na Police. Niestety prognozy mówiły jasno że warunki widokowe kończyły się w okolicach godziny 13:00. Jechać dwie godziny i nic nie zobaczyć (ewentualnie zmoknąć) nam się nie opłacało, wiec z Łukaszem ustaliliśmy że rower będzie najlepszą (xD) opcją.

Wiatr uważał podobnie :P


Ustawka na garażu o godzinie 10:30 i rura z wiatrem na twarzy w kierunku Akademików. Po pierwszych i nie ostatnich mękach wietrznych dotarliśmy do Podlesia, gdzie ogarnęliśmy sklep. Następnie przejechaliśmy parę kilometrów i ... wylądowaliśmy pod wiatą przystankową. Nie dość że wiało to jeszcze zaczęło padać xD

Mżawka została przeczekana i mogliśmy ruszyć w kierunku naszego tytułowego celu. Kolega Cyklon również ruszył z nami heh. Na miejsce dotarliśmy w sumie w ostatniej chwili i mogliśmy przeczekać deszcz pod bardzo sympatyczną wiatą. Później już o suchości wróciliśmy na Tychy, odwiedziliśmy Marzane, która to dzielnie walczy na pokolenie 500+ i mogliśmy obrać azymut na Rogoźnik na Starganiec :D Tam chwila na piwo pomarańczowe i rura na garaż, gdzie po chwili rozmowy Łukasz pojechał na swój kwadrat, a ja po odwiedzeniu wanny do Michała na mecz, o którym na końcu napiszę.

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1280514468


Fotki:
Startowe :)

Katowice Zarzecze i widok na mój aerodynamiczny kaptur, który to przy wietrze w twarz pomaga mi się zbytnio się nie rozpędzić :D

Tychy Mąkołowiec po/w trakcie mżawki

Dukty leśne - tak to te w których Gocha lubi skręcić tam gdzie nie powinna :D


Nasza wiata na miejscu docelowym

Na powrocie misja sklep i trolejbus. Taka tam atrakcja dla ludzi spoza Śląska

Chmury spod Sąsiadki pracy ;]

Kręcimy w kierunku ...

(aaaaa jeszcze a propos 
tego wpisu - jednak nie skończyło się na numerze 68)

... Stargańca ...

... gdzie Łukasz przy okazji pójścia za potrzebą, zobaczył taki oto przyjemny widok ;)


:DDDDDDDDDDDDD
Jeszcze zdjęcie artystyczne i do bazy.

Dzięki Łukasz za w sumie debiutancki wyjazd - bo tego to nie liczę heh.
=======================
Na koniec wróćmy na chwilę do meczu. Do Katowic przyjechały Medaliki z Częstochowy, pozamialały nas 0-3 i wróciły do domu. Tyle co miasto wpakowało w ten klub to masakra. I co się dzieje? Na jesień mieliśmy grać z Lechem Poznań i wychodzi że jest szansa że zagramy ... w drugiej lidze z ich rezerwami!! Znaczy o ile nie dadzą się wyprzedzić takim tuzom piłkarskim jak: KKS 1925 Kalisz, Mieszko Gniezno, Radunia Stężyca czy Sokół Kleczew. Tabela grupy drugiej, trzeciej ligi o tu.

Pomimo wyniku, przynajmniej miło spędziłem czas ;). Każdy pił co chciał czyli: ja Żubra, Janiol Kozela, Daga Karmi, a Hania? ... 

... no mam nadzieję że nie to ...

... :DDDDDDDDDDDDD

Pozdrorower i do następnego ;]


Kategoria Rower

DPD 8/2019 + Park Śląski

  • DST 52.67km
  • Czas 02:35
  • VAVG 20.39km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 marca 2019 | dodano: 08.03.2019


Człowiek uczy się na błędach, no ale to chyba raczej nie działa w moim przypadku xD Wczoraj od wiatru dostałem porządnego kopa w cztery litery (a raczej w ryj yyy znaczy twarz xD), ale mimo tego zobaczywszy rano widok przez okno, postanowiłem jednak ponownie pojechać do pracy na dwóch kółkach ;).

Wystartowałem tym razem o swojej standardowej godzinie, drogą klasyczną, a mimo tego w pracy miałem około siedmio-minutowy zapas czasowy!! Wyjaśnienie tego fenomenu jest proste  => otóż dostałem taki wiatr w plecy, że nawet nie wiedziałem kiedy przejechałem te trzynaście kilometrów xD

Co się odwlecze, to jednak nie uciecze i już wiedziałem co mnie czeka na powrocie. Dobrze by było ... jakby tylko na powrocie => dziś ponownie szef widząc mnie w dresie, zapytał czy nie zobaczę dwóch obiektów w trakcie pracy. A właśnie praca xD 

We wtorek kreśliłem se bardzo przyjemną i smaczną ulice o taką ...

