Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 4887.46 km (w terenie 234.97 km; 4.81%) |
| Czas w ruchu: | 09:04 |
| Średnia prędkość: | 19.78 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.50 km/h |
| Suma kalorii: | 504317 kcal |
| Liczba aktywności: | 255 |
| Średnio na aktywność: | 19.17 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Velky Javornik => 918m n.p.m. 。◕‿◕。
-
DST
11.85km
-
Kalorie 1136kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 27 lutego 2022 | dodano: 28.02.2022

Z dzisiejszej wycieczki filmiku nie będzie, mogę za to wrzucić zaległość z naszego zimowego :). Do Wielkiej Sowy (ostatni szlak wałbrzyski) też dokleiłem :].
W piątek do pracy pojechałem jednak pociągiem, załatwiłem se kartę gwarancyjną na okres dwóch lat u Pani Doktor, w sobotę pierwsza misja żeby się wyspać (taaa do 07:30 xD), a później jazda do OBI. Jeszcze jednak grubo przed zakupami zapukałem na WhatsApp-ie do Łukasza, i zapytałem o jakieś górki jutro ←_←. Okazało się, że też coś myśleli, ale po a) pogoda miała być niepewna, a po b) Marzena miała dość sporą przerwę na szlakach. Cóż, plan wyjazdu na Turbacz poległ, ale czeskie górki brzmiały mega rozsądnie! W Gorce można przecież kiedyś pojechać nawet z jednym noclegiem ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
Skoro jednak wyszły Czechy ... to można się było dość solidnie wyspać => lubimy heh. Wyjazd chwilę przed 9:30, a już parę minut po godzinie 11:00 byliśmy na miejscu :). Morfeusz również był oczywiście obecny w aucie heh :P. A co do Leona jeszcze, to na początku był trochę strachliwy ... i wystraszył się krzaków xD.
===========
Wolna organizacja i ruszamy na szlak, który to wymyślił tym razem kolega Łukasz. W sumie to nawet mi przypomniał, że kiedyś już tam byliśmy, ale oczywiście od innej strony ;).
Warunki średnie, klimat w sumie też ಠ_ಠ. Coś też nasi znajomi byli nie w sosie (takie mieliśmy z Magdą wrażenie), ale iść trzeba było. Zresztą pogoda też robiła swoje, bo było mega średnio ತ_ತ. Muszę przyznać że też trochę marudziłem w głowie => wszak głównym celem była wieża widokowa, a my ... toneliśmy we mgle pfff. Iść jednak trzeba było, to szliśmy :P.
Z każdym krokiem byliśmy bliżej celu, a warunki ciągle niezmienne ¯\_ಠ_ಠ_/¯. Z niespodziewaną pomocą przyszedł jednak kolega ... WIATR!! No genialnie nam rozdmuchał powietrze heh ʘ‿ʘ. Humory się poprawiły, sesja na szczycie, i myk na odpoczynek do
Powrót, (Morfeusza brak tym razem), McDonald i do wanny ...

... znaczy do bazy ;). Podziękował i tak ^_^.
A co do zdjęcia powyżej ┗(•ˇ_ˇ•)―→ to tak, Pchła jednak tak nie do końca polubiła wannę z wodą :DDD
Trasa:

Fotki:
Parking i widok na skocznie :)

I w drogę:

Artysta XD

Dalej spokojnie :)


I mało śmieszne dwie fotki ;/ PFFFF



Coś ładnego, jako przerywnik ;]


XDDDD
Schron ...

... i od razu wspomniana pogarda

Nie mówiąc że własnej herbatki też pić nie było można pfff. Dobrze że choć ceny dobre, i magnesiki były :)

I pozytywna niespodzianka wypatrzona przez Marzenę :DDDD

Przed odpoczynkiem, była jeszcze oczywiście wieża :). Tak było na początku ...

... a tak później ^_^



Magda coś złowieszczo wyszła - zamyślona (w jedynym słusznym kolorze :D ❤ ) niebieskooka mysza lepsza ;))

BTW: fajny śnieg był na szczycie, i na wieży ;]

Oki, schodzimy:


Widoczek ...

... koniec ślizgawki ...

... a stamtąd schodziliśmy :)

Na koniec okolice skoczni ...

... i tam do auta :)

A w drodze powrotnej pozytywna niespodzianka => piętrowy pociąg. Lubiłem je bardzo ^_^

===============

Śmiecha też nie ma :PPPPPPP
============
Można coś podsumować heh => butnie luty był dramatyczny ...

... a rowerowo dla odmiany ... też był dramatyczny :DDD

Kategoria Góry
Na szybkości, rozprostować kości => Gaiki (808m.n.p.m.) ^_^
-
DST
15.09km
-
Kalorie 1447kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 19 lutego 2022 | dodano: 22.02.2022
Macie trochę poprawione :P

Po wczorajszym mitingu, o tu, koło tego: ...

