DPD 7/2019 + T3S
-
DST
66.26km
-
Czas
03:08
-
VAVG
21.15km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 marca 2019 | dodano: 07.03.2019

Wczorajsze DPD nie wyszło, gdyż zgodnie z prognozami od godziny 16:00 (z małymi przerwami) lało. Stwierdziłem więc ... że nie będę sobie brudził wyczyszczonego napędu :P. Dziś natomiast już nic nie stanęło na przeszkodzie coby wyruszyć, a przy okazji przetestować sobie Endo na nowym telefonie. Wnioski: Szajsung super daje radę, choć miło by było jakby trener audio działał na słuchawkach xD
Co do samej jazdy, to mając w pamięci atrakcje z Krossiwem ... wyszedłem zaś grubo przed moim normalnym czasem odjazdu. No ale dzięki temu przynajmniej po przejechaniu Parku Kościuszki, mogłem po D3S zobaczyć co słychać na Nikiszowcu o wschodzie słońca. Znaczy na wschód się trochę spóźniłem, ale co tam :P Obiecuję że jak zegarki wrócą na właściwą godzinę, to zrobię jakieś zdjęcie ze wschodu w tamtych rejonach ;)
Fotka:
Nikisz o poranku ;]

Do pracy wjechałem z jakimś cztero-minutowym zapasem czasowym, popracowałem trochę (ok 5h), po czym kierownictwo wyszło z zapytaniem: który się skusi zobaczyć "o co kamam" na czterech ulicach i zdjęcia porobi? Jedna na Janowie, jedna na (tej katowickiej) Korei i dwie na Ochojcu. No w to mi graj => nie dość że wcześniej wyjdę, pojeżdżę se, to jeszcze mi za to zapłacą :DDDD
Plus i minus był taki, że robiąc tylko same służbowe sprawy do dystansu dołożyłbym może tam ze 20 km. Postanowiłem więc zobaczyć jak wygląda nowa droga dojazdowa do Trójkąta Trzech Cesarzy. I tak pierw przez najdalej wysuniętą na południe dzielnice Warszawy (odwiedzając po drodze zgliszcza mojej byłej uczelni) dojechałem do celu. Zrobiłem zdjęcie i co dalej? Godzina jeszcze młoda, więc okręciłem przez Łubowiec, Wysoki Brzeg i Brzęczkowice, po czym zabrałem się za powierzone mi zadania.
Do garażu dotarłem już najszybszą drogą jaka była możliwa, bo niestety
================================================
Trasa (ogólna):
Fotki z drugiej części dnia:
Stawiki => mega plus za rękawiczki bez palczaste ^_^

Koleinowo w Sosnowcu xD

Moja była uczelnia - ekologiczna taka ;)

Wspomniana nowa droga dojazdowa (całkiem spoko) do ...

... T3S ;]

Elektrownia Jaworzno ...

... i jej okolice - lubię ten odcinek ;]

Kopalnia Mysłowice i dla odmiany widok przygnębiający ;/

I na koniec: Bolina ...

... jeszcze coś z (popołudniowego) Nikiszowca ...

... i staw Janina z (mało widocznym) wiatrem => dobrze że choć ścieżka z lodu się skończyła i można jeździć ;)

Jutro raczej również się pomęczę, a decyzję co do soboty zostawiam Szpilbergowi => ja w sumie (chyba) wolę rower, Filip góry, a Ty Łukasz? ;) Decyduj!! heh.
======================================
Na koniec, końców => pozytyw :*********** :P

Kategoria Rower
Baran (1220m n.p.m.) po raz kolejny
-
DST
25.98km
-
Kalorie 3361kcal
-
Aktywność Wędrówka

Kolejny weekend, kolejny spacer :). Miesiąc temu brakło mi do jedynego słusznego dystansu, więc w tym zapobiegliwie ruszyłem z buta od razu. Wczoraj byłem na spacerze z Siostrą, a dziś wpadły niespodziewane górki. Heh, no dobra, w sumie to góry były zaplanowane, ale tylko dlatego że nie chciało mi się rano liczyć promili (przed rowerem) po wczorajszych urodzinach Gochy. BTW: jeszcze raz Siostra wszystkiego naj naj :))
Piwo wypite, pizza zjedzona, Ciotka odwiedzona i mogłem się rano zameldować o godzinie 8:35 na PKP Brynów i wsiąść do pociągu (zmierzającego do Bielska-Białej), w którym to już czekał Filip. Godzina drogi (z atrakcjami w postaci obecności gówniaków) spłynęła dość płynnie i po przesiadce na autobus, wylądowaliśmy ponownie w Szczyrku czyli o tak jak tu. Tym razem poszliśmy jednak w kierunku odwrotnym :].
Na start (po tym jak dojechaliśmy do Soliska) udaliśmy się pierw na szlak niebieski, którego to nie mieliśmy nigdy zrobionego. I wiecie co? Chyba już nigdy nim nie pójdę => bardzo średni, mało widokowy i w ogóle taki se xD.
Rozmawiając o rowerach doszliśmy w okolicę Malinowskiej Skały, którą to olaliśmy, bo byliśmy tam wuchte razy :P
O, ja na przykład tu - z trenerem personalnym, znanym z ławki szkolnej :D

Później trochę w górę, trochę w dół, z niejednym kryzysem (z mojej strony) przez Zielony Kopiec (1154m n.p.m.) i Gawlas (1077m n.p.m.) doszliśmy do celu, na którym było ... no około miliona osób xD. Chwila na zdjęcia i rura w kierunku mojego nie do końca zamierzonego celu czyli pociągu w ... no niestety Milówce. Mieliśmy iść do Wieprza, później padło na Węgierską Górkę, no ale szlak niestety był nie do iścia. Pierw po rzece, później odcinek nieprzetarty i zdecydowaliśmy się na asfalt. Próbowałem jeszcze łapać stopa, ale o ile w dolnośląskim nie ma z tym problemu, to Ślązacy niestety nie podwiozą. Zresztą okolice Milówki to przeważnie Warszawka, więc czego się spodziewać? xD Daliśmy rade tradycyjnie :)
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1277002767
Trochę brakło do 12k przewyższeń xD => na kolejny wyjazd pojedzie już Samsung ;))
U Filipa wykazało 838m w górę i 1005m w dół => i to by się zgadzało ;]
Fotki:
Startowo :)

Na szlakach praktycznie nikogo, a do wyciągu kolejki!! Nie ma co się dziwić że Szczyrk szlaki piesze zamyka xD

:DDDDDD

Opisany szlak niebieski i pierwsze podejścia. Oj nie chciało się xD

Coraz wyżej ;)

Na szlaku



Szczyt, szczyt ... ale nie ten :P

Już blisko :)


Klimatycznie przed szczytem


Widać wieże ;]

Szczyt właściwy :)

Arya też tu była :))

Fotko z pozą wiadomą :D

Od 2010r. trochę z ewoluowało heh - zdjęcie też ze szlaku na Baranią ;)

Zator :P

Na całe szczęście wszyscy szli do schronu :))) O tam :P

Szczyt już za nami ;]

Uroczo nie ma co ukrywać ◉‿◉ - schodzimy


Nie ma co ryzykować :DD

No szlak jak się patrzy


A tu kiedyś już szedłem, do tego debiutancko wtedy z nami pojechał kolega z Mysłowic. Cichy, ciepły, cierpliwy, nieśmiały - miał być na chwilę, a został na dłużej :D I dobrze, nie dość że spoko gość to jeszcze nam filmiki robi :D

Dla odmiany coś płynącego - nasz szlak (rowerowy xD).

I coś z cywilizacji

Końcówka jest niegodna opisania - dobrze że choć sklep był :P

A na końcu, po tym zdjęciu nastąpiło gonienie pociągu. Niby wszystko okej - w sklepie zrobiliśmy sobie zakupy i wyszło ... że mieliśmy jakieś 3 minut do odjazdu xD. Przyjechał punktualnie, więc musieliśmy podbiec heh. Później jeszcze Morfeusz, wizyta u Babci, zrobienie jakiegoś alko z Chrzestną, do wanny i spanie. Zmęczyłem się - oddawać 40 plus :P

=================================
Wczoraj (niedziela) jakieś bro z Diobłem i to by było na tyle. Trzy dni i 60km wpadło ;]

Jutro (wtorek) mają występować burze niespokojne, później babuszka i może w środę jakieś DPD wykręcę :) Zobaczymy ;]
Kategoria Góry
DPD 6/2019
-
DST
31.28km
-
Czas
01:32
-
VAVG
20.40km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 lutego 2019 | dodano: 27.02.2019

Tak, po wczorajszym DPD miałem bardzo podobną minę do powitałki xD Rozkmina poszła jednak dość konkretna i wywnioskowałem że kij Krossowi (na jakiś czas) w szprychy - jadę po Szkodnika :P. Chwilę przed 20:00 wpakowałem się w autobus i podjechałem na Ochojec, gdzie pierw nastąpił malutki spacer, później smarowanie napędu i mogłem (dystans dodany do dzisiejszego) wrócić na nowym/starym kole na garaż. Mega dziwnie się jechało - tak z przerzutkami :D
Reasumując =>

========================================
Wczorajszy odcinek to było jednak tylko trochę ponad pięć kilometrów, więc postanowiłem dnia następnego pojechać ponownie do pracy. Lekko zniechęcił mnie poranny szron na autach, ale co tam => strefa mroku (poniżej) mówiła wyraźnie - jedź :-)

Klasycznie dojechałem do Zawodzia, gdzie spojrzałem na zegarek i stwierdziłem że mam czas, więc podjechałem sobie zrobić takie oto zdjęcie wschodu słońca z okolicy dworca kolejowego. Fota oczywiście nie oddaje w całości klimatu :) W pracy zameldowałem się około pięciu minut "przed dzwonkiem" - czyli idealnie ^_^

Po pracy natomiast wiedząc że napęd jest okej postanowiłem, zobaczyć co słychać na stawie Upadowym. Pominę fakt że z lodowiska (o tego) zrobiło się błotowisko i napiszę ino że staw wyglądał ... no o wiele lepiej niż zimą ;)

Następnie ulicą Porcelanową dotarłem do D3S, gdzie ku mojemu zaskoczeniu nasza strefa wiecznego lodu została (wiedz że coś się dzieje) ogrodzona tasiemką => w sumie spoko, przynajmniej w miarę legalnie mogłem przejechać przez o to to ...

... i zostało mi ino Ptasie Osiedle i do bazy ;]
Dziś jechało się super (prócz wmordewindu na powrocie - phi, normalka), no ale jednak jakieś tam zastrzeżenie muszę mieć. Wczoraj rano jak jechałem do pracy miałem +6*C, wracając +12*C, jadąc wieczorem od Gochy już +2*C, dziś rano 2*C ale na minusie, a jak wracałem to 10*C. Jutro rano zapowiadają -1*C, po południu natomiast +11*C. I jak (się ubierać) żyć?????????

BTW: Prawda!!!!!!!!!!!!!!

===============================================
EDIT: w sumie to miałem dziś znów pokręcić do roboty, no ale potwór łóżkowy mnie zatrzymał :P. O ten taki:

Padło więc na opcję autobus+tramwaj, no i ... nie pospalałem pączusi :P

A co do kończącego się miesiąca, to wyszło o wiele lepiej (rok temu w lutym przejechałem 69km xD) niż się spodziewałem. Baaa, nawet setunia wpadła ;-). Pogoda pozwalała i takiej samej (albo cieplejszej) życzę sobie za rok ;]

Ucierpiały za to kilometry butne, no ale tłumaczę se faktem że miesiąc krótki :P. Jakby luty miał choć 30 dni, to by wypadało na piątek - sobota, więc raczej bym dodreptał ;]

Kategoria Rower
Wstydliwe DPD 5/2019
-
DST
27.58km
-
Czas
01:17
-
VAVG
21.49km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 26 lutego 2019 | dodano: 26.02.2019

Tak jak wczoraj zamierzyłem, tak wykonałem ;] Dzisiejsze poranne sześć stopni na plusie było wręcz wymarzoną temperaturą, zważywszy na to że przed (sobotnimi) górkami, również miałem sześć stopni ... ino że na minusie xD
Start ponownie nastąpił (ze względu na stan roweru) trochę wcześniej niż zwykle. Po przejechaniu przez Park Kościuszki i okolice D3S do Zawodzia (zaliczyłem między innym jeden wypych xD) zauważyłem że mam jeszcze chwilę czasu, więc przekręciłem bonusowo przez Burowiec gdzie ... prawie zaliczyłem dmuchanie. Prawie, bo oczywiście pan policjant machnął mi że mogę jechać - pewno jakbym mocniej nadepnął (choć nie mogę, bo kołowrotkuje xD) to by mnie zatrzymał i skontrolował. Mniejsza o to i tak by nic nie wyszło :P
Po pracy natomiast nadeszła tytułowa strefa wstydu. Otóż jak tylko wyjechałem z biura to zauważył mnie mój rowerowy kolega, który postanowił przekręcić ze mną (pierwszy raz od mega dawna) lwią część dystansu i pogadać o górach. No fajnie - oprócz tego że Krossiwo jest w stanie takim, a nie innym to doszedł do tego jeszcze hamujący wiatr, który ... zresztą co ja się będę powtarzał xD

STANDARD!
Kolega przycisnął, ja nie chciałem być gorszy i wyszło. Napęd kula się jak kula, pod górkę mocno średnio, strzelam, hałasuje - wstyd na maksa. W takich oto mało radosnych klimatach (ok, miejscami było spoko) dojechaliśmy pod OBI gdzie kolega ruszył w kierunku Piotrowic, ja natomiast ciągle chrobocząc pojechałem przez ul. Rolną do bazy, coby na końcu piznąć (jeszcze delikatnie) Krossem o drzwi garażowe. No średnio - teraz nastąpi gruba "rozkmina" co robić ...
=====================================================
Trasa => klasyczna
Fotka => jedna - poranna. Mijam to co wyjazd do pracy i ciągle nie wiem jak to opisać??? yyyy Dziękuję, będę przestrzegał :DDDD

No średnio było xDDD
=======================
BTW: Zawsze można Szkodnika ściągnąć i brać do kieszeni xD

Kategoria Rower
Przedskokowo
-
DST
34.02km
-
Czas
01:40
-
VAVG
20.41km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 lutego 2019 | dodano: 25.02.2019

Jako że wczoraj w Rycerce sklepu nie znalazłem, a po katowickiej zapiekance piwa mi się już nie chciało, to wstałem dzisiaj zdrowiutki. Możliwości więc były dwie: mogłem albo uzupełnić promile w krwi, albo coś "przyglucić" - oczywiście została wybrana opcja numer dwa ;]. Zaprzęgłem więc Krossiwo i mogłem ruszyć w sumie bez celu, gdzie założyłem se ino że muszę wrócić na skoki ;]
Aaaa i w piątek odwiedziłem Szkodnika ...


... coś bez humoru jest :DDDDD
Wracając do dzisiejszej jazdy to pojechałem pierw na Kokociniec, później lasem na Panewniki, następnie ponownie do lasu, gdzie ... się załamałem i wróciłem na asfalt. Nie dość że wycinki, to jeszcze obecny napęd na dukty leśne się nie nadaje xD Co gorsza, jest ponoć jakiś gnój z częściami więc raczej nie prędko nastąpią korekty w rowerze pfff. Zobaczymy => Diobeł walczy heh ;)
Przejechałem ul Owsianą, później Zarzecze, Podlesie, okolice Murcek i na Ochojcu ... wpadłem na Siostrę, która to wyszła na rundkę z psem. Dłuższa chwila rozmowy i przy tragedii Aryi (jak to bez spaceru????) wróciłem do bazy ;]
Co do skoków to, no cóż xD

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1273781366
Fotki:
Niby fajnie bo te białe gów*o zeszło ...

... no ale w lasach jeszcze idzie się poślizgać xD

A tu ...

... i tu, nie skomentuje ;/

Cyferki na drzewach wzdłuż ulicy Owsianej też raczej niczego dobrego nie sugerują - ale ta sytuacja akurat mnie mniej po oczach kuje niż wycięte "placki" w lesie.

Wracając do rzeczy pozytywnych - patrz Tomek też mam zielono hehe

Podlesie i kolejny prawie pozytywny widok dziś czyli nowa DDR-ka w ciągu ulicy Armii Krajowej - niestety później klasycznie asfalt miesza się z kostką więc ... pfff, będziemy raczej (kostkowe fragmenty) omijać ;)

Widok z Podlasia na Kamionkę

A na koniec patyczkowy potwór z Ochojca heh

Dziś (poniedziałek) Piotro, a jutro może DPD - pogoda ponoć do czwartku wymarzona, a później to się zobaczy ;]
Zaległości B(ee)S-owe nadrobię wieczorem. Pozdro :)
==============================
No mam nadzieję heh ;))

Kategoria Rower
Wspomnienie starych dobrych (górskich) czasów - Muńcuł
-
DST
23.01km
-
Kalorie 2878kcal
-
Aktywność Wędrówka

To tak: w środę rano padało, a popołudniu wiało. W czwartek rano było spoko, ale po pracy lało ... i tak do piątku rana, gdzie padać przestało. Niestety DPD ponownie w grę nie wchodziło, bo musiałem pierw zarobić trochę pieniążków w pracy, później pojechać wydać trochę więcej pieniążków na nowy telefon (stanęło na Samsungu A8), następnie do fryzjera po którym udałem się do Siostry na spacer o taki: z takimi oto zdjęciami psa, któremu na starość zachciało się patyków :D:D:D:D ...


xD

... później porobiliśmy PIT-y, kolejno na spotkanie z poznańską Ciotką (ustalenia babuszkowe) i do bazy na sen, coby dziś na spokojnie ... zaspać na autobus w góry. Na całe szczęście udało się ogarnąć pociąg (z Brynowa), ale mały stresik i bieg na dworzec był heh.
A czemuż to góry moglibyście zapytać. Ano temu że choć śniegu nie było, to wiatr i temperatura dość mocno dawały po mojej (ciepłolubnej) doopie => a kysz, oddawać 30+ :P
Rower poczeka ewentualnie do jutra ;]
Wracając do wpisu to spotkanie z Filipem nastąpiło jak wcześniej napisałem w pociągu, gdzie tym razem na bogato (bilet 12h za 24zł) dostaliśmy się do Rajczy. Na start trzeba było ogarnąć sklep i chwycić Mareckiego, znanego z tego o to czegoś. Zgodnie z epodróżnikiem miał przyjechać o 10:15 był o ... 10:08 czyli standard. Niby na rozkładzie ktoś poprawił markerem godzinę wyjazdu, ale jakbyśmy nie mieli zapasu czasowego, to byśmy "gwizdali" ponad cztery kilometry durnym asfaltem z buta xD.
Co do tytułu wpisu to na miejscu skierowaliśmy się na dobrze mi kiedyś znany szlak zielony, którym to doszliśmy przez Muńcoł do tego oto miejsca. Wspomnień czar, ognisko gdzie Arya (:D) była jeszcze malutka i na chleb mówiła "bep" :DDD

Uprzedzając pytania - pieseł jak wytrzeźwiał, to walczył dalej :D

Szlak był wręcz kapitalny, choć nie powiem (początkowo) troche śliski. Trud podejścia wynagrodził nam widok Tatr z Hali na Muńczole :) Przecudownie się nam Taterki otworzyły!! Następnie nastąpiło przecieranie szlaku, coby finalnie wylądować u mojego dawnego kolegi. U Andrzeja chwila odpoczynku przy herbatce z prądem (Endrju skusił się na herbatkę z prądem ... bez herbatki :D) i mogliśmy wspiąć się pierw drogą na Mładą Hore, później zejść do Rycerki i finalnie wylądować na Praszywce.
Na szczycie nic ciekawego nie zobaczyliśmy, więc mogliśmy tak jak kiedyś z Gochą ruszyć w kierunku dyliżansu. Co ja pisze ruszyć - żeby zmieścić się w bilecie dwunasto-godzinnym musiałem podbiec!! I to tak konkretnie xD Filip którego wysłałem przodem już czekał na stacji, a ja doleciałem minutę przed pociągiem i mogłem ponownie z kolegą poczekać kolejnych 40 minut zanim szanowny pociąg raczył się zjawić ...
Brawa dla KŚ i za opóźnienie i za brak umiejętności odbierania telefonu xD

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1273500548
I dużo Fotek, bo koniec miesiąca :D
Mijanka w miejscu widocznym - dobra dla płuc hehe

A tu już na celu (Rajcza Centrum) i wspomnienie Saluchy :))


Rozpoczynamy szlak właściwy z jedynym właściwym płynem ;)


Początkowy śliski odcinek




Widoczki :)

Rysianka i Lipowska na wprost ... a raczej za naszymi plecami ;]

I Pilsko, takie płyny też ujdą - kompromisowo heh.

Jedyny śnieg jaki toleruje - górski :))



Filip na tle sympatycznego nieba ...

... oraz autor na Hali na Muńczole - Taterki w bonusie :)

Chwila szlakiem i ...

... najwyższy szczyt dzisiejszej wycieczki

Najfajniejszy odcinek ;]


Przecieranie szlaku i Tatry ponownie :)

Nazot w lesie

Miejsce w/w ogniska czyli szczyt Kotarz (1113m n.p.m.) :)

Marzenie rozpalacza ogniska :D

Potok Danielka przez którego musieliśmy przejść coby ...

... dojść do Andrzeja ;]

Ze spraw smutnych - nie ma już Krzysia :(

Po wizycie i herbatce Młada Hora z widokiem na Kotarz

Zejście do Rycerki, fajne ale ...

... wole takie :P


A na końcu zejścia - ślizgawka. W dzwonach 2-1 dla mnie :D

Po krótkim odcinku asfaltowym wracamy na szlak coby zdobyć szczyt, który bardzo fajnie uchwyciła Marzena przy okazji Wielkiej Raczy czyli Praszywka Wielka (1043m n.p.m.)

Tu już byłem lekko zmęczony, ale co zrobić(?) skoro milutko :)



Szczyt i widok na smog xD


Rozpoczynamy gonitwę na pociąg - tym razem już szlakiem ;)

Zachodzik

Ostatnie górskie zdjęcie (potok Krężelka) od Filipa - ja jeszcze byłem daleko za afroamerykamani :D

Z pociągu - Morfeusz atakuje znienacka :D

I kolacja - wybrany klasycznie numer sześć :D

Cała się nie zmieściła ;)

Mega ostra nie była ... znaczy aż do rana, gdzie drugie pieczenie było już konkretne :DD
Dzięki Gizmo za wyjazd - było godnie :))))
===============================================
A na sam koniec już poważnie => zima spadaj do Afryki i dawać wiosnę :D


Po wizycie i herbatce Młada Hora z widokiem na Kotarz

Zejście do Rycerki, fajne ale ...

... wole takie :P


A na końcu zejścia - ślizgawka. W dzwonach 2-1 dla mnie :D

Po krótkim odcinku asfaltowym wracamy na szlak coby zdobyć szczyt, który bardzo fajnie uchwyciła Marzena przy okazji Wielkiej Raczy czyli Praszywka Wielka (1043m n.p.m.)

Tu już byłem lekko zmęczony, ale co zrobić(?) skoro milutko :)



Szczyt i widok na smog xD


Rozpoczynamy gonitwę na pociąg - tym razem już szlakiem ;)

Zachodzik

Ostatnie górskie zdjęcie (potok Krężelka) od Filipa - ja jeszcze byłem daleko za afroamerykamani :D

Z pociągu - Morfeusz atakuje znienacka :D

I kolacja - wybrany klasycznie numer sześć :D

Cała się nie zmieściła ;)

Mega ostra nie była ... znaczy aż do rana, gdzie drugie pieczenie było już konkretne :DD
Dzięki Gizmo za wyjazd - było godnie :))))
===============================================
A na sam koniec już poważnie => zima spadaj do Afryki i dawać wiosnę :D

Kategoria Góry
DPD 4/2019 + dzwonek xD
-
DST
27.18km
-
Czas
01:18
-
VAVG
20.91km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 lutego 2019 | dodano: 19.02.2019

Na start napiszę że kolega z roboty dał się sierściuchowi wygrzać do końca => wszak mogło być gorzej

:PPPPPPPPPPPPPPPPPPPP
===================================================================
Taki luty jak ostatnio chciałbym zatrzymać jak najdłużej!! :)
Niestety, prognozy mówią wyraźnie że jutro kończy się słoneczne eldorado, tak więc planowałem sobie wczoraj pokręcić symbolicznie do babuszki. Na planach ... się jednak skończyło :P W zamian wymyśliłem sobie że jutro (czyt. dziś) pojadę na DPD ;]
Tu już obyło się bez niespodzianek i w mało komfortowej (jak na mnie) temperaturze (około 0*C) dojechałem klasycznie przez Park Kościuszki i Zawodzie do roboty. Nie działo się nic ciekawego, a i nawet Krossiwo dobrze się kulało :). Mało komfortowy jest ino fakt, że jeżdżę na dwóch (2-3, 2-7) przełożeniach xD. Póki co musi wystarczyć heh.
Poranne D3S i szron na łące ...

... i chwila przed wschodem na Szopienicach ;]

Po pracy już w przyjemnej temperaturze na chatę, gdzie o ile w początkowej fazie jazdy (przez Zawodzie) nie działo się nic szczególnie ciekawego (wiało w twarz - ale to standard), to po wjeździe na D3S (przy "prezencie" od KWK Staszic), zaliczyłem tytułowego, debiutanckiego w tym roku dzwonka. Normalnie omijam te lodowisko chodnikiem, ale tym razem zauważyłem że rowerzyści robią przejazd przez środek tego czegoś. Dwóch przede mną przejechało, więc stwierdziłem że też spróbuję. Wyjechałem i zobaczyłem przed sobą parkę idącą środkiem ścieżki (!!!!) rowerowej. Facet gadał przez telefon, babka była zdecydowanie myślami gdzieś indziej. Próbowałem ominąć, koło chwyciło lód, a ja mogłem podziwiać świat z poziomu
Upadając (jechałem może z 10-12km/h) chyba od razu wskazałem facetowi drogę, bo od razu uciekł na chodnik. Pani natomiast zaaferowana, zaczęła się pytać czy zdrowy i takie tam inne. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą że spoko, nic mi nie jest. Pani (o ile dobrze usłyszałem) przeprosiła, pożyczyliśmy sobie miłego dnia i prawie zapomniałem o całej sytuacji. Prawie ... bo upadając wpadłem tyłkiem w kałużę, więc końcówka przez ul. Rolną była trochę mniej komfortowa niż zwykle ;-)
Oby ino takie upadki - tego sobie i Wam życzę :]
Cykłem zdjęcie pamiątkowe - legendy głoszą że facet (jest godzina 19:15) ciągle gada xD

Od czwartku deszcze niespokojne ;/
Co do jutrzejszego DPD - okaże się dopiero rano. POZDRO :-)
==================================================
A co do komentarzy z soboty ... ŻOOODNYCH rurek :D

Kategoria Rower
Diagnostycznie, ogniskowo i spacerowo ;]
-
DST
43.65km
-
Czas
01:59
-
VAVG
22.01km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 16 lutego 2019 | dodano: 18.02.2019

Po piątkowych sprawach babuszkowych można było ruszyć się na jakieś spokojne sobotnie kręcenie. Zważywszy na to, że byłem umówiony z Diobłem na ekspertyzę usterki rowerowej między godzinami 14:00 a 15:00, do tego spałem do 10:00, a z łóżka zwlekałem się po 12:00, to wiedziałem że rowerowo wykręcę conajwyżej gluta. W sumie to nawet w ogóle bym nie wychodził na koło, ale dostałem informację sms-ową że czeka na mnie paczka do odbioru - z galotami - takimi które Marzena najbardziej lubi, czyli dresowymi :D
Czasowo byłem ograniczony dość mocno, więc postanowiłem pojechać tylko na panewnicką Przystań :-)
I tak na spokojnie dojechałem przez Ligotę do celu, po czym otrzymałem telefon od Diabła, że będzie za niecałą godzinę na miejscu zbiórki. Nie pozostało mi więc nic innego niż obrać azymut odwrotny. Wróciłem drogą podobną, paczkę (przy AWF-ie) odebrałem i zostało mi około pół godziny do przyjazdu kolegi. Wykonałem więc rundkę przez Plac Wolności i Załęże, zameldowałem się na przystanku i ... dostałem informację że Marcinowi uciekł autobus xD No cóż, stał niecałej godziny nie będę więc jeszcze okręciłem przez kąsek Chorzowa po czym ponownie zameldowałem się przy drodze A-4.
Tym razem kolega już przyjechał, wypiliśmy po piwku, pogadaliśmy z obecnym na bikestats Amigą i mogliśmy podejść na garaż ocenić stan Krossiwa. Wynik: no dwieście złotych jak nic trzeba zainwestować w napęd, coby dziadek jeszcze pojeździł xD Trudno, mam sentyment do tych dwóch kółek heh ;)
A teraz czas na najlepsze. Otóż, jak miałem plan na ognisko, tak plan się udał. Szybkie zakupy i mogliśmy udać się na Załęska Hałdę w celu popasu :-) Ognisko jak będzie widać na fotkach, się udało wybornie, ale jednak ... rozpalenie jego było totalną masakrą. Dobrze że Ślepa mieszka blisko i poratowała kartonem na rozpałkę :-D
Trasa
Fotki:
Na granicy Katowic i Rudy Śląskiej

W sumie cel :-D

Mega duży plus - w lasach zaczęły się robić (nie oblodzone) koleiny, rowerzyści to lubią :-)

Bazylika panewnicka na prosto

Widok na Kato z Bocheńskiego

I miejsce zbiórki po raz pierwszy - taka ilość śniegu mi odpowiada heh

Z oczekiwania: Chorzów ...

... i most widmo :-D:-D:-D

A tu już coś z ogniska ;-)




Rano, po ognichu alkomat podpowiadał coby rower sobie odpuścić i pójść z Siostrą na leśny spacer :)
Jakos szczególnie długo nie chodziliśmy, ale nogi mnie bolą jak po jakimś maratonie xD Do tego pojawiły się zmęczenie i niewyspane, które mnie już mnie wczoraj atakowały. Oby nie zaś jakiś stan podgorączkowy ;/ ....
Algida, pierwsza w tym sezonie :-)

A u Łukasza malutka nagroda :)

:D

Do następnego, chyba że obecna wersja BeeSa mnie wkurzy i oleje te pisanie heh. Dla uspokojenia - wątpliwe to ;-)
Kategoria Rower
DPD 3/2019
-
DST
26.81km
-
Czas
01:19
-
VAVG
20.36km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 lutego 2019 | dodano: 15.02.2019

W sumie to narzekać nie mogę!! To nic że od ostatniego weekendu można było w sumie po robocie tylko flaszkę otworzyć i patrzeć z domku na naszą ekhem przepiękną śląską zimę. Śnieg, deszcz, deszcz ze śniegiem, mgła, wiatr, smog, i tak od poniedziałku do środy. W czwartek zaczęło być lepiej, no ale w walentynki łóżko nie pozwoliło mi się ruszyć na DPD.
Coś w ten deseń :-P

Trochę było mi szkoda (okazało się później że niesłusznie, bo jak wracałem to mżyło), ale w zanadrzu miałem weekend, na który zapowiadali słonko i plus dwucyfrowy :-). Tak więc ... narzekać (na pogodę) nie mogłem.
==========================
Przed weekendem jednak wypadałoby trochę kości rozruszać, więc opcja Dom-MZUiM-Dom brzmiała idealnie.
Wyspany, wystartowałem dziś sporo wcześniej niż zwykle, coby wyjątkowo ominąć Park Kościuszki i okolice Doliny Trzech Stawów => błotko i ślizgawka do mnie rano nie przemawiały heh.
Pojechałem więc przez Katowice gdzie ... wpadłem na pierdyliard czerwonych świateł (xD) - no ale miałem zapas czasowy, z którego "na mecie" zostało mi ponad dziesięć minut. Idealnie? No nie koniecznie. Niestety Krossiwo już ledwo źipi, do tego kompletnie rozleciała się przednia przerzutka więc piłowałem "na blacie", a dokładając do tego fakt że cały czas mi łańcuch tańczy po napędzie, to jest jest gryfnie ... inaczej xD
Poranne Katowice



Po pracy chcąc, niechcąc (zważywszy na awarię roweru) musiałem pojechać przez nieszczęsne Zawodzie, gdzie pierwsze sześć kilometrów to była istna katorga, podczas której ino jakieś 634 razy miałem ochotę rzucić Krossa w krzaki i pójść na banę!! Napęd co chwilę robił mi kołowrotek, a do tego hałasował tak że wszystkie okoliczne wiewiórki popitały xD
Później nie wiadomo co się stało i Krossiwo wrzuciło sobie kadencję, na której już w miarę spokojnie (oczywiście kołowrotki się zdarzały) udało mi się dojechać klasycznie do bazy.
Oczywiście nie obyło się bez przygód które człowiek, człowiekowi zgotował :/
Popołudniowe ładne D3S i ...

... i brzydkie + zbliżenie xD


Jak myślicie że to było najgorsze to polecam popatrzeć na to ;/////
BTW: żadnej drugi dopuszczonej do ruchu samochodowego nie ma w pobliżu


DZIĘĘĘĘ - KUUU - JEEEE - MYYY (cytując Kapitana Bombę) Tępe ch*uje ...
Jutro nie wykluczone że gdzieś się ruszę, ale pewno koszty mnie nie ominą - na Szkodnika jeszcze za wcześnie xD. Diobeł po 14:00 przyjeżdża na diagnostykę.
======================================
Z innej beczki: Po roku używania opaski nadszedł czas na małe podsumowanie.
Przez rekordową ilość wypadów górskich i standardowe kilometry służbowe, plus sprawy babuszkowe i psie spacery => wyszło dość godnie :-)

Tylko we wrześniu (239km), październiku (217km) i łączonym lutym (2018 - 113km i 2019 - 99km) nie udało się zrobić jak się okazało jedynego słusznego dystansu czyli ćwiartki tysiąca :] Sklepy obuwnicze - lubią to :-D
BeeS napisany, teraz ino babuszkowe sprawy i weekend :)
Ogólnie to szkoda że Ciotka nie przyjechała na dłużej - bym się mógł przyzwyczaić do takiej ilości wolnego czasu :)))
==================
Dziś śmiecha nie będzie. Będzie za to przesłanie motywacyjne dla pewnej osoby ode mnie, Łukasza i Marzeny :D

:DDDDDDDDDDDDDDDD
Kategoria Rower
Zalew przeczycko-tuliszowski
-
DST
100.48km
-
Czas
04:52
-
VAVG
20.65km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze

Tak wiem, miały być góry. Szlak był mniej więcej ustalony, pociągi zgrane, ale coś nas tknęło coby nie zmarnować takiej fajnej wiosny w lutym - góry można zrobić zawsze ... jak się nie będzie dało jeździć ;) A prognozy na dziś mówiły wyraźnie, że nawet super się będzie dało pojeździć ;]
Co to celu, również nie mieliśmy wątpliwości - zaległy Tuliszów czekał i aż się prosił o odwiedzenie heh.
Rano jako że Filipa swędziały cztery litery, to umówiliśmy się o godzinie 10:30 u mnie na garażu. Chwila rozmowy z (przypadkowo spotkanym) Alanem i rura w kierunku pierw Parku Śląskiego, a następnie przez Siemianowice i Gołąsze do celu.
Jechało się nawet spoko - było bezwietrznie, drogi z małymi wyjątkami suche, a do tego "Bozia" dała nam całe pięć stopni powyżej zera. Dziękuję ... i proszę o więcej heh.
Na miejscu po piwku (wygrałem dwa szybkie Żubry :P) i mogliśmy obrać azymut na Dąbrowę Górniczą, na którą to dostaliśmy się ... prawie bezproblemowo. Gnój zrobił ino jeden debil na będzińskich blachach, który to pierw odtrąbił Filipa, a później poczęstował mnie wodą z kałuży. Tak od kolana do buta xD Nic złego jednak o nim nie napiszę, karę już ma - jest z Będzina :-P
Radośnie dojechaliśmy do początku P4 i nastąpił rozdział. Gizmo pojechał sobie tylko znaną ścieżką, ja natomiast postanowiłem jechać klasycznie. I co by tu o tym odcinku? Grząsko, mokro, a do tego słońcem i wiatrem po ryju dostałem!! Super XDDD. Jeszcze na chwilę zatrzymam się przy kwestii wiatru, którego to raczej nie krytykuje, ale za dziś ... powinien dostać porządny wpierdol!
Wymęczony dojechałem do Łagiszy i wśród podmuchów kołyszących mnie na boki (albo hamujących do 5km/h) dojechałem do Będzina. Na liczniku 67km, do domu około 20-22km hmmm? Ambicja (plus namowy kolegi) nie pozwoliły mi pojechać inaczej niż przez Sosnowiec (próba oszustwa wiatru - CHWILOWO udana), Milowice, Dąbrówkę Małą, Zawodzie, Katowice, Załęże (na kebaba :-D), po czym wykonałem objazd osiedla Tysiąclecia po którym na liczniku przy garażu pokazały się najlepsze cyferki z możliwych - czyli takie trzy-cyfrowe heh. Na mecie pierw klachy z Alanem, a potem z Żanetą. Setka w lutym => no tego jeszcze nie grali :-D
Mega dumny jestem i ... mam dość :-D
Jutro spacer z Aryą, a potem w końcu popatrzę se na "Kler" :P
=========================================
Trasa:
Fotki:
Park Śląski - u nas to chyba zerowy poziom puszku to będzie ... koło maja :D
PS: taaaaa, na każdą pogodę xD

Najlepszy widok (po lewej) dnia dzisiejszego ]:->

:-)

Siemce i ...

... klasyk ...
... :P
=================================
Chwila spokoju ...

... i nazot xD

Dobrze że choć "zaparkować" szło ;]

Już blisko ...

... i maszyna (psująca się xD) na celu

Niby ładnie, ale jednak wolę upały!!! heh

=====================================================
Opuszczamy zacne strony ;]

xD
Chyba zacznę kolekcjonować te tabliczki heh

A odtąd już samotnie ... i wolno, choć ...

... klimatycznie :)


Palce mówią jedno, a kurtka bawiąc się z cieniem ... zrobiła ze mnie księdza :D
Jadziem dalej => zamek Będzin słońcem skąpany ;]

A tu już moje Kato ...

... kolacja ...

... i klimaty powrotne :))

Tu dy nekst tajm :P
===================================
Jakbym nie pokręcił nic do czwartku, to miłych czwartkowych obchodów :D

Pozdro .......... :)
===============================================
Edit: Spacer poranny się udał, opaska wyliczyła wynik 13,2km ;]
Fotki:
Rakieta już się cieszy :P

Idziemy w mega dobrych klimatach :)


Mrówkojad :P

Do 13:00 mega uroczo :)

A później już gorzej xD Mniejsza o to :)
Na koniec przesłanie od Atomówek :D

Jutro spacer z Aryą, a potem w końcu popatrzę se na "Kler" :P
=========================================
Trasa:
Fotki:
Park Śląski - u nas to chyba zerowy poziom puszku to będzie ... koło maja :D
PS: taaaaa, na każdą pogodę xD

Najlepszy widok (po lewej) dnia dzisiejszego ]:->

:-)

Siemce i ...

... klasyk ...
... :P
=================================
Chwila spokoju ...

... i nazot xD

Dobrze że choć "zaparkować" szło ;]

Już blisko ...

... i maszyna (psująca się xD) na celu

Niby ładnie, ale jednak wolę upały!!! heh

=====================================================
Opuszczamy zacne strony ;]

xD
Chyba zacznę kolekcjonować te tabliczki heh

A odtąd już samotnie ... i wolno, choć ...

... klimatycznie :)


Palce mówią jedno, a kurtka bawiąc się z cieniem ... zrobiła ze mnie księdza :D
Jadziem dalej => zamek Będzin słońcem skąpany ;]

A tu już moje Kato ...

... kolacja ...

... i klimaty powrotne :))

Tu dy nekst tajm :P
===================================
Jakbym nie pokręcił nic do czwartku, to miłych czwartkowych obchodów :D

Pozdro .......... :)
===============================================
Edit: Spacer poranny się udał, opaska wyliczyła wynik 13,2km ;]
Fotki:
Rakieta już się cieszy :P

Idziemy w mega dobrych klimatach :)


Mrówkojad :P

Do 13:00 mega uroczo :)

A później już gorzej xD Mniejsza o to :)
Na koniec przesłanie od Atomówek :D

Kategoria Rower