... i doszła do nas informacja telefoniczna iż to w piątek (czytaj dziś) z okazji dnia kobiet (xD) Panie wychodzą o 12:00. Od razu dodam, że mnie to lata koło nosa, bo w okresie październik - kwiecień z żadną koleżanką i tak nie współpracuje zawodowo - więc niech se idą i na miesiąc płatnego urlopu :P. Mam to gdzieś :). Szkopuł w tym, że tylko jedna koleżanka określiła że jest to nieuczciwe i dyskryminujące bo ... kiedyś przecież był cały dzień wolny, a nie tylko marne trzy godziny!! Kij z tym że chłopy w swoich działach zostają w jedną lub we dwie osoby - dla kobiet był piątek, piąteczek, piątunio. Kurtyna równouprawnieniowa :DDD



Wracając do mnie - zrobiłem co zrobić miałem i pojechałem wróć pofrunąłem ogarniać pracę w terenie. Jechało się okropnie!! Do DDR-ki pomiędzy Siemianowicami a Chorzowem myślałem że oszaleje - 8.5 w skali Trollkinga!! Na zjeździe(!!!!) Endomondo wyliczyło mi kilometr w 3 minuty 25 sekund xD

Kolejno wjechałem do Parku Śląskiego, zobaczyłem planetarium, następnie kierowałem się już na Chorzów ale ... zrobiłem nawrót i ogarnąłem małe kółeczko, bo jednak z tym wmordewindem to bym góreczki przy stadionie Śląskim nie wjechał xD

Po paru minutach wiatr standardowo zmienił swój kierunek i mogłem przez Batory i obwodnicę, znaleźć się na Starych Panewnikach. Tam chwila na fotki i ruszyłem w kierunku garażu, gdzie tylko postanowiłem dokręcić do ponoć jedynego słusznego dystansu heh. Z plusów? Dzięki koledze z biura, odzyskałem Endo na słuchawkach, na minus? wszystko inne xD

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1280271399



Fotki
Z rana - fajne te chmury nad Doliną Trzech Stawów - dobry wiatr obecny :)

Terenowo - Cyklon Bleeeee

Wieża telewizyjna z Bytkowa

Planetarium xD Tak okulary już są, muszę pomału nad odkurzeniem kasku pomyśleć heh

Kocioł Czarownic 

Fajnie się ogląda? ...




... no myślę ...



... a popsuć mojej śląskiej części komentujących humor??? ...



... mogę, mogę???



... i tak to zrobię ...



... nowy lepszy widok na panewnicką rybaczowke 

Nosz urwa jego mać !!!!!!!!

Dobrze że jeszcze się za Park Kościuszki nie wzięli

================================
BTW:


Kategoria Rower

DPD 7/2019 + T3S

  • DST 66.26km
  • Czas 03:08
  • VAVG 21.15km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 marca 2019 | dodano: 07.03.2019


Wczorajsze DPD nie wyszło, gdyż zgodnie z prognozami od godziny 16:00 (z małymi przerwami) lało. Stwierdziłem więc ... że nie będę sobie brudził wyczyszczonego napędu :P. Dziś natomiast już nic nie stanęło na przeszkodzie coby wyruszyć, a przy okazji przetestować sobie Endo na nowym telefonie. Wnioski: Szajsung super daje radę, choć miło by było jakby trener audio działał na słuchawkach xD

Co do samej jazdy, to mając w pamięci atrakcje z Krossiwem ... wyszedłem zaś grubo przed moim normalnym czasem odjazdu. No ale dzięki temu przynajmniej po przejechaniu Parku Kościuszki, mogłem po D3S zobaczyć co słychać na Nikiszowcu o wschodzie słońca. Znaczy na wschód się trochę spóźniłem, ale co tam :P Obiecuję że jak zegarki wrócą na właściwą godzinę, to zrobię jakieś zdjęcie ze wschodu w tamtych rejonach ;)

Fotka:
Nikisz o poranku ;]


Do pracy wjechałem z jakimś cztero-minutowym zapasem czasowym, popracowałem trochę (ok 5h), po czym kierownictwo wyszło z zapytaniem: który się skusi zobaczyć "o co kamam" na czterech ulicach i zdjęcia porobi? Jedna na Janowie, jedna na (tej katowickiej) Korei i dwie na Ochojcu. No w to mi graj => nie dość że wcześniej wyjdę, pojeżdżę se, to jeszcze mi za to zapłacą :DDDD

Plus i minus był taki, że robiąc tylko same służbowe sprawy do dystansu dołożyłbym może tam ze 20 km. Postanowiłem więc zobaczyć jak wygląda nowa droga dojazdowa do Trójkąta Trzech Cesarzy. I tak pierw przez najdalej wysuniętą na południe dzielnice Warszawy (odwiedzając po drodze zgliszcza mojej byłej uczelni) dojechałem do celu. Zrobiłem zdjęcie i co dalej? Godzina jeszcze młoda, więc okręciłem przez Łubowiec, Wysoki Brzeg i Brzęczkowice, po czym zabrałem się za powierzone mi zadania.