... wstawanie było co najmniej średnie heh. No ale pogoda była dobra, dzień też był dobry (bo wolny), chęci jakieś tam były, to ruszyliśmy się z Magdą w górki :P

Śniadanie w wersji pierw kawka/piwko, a potem się zje ... (☞ ಠ_ಠ)☞ na szybko :D.
Niecałe półtorej godziny w pociągu (cholerne remonty xD) i meldujemy się na peryferiach Bielska-Białej. A dokładniej w Leszczynach ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
EDIT DELIKATNY: sama wycieczka to pierw spacer ścieżką wzdłuż potoku Straconka, później zahaczamy o dwa sklepy (jeden był w wersji 0% xD) i meldujemy się na szlaku czerwonym ;). Taki mega spokojny był, wiatr szumiał nad głowami, a my mozolnie, praktycznie w samotności (na szlaku jakieś pięć osób i dwóch rowerzystów) na spokojności (:P) nabieraliśmy wysokości
。◕‿◕。.
Na naszych celach głównych (będą w poprawionej foto-relacji) chwila oddechu i skierowaliśmy się w kierunku przełęczy Przegibek. Chwilę przed owym punktem, Magda zasygnalizowała mi delikatny ból brzucha, stwierdziłem więc, że już na Magurkę nie ma się co pchać i wrócimy sobie asfaltem na pociąg. Jak widać na mapce poniżej, udało się go jeszcze fajnie skrócić nowym(?) szlakiem czarnym ;]. Później to już tylko dubel z pierwszej części dnia i ... wystarczy :). Wyszło i tak więcej kilometrów aniżeli zakładałem :PP. Do tego, wyjechaliśmy dopiero chwilę po godzinie 10:30, a na spokojnie zdarzyliśmy przed zmrokiem ◉‿◉. Szkoda ino że nam uciekł pociąg, i trzeba było jakieś 40 minut poczekać na dworcu na kolejny xD. Trudno, dzień i tak na plus ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
Trasa:

Fotki:
Początek trasy ;]



A w takim obrębie będziemy się poruszać :)

Szlak czerwony - w sumie klimatyczny :)



Cel główny i fotki z niego :P


Tak, wiało :P => https://demotywatory.pl/5120079/Wiateerrrrrrr


Szlak pomiędzy ambonką, a ...


... celem nr. 2 :)

Schodzimy :) ...

... bardziej miejsko (◠‿◕) ...


... i na tyle :P

Fajny też był pociąg, bo praktycznie całościowo przespany :D. Znaczy oczywiście w moim przypadku :DD
============
Śmiech tematyczny od Marzeny heh. W sumie to pasuje, bo obiad po górach był właśnie w takiej formie :D

BTW: Już po 13zł ... Inflacja XD

Kategoria Góry
4/4 ZT Wałbrzych => Wielka Sowa 1015m n.p.m.
-
DST
10.60km
-
Kalorie 1016kcal
-
Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 24 stycznia 2022 | dodano: 31.01.2022
Ufff, już w sumie tydzień od wycieczki, no ale czasu na pisanie nie ma heh. Najlepsze w sumie jest to, że Łukasz nawet filmiku nie zaczął :D. Usprawiedliwiony jestem ୧(^ 〰 ^)୨ :P.

Taktycznie, klasycznie, jak wracamy z zimowych wyjazdów, to dajemy se jeden dzień na odpoczynek. Tym razem również był taki zamysł, no ale godzina wymeldowania się z mieszkania (max godzina 12:00) trochę zniweczyła te plany. W sumie to oprócz mnie, nikomu się nie śpieszyło heh. Też w sumie nie protestowałem :D. Urlop, to urlop :P

Taktycznie, klasycznie, jak wracamy z zimowych wyjazdów, to dajemy se jeden dzień na odpoczynek. Tym razem również był taki zamysł, no ale godzina wymeldowania się z mieszkania (max godzina 12:00) trochę zniweczyła te plany. W sumie to oprócz mnie, nikomu się nie śpieszyło heh. Też w sumie nie protestowałem :D. Urlop, to urlop :P

Plan jednak był niezagrożony ...

... :DDDDDD
Oki, szybki (około czterdziesto-minutowy) dojazd autem na przedmieścia Walimia i rura na szczyt ... pierw w dół xD. Na końcu mieliśmy podchodzić hahaha :D.
Zaplanowany szlak miał być najkrótszy na tym wyjeździe, więc ogarmeliśmy go na mega spokojnie ^_^. Ot, taki spacerek we mgle, i nawet nas zgubienie szlaku nie zdemontowało :P. Tym razem (jak i w sumie podczas całego tego wyjazdu) z piwkiem delikatnie, a Michał nawet w ogóle :P. Po co denerwować kierowcę, który to nawet jak sam stwierdził mógł se wziąć przynajmniej jakąś "zerówkę"? ಠ_ಠ.
Zanim doszliśmy na nasz cel, to spotkaliśmy po drodze może z 5 osób. Poniedziałek heh. Na górze już ktoś się kręcił, ale też bez szaleństw :P. Piwko, fotki, popas, i w dół. To znaczy nie do końca, bo poszliśmy na początek źle ¯\_(ツ)_/¯. Czas jednak był, kierowcy pilnowaliśmy, to na spokojnie drugi raz na wierzchołek (swoją drogą, ciekawe kiedy tam w ogóle wejdę na tą wieżę xD) i szlakiem właściwym w dół ʘ‿ʘ.
Proszę Państwa => petarda!!! Peeeeeetarda, normalnie najlepszy zimowy odcinek od paru lat. Kapitalne paręnaście minut - las - teren otwarty - maras - i do auta <( ̄︶ ̄)>. Podziękował serdecznie, i (z wyjazdem oczywiście) do zobaczenia za rok 。◕‿◕。
Trasa:

Fotki:
Tam idziemy ( ͝° ͜ʖ͡°)ᕤ

Klasycznie :D



A tu już zrobiliśmy se mały postój ʘ‿ʘ

Klimatyczne heh

Autor BeeSa podczas wykonywania owego zdjęcia ¯\_(ツ)_/¯

I ekipa na szczycie



Tu już też kiedyś byłem heh :P


I w dół ;]

Ale nie tędy xD

O tędy :D





Będzie na materiał :)

Końcówka :(




I marasem ...

... na parking ;]

A w aucie nowy sezon egzorcysty :P

W domu meldujemy się po 18:00, czyli w sumie po 15:00 => kulturalni wczasowicze, kulturalni wczasowicze, kulturalni wczasowicze ... i nie dokończę 〜(꒪꒳꒪)〜.
Doklejam filmik ... dla przyszłych pokoleń ;))
===========
I z głupa wychodzi mi podsumowanie miesięczne heh. Rowerowo ... 80km. Butnie? W normie ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

Górki plus nie napiszę kto jeszcze się do tego przyczynił :D



=========
A poza tym, to na pełnej (xD) wróciliśmy do normalności :D

Kategoria Góry
3/4 ZT Wałbrzych => Waligóra 936m n.p.m.
-
DST
15.07km
-
Kalorie 1445kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 23 stycznia 2022 | dodano: 29.01.2022

Dziś już spałem trochę mniej heh. Wczorajszy zapas zdecydowanie mi wystarczył, ale jakoś, pierwszy do wstawania i tak nie byłem :P. W sumie to i tak nawet nie było takiej potrzeby, bo w niedzielę na początek naszego szlaku, dojeżdżały bezpośrednio ino cztery sztuki jednej linii autobusowej. Ten jedyny rozsądny ... był grubo po godzinie 10:00 => jak dla mnie miody :P 〜(꒪꒳꒪)〜
Wyszliśmy jednak i tak ze sporym zapasem czasowym, a tam, sklep z płazem w logo ... jeszcze zamknięty ಠ_ಠ. Trudno, jakieś śniadanie się zjadło, jakieś
Podróż? No nie powiem ... monotonna => ale za 4zł można było się przemęczyć :P. Na sam start => schronisko, i cześć wybrała zupę chmielową, cześć żur, a Łukasz myknął se pakiecik :D. Bo niby czemu by nie? ;)
Ogarnięci mogliśmy ruszyć więc w kierunku szczytu tytułowego. Czas wg oznaczeń: 20 minut czy 15? Już nie pamiętam :P. Nie ze mną jednak te numery, bo na Waligruszce byłem już dwa razy i pamiętam tamtą stromiznę xD. Ponownie trochę dłuższym wariantem, pierw spokojną pożarówką, a później super klimatycznym szlakiem docieramy na kolejny szczyt z KGP ^_^.
Na górze było trochę inaczej niż zwykle, bo spotkały się dwa tripy - nasz męski, i liczniejszy damski heh. Pierw my im zrobiliśmy zdjęcie zbiorowe, potem one nam. I jak tu nie wierzyć że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa? Otwieramy piwo - one zdziwione ಠ‿ಠ. Panie mówią że schodzą (tak samo jak myśmy weszli), bo ... na dole czekają naleśniki z czekoladą. Aha ಠ‿ಠ xD. W górach jednak nikt nikogo nie osądza heh :D.
Nasz wariant z górki na (dupki) pazurki udało się jednak ponownie przejść bez kontuzji, i drugi raz, meldujemy się w schronisku Andrzejówka :]. Tam kolejny posiłek (dzięki Zientas za trzy fryty "na smaka") i rura ze stoku dla dzieci w ... mgłę xD. Myślałem że będzie gorzej, ale po chwili (jak to zobaczycie w fotorelacji) zrobiło się błogo, i (bo ilości ludzi na szlaku była minimalna) cicho ʘ‿ʘ.
Na temat tego odcinka raczej się jednak nie rozpisze => ot, taki szlak przez las heh. Przynajmniej na spokojnie mogliśmy sobie pogadać i powspominać ^_^. Nie ma nic przecież ważniejszego na zimowych, męskich wyjazdach ;).
Jeszcze w genezie mogłem napomnieć, że do tej Głuszycy chcieliśmy pójść ze względu na bar mleczny. Placki były tam genialne!! No ale oczywiście było zamknięte, a do tego zaliczyliśmy dość długi odcinek asfaltowy ಠ﹏ಠ.
Jedno, ostatnie piwko wypite na czworo (jeszcze raz dzięki Zientas!), następnie skakanie przez rzekę i ... prawie wpadliśmy w depresję przez te (Głuszyca) miasto xD.
Sklep (zero czegoś pożywnego w sklepie) i misja przystanek. A i jeszcze piwo pod wiatą autobusową, która to ... nie była przystankiem xD. Dobrze że autobus przyjechał punktualnie (i Janiol z Łukaszem ogarneli jego lokalizację), bo bym się powiesił tam heh xD.
Droga, integracja, ble, ble, ble i do konkretów:
Trasa:

Fotki:
Środek transportu + pierwsze metry ;]


I schron ...

... + jego okolice :)

Już na szlaku (◠‿◕)


Postój tym razem odpuściliśmy :D

Najlepszy odcinek wycieczki :)


BTW:



I szczyt sesese ;]

Mogę potwierdzić, że Janiol ma kurtkę TYLKO na zimowe tripy :D => rok 2013

Inna perspektywa tabliczki :DDDDD




:DDDDDDDD
Oki, w dół - stromo, ale względnie (pozdro Michał :D) stabilnie :)

Po drugim odpoczynku w schronie, ucieczka przed piskiem dzieci ...

... w mgłę xD

A następnie już na spokojnie po lesie ;]



I koniec dzisiejszego białego proszku => komuś potrzeba zadzwonić z drzewa? :DD

A na koniec przeprawa (nie, nie w tym miejscu) przez rzeczkę ...

... i do już mega depresji xD

Więcej zdjęć z Głuszycy nie mam - i dobrze xDDD
======================
Kończąc, no cóż, rozwaliło mnie haha :D

Kategoria Góry
2/4 ZT Wałbrzych => Borowa 853m n.p.m.
-
DST
14.07km
-
Kalorie 1349kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 22 stycznia 2022 | dodano: 28.01.2022

Drugi dzień zimowego wyjazdu zaczął się od delikatnego bólu pleców => szesnaście godzin snu zrobiło jednak swoje :D. Na całe szczęście mieliśmy już opracowany plan na ten dzień (Janiol dodatkowo ogarnął komunikację miejską), więc pozostało tylko zjeść śniadanie i się zebrać. A no i oczywiście zahaczyć o sklep z płazem w logo :P. Autobus z przesiadką na kolejny autobus i meldujemy się na obrzeżach Wałbrzycha ᕙ( • ‿ • )ᕗ.
Tam już kiedyś byłem z Kuzynostre, ale wtedy i pogoda nam nie dopasowała, i nie istniała jeszcze wieża widokowa ʘ‿ʘ. Czyli w sumie wszyscy szli nie wiedząc co ich czeka na górze heh. Na szczycie meldujemy się ponownie dwóch grupach => pierw ja, a potem ludzie w rakach :P. Dodam ino że długo na kompanów nie czekałem
<( ̄︶ ̄)>.
Na szczycie klasyczna chwila dla fotoreporterów i powrót. Pierw ... najgorszym zejściem tego wyjazdu xD. No był armageddon, ale na całe szczęście skończyło się bez kontuzji ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ. Później już na spokojnie, z fajnymi widokami odwiedzamy platformę widokową, i ruszamy dalej w kierunku malutkich szczytów - Niedźwiadków ^_^
Na nich kolejna chwila przerwy i już ze sztucznym światłem w ręku (i na czole) mogliśmy ruszyć w kierunku naszego bezpośredniego autobusu miejskiego do domostwa :-). Żeby jednak nie było tak prosto, to pierw zobaczyliśmy wałbrzyski rynek, a później uzupełniliśmy kalorie popularnym włoskim plackiem z mięsem i jalapeno. A później do już domku ... na integrację => a jak! 〜(꒪꒳꒪)〜.
Fajny to był dzionek, ale jak było widać po powitałce, w moim uznaniu chyba najzimniejszy ;)


XDDDDDDDDD
Trasa:

Fotki:
Początek szlaku ;]


I pierwsze podejście ...

... a chwilę po tym momencie ... opuściłem ekipie "alpinistów" :P

Samotnie (nikt nie pomógł :D) ...

... ale za to mega klimatycznie 〜(꒪꒳꒪)〜



Przed fotkami ze szczytu, Kuzynostre przypomni jak tam wyglądało 9 lat temu O_o

No nie było niczego :D
A teraz :)))))



Ogólnie to mega polecam!!
Nie polecam za to zejścia ze szczytu zimą :D

Oczywiście fotka wypłaszczona, ale było mega ślisko :P
Już po najgorszym zejściu ...

... i na spokojnie :)



BTW: dokładnie :P

Jeszcze widok z platformy widokowej na Wałbrzych ...

... na chwilę do miasta ...

... i na nocne Niedźwiadki :]



Ostatnie foto to miasto, więc nie mogło się skończyć inaczej :D


Pozdro Zientas :DDDDD
=======================
A to ma sens :DDDD

Kategoria Góry
1/4 ZT Wałbrzych => Chełmiec 850m n.p.m.
-
DST
13.83km
-
Kalorie 1325kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 21 stycznia 2022 | dodano: 27.01.2022

W ubiegłym roku jakoś się nie złożyło że pojechaliśmy na zimowy wyjazd z chłopakami, ale już w tym, wróciliśmy do tej zacnej tradycji <( ̄︶ ̄)>. Co dziwne, nawet nie przypominam sobie że były prowadzone jakieś rozmowy dotyczące planowania xD. Chyba ten jeden wyjazd (do którego to nie wracamy) nam na rok 2021 wystarczył :D.
Termin ustalił tym razem zmieniający pracę Zientas, i mogliśmy zacząć kombinować co i jak w składzie: on, ja, Janiol i Łukasz ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ. Padło na depresyjny Wałbrzych ...

... ale trzeba uczciwie przyznać, że jako baza wypadowa był godny ;). Cel? No coś z Korony Gór Polskich bo koledzy ciągle zbierają szczyty ;).
Tym razem wyjazd nastąpił już wczoraj (po pracach naszych), a nie jak zwykle następnego dnia wcześnie rano. Cóż, zawsze się cieło koszt jednego noclegu, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy => jesteśmy już (no z wyjątkiem Łukasza) Panami przed czterdziestką xD. Komfort zaczyna się liczyć hahaha :D.
BTW: choć ...

... :DDDDD
Jeszcze w ramach genezy trzeba pochwalić Łukasza, który to w ogóle się skusił na ten wyjazd. Powrót z ciepłego kraju dziś w południe, a już wieczorem był w Sudetach. Sześć godzin różnicy czasu było przeszkodą, ale chyba mniejszą aniżeli zamiana temperatury z +30*C ... na odczuwalne prognozowane minus 15 xD.

Na temat dojazdu nie mam za bardzo co więcej pisać, bo bardzo fajnie udało się nam zorganizować, a i Michał nie oszczędzał na paliwie na autostradzie ;). Wałbrzych, zameldowanie, integracja, prysznic i do wyra :P.
==============
Na pierwszy dzień był zaplanowany szlak, który to nie wymagał żadnego dojazdu. Ot, taki spod domostwa heh. Trzeba było wybrać ino kierunek iścia 。◕‿◕。. Wybrałem jedno, poszedłem drugie - bywa ¯\_(ツ)_/¯. Na całe szczęście było to typowe wszystko jedno - więc nic nie straciliśmy :P

... to co powyżej heh xD.
Trochę na około (czas był w sumie bardzo dobry) doszliśmy na nasz pierwszy tego wyjazdu (choć błędny, bo wysokość góry policzyli razem z masztem xD) szczyt z Korony Gór Polskich ... w dwóch grupach. Zientas ino został trochę z tyłu, bo miał swoje prywatne sprawy do załatwienia ʘ‿ʘ.
Na szczycie chwila dla fotoreporterów i zeszliśmy szlakiem, w którym to mieliśmy wejść :P. Nieważne, też był fajny hehehe ;). Na dole sklep i część na obiad, a cześć do domu odgrzewać gotowe jedzenie przywiezione yyyy z domu :].
Trasa:

Fotki:
Początek wycieczki - tak jak pisałem ... depresyjny xD

Tu już lepiej :P

I nasza kochana Polska cała ¯\_( ͠° ͟ʖ °͠ )_/¯. Tak, to był SZLAK!!

Psa nie mieliśmy, ale mieliśmy papierosy :P
Widać cel ...
... i najlepiej <( ̄︶ ̄)>

Tu już było ślisko (xD) ...


... więc wybór padł na wariant dłuższy

O taki:

I szczyt <( ̄︶ ̄)>


(A ja już tam kiedyś byłem ;) ...

... chyba z trochę większą ilością włosów xD)
Zejście ʘ‿ʘ ...



... a miasta po raz kolejny nie skomentuje ಠωಠ


BTW:

Później już ino kolejna integracja, trzy osoby na basen, a jedna zapadła w szesnasto-godziny sen zimowy. Nie zgadnięcie która :D

=========
Było gratis :P

===========
Kolejne części wkrótce - ino nie mam za bardzo kiedy pisać ... bo Ochojec zwiedzamy :D

Kategoria Góry
Czeski debiut (1082m n.p.m.) Kropki
-
Teren
22.77km
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 11 grudnia 2021 | dodano: 12.12.2021

Na początek smutne podsumowanie powitałki. Niestety, kot dostał leki które średnio pomagały, więc planowaną piątkową wizytę musiałem przełożyć na środowe popołudnie. Jak wróciłem z pracy to kot praktycznie ledwo zipiał O_o. Mój weterynarz ma czynne do 17:00, więc o pomoc poprosiłem Marzenę i Łukasza, których to kotolog jest czynny całą dobę. Tym razem już wiedziałem że jest źle, bo futro nawet nie protestowało przed transportem :/. Złapałem co łapłem, i rura do przychodni na Brynów. Diagnoza? ...

... najgorsza z możliwych - białaczka. Co niestety przy wynikach krwi od Majki, mogło oznaczać tylko jedno :( . Szok dla wszystkich - kot dwa i pół roku i wyrok.
Mogłem ją oczywiście od razu uspać, ale byłoby to nie fair w stosunku do Magdy, Łukasza i Marzeny. Dopłaciłem więc za mocny steryd i mając jeszcze nadzieje że coś magicznie się zmieni, wróciliśmy na Piotrowice => na wódkę, bo co nam zostało? Żeby nie było oczywiście do pracy następnego dnia nie szedłem - urlop i miłe słowa od Kierownika. Jak zawsze szanuję go w opór, zresztą tak samo, jak Anię która to Majkę znalazła w Bielsku. Do samego końca ją informowałem co się dzieje, i nawet pomimo tego że od dwóch lat jej na oczy nie widziała, to była w stanie wysłać mi pieniądze na leczenie O_o. Oczywiście obeszło się bez tego, ale takich ludzi już praktycznie nie ma!
Poranek, i szybko do kota. Jak wczoraj miała temperaturę na poziomie 40,6 stopni (na początku leczenia miała 40.2, następnego 39.6) Celsjusza, to dziś miała pewno powyżej 41 =_=. Wyszedłem więc na szybki, samotny spacer, oswoiłem się z myślą, zadzwoniłem jeszcze do mojego weterynarza (niestety, na samym wstępie mi powiedział że przy jej wynikach z białaczką mam co jej nie męczyć jak ją kocham), poleżałem się z nią trochę na łóżku, i ostatnia droga. Zimno było, ale pokazałem jej jeszcze trochę Brynowa - co mogło się przecież stać? Grypa? XD.
W przechodni nawet się nie bawiłem w dodatkowe badania, tylko od razu stwierdziłem że usypiamy. Majka już była bez życia (jak widać powyżej) i ku mojemu zaskoczeniu, po podpisaniu "eutanazji" Pani Doktur stwierdziła że dziękuję, przykro mi, i do widzenia. Jakie kurwa do widzenia??? Ja nie jestem jak jakieś Janusze i Grażyny - idę oczywiście z nią!! Schodami w dół, zastrzyk (mega szybko poszło), schodami do góry, i praktycznie prosto na spotkanie z Gochą i Marshallem. Praktycznie, bo z tego wszystkiego ... zapomniałem zapłacić xD.
Ogarnięte jednak zostało wszystko, a czy kot miał dobry dom - to nie mnie oceniać. Niech teraz grzeje kolana mojej babci, ona zawsze narzekała że marzną :DDDD. Jeszcze tylko muszę napisać w ramach rozgrzeszenia, że była malutka szansa żeby Majka ciągle była z nami. Transplantacja krwi, co około (kiedy się krew zużyję) plus minus 3 tygodnie - cena? Pomiędzy 800 a 1000zł za dawkę. Płacilibyśmy, jak by to mogło cokolwiek pomóc na dłuższą metę. Nie mogło, a za bardzo kochałem tego stwora żeby ją męczyć i narażać na takie stresy.
I wujek Trollking się nie martwi - my wiemy co w takiej sytuacji trzeba zrobić ;).
=============
A co do genezy wyjazdu to tym razem na szybko, bo tak też się zresztą wczoraj umówiliśmy. Magda na popołudniową zmianę, a mi trochę średnio było na rękę siedzieć cały dzień sam w domu =_=.
Bardziej może ciekawić tym razem środek transportu. Szalejącą inflacja w połączeniu z faktem, że kolega który w lipcu kupił Fiata i nie mógł się do niego kompletnie przyzwyczaić, sprzedał mi go w okazyjnej cenie => i tak, niecały miesiąc temu, stałem się właścicielem popularnej "kropki" :].
Mogłem ją oczywiście od razu uspać, ale byłoby to nie fair w stosunku do Magdy, Łukasza i Marzeny. Dopłaciłem więc za mocny steryd i mając jeszcze nadzieje że coś magicznie się zmieni, wróciliśmy na Piotrowice => na wódkę, bo co nam zostało? Żeby nie było oczywiście do pracy następnego dnia nie szedłem - urlop i miłe słowa od Kierownika. Jak zawsze szanuję go w opór, zresztą tak samo, jak Anię która to Majkę znalazła w Bielsku. Do samego końca ją informowałem co się dzieje, i nawet pomimo tego że od dwóch lat jej na oczy nie widziała, to była w stanie wysłać mi pieniądze na leczenie O_o. Oczywiście obeszło się bez tego, ale takich ludzi już praktycznie nie ma!
Poranek, i szybko do kota. Jak wczoraj miała temperaturę na poziomie 40,6 stopni (na początku leczenia miała 40.2, następnego 39.6) Celsjusza, to dziś miała pewno powyżej 41 =_=. Wyszedłem więc na szybki, samotny spacer, oswoiłem się z myślą, zadzwoniłem jeszcze do mojego weterynarza (niestety, na samym wstępie mi powiedział że przy jej wynikach z białaczką mam co jej nie męczyć jak ją kocham), poleżałem się z nią trochę na łóżku, i ostatnia droga. Zimno było, ale pokazałem jej jeszcze trochę Brynowa - co mogło się przecież stać? Grypa? XD.
W przechodni nawet się nie bawiłem w dodatkowe badania, tylko od razu stwierdziłem że usypiamy. Majka już była bez życia (jak widać powyżej) i ku mojemu zaskoczeniu, po podpisaniu "eutanazji" Pani Doktur stwierdziła że dziękuję, przykro mi, i do widzenia. Jakie kurwa do widzenia??? Ja nie jestem jak jakieś Janusze i Grażyny - idę oczywiście z nią!! Schodami w dół, zastrzyk (mega szybko poszło), schodami do góry, i praktycznie prosto na spotkanie z Gochą i Marshallem. Praktycznie, bo z tego wszystkiego ... zapomniałem zapłacić xD.
Ogarnięte jednak zostało wszystko, a czy kot miał dobry dom - to nie mnie oceniać. Niech teraz grzeje kolana mojej babci, ona zawsze narzekała że marzną :DDDD. Jeszcze tylko muszę napisać w ramach rozgrzeszenia, że była malutka szansa żeby Majka ciągle była z nami. Transplantacja krwi, co około (kiedy się krew zużyję) plus minus 3 tygodnie - cena? Pomiędzy 800 a 1000zł za dawkę. Płacilibyśmy, jak by to mogło cokolwiek pomóc na dłuższą metę. Nie mogło, a za bardzo kochałem tego stwora żeby ją męczyć i narażać na takie stresy.
I wujek Trollking się nie martwi - my wiemy co w takiej sytuacji trzeba zrobić ;).
=============
A co do genezy wyjazdu to tym razem na szybko, bo tak też się zresztą wczoraj umówiliśmy. Magda na popołudniową zmianę, a mi trochę średnio było na rękę siedzieć cały dzień sam w domu =_=.
Bardziej może ciekawić tym razem środek transportu. Szalejącą inflacja w połączeniu z faktem, że kolega który w lipcu kupił Fiata i nie mógł się do niego kompletnie przyzwyczaić, sprzedał mi go w okazyjnej cenie => i tak, niecały miesiąc temu, stałem się właścicielem popularnej "kropki" :].


Uważać więc na te tablice rejestracyjne na drodze :P. Listek (po koledze) se jednak zostawię jeszcze na jakiś czas :PP.
Rozpisałem się na wstępie dość mocno, ale na całe szczęście, ze szlakiem właściwym będzie tym razem krócej => bo to był po prostu spacer po lesie xD. Nieznamy tych rejonów, to nie widzieliśmy też co nas czeka heh. A punktów gdzie można było jakieś widoki pooglądać (na które to nawet pogoda nie pozwoliła) były może ze trzy xD. O, na przykład takie:


Parę szczytów zaliczonych i to ponad 22km meldujemy się na parkingu. Powrót, i na pizzę ^_^.
Trasa:

Fotki:
Początek szlaku ...

... i 10km takiej trasy ಠ ͜ʖ ಠ

A tu już fajniej - dobrze że Łukasz miał stuptuty heh

Pozdro dla Babiego xD ...

... i też dla drzewa ¯\_ಠ_ಠ_/¯

Idziemy dalej ^_^ ...


... i w mrok xD



Choć tragedii nie było :)
I najwyższy punkt wycieczki: ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ


Zejście ...




... a na końcu, to już gonitwa za Łukaszem i do auta ;)


Szlak zero-chmielny - czyli taki inny xD
========
Śmiecha oczywiście brak, ale wrócą, tak samo jak nowy /ᐠ。ꞈ。ᐟ\. W piątek z Łukaszem zdezynfekowaliśmy wszystko po Majce, a w niedzielę wysprzątaliśmy prawie (jutro dokończymy) całe mieszkanie z Magdą => trzeba być przygotowany (myślę że do końca roku ogarniemy) na nową lokatorkę ;). Choć Majki pewno długo nie zapomnę ... bo to był kot, z grupy tych genialnych :-/.
Kategoria Góry
Marshall-scy (1117m n.p.m) :P
-
DST
20.08km
-
Kalorie 1925kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 12 listopada 2021 | dodano: 13.11.2021

Wujek Trollking będzie dumny z tego wpisu bo na takim oto wczorajszym spacerze ...



... Gocha zaproponowała, coby drugi raz (za naszej kadencji oczywiście) pokazać dobremu pieskowi górki ◖⚆ᴥ⚆◗ ^_^. Wystarczyło więc ino namówić Magdę (co trwało pięć sekund :D), i umówić się na pociąg odjeżdżający z Piotro o godzinie 8:59 ^_^.

XDDDDDDDDD
Oczywiście dobry piesek bez zjedzenia kocich chrupek sił by nie miał, więc ustawka nastąpiła jednak u mojego kitku na kwadracie :D.
Chwilka na klachy, bieg na pociąg (bo przecież po co czekać na peronie? ¯\_(ツ)_/¯ :D) i po niecałej godzinie meldujemy się w Wilkowicach-Bystrej ʘ‿ʘ.

Na "dzień dobry" Siostra ma informuje swojego kierownika że bez niej też se mogą pracować (:P) ...

... zaliczamy sklep z płazem w logo, i możemy zacząć iście na nasz główny cel => czyli Klimczok ʘ‿ʘ.
Odcinek miejski oczywiście przemilcze, i ino jakieś fotki ...

... a później yyy ... dupa xD



Ekipa jednak zadowolona ...

... widoków nie ma i raczej nie będzie ...

... aż tu nagle 。◕‿◕。

No coś niesamowitego <( ̄︶ ̄)>. Chmury zostały w mieście, pojawiło się słońce, a my szybko do schronu na popas ...

... i rura na szczyt :D
Bajka, mili czytelnicy!! Nawet zdjęcia nie oddadzą tego klimatu, ale oczywiście je zamieszczę :P



Najwyższy punkt wycieczki ...

... i zamiast schodzić bezpośrednio do Wilkowic, postanowiłem jeszcze pokazać dziewczyną Szyndzielnię ...

... (wuchta wiary na szlaku xD) i zejść żółtym przez przełęcz Kołowrót




Najwyższy punkt wycieczki ...

... i zamiast schodzić bezpośrednio do Wilkowic, postanowiłem jeszcze pokazać dziewczyną Szyndzielnię ...

... (wuchta wiary na szlaku xD) i zejść żółtym przez przełęcz Kołowrót
<( ̄︶ ̄)> ...



... zaś we mgłę xD
Odcinek miejski ponownie przemilczę ...

... ale choć Żubra można było w kiosku kupić :DDD
Nie przemilcze za to pizgawicy na dworcu ಠ﹏ಠ:

Dobrze że miałem kalesony i nie mam szklanych kulek => bo bym je potrzaskał między nogami :DD
Na koniec jeszcze gwiazda wpisu ...

... trasa ...

... i do następnego ◉‿◉
==========
Plan na górki jeszcze jakiś jest, gorzej że eM się trochę nogi popsuły xD

Kategoria Góry
WG - Prusów (1010m n.p.m.) - Boracza - Golce :P
-
DST
19.86km
-
Kalorie 1856kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 7 listopada 2021 | dodano: 08.11.2021

BTW:

xDDD
Wczoraj był plan na mycie okien - nie wyszedł xD. Był też plan na dojazd rowerem do Katowic po bilet miesięczny - no też nie wyszedł xDD. Wyszedł za to plan odbioru odkurzacza do zamiatania po kitku. No to się udało, ze skutkiem oczywistym ...

... oj, Xiaomi będzie miało trochę roboty w domu :D. OJJJJJ, będzie miauo /ᐠ。ꞈ。ᐟ\ :DDD
Plan na dziś również się udał => wstaliśmy, ogarneliśmy się (i kota oczywiście heh) i mogliśmy ruszyć w poszukiwaniu resztek jesieni w Beskidzie Żywieckim ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ. W sumie to jak mamy gadać cały dzień w kuchni, to lepiej zapłacić te niecałe 40zł i pojechać sobie w górki pogadać :PP.
Ruszyliśmy pociągiem chwilę przed godziną 9:00 rano, i o 10:32 zameldowaliśmy się w Węgierskiej

To co w nas w Poznaniu oszczędziło, tu oddało z mega zdwojoną siłą xD. Trudno, iść trzeba było ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
Pierwszy odcinek to nudny asfalt, ale do rozwidlenia trzeba było go pokonać. Jeszcze przed samym odbiciem na szlak niebieski, pojawił mi się w głowie plan iścia na Rysiankę bo przy takim wietrze bankowo by się nam Tatry odsłoniły ^_^. Plusy: widoki, minusy: jednak plus około 8km dreptania (a zapomniałem zabrