Ujsoły (namiot) => wszystko niezgodnie z planem :D
-
DST
27.57km
-
Kalorie 5246kcal
-
Aktywność Wędrówka

W końcu dziś naszła mnie chęć popisania o ubiegłym weekendzie => do tego w końcu dostałem brakujące fotki od Marcina :P
Rozdzielał dwóch dni nie będę, bo drugi to ino symbolika była i powrót ;]
Co do genezy, to sam nie wiem od kiedy w tym sezonie planujemy "trip pod-namiotowy" - cały czas albo zdrowie, albo pogoda nie pozwalały na wycieczkę :/
Teraz miało być inaczej i choć odpuściliśmy Rabkę, to wyjazd miał nastąpić już w piątek po godzinie 23:00. Miał, ale padało/miało padać, więc zmiana planów (opcja awaryjna wymyślona we wtorek na Rybaczówce) i jedziemy w sobotę o 7:32. No nie wyszło => Diobeł po popołudniówce, ja po odwiedzinach na Brynowie, nocne rozmowy telefoniczne i wystartowaliśmy o takiej oto nieludzkiej porze:

W tym szaleństwie miała być metoda. Otóż, kto normalny jeździ o tej porze pociągiem? Odpowiedz jak się okazało była jasna i oczywista => młodzież z katowickich dyskotek wracająca do domów xD. Ciasno było tak do Kobióra, a później szło "odpalać" Morfeusza ^_^. Odcinka Pszczyna - Milówka nie pamiętam wcale, a w Żywcu staliśmy 15 minut :D
Paparazziego też nie pamiętam xD

W Rajczy meldujemy się chwilę po godzinie 8:00 i poprzez sklep z płazem w logo ruszamy czerwonym szlakiem do góry. Jako że przyjechaliśmy ponad godzinę przed naszym planowanym pociągiem, stwierdziłem że nie musimy od razu iść do sklepu do Soblówki ino zahaczymy pierw o Rycerzową.
Plan niespodziewanie legł w gruzach już na pierwszej polance (grubo przed Hutyrowem 744m m.p.m.) gdyż był i widok i zaczęło się robić ciepło, a i nie można było się uwodnić przecież :P.
Na leniu spędziliśmy dwie godzinki i ruszyliśmy z zamiarem nawiedzenia pierw "wodopoju" - który to był dziś czynny ino do godziny 15:30. Był czas więc się nie śpieszyło, bo i po co? ;]
Szlak wzięliśmy se aż tak bardzo po lekku że na Mladej Horze (895m n.p.m.) byliśmy chwilę po 14:00 i zostało 65 minut iścia plus zakupy. Praktycznie bez stresu, gadając doszliśmy (w grupach) na przełęcz Kotarz, tam chwila rozmowy w turystą (ogólnie minęliśmy około 10-12 osób) i ... poszliśmy źle xD. Co tam będziemy szli zgodnie z planem? :P
Tu był zrobiony błąd ...

... ale za to jaki widok "za karę" :D

Wiadomo, szło się jeszcze wrócić i spróbować zdążyć przed zamknięciem, ale było ryzyko że się nie uda - a to jest tam jedyny sklep spożywczy xD. Nie było co ryzykować (+ tego odcinka i tak nie miałem w "kolekcji", a niebieski i owszem), zmieniliśmy plan i postanowiliśmy zejść pierw pożarówką, następnie kąsek asfaltem gdzie po dłuższej chwili Diobeł ... chwycił "stop-a". Mili Państwo z Żywca podwieźli nas pod sklep, zakupy i nowy plan.
Mijaliśmy jakieś darmowe miejsce biwakowe (oznaczone, ogrodzone, itp) na potokiem Cicha, ale było tam za dużo bombelków jak na nasze nerwy :P. Postanowiliśmy wiec podpytać miejscowych co i jak => "kosztowało" nas to jednego papierosa i jednego Żubra, no ale co chcieliśmy się dowiedzieć, to się dowiedzieliśmy ;] Ogólnie mega sympatyczni ludzie byli pod tym sklepiem + oczywiście ta Pani na mięsnym :)))))
Skoro już było ustalone że w góry nie idziemy, to mogliśmy spędzić pierw czas nad rzeczką, a następnie poprzez do-opatrzenie się udać się w miejsce wskazane. Na końcu ulicy jeszcze mnie prawie "pies obronny inaczej" prawie zalizał na śmierć zza płotu, a Marcin załatwił otwarcie drzwi do pola (xD) od Pana Gospodarza.
Pozostało nam więc ino porozbijanie namiotów, ognisko (wuszty + kartofle) i do
Dzień 1/2 => https://www.relive.cc/view/e1359497498
Fotki 1/2:
Jak wschód słońca to ino na Piotro :D

Dojechali, wyspani w sumie - szkoda ino że bilet 17 zeta albo ... 32zł w obie xD

Nic nie wygrałem, prócz odnalezienia początku naszego szlaku :)

Sympatyczny, choć mało widokowy etap => ponoć dobry na rower :P

Za badylami nasz pierwotny cel noclegowy czyli Muńcuł (1165m n.p.m.)

Cel, celem - nam się tam nie śpieszyło :)

Sesyjka kolegi ...

... i coś znajomego na koniec :D

Fajny odcinek i ...

... jest i wysyp => tak od 850m n.p.m. (na dole ani sztuki) - niestety ino parę złapałem, bo Diobeł mnie dogonił :]

Mlada Hora i widok (z prawej strony) na przełęcz Kotarz

Zaś do góry ...
(Jak się okazało => więcej dłuższych podejść nie robiliśmy już na tym wyjeździe ;])

... i w dół na widoczek i popas :)


Po przejściu pożarówki wpadłem na przystanek znany z tego tripu Gocha pewno pamięta :P
Ten choć wygląda super ...

... następny był? No cóż, agroturystyczny :D

A z resztą i tak nic nie jechało ... prócz Państwa, którzy nas podrzucili kąsek do Ujsoł na relaks


Na górze nasza polanka, a na dole nasza kolacja ;]

Dobry to był dzień, ale muszę stwierdzić że lepiej po górach się chodzi bez załadowanego plecaka :D
===============================================================
===================================================================
Poszedłem spać gdzieś w okolicach północy, a wstałem chwilę po 6:00 - czyli standard w górach heh xD. Mój kompan nie był jednak rannym ptaszkiem, więc po sprawdzeniu prognozy pogody, nawodnieniu i upewnieniu się że nie ma co się dziś w góry wybierać poszedłem nazot spać xD.
Ponownie wstaliśmy (już o podobnej porze) około godziny 11:00 i stwierdziliśmy że chodź mamy bardzo blisko do Rysianki, to nie będziemy ryzykować zmoknięcia. No i cóż by tu? Relaks, a jak!!! :P. Po nim, spakowaliśmy domki, pozbieraliśmy śmieci i mogliśmy ruszać w stronę miasta. W Ujsołach zakupy i poszliśmy upewnić się czy moje alternatywne miejsce na wczorajszy nocleg, dałoby radę. Dałoby, ale tamte było pewniejsze ^_^
Po sprawdzeniu miejsca zaczęło kropić, a busik odjechał parę minut wcześniej (nie sprawdziłem pfff) więc czekało nas albo cztery kilometry w mżawce/deszczu, albo znaleźć jakiś daszek. Udało się to drugie i tam przecsekaliśmy ulewę. Busik, obiad, moczenie stupek w rzece, pociąg, Morfeusz i Kato. Z Diobłem jeszcze na chwilę na Kokociniec i koniec
Tradycji stało się zadość :]
Dzień 2/2 => https://www.relive.cc/view/e1360277479
Fotki 2/2
Poranek i ...

... drugi (mega późny) poranek :D

W górach nie śmiecimy - worki z sobą brać :)

Giry umyte na samym początku :D


No i zaczęło się => chmury ...

... wiatr ...

... i deszcz ;/

Dobrze że był busik - 3,50zł a na suchości ;]

Pizza w Rajczy choć podrożała (jak wszystko) o jakieś 3-4zł ciągle trzyma poziom ;]

Soła spokojna ...


... a chwile potem obrywałem z badyli xD

Na koniec pociąg => ogólnie było tak :)


========================================
O poniedziałku nic nie napiszę - w robocie wytrzymałem od 7:00 do 13:00, później 2h w terenie i do wyra heh :D

:PPPPPPPPPP

Kategoria Góry
DPD 32/2019 + zamek Będzin
-
DST
53.08km
-
Czas
02:33
-
VAVG
20.82km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 19 lipca 2019 | dodano: 19.07.2019

W środę zgodnie z planem pierw teren służbowy, a później skoczyłem się do Gochy na klachy.
Wczoraj po południu sprzątanie i relaks, a dziś postanowiłem pojechać do pracy. Weekend górski się szykuje, więc trzeba było coś jeszcze pokręcić ;)
Rano plus 15*C i bez większych komplikacji (i wiatru) dojechałem do roboty :]
Przy okazji spotkałem (ponoć xDDD) "więcej niż jedno zwierzę :D"
Tak, to lama heh

Po niej (pracy) natomiast (choć czasu było mało) pojechałem do Będzina na zamek, trasą klasyczną czyli przez Sosnowiec.
Kiepura ciągle śpiewa ... ino że teraz pod jakąś tęczą heh xD

Dalej przez S-c => słynne tory już działają :DDDD

A były już takie popsute :D
Na celu ;] ...

... i wyżej na celu ;]

Zjazdem pogardziłem :P

Nazot (w Sosnowcu) ... w erze mezozoicznej heh

A tu już granica Sosnowca i Katowic (:DD) i "cuś" się zaczęło chmurzyć ...


Nawet nie próbowałem kombinować - rura jak najszybciej na chatę!! Niestety, wiatr obrał przeciwny kierunek. Ehhh byłem blisko zakończyć jazdę na PKP Zawodzie, ale nie było bezpośredniego pociągu, a w piątek pociągi z Centrum są mega zapchane :-\.
Tak więc walcząc coby jechać do przodu (a nie na wstecznym) wymyślałem (w głowie) że dobry pociąg by był z Krakowa => i od deszczu ucieknę (o ile się wiatr utrzyma) i nawet pedałować bym nie musiał xD. Dobra, żarty żartami, a ja ciągle obrywając liśćmi, kurzem i wiatrem po oczach dotarłem do D3S!!
Ehhh, niestety nie zdarzyłem => ostatki suchości

I postój - niecałe 3km od domu
Wrrrr zacinało xD

Szkoda że epki jednorazówki nie miałem ;((( xD

Trasa => Relive się w deszczu zgubiło
Po wycieczce zostało ino odgrzać obiad z wczoraj, spakować się na jutro (prawie się udało), odwiedzić rodziców i spotkać się z ekipą z Brynowa na piwku w szynku, a potem u Państwa Oleksych na kwadracie :]
300m z buta? .... pffff :D
Oszczędzamy kolanko - Panie Szofer gazu ... na około :PPPPPPPPP

Dzięki Łukasz (oficjalnie) za gościnę ^_^
====================================
BTW: Mooooooors przestań jeździć Krossem, bo widzisz co się dzieje jak go samego zostawiasz!!! :D

XDDDDDDDDDDDDDDD
Kategoria Rower
DPD 31/2019 + ustalanie
-
DST
40.15km
-
Czas
01:54
-
VAVG
21.13km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 16 lipca 2019 | dodano: 17.07.2019

Do Kropki dojdziemy jeszcze w drugiej części wpisu :P
Na start wspomnę, że nawet nie miałem specjalnej chęci dziś jechać "na kole" do pracy. Pojechałem tylko dlatego, że po południu byłem umówiony z Diobłem na Rybaczówce w celu ustaleń "podnamiotowych", a że lepiej jechać od razu po pracy, aniżeli na leniu po obiedzie, to wyszło że trzeba wstać trochę wcześniej! ;]
Wstałem więc ... spóźniony w tzw: UJJJJ xD
Do pracy jednak udało mi się dotrzeć (jak widać przez Upadowy) z niezłym ... dwuminutowym zapasem czasowym i nawet się zdjęcie udało zrobić heh ;)

Po pracy pierw rura za Panem w koszulce lidera, a później dylemat: czerwona fala przez Zawodzie i Centrum albo ... Bulwary Rawy xD

Wybrałem czerwoną fale, która to okazała się ... pomarańczową ;) => Dziękuje ;]
Kato; ul. 3-go Maja

Jadziem dalej
Widok z okolic Ulicy Pośpiecha na stację Katowice Załęże i ...

... ul. Żeliwną + wiatr ;]

Klasyk z mojego byłego osiedla heh

Miejsce spotkania => Rybaczówka i ...

... Kropka xD.
Ta ma czarną łatkę na białym kołnierzu - dla odróżnienia od niejakiej Kropy ;)

Co do gór, to wyjazd od piątku wieczora raczej w grę (burze+deszcze) nie wchodzi, ale mamy plan alternatywny od soboty rana ;] => dobre i tyle :P.
Po ustaleniach - do bazy w klimacie katowickim ;]


Na zakończenie nie idzie zapomnieć o tym co było najgorsze dziś, czyli o wietrze. Duło masakrycznie, mi w twarz więc ... miałem trochę lepiej od Marcina bo on dostał tak bocznym, że musiał ponoć z jezdni na chodnik zjechać coby nie wyrżnąć o krawężnik xD
======================================
BTW: bo się nie chwaliłem wizytą Stadionowym Rewolucji na Bukowej ;)
O Lechu tez był odcinek => szacun za Maltę, Cytadele i .... hulajnogę xD
====================================
Do Kato na jedzenie, (zapraszamy Lecha 2 Poznań xD), a na krowy ino pod Poznań - Trollking ostatnio opisał mućki :P
Takiej jednak nie widział :D

Jutro teren służbowy, w czwartek sklepy, więc raczej do piątku ;] PYRSK ;]
Kategoria Rower
DPD 30/2019 + Starganiec
-
DST
40.15km
-
Czas
01:50
-
VAVG
21.90km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 15 lipca 2019 | dodano: 15.07.2019

Drugi z rzędu weekend bez roweru uważam za zakończony. Kolejny (jak pogodzie nie odbije) będzie górski, więc też pokręcone => oby ino jakiegoś deszczu nie przywiało, bo zapowiadają około 30*C w dzień i 17*C w nocy - wypas pod namiot ;]
=========================================================
Po sobotnim grillu, niedziela była leniwa na maxa - "z gawry" wyszedłem dopiero wieczorem, a tak to cały dzień spędziłem na leżąco heh. I takie dni są potrzebne, no ale dziś jak wstałem to poczułem ból pleców - trzeba roztrenować, więc myk na rower :)
Temperatura rano (12*C + szyby w autach jak widać) jednak nie zachęcała ...

... dobrze że choć słonko ogrzewało ;]

Do pracy klasycznie (standardowo jak widać ze słońcem po oczach) przez Zawodzie.
Po robocie wróciłem przez Giszowiec, okolice kapliczki Św: Huberta ...

... następnie służbowo pojechałem upewnić się że chodnik na ul. Rzepakowej (częściowo) skonfiskowali (wsio OK, ino zdjęcia do dokumentów potrzebowałem) ...

... i w ramach bonusu pokręciłem poboczem ...

... na Starganiec ;]

Do bazy zjechałem lasem. Finalnie wyszło coś takiego ;]
Jutro też rowerowo, bo Diobeł chce się spotkać i ewentualną trasę ustalić - zobaczymy czy wyjdzie DPD i dokręcenie, czy sama wycieczka na Rybaczówke :-)
========================================
To ta na którą zamienił tą od alimentów ;]

Kategoria Rower
DPD 29/2019
-
DST
29.88km
-
Czas
01:26
-
VAVG
20.85km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 12 lipca 2019 | dodano: 14.07.2019

Nawet nieźle się złożyło z tą powitałką, bo wieczorem znowu byłem u Zientasa i Koksa - po tabletki do zmywarki xD
==========================
Dziś się zdecydowanie wyspałem i już szykowałem się na pociąg, lecz zobaczyłem prognozę pogody na jutro. Fajnie => leje cały dzień!!

xD
Szybkie pakowanie i choć jeszcze tą "trzydziestkę" do pracy ukręcę :]
Temperatura na starcie była nawet niższa niż wczoraj (13*C), ale o dziwo termicznie czułem się lepiej ;) Pojechałem więc klasycznie przez Zawodzie, w pracy zrobiłem swoje i wróciłem również klasycznie, zahaczając jeszcze o "centrum" Nikiszowca, coby zdjęcia dla was porobić :-).
Później mnie trochę zmoczyło i prawie .... zbierałem zęby z bagażnika Opla. Otóż pewien kierowiec postanowił przed mostem na Armii Krajowej "przykleić" się do krawężnika, po czym ... grzecznie wypuścić "kolegę po fachu" z ul. Małachowskiego. Miałem ponad 30km/ (iks Dy) - wyhamowałem, zatrzymując się ręką na owym bagażniku. Zjebać "geniusza" jednak nie zdążyłem, bo chyba się zorientował co zrobił i polecał w tzw: siną dal xD. Poza tym, bez przygód.
Plan na jutro? Nie wiem (na 16-18 gości mam), pada (w OBI dawno nie byłem), ale ... przynajmniej już nie ma upałów pffff.
Trasa:
Fotki:
Z rana to ino mogę pokazać że Kopalnia Wesoła ciągle o nas dba (stojak) - dziękuję ;)

Po pracy natomiast wyżej opisany Nikisz ^_^.
Mega się cieszę że ludzie tam czyść zachowują :]


A w lesie klasycznie ;]


Z rzeczy poza rowerowych, zaś mnie wpisali na bieganie w pierwszą sobotę września xD
Trasa, a jak D3S ... bo dawno tam nie byłem/będę heh ;)

==========================================
Goście jednak przyszli przed obiadem, więc urodził się plan na grilla ;]
Łatka zaś do chleba przyszła ...

... później a jak, padało ...

... ale było fajnie, Gocha se nawet cygarety pokręciła :D

Szczególne podziękowania dla Marzeny i Łukasza za ogarnięcie transportu :)
=======================================
A dziś dla odmiany ... zaś pada pffff

==============================================
BTW: Dla Trolla :)
Sąd oczywiście przyklepie bo jedenastolatek np: spokojnie przejje 2600zł miesięcznie ...
PS: i chyba Alex mieszka samem, patrząc po kosztach na mieszkanie xD

Marzen => jeeeeeeeedziemy z Blondi, liiiiiiimuzyną :DDDD
Kategoria Rower
DPD 28/2019 + teren służbowy i psi ;)
-
DST
29.65km
-
Czas
01:29
-
VAVG
19.99km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 lipca 2019 | dodano: 12.07.2019

Już wczoraj miałem ambitny plan na DPD. Niestety, jak tylko łeb przez okno wystawiłem (sprawić temperaturę) to prawie mi go urwało. Jak tak wieje, to nie jeżdżę - proste :]. Po robocie miałem wizytę fachowca od pralki i kręcenie musiałem przełożyć, no właśnie nie wiedziałem na kiedy. Sorry, taki mamy klimat xD.
Dziś wstałem i wiedziałem że mam zaplanowany teren służbowy. Skorzystałem jednak z faktu, że ulice mi przydzielone znajdowały się na Ochojcu, więc idzie pojechać, wrócić, zostawić rower i później ogarnąć "służbówkę" ;). Ale pierw ... zobaczyłem jak tam wiatr => nie wiało - juhu, było +14*C - nie juhu. Wyciągnąłem więc z szafy długie galoty i i tak pojechałem :-P. Nie muszę chyba mówić że jak ino wyjechałem, to dmuchawa się odpaliła xD.
Przejechałem Ligotę, Brynów i ... zaczęły mi marznąć uszy ... jp w połowie lipca!!. Ehhh jakoś dojechałem do pracy (przez Upadowy), zjadłem śniadanie i o 7:40 zacząłem wracać na Piotro przez Zawodzie i D3S. Tu oprócz zimna, wmordewindu zaczęło jeszcze delikatnie padać. Super.
Trasa:
Fotka :P
Plus jechania rano w obie strony był jeden => pustki na D3S :)

Po rowerze, pierw na chatę Szkodnika odstawić, drugie śniadanie i rura na teren służbowy. Na Rzepakowej było mi gorąco, potem mnie zlało. Ochojec poszedł już sprawniej i po skończonej robocie mogłem z Gochą ogarnąć psie kilometry => Arya w końcu się doczekała czasu, gdzie dwie kaleki ruszyły na spacer heh. Pochodziliśmy z psem i Żubrem, odwiedziłem SS-mana po kosmetyki i na chatę ;). Dzień pożyteczny i aktywny, o 18:30 poszedłem spać :D

Przebudzenie było ino coby gary i siebie umyć :-)
Trasa:
Fotki:
Klimat po deszczu na Rzepakowej :)

Trochę się na Siostrę naczekałem, ale nie próżnowałem ;]
Tu zostałem zdemaskowany :D

Spacerro (tak, tak - po Katowicach :P) z kijkiem ...

... i coś dla ochłody :)

======================
To tyle z tych miłych, psich rzeczy. Gorzej że jestem coraz bliżej organizacji imprezy "Sylwester z Marcinem" ... w sierpniu. Wczoraj jeden by mi nogawkę zaatakował, a o tych zza płotu już nic nie napiszę - służbowo bym już miał w tym roku ze trzy zawały. Przez 14 lat już nawet nie zliczę ...

Póki co klasycznie staram się ignorować (bo za bardzo kocham zwierzęta) ale niektórym (psom) bym zrobił lekcje pokory taką jak Wujek Karl zrobił pewnej rybce XD.
==================================================
Pisane na szybko, tak więc coś dla kolegi wyszukującego błędy, coby się nie czepiał :)

Dziś wstałem i wiedziałem że mam zaplanowany teren służbowy. Skorzystałem jednak z faktu, że ulice mi przydzielone znajdowały się na Ochojcu, więc idzie pojechać, wrócić, zostawić rower i później ogarnąć "służbówkę" ;). Ale pierw ... zobaczyłem jak tam wiatr => nie wiało - juhu, było +14*C - nie juhu. Wyciągnąłem więc z szafy długie galoty i i tak pojechałem :-P. Nie muszę chyba mówić że jak ino wyjechałem, to dmuchawa się odpaliła xD.
Przejechałem Ligotę, Brynów i ... zaczęły mi marznąć uszy ... jp w połowie lipca!!. Ehhh jakoś dojechałem do pracy (przez Upadowy), zjadłem śniadanie i o 7:40 zacząłem wracać na Piotro przez Zawodzie i D3S. Tu oprócz zimna, wmordewindu zaczęło jeszcze delikatnie padać. Super.
Trasa:
Fotka :P
Plus jechania rano w obie strony był jeden => pustki na D3S :)

Po rowerze, pierw na chatę Szkodnika odstawić, drugie śniadanie i rura na teren służbowy. Na Rzepakowej było mi gorąco, potem mnie zlało. Ochojec poszedł już sprawniej i po skończonej robocie mogłem z Gochą ogarnąć psie kilometry => Arya w końcu się doczekała czasu, gdzie dwie kaleki ruszyły na spacer heh. Pochodziliśmy z psem i Żubrem, odwiedziłem SS-mana po kosmetyki i na chatę ;). Dzień pożyteczny i aktywny, o 18:30 poszedłem spać :D

Przebudzenie było ino coby gary i siebie umyć :-)
Trasa:
Fotki:
Klimat po deszczu na Rzepakowej :)

Trochę się na Siostrę naczekałem, ale nie próżnowałem ;]
Tu zostałem zdemaskowany :D

Spacerro (tak, tak - po Katowicach :P) z kijkiem ...

... i coś dla ochłody :)

======================
To tyle z tych miłych, psich rzeczy. Gorzej że jestem coraz bliżej organizacji imprezy "Sylwester z Marcinem" ... w sierpniu. Wczoraj jeden by mi nogawkę zaatakował, a o tych zza płotu już nic nie napiszę - służbowo bym już miał w tym roku ze trzy zawały. Przez 14 lat już nawet nie zliczę ...

Póki co klasycznie staram się ignorować (bo za bardzo kocham zwierzęta) ale niektórym (psom) bym zrobił lekcje pokory taką jak Wujek Karl zrobił pewnej rybce XD.
==================================================
Pisane na szybko, tak więc coś dla kolegi wyszukującego błędy, coby się nie czepiał :)

Kategoria Rower
DPD 27/2019 (po kontuzji)
-
DST
28.12km
-
Czas
01:23
-
VAVG
20.33km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 lipca 2019 | dodano: 09.07.2019

No niestety z trochę niewiadomych przyczyn, popsuło mi się nagle (po czwartkowym terenie służbowym) kolano, co skutkowało przymusową przerwą w kręceniu. Zdjęcia dla Morsa na "powitałkę" nie wrzuciłem - jest w komentarzu pod jednym z ostatnich moich wpisów. Nic ciekawego (xD), najważniejsze jednak jest to, że z dnia na dzień jest z nim lepiej ;].
Weekend zamiast rowerowego był więc towarzyski - też fajnie ;)
W piątek dokuśtykałem (o robocie) do Zientasa na Żubra i naświetlanie ...

... a w sobotę pojechałem sobie autobusem na Mysłowicach do Kęsego, Żubra i przy okazji spotkałem się z Żanetą, gdzie na powrocie zrobiłem kolejne sympatyczne śląskie zdjęcie :)

W niedzielę natomiast dzięki uprzejmości Marzeny pojechałem autem na grilla do powitałki, która to ... no jest w klimacie :D


:P (doby uczeń) :P
Prócz Paweła i innego ptactwa na Rybaczówce spotkałem się jeszcze z Diobłem, Łukaszem i całkiem sympatycznym podnóżkiem :P

Oczywiście zwierząt nie męczę, więc cała siła była skierowana na moje mięśnie (+ stół) i po chwili nogi wróciły na swoje miejsce.
Koza pewno nawet nie poczuła mojej obecności, ale całą sytuację zauważyła "jej koleżanka" która to ... w ramach odwetu buchła mi trzy kromki chleba xD. Na zdrowie jej :) => ja i tak pojadłem trzema takimi oto porcjami:

Na koniec jeszcze trochę pograliśmy u mnie na chacie w strzałki i do końca dnia relaks ;]
W poniedziałek zacząłem nadrabiać zaległości w internetach (BeeSa nadrobię jutro) i ... się troszkę załamałem. Rozwój mi się kończy - więcej informacji o tu i tu. Ogólnie to średnio to wygląda (;/) => kadry praktyczne nie ma (rozwiązane kontrakty), stadionu nie ma, długi są i pewno się skończy wycofaniem drużyny z rozgrywek trzeciej (nomen omen czwartej) ligi.
Gorzej że stadion i obiekty były własnością kopalni, więc sprzedali/sprzedają je temu, kto dał/da najwięcej. Pewnie więc kupi je jakiś deweloper - jupi pff. Niby jeszcze nie ma planów - ale bankowo "wyrośnie tam" jakieś osiedle.
Jeszcze co do Rozwoju, to niby mają grać na Wełnowcu, a finalnie w ... Piotrowicach na Kolejarzu. Jak wygląda póki co ten obiekt, można się przekonać na moim ostatnim zdjęciu tego wpisu. => http://lapec.bikestats.pl/1768955,Rodzinne-Koparki... xD
Kamp Noł normalnie ...
Na zakończenie informacji z Brynowa (xD) nie można nie wspomnieć o kolejnej zbłąkanej owieczce, która to, była rezydentem w parafii "na Rolnej" jakieś dwa kilometry od mojego byłego mieszkania. Cóż, żył na koszt Państwa - teraz nic się nie zmieni :D Znaczy oby ... bo w tej kwestii to nic nie wiadomo xD
===============================================================
Dobra, bo coś za dużo tych informacji poza rowerowych xD.
Co do dzisiejszego DPD, to decyzję czy pojadę postanowiłem zostawić na rano. Wstałem wcześniej i stwierdziłem że jednak jadę - piknikowo, coby kolana nie przeciążyć. Tak miało być ... ale się nie dało => 13*C + zimny wiatr. Wakacje psia mać ...
Rano pojechałem przez Zawodzie, wróciłem przez Nikiszowiec i Ochojec. Trasa klasyczna, atrakcji brak, kleszcz ostatecznie okazał się niegroźny. Tyle, aaaa żeby nie było że bez żadnego zdjęcia z rowerem heh :D

BTW: wiało xDDDD
Dla anty-ciepłolubnych mam dobre info - zaczynamy Cipiec właściwy: deszcze, wiatr, wahania temperatur, opady xD. I po raz kolejny wyjazd na pętlę butną wokół Rabki (z namiotem) trzeba przełożyć ... albo kupić ponton :/
Jutro muszę być w biurze, choć ... pewno wyjdę w teren, bo w czwartek deszcze, w piątek OK (ponoć), sobota i niedziela leje - juhu, huraaaa bez upałów!!! W końcu wakacje :))))
Prognoza (orientacyjna) dotyczy oczywiście ino województwa Śląskiego i Małopolskiego ... bo jakby mogło być inaczej ...
BTW2: przynajmniej u Janiola i Dagi się odstresowałem => kolejna miła śląska fotka ;]

=============================
Poza tematem:
Do niczego oczywiście nie nawiązuje ;)))))

Kategoria Rower
DPD 26/2019 + DzieTy - Łysina?
-
DST
104.35km
-
Czas
04:50
-
VAVG
21.59km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 lipca 2019 | dodano: 04.07.2019
Na start wyjaśnię tytuł, bo może się wydawać że jest z błędem, a nie jest :P. Skrót DPD jest wiadomy, a ponadto pokręciłem na Dziećkowice i Tychy, coby finalnie na końcu "uderzyć" na bieruńską Łysinę ^_^. I tak się mi utworzył tytuł wpisu, ale od początku.

Wczoraj byłem w terenie, następnie miałem wizytę gościa od pralki, a później ogarnąłem sklepy coby dziś po robocie mieć czas i możliwości coś dodatkowo pojeździć. Zmęczyłem się tym "lataniem" na tle że ... po 19:00 mi się usnęło xD. Przebudziłem się na chwilę o 23:00 i po 03:00, ale w sumie spałem ponad dziewięć godzin - miło :]
======================
Dziś wstałem przed budzikiem, wszystko (łącznie z plecakiem) zrobione/spakowane, wyszedłem wyrzucić śmieci i ... w twarz uderzyło mnie zimno - 14*C plus wiatr. No jp, takie warunki to mogę przyjąć w marcu lub październiku, a nie do jasnej, ciasnej na początku lipca!!!
Dopiero po powrocie dostałem informację (od Pana Damiana Dąbrowskiego) co to za gnój:

W trąbie mam takie coś - oddawać powietrze z Afryki!! I już mi nie chodzi o samą jazdę na rowerze (bo można się cieplej ubrać), ale o to że wróciła fala komarów, o kleszczach nie wspomnę. BTW: u mojego "kolegi" póki co spokój - nie robi się otoczka. Ufff!!!
Planu jednak nie zamierzałem zmieniać i odziany w letnią kurtkę i krótkie galoty ruszyłem do roboty, do której nie wiem kiedy zajechałem. Pierwszy raz się tak zdarzyło że nie miałem żadnego postoju - zielona fala + wszystkie wyjazdy z podporządkowanych "na czysto" => lubię bardzo ;)
Po pracy natomiast chciałem uderzyć na mój pierwotny plan czyli Pogorie. Przed Sosnowcem jednak zmieniłem koncepcję i postanowiłem, ruszyć tam gdzie wiało/miało wiać mi w plecy czyli Mysłowice i jezioro Dziećkowice. Na miejce trasą klasyczną dojechałem dość sprawie, choć nie mogę napisać że wiatr mi cały czas pomagał. Jechało się jednak na tyle przyjemnie że postanowiłem nie wracać przez Ławki, a pokusić się o coś więcej - wspomniane Tychy. I się zaczęło!
Od samego wyjazdu spod jeziora musiałem walczyć z czystym i rześkim powietrzem, wiejącym prosto w twarz xD. Jechałem jednak dalej (przez Imielin i Lędziny), bo wiedziałem że przy takim wietrze jeszcze pewnie nie raz zobaczę górki ;).
Opornie dojechałem do Tychów i będąc około trzech kilometrów od Paprocan, stwierdziłem że kicham tą opcję, bo przecież pewno za niedługo tam z Gochą pojadę. Skręciłem więc na Świerczyniec (wyprzedzanie gimbazy sztuk około 30 na drodze o szerokości 5m - istny koszmar) i aż się prosiło o Oświęcim (wiatr w plecy), no ale tam przecież mam jechać z Diobłem xD. Pojechałem więc na Łysinę, gdzie obydwoje już byli heh.
Później (przez rynek w Bieruniu i Zamoście) na Beskidzką i zostało ino dokręcić do setki. Lasem na Podlesie, Piotrowice, myjnia na Ochojcu, Ligota i do bazy.
Wiało, na końcu głód przeszkadzał, ale setka się udała - co cieszy ^_^
Jutro przegląd Chorzowskiej (DK-79) trzymajcie kciuki, coby mnie nic nie przejechało xD
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1349528532
Fotki:
Trasa do pracy (przez Zawodzie) klasyczna => zacznę więc od miejsca gdzie miałam być, a nie wyszło.
Kurde, kolega z pracy mi nawet paszport załatwił xDDDD

Mysłowice i nowa DDR-ka, szał - może z pół kilometra ma :D

Na Kosztowych remontują ... dobrą drogę!!
Dzięki za "tarkę" heh xD

Tu już klimatycznie


Troll przyjeżdżaj!!! Znalazłem DDR-ke do testów!! Nie jest z kostki :D

Na celu ...

... a po nim (jakieś 3km) też nie głupio ^_^

Ścieżka między Imielinem a Lędzinami ...

... i wiatr, który zdecydowanie miał inne plany niż ja ;)

Była za to wiata, gdzie można było wypić Radlerka i ...

... i nawet rower zaparkować

Dziękuję ^_^
A tą śmieszkę olałem

Zresztą tą też :P

Kolejny widoczek sprzed z Tychów

Niespodziewana nawrotka

Kolejne górki ...

... Łysina + Rynek w Bieruniu ...


... i o ostatni widok na Beskidy

Na koniec Hamerla ...

... i coś dla Morsa z osiedla Odrodzenia - chromu nie widziałem

======================
xDDDD => że niby mam mu jeszcze dziękować? xDDDD

Kategoria Rower
Na gibko przed burzą xD
-
DST
21.98km
-
Czas
01:06
-
VAVG
19.98km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 lipca 2019 | dodano: 02.07.2019

To że z rana (po górach) nie będzie mi się chciało jechać rowerem do pracy, to było wiadome ;). Później jednak trochę żałowałem, bo jakbym się wpakował z kołem do pociągu to pewno bym coś ukręcił ;/. No ale wróciłem z roboty - alerty pogodowe były, ale dopiero od około 17:00, więc opóźniłem obiad i postanowiłem choć pokręcić się po okolicznych duktach leśnych, których mamy w Katowicach (jak już wiadomo) pod dostatkiem :D
Trasę wykonałem na tak zwaną "pałę", cały czas obserwując niebo. Niestety, do gluta brakło, ale wolałem nie ryzykować bo zaczynało być nieciekawie.
I faktycznie => od razu jak do domu wjechałem przeszła burza piaskowa - idealna pod rower xD

Poza tym ze cztery razy zagrzmiało, spadło parę kropel i tyle. Chyba się wystraszyło :P

=======================================
W sumie dobrze że choć tyle się przejechało, bo przed wyjściem prawie zrobiłem pranie w ... płynie do mycia podłogi xDDDD. Potrzebowałem więc choć trochę się odstresować! Po wycieczce ... pocukrowałem ogórka (nie, nie byłem spizgany!!!) - wniosek: za krótko się odstresowywałem :D
I faktycznie => od razu jak do domu wjechałem przeszła burza piaskowa - idealna pod rower xD

Poza tym ze cztery razy zagrzmiało, spadło parę kropel i tyle. Chyba się wystraszyło :P

=======================================
W sumie dobrze że choć tyle się przejechało, bo przed wyjściem prawie zrobiłem pranie w ... płynie do mycia podłogi xDDDD. Potrzebowałem więc choć trochę się odstresować! Po wycieczce ... pocukrowałem ogórka (nie, nie byłem spizgany!!!) - wniosek: za krótko się odstresowywałem :D

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1348038160
BTW: Auto-pauza zaszczyciła mnie "swoją bytością aż dwa razy xD
Fotki:
Bez opisów - to tylko Katowice :)






============================================================================
Z rzeczy średnich zaliczył mnie kolejny (tym razem) mikroskopijny kolega ciul. Mały, ale wariat zrobił swoje i zaś muszę udo obserwować pfff. Dobrze że choć cały wyszedł xD

Tak, ulokowanie go na tym palcu nie było przypadkowe ...
Kategoria Rower
Małe jagody czyli klasyk
-
DST
19.16km
-
Kalorie 3757kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 30 czerwca 2019 | dodano: 01.07.2019

Tradycji stało się więc zadość :]
Co do genezy, to w piątek wieczorem na Facebooku ukazała się informacja że w Beskidzie Małym pojawiły się jagody. Jako że na sobotę było już zaplanowane Jaworzno, to wyjazd w góry z Gochą ustaliliśmy sobie na niedzielę ;).
O wyjeździe (choć bardziej w sensie leżingu) myślał też Diobeł ... ale poległ - tak dosłownie heh :D.
====================================
Została nas tak więc ino i aż dwójka i w takim składzie po godzinie 8:30 ruszyliśmy na pociąg coby ...

... chwilę przed 10:00 (zegar chyba był w innej strefie czasowej xD) wyjechać z Piotro - powód? No widoczny (tak jak i nasz wczorajszy cel rowerowy) na zdjęciu powyżej xD.
Godzina jazdy i po kłopotach od nas niezależnych ... wpakowaliśmy się w kłopoty od nas zależne. Otóż niedziela była handlowa, a my mieliśmy bilety 10-cio godzinne, więc wymyśliliśmy że pojedziemy sobie dwie stacje dalej i zaopatrzenie zrobimy w Łodygowicach w Biedronce. Niby wszystko ok, ale tym manewrem wydłużyliśmy trochę nasz szlak. W tym miejscu dodam że dziś nie o kilometry chodziło! Miało być miedzy 10 a 13 km, a wyszłoby (+1,5 - 2h iścia) około 17km ... oczywiście gdybyśmy szlaku nie zgubili heh. Taki standard u nas :D
Zanim jednak mieliśmy okazję do zgubienia szlaku musieliśmy do niego dojść!! Szliśmy trochę ponad cztery kilometry przez patelnię zwaną ul. Piłsudskiego w Łodygowicach i ul. Wyzwolenia w Wilkowicach w temperaturze około miliona stopni. Dobrze że choć się kremem z filtrem posmarowaliśmy xD

Dało to jednak tylko tyle, że nie spłonęliśmy xD.

:PPPPPPP
Przy końcu asfaltu już szukałem skrętu do lasu, coby Siostrę jakoś schłodzić, bo kolory traciła :-/. Na całe szczęście jej kryzys przypadł jakieś paręnaście metrów przez skrętem do lasu, gdzie w ramach bonusu od losu dostaliśmy rzeczkę. Pitt Stop był więc nieunikniony!! Jakbym go przeszedł to ... mogło się to skończyć moją śmiercią lub trwałym kalectwem ;)
Po ostudzeniu ciała i duszy mogliśmy już lasem piąć się w górę ... gubiąc wspomniany szlak. Niestety przekombinowałem trochę, bo za pierwszym razem poszliśmy dobrze. Coś mi jednak nie pasowało i zmieniłem azymut, którym to doszliśmy do ... "ślepej uliczki/ścieżki” XD. Druga opcja była już dobra, no ale telefony zgubiły zasięg i wolałem zejść do Gochy, coby się nie rozdzielać.
Finalnie trafiliśmy ponownie na ścieżkę właściwą i mogliśmy kontynuować nabieranie wysokości. Gołoklates przodem, maruda bez-jagodówka z tyłu i tak aż do schronu, a po chwili do sklepu na Magurce. Średnio to wyglądało: ja na resztce nikotyny, Gocha bez jagód, więc ino po Algidzie i rura na moją polankę, gdzie ... psikus => gumijagód jak na lekarsko pfff.
Na całe szczęście na zejściu w końcu udało się znaleźć miejsce do zbierania w okolicy Chaty na Rogaczu - bilety się zwróciły, honor uratowany ^_^.
Po misji zbieranie pozostało ino jakiś 0.40h na zejście. W Wilkowicach-Bystrej meldujemy się jakieś dziesięć minut przed pociągiem (oba sklepy zamknięte pfff) i pozostał nam godziny powrót zugiem, który to wystarczył ino na małego Morfeusza :-P
Miało być miało kaemów, dużo jagód - było trochę inaczej ale ... i tak pozytywnie :P
BTW:

Gocha na Good => POOOOOOLSKA, biało, czerwoni, Polska ... XDD
Trasa. https://www.relive.cc/view/e1347356489
Fotki:
Witamy w górach


Foto w lustrze?
Czapki z daszkiem mega nie lubię, ale w taką "klare" wyjścia nie było ;)

Widokowo


I Wilkowice gdzie ... hmmm żyją artyści xD

Koniec durnego asfaltu

Nie pogardziła ^_^

Ja (o dziwo!!!) też nie ;)

Ulga!!!!

Po odpoczynku jazda do ...

...

... nikąd xD

Nazot na ścieżce właściwej

Gumiś :D


Widok na Międzybrodzie ...

... dobry, a nawet ...

... i na naszą ścieżkę - już trochę mniej genialny :P

Coraz wyżej

A stamtąd przyszliśmy ;)

Gocha wcale nie zła i zmierzyła :-P

Sklep czyli obowiązkowy postój ;]



A tu już Siostra zadowolona ;)


Po zbiorach pozostało ino zejście

I na peronie ^_^
Nie ma to jak dom przy megafonie wybudować hehe ;)

Kolejne góry (o ile pogoda pozwoli) za dwa tygodnie 80km/3 dni z namiotem na trasie Rabka - Turbacz - Mogilica - Ćwilin - Luboń - Rabka => zobaczymy co z tego wyjdzie ;]
==============================================
BTW: winien jeszcze jestem butne podsumowanie miesięczne. Tak więc, rzutem na taśmę się udało ogarnąć jedyny słuszny dystans ;]

======================================================
Ja akurat po pracy na rower poszedłem, ale o tym w kolejnym (szybkim) odcinku ;]


Gumiś :D


Widok na Międzybrodzie ...

... dobry, a nawet ...

... i na naszą ścieżkę - już trochę mniej genialny :P

Coraz wyżej

A stamtąd przyszliśmy ;)

Gocha wcale nie zła i zmierzyła :-P

Sklep czyli obowiązkowy postój ;]



A tu już Siostra zadowolona ;)


Po zbiorach pozostało ino zejście

I na peronie ^_^
Nie ma to jak dom przy megafonie wybudować hehe ;)

Kolejne góry (o ile pogoda pozwoli) za dwa tygodnie 80km/3 dni z namiotem na trasie Rabka - Turbacz - Mogilica - Ćwilin - Luboń - Rabka => zobaczymy co z tego wyjdzie ;]
==============================================
BTW: winien jeszcze jestem butne podsumowanie miesięczne. Tak więc, rzutem na taśmę się udało ogarnąć jedyny słuszny dystans ;]

======================================================
Ja akurat po pracy na rower poszedłem, ale o tym w kolejnym (szybkim) odcinku ;]

Kategoria Góry