Do garażu dotarłem już najszybszą drogą jaka była możliwa, bo niestety Cyklon B, Cyklon bleee, tfuj Cyklon Bennet zebrał takie żniwa że koniec świata. Normalnie 8, no może 7 w skali Trollkinga xD. A jak ja tak już pisze o wichrowym, to musiało być coś na rzeczy!!! Średnia + dystans + końcówka, to chyba była siłą woli robiona heh.

================================================
Trasa (ogólna):


Fotki z drugiej części dnia:

Stawiki => 
mega plus za rękawiczki bez palczaste ^_^

Koleinowo w Sosnowcu xD

Moja była uczelnia - ekologiczna taka ;)

Wspomniana nowa droga dojazdowa (całkiem spoko) do ...

... T3S ;]

Elektrownia Jaworzno ...

... i jej okolice - lubię ten odcinek ;]

Kopalnia Mysłowice i dla odmiany widok przygnębiający ;/

I na koniec: Bolina ...

... jeszcze coś z (popołudniowego) Nikiszowca ...

... i staw Janina z (mało widocznym) wiatrem => dobrze że choć ścieżka z lodu się skończyła i można jeździć ;)

Jutro raczej również się pomęczę, a decyzję co do soboty zostawiam Szpilbergowi => ja w sumie (chyba) wolę rower, Filip góry, a Ty Łukasz? ;) Decyduj!! heh.

======================================
Na koniec, końców => pozytyw :*********** :P


Kategoria Rower

Baran (1220m n.p.m.) po raz kolejny

  • DST 25.98km
  • Kalorie 3361kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 2 marca 2019 | dodano: 04.03.2019
Uczestnicy


Kolejny weekend, kolejny spacer :). Miesiąc temu brakło mi do jedynego słusznego dystansu, więc w tym zapobiegliwie ruszyłem z buta od razu. Wczoraj byłem na spacerze z Siostrą, a dziś wpadły niespodziewane górki. Heh, no dobra, w sumie to góry były zaplanowane, ale tylko dlatego że nie chciało mi się rano liczyć promili (przed rowerem) po wczorajszych urodzinach Gochy. BTW: jeszcze raz Siostra wszystkiego naj naj :))

Piwo wypite, pizza zjedzona, Ciotka odwiedzona i mogłem się rano zameldować o godzinie 8:35 na PKP Brynów i wsiąść do pociągu (zmierzającego do Bielska-Białej), w którym to już czekał Filip. Godzina drogi (z atrakcjami w postaci obecności gówniaków) spłynęła dość płynnie i po przesiadce na autobus, wylądowaliśmy ponownie w Szczyrku czyli o tak jak tu. Tym razem poszliśmy jednak w kierunku odwrotnym :].

Na start (po tym jak dojechaliśmy do Soliska) udaliśmy się pierw na szlak niebieski, którego to nie mieliśmy nigdy zrobionego. I wiecie co? Chyba już nigdy nim nie pójdę => bardzo średni, mało widokowy i w ogóle taki se xD.

Rozmawiając o rowerach doszliśmy w okolicę Malinowskiej Skały, którą to olaliśmy, bo byliśmy tam wuchte razy :P
O, ja na przykład tu - z trenerem personalnym, znanym z  ławki szkolnej :D


Później trochę w górę, trochę w dół, z niejednym kryzysem (z mojej strony) przez Zielony Kopiec (1154m n.p.m.) i Gawlas (1077m n.p.m.) doszliśmy do celu, na którym było ... no około miliona osób xD. Chwila na zdjęcia i rura w kierunku mojego nie do końca zamierzonego celu czyli pociągu w ... no niestety Milówce. Mieliśmy iść do Wieprza, później padło na Węgierską Górkę, no ale szlak niestety był nie do iścia. Pierw po rzece, później odcinek nieprzetarty i zdecydowaliśmy się na asfalt. Próbowałem jeszcze łapać stopa, ale o ile w dolnośląskim nie ma z tym problemu, to Ślązacy niestety nie podwiozą. Zresztą okolice Milówki to przeważnie Warszawka, więc czego się spodziewać? xD Daliśmy rade tradycyjnie :)

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1277002767
Trochę brakło do 12k przewyższeń xD => na kolejny wyjazd pojedzie już Samsung ;))
U Filipa wykazało 838m w górę i 1005m w dół => i to by się zgadzało ;]


Fotki:
Startowo :)

Na szlakach praktycznie nikogo, a do wyciągu kolejki!! Nie ma co się dziwić że Szczyrk szlaki piesze zamyka xD

:DDDDDD

Opisany szlak niebieski i pierwsze podejścia. Oj nie chciało się xD 

Coraz wyżej ;)

Na szlaku



Szczyt, szczyt ... ale nie ten :P

Już blisko :)



Klimatycznie przed szczytem

Widać wieże ;]

Szczyt właściwy :)

Arya też tu była :))

Fotko z pozą wiadomą :D

Od 2010r. trochę z ewoluowało heh - zdjęcie też ze szlaku na Baranią ;)

Zator :P

Na całe szczęście wszyscy szli do schronu :))) O tam :P

Szczyt już za nami ;]

Uroczo nie ma co ukrywać ◉‿◉ - schodzimy


Nie ma co ryzykować :DD

No szlak jak się patrzy


A tu kiedyś już szedłem, do tego debiutancko wtedy z nami pojechał kolega z Mysłowic. Cichy, ciepły, cierpliwy, nieśmiały - miał być na chwilę, a został na dłużej :D I dobrze, nie dość że spoko gość to jeszcze nam filmiki robi :D

Dla odmiany coś płynącego - nasz szlak (rowerowy xD).

I coś z cywilizacji

Końcówka jest niegodna opisania - dobrze że choć sklep był :P

A na końcu, po tym zdjęciu nastąpiło gonienie pociągu. Niby wszystko okej - w sklepie zrobiliśmy sobie zakupy i wyszło ... że mieliśmy jakieś 3 minut do odjazdu xD. Przyjechał punktualnie, więc musieliśmy podbiec heh. Później jeszcze Morfeusz, wizyta u Babci, zrobienie jakiegoś alko z Chrzestną, do wanny i spanie. Zmęczyłem się - oddawać 40 plus :P

=================================
Wczoraj (niedziela) jakieś bro z Diobłem i to by było na tyle. Trzy dni i 60km wpadło ;]

Jutro (wtorek) mają występować burze niespokojne, później babuszka i może w środę jakieś DPD wykręcę :) Zobaczymy ;]


Kategoria Góry

DPD 6/2019

  • DST 31.28km
  • Czas 01:32
  • VAVG 20.40km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 lutego 2019 | dodano: 27.02.2019



Tak, po wczorajszym DPD miałem bardzo podobną minę do powitałki xD Rozkmina poszła jednak dość konkretna i wywnioskowałem że kij Krossowi (na jakiś czas) w szprychy - jadę po Szkodnika :P. Chwilę przed 20:00 wpakowałem się w autobus i podjechałem na Ochojec, gdzie pierw nastąpił malutki spacer, później smarowanie napędu i mogłem (dystans dodany do dzisiejszego) wrócić na nowym/starym kole na garaż. Mega dziwnie się jechało - tak z przerzutkami :D

Reasumując => Football's Szkodnik Coming Home ^_^
========================================
Wczorajszy odcinek to było jednak tylko trochę ponad pięć kilometrów, więc postanowiłem dnia następnego pojechać ponownie do pracy. Lekko zniechęcił mnie poranny szron na autach, ale co tam => strefa mroku (poniżej) mówiła wyraźnie - jedź :-)

Klasycznie dojechałem do Zawodzia, gdzie spojrzałem na zegarek i stwierdziłem że mam czas, więc podjechałem sobie zrobić takie oto zdjęcie wschodu słońca z okolicy dworca kolejowego. Fota oczywiście nie oddaje w całości klimatu :) W pracy zameldowałem się około pięciu minut "przed dzwonkiem" - czyli idealnie ^_^



Po pracy natomiast wiedząc że napęd jest okej postanowiłem, zobaczyć co słychać na stawie Upadowym. Pominę fakt że z lodowiska (o tego) zrobiło się błotowisko i napiszę ino że staw wyglądał ... no o wiele lepiej niż zimą ;)

Następnie ulicą Porcelanową dotarłem do D3S, gdzie ku mojemu zaskoczeniu nasza strefa wiecznego lodu została (wiedz że coś się dzieje) ogrodzona tasiemką => w sumie spoko, przynajmniej w miarę legalnie mogłem przejechać przez o to to ...

... i zostało mi ino Ptasie Osiedle i do bazy ;]

Dziś jechało się super (prócz wmordewindu na powrocie - phi, normalka), no ale jednak jakieś tam zastrzeżenie muszę mieć. Wczoraj rano jak jechałem do pracy miałem +6*C, wracając +12*C, jadąc wieczorem od Gochy już +2*C, dziś rano 2*C ale na minusie, a jak wracałem to 10*C. Jutro rano zapowiadają -1*C, po południu natomiast +11*C.  I jak (się ubierać) żyć?????????

BTW: Prawda!!!!!!!!!!!!!!


===============================================
EDIT: w sumie to miałem dziś znów pokręcić do roboty, no ale potwór łóżkowy mnie zatrzymał :P. O ten taki:

Padło więc na opcję autobus+tramwaj, no i ... nie pospalałem pączusi :P

A co do kończącego się miesiąca, to wyszło o wiele lepiej (rok temu w lutym przejechałem 69km xD) niż się spodziewałem. Baaa, nawet setunia wpadła ;-). Pogoda pozwalała i takiej samej (albo cieplejszej) życzę sobie za rok ;]

Ucierpiały za to kilometry butne, no ale tłumaczę se faktem że miesiąc krótki :P. Jakby luty miał choć 30 dni, to by wypadało na piątek - sobota, więc raczej bym dodreptał ;]


Kategoria Rower

Wstydliwe DPD 5/2019

  • DST 27.58km
  • Czas 01:17
  • VAVG 21.49km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 26 lutego 2019 | dodano: 26.02.2019



Tak jak wczoraj zamierzyłem, tak wykonałem ;] Dzisiejsze poranne sześć stopni na plusie było wręcz wymarzoną temperaturą, zważywszy na to że przed (sobotnimi) górkami, również miałem sześć stopni ... ino że na minusie xD

Start ponownie nastąpił (ze względu na stan roweru) trochę wcześniej niż zwykle. Po przejechaniu przez Park Kościuszki i okolice D3S do Zawodzia (zaliczyłem między innym jeden wypych xD) zauważyłem że mam jeszcze chwilę czasu, więc przekręciłem bonusowo przez Burowiec gdzie ... prawie zaliczyłem dmuchanie. Prawie, bo oczywiście pan policjant machnął mi że mogę jechać - pewno jakbym mocniej nadepnął (choć nie mogę, bo kołowrotkuje xD) to by mnie zatrzymał i skontrolował. Mniejsza o to i tak by nic nie wyszło :P

Po pracy natomiast nadeszła tytułowa strefa wstydu. Otóż jak tylko wyjechałem z biura to zauważył mnie mój rowerowy kolega, który postanowił przekręcić ze mną (pierwszy raz od mega dawna) lwią część dystansu i pogadać o górach. No fajnie - oprócz tego że Krossiwo jest w stanie takim, a nie innym to doszedł do tego jeszcze hamujący wiatr, który ... zresztą co ja się będę powtarzał xD

STANDARD!

Kolega przycisnął, ja nie chciałem być gorszy i wyszło. Napęd kula się jak kula, pod górkę mocno średnio, strzelam, hałasuje - wstyd na maksa. W takich oto mało radosnych klimatach (ok, miejscami było spoko) dojechaliśmy pod OBI gdzie kolega ruszył w kierunku Piotrowic, ja natomiast ciągle chrobocząc pojechałem przez ul. Rolną do bazy, coby na końcu piznąć (jeszcze delikatnie) Krossem o drzwi garażowe. No średnio - teraz nastąpi gruba "rozkmina" co robić ...

=====================================================
Trasa => klasyczna
Fotka =>
jedna - poranna. Mijam to co wyjazd do pracy i ciągle nie wiem jak to opisać??? yyyy Dziękuję, będę przestrzegał  :DDDD

No średnio było xDDD
=======================
BTW: Zawsze można Szkodnika ściągnąć i brać do kieszeni xD


Kategoria Rower

Przedskokowo

  • DST 34.02km
  • Czas 01:40
  • VAVG 20.41km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 lutego 2019 | dodano: 25.02.2019



Jako że wczoraj w Rycerce sklepu nie znalazłem, a po katowickiej zapiekance piwa mi się już nie chciało, to wstałem dzisiaj zdrowiutki. Możliwości więc były dwie: mogłem albo uzupełnić promile w krwi, albo coś "przyglucić" - oczywiście została wybrana opcja numer dwa ;]. Zaprzęgłem więc Krossiwo i mogłem ruszyć w sumie bez celu, gdzie założyłem se ino że muszę wrócić na skoki ;]

Aaaa i w piątek odwiedziłem Szkodnika ...


... coś bez humoru jest :DDDDD

Wracając do dzisiejszej jazdy to pojechałem pierw na Kokociniec, później lasem na Panewniki, następnie ponownie do lasu, gdzie ... się załamałem i wróciłem na asfalt. Nie dość że wycinki, to jeszcze obecny napęd na dukty leśne się nie nadaje xD Co gorsza, jest ponoć jakiś gnój z częściami więc raczej nie prędko nastąpią korekty w rowerze pfff. Zobaczymy => Diobeł walczy heh ;)

Przejechałem ul Owsianą, później Zarzecze, Podlesie, okolice Murcek i na Ochojcu ... wpadłem na Siostrę, która to wyszła na rundkę z psem. Dłuższa chwila rozmowy i przy tragedii Aryi (jak to bez spaceru????) wróciłem do bazy ;]

Co do skoków to, no cóż xD


Trasa => https://www.relive.cc/view/e1273781366


Fotki:
Niby fajnie bo te białe gów*o zeszło ...

... no ale w lasach jeszcze idzie się poślizgać xD

A tu ...

... i tu, nie skomentuje ;/

Cyferki na drzewach wzdłuż ulicy Owsianej też raczej niczego dobrego nie sugerują - ale ta sytuacja akurat mnie mniej po oczach kuje niż wycięte "placki" w lesie.

Wracając do rzeczy pozytywnych - patrz Tomek też mam zielono hehe

Podlesie i kolejny prawie pozytywny widok dziś czyli nowa DDR-ka w ciągu ulicy Armii Krajowej - niestety później klasycznie asfalt miesza się z kostką więc ... pfff, będziemy raczej (kostkowe fragmenty) omijać ;)

Widok z Podlasia na Kamionkę

A na koniec patyczkowy potwór z Ochojca heh

Dziś (poniedziałek) Piotro, a jutro może DPD - pogoda ponoć do czwartku wymarzona, a później to się zobaczy ;]
Zaległości B(ee)S-owe nadrobię wieczorem. Pozdro :)
==============================
No mam nadzieję heh ;))


Kategoria Rower

Wspomnienie starych dobrych (górskich) czasów - Muńcuł

  • DST 23.01km
  • Kalorie 2878kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 lutego 2019 | dodano: 25.02.2019
Uczestnicy


To tak: w środę rano padało, a popołudniu wiało. W czwartek rano było spoko, ale po pracy lało ... i tak do piątku rana, gdzie padać przestało. Niestety DPD ponownie w grę nie wchodziło, bo musiałem pierw zarobić trochę pieniążków w pracy, później pojechać wydać trochę więcej pieniążków na nowy telefon (stanęło na Samsungu A8), następnie do fryzjera po którym udałem się do Siostry na spacer o taki: z takimi oto zdjęciami psa, któremu na starość zachciało się patyków :D:D:D:D ...


xD


... później porobiliśmy PIT-y, kolejno na spotkanie z poznańską Ciotką (ustalenia babuszkowe) i do bazy na sen, coby dziś na spokojnie ... zaspać na autobus w góry. Na całe szczęście udało się ogarnąć pociąg (z Brynowa), ale mały stresik i bieg na dworzec był heh.

A czemuż to góry moglibyście zapytać. Ano temu że choć śniegu nie było, to wiatr i temperatura dość mocno dawały po mojej (ciepłolubnej) doopie => a kysz, oddawać 30+ :P 
Rower poczeka ewentualnie do jutra ;]

Wracając do wpisu to spotkanie z Filipem nastąpiło jak wcześniej napisałem w pociągu, gdzie tym razem na bogato (bilet 12h za 24zł) dostaliśmy się do Rajczy. Na start trzeba było ogarnąć sklep i chwycić Mareckiego, znanego z tego o to czegoś. Zgodnie z epodróżnikiem miał przyjechać o 10:15 był o ... 10:08 czyli standard. Niby na rozkładzie ktoś poprawił markerem godzinę wyjazdu, ale jakbyśmy nie mieli zapasu czasowego, to byśmy "gwizdali" ponad cztery kilometry durnym asfaltem z buta xD.

Co do tytułu wpisu to na miejscu skierowaliśmy się na dobrze mi kiedyś znany szlak zielony, którym to doszliśmy przez Muńcoł do tego oto miejsca. Wspomnień czar, ognisko gdzie Arya (:D) była jeszcze malutka i na chleb mówiła "bep" :DDD 

Uprzedzając pytania - pieseł jak wytrzeźwiał, to walczył dalej :D


Szlak był wręcz kapitalny, choć nie powiem (początkowo) troche śliski. Trud podejścia wynagrodził nam widok Tatr z Hali na Muńczole :) Przecudownie się nam Taterki otworzyły!! Następnie nastąpiło przecieranie szlaku, coby finalnie wylądować u mojego dawnego kolegi. U Andrzeja chwila odpoczynku przy herbatce z prądem (Endrju skusił się na herbatkę z prądem ... bez herbatki :D) i mogliśmy wspiąć się pierw drogą na Mładą Hore, później zejść do Rycerki i finalnie wylądować na Praszywce.

Na szczycie nic ciekawego nie zobaczyliśmy, więc mogliśmy tak jak kiedyś z Gochą ruszyć w kierunku dyliżansu. Co ja pisze ruszyć - żeby zmieścić się w bilecie dwunasto-godzinnym musiałem podbiec!! I to tak konkretnie xD Filip którego wysłałem przodem już czekał na stacji, a ja doleciałem minutę przed pociągiem i mogłem ponownie z kolegą poczekać kolejnych 40 minut zanim szanowny pociąg raczył się zjawić ...

Brawa dla KŚ i za opóźnienie i za brak umiejętności odbierania telefonu xD


Trasa => https://www.relive.cc/view/e1273500548


I dużo Fotek, bo koniec miesiąca :D
Mijanka w miejscu widocznym - dobra dla płuc hehe

A tu już na celu (Rajcza Centrum) i wspomnienie Saluchy :))


Rozpoczynamy szlak właściwy z jedynym właściwym płynem ;)


Początkowy śliski odcinek




Widoczki :)

Rysianka i Lipowska na wprost ... a raczej za naszymi plecami ;]

I Pilsko, takie płyny też ujdą - kompromisowo heh.

Jedyny śnieg jaki toleruje - górski :))



Filip na tle sympatycznego nieba ...

... oraz autor na Hali na Muńczole - Taterki w bonusie :)

Chwila szlakiem i ...

... najwyższy szczyt dzisiejszej wycieczki

Najfajniejszy odcinek ;]


Przecieranie szlaku i Tatry ponownie :)

Nazot w lesie

Miejsce w/w ogniska czyli szczyt Kotarz (1113m n.p.m.) :)

Marzenie rozpalacza ogniska :D

Potok Danielka przez którego musieliśmy przejść coby ...

... dojść do Andrzeja ;]

Ze spraw smutnych - nie ma już Krzysia :(

Po wizycie i herbatce Młada Hora z widokiem na Kotarz

Zejście do Rycerki, fajne ale ...

... wole takie :P


A na końcu zejścia - ślizgawka. W dzwonach 2-1 dla mnie :D

Po krótkim odcinku asfaltowym wracamy na szlak coby zdobyć szczyt, który bardzo fajnie uchwyciła Marzena przy okazji Wielkiej Raczy czyli Praszywka Wielka (1043m n.p.m.)

Tu już byłem lekko zmęczony, ale co zrobić(?) skoro milutko :)



Szczyt i widok na smog xD


Rozpoczynamy gonitwę na pociąg - tym razem już szlakiem ;)

Zachodzik

Ostatnie górskie zdjęcie (potok Krężelka) od Filipa - ja jeszcze byłem daleko za afroamerykamani :D

Z pociągu - Morfeusz atakuje znienacka :D

I kolacja - wybrany klasycznie numer sześć :D

Cała się nie zmieściła ;)

Mega ostra nie była ... znaczy aż do rana, gdzie drugie pieczenie było już konkretne :DD
Dzięki Gizmo za wyjazd - było godnie :))))

===============================================
A na sam koniec już poważnie => zima spadaj do Afryki i dawać wiosnę :D


Kategoria Góry

DPD 4/2019 + dzwonek xD

  • DST 27.18km
  • Czas 01:18
  • VAVG 20.91km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 lutego 2019 | dodano: 19.02.2019



Na start napiszę że kolega z roboty dał się sierściuchowi wygrzać do końca => wszak mogło być gorzej

:PPPPPPPPPPPPPPPPPPPP

===================================================================
Taki luty jak ostatnio chciałbym zatrzymać jak najdłużej!! :)
Niestety, prognozy mówią wyraźnie że jutro kończy się słoneczne eldorado, tak więc planowałem sobie wczoraj pokręcić symbolicznie do babuszki. Na planach ... się jednak skończyło :P W zamian wymyśliłem sobie że jutro (czyt. dziś) pojadę na DPD ;]

Tu już obyło się bez niespodzianek i w mało komfortowej (jak na mnie) temperaturze (około 0*C) dojechałem klasycznie przez Park Kościuszki i Zawodzie do roboty. Nie działo się nic ciekawego, a i nawet Krossiwo dobrze się kulało :). Mało komfortowy jest ino fakt, że jeżdżę na dwóch (2-3, 2-7) przełożeniach xD. Póki co musi wystarczyć heh.

Poranne D3S i szron na łące ...

... i chwila przed wschodem na Szopienicach ;]


Po pracy już w przyjemnej temperaturze na chatę, gdzie o ile w początkowej fazie jazdy (przez Zawodzie) nie działo się nic szczególnie ciekawego (wiało w twarz - ale to standard), to po wjeździe na D3S (przy "prezencie" od KWK Staszic), zaliczyłem tytułowego, debiutanckiego w tym roku dzwonka. Normalnie omijam te lodowisko chodnikiem, ale tym razem zauważyłem że rowerzyści robią przejazd przez środek tego czegoś. Dwóch przede mną przejechało, więc stwierdziłem że też spróbuję. Wyjechałem i zobaczyłem przed sobą parkę idącą środkiem ścieżki (!!!!) rowerowej. Facet gadał przez telefon, babka była zdecydowanie myślami gdzieś indziej. Próbowałem ominąć, koło chwyciło lód, a ja mogłem podziwiać świat z poziomu gruntu lodu xD Do końca szli prosto na mnie - skręciłem niecałe dwa metry przed nimi xD

Upadając (jechałem może z 10-12km/h) chyba od razu wskazałem facetowi drogę, bo od razu uciekł na chodnik. Pani natomiast zaaferowana, zaczęła się pytać czy zdrowy i takie tam inne. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą że spoko, nic mi nie jest. Pani (o ile dobrze usłyszałem) przeprosiła, pożyczyliśmy sobie miłego dnia i prawie zapomniałem o całej sytuacji. Prawie ... bo upadając wpadłem tyłkiem w kałużę, więc końcówka przez ul. Rolną była trochę mniej komfortowa niż zwykle ;-)
Oby ino takie upadki - tego sobie i Wam życzę :]

Cykłem zdjęcie pamiątkowe - legendy głoszą że facet (jest godzina 19:15) ciągle gada xD


Od czwartku deszcze niespokojne ;/
Co do jutrzejszego DPD - okaże się dopiero rano. POZDRO :-)
==================================================
A co do komentarzy z soboty ... ŻOOODNYCH rurek :D


Kategoria Rower

Diagnostycznie, ogniskowo i spacerowo ;]

  • DST 43.65km
  • Czas 01:59
  • VAVG 22.01km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 16 lutego 2019 | dodano: 18.02.2019


Po piątkowych sprawach babuszkowych można było ruszyć się na jakieś spokojne sobotnie kręcenie. Zważywszy na to, że byłem umówiony z Diobłem na ekspertyzę usterki rowerowej między godzinami 14:00 a 15:00, do tego spałem do 10:00, a z łóżka zwlekałem się po 12:00, to wiedziałem że rowerowo wykręcę conajwyżej gluta. W sumie to nawet w ogóle bym nie wychodził na koło, ale dostałem informację sms-ową że czeka na mnie paczka do odbioru - z galotami - takimi które Marzena najbardziej lubi, czyli dresowymi :D

Czasowo byłem ograniczony dość mocno, więc postanowiłem pojechać tylko na panewnicką Przystań :-)

I tak na spokojnie dojechałem przez Ligotę do celu, po czym otrzymałem telefon od Diabła, że będzie za niecałą godzinę na miejscu zbiórki. Nie pozostało mi więc nic innego niż obrać azymut odwrotny. Wróciłem drogą podobną, paczkę (przy AWF-ie) odebrałem i  zostało mi około pół godziny do przyjazdu kolegi. Wykonałem więc rundkę przez Plac Wolności i Załęże, zameldowałem się na przystanku i ... dostałem informację że Marcinowi uciekł autobus xD No cóż, stał niecałej godziny nie będę więc jeszcze okręciłem przez kąsek Chorzowa po czym ponownie zameldowałem się przy drodze A-4.

Tym razem kolega już przyjechał, wypiliśmy po piwku, pogadaliśmy z obecnym na bikestats Amigą i mogliśmy podejść na garaż ocenić stan Krossiwa. Wynik: no dwieście złotych jak nic trzeba zainwestować w napęd, coby dziadek jeszcze pojeździł xD Trudno, mam sentyment do tych dwóch kółek heh ;)

A teraz czas na najlepsze. Otóż, jak miałem plan na ognisko, tak plan się udał. Szybkie zakupy i mogliśmy udać się na Załęska Hałdę w celu popasu :-) Ognisko jak będzie widać na fotkach, się udało wybornie, ale jednak ... rozpalenie jego było totalną masakrą. Dobrze że Ślepa mieszka blisko i poratowała kartonem na rozpałkę :-D

Trasa


Fotki:
Na granicy Katowic i Rudy Śląskiej

W sumie cel :-D

Mega duży plus - w lasach zaczęły się robić (nie oblodzone) koleiny, rowerzyści to lubią :-)

Bazylika panewnicka na prosto

Widok na Kato z Bocheńskiego

I miejsce zbiórki po raz pierwszy - taka ilość śniegu mi odpowiada heh

Z oczekiwania: Chorzów ...

... i most widmo :-D:-D:-D


A tu już coś z ogniska ;-)






Rano, po ognichu alkomat podpowiadał coby rower sobie odpuścić i pójść z Siostrą na leśny spacer :) 

Jakos szczególnie długo nie chodziliśmy, ale nogi mnie bolą jak po jakimś maratonie xD Do tego pojawiły się zmęczenie i niewyspane, które mnie już mnie wczoraj atakowały. Oby nie zaś jakiś stan podgorączkowy ;/ ....



Algida, pierwsza w tym sezonie :-)



A u Łukasza malutka nagroda :)

:D


Do następnego, chyba że obecna wersja BeeSa mnie wkurzy i oleje te pisanie heh. Dla uspokojenia - wątpliwe to ;-)


Kategoria Rower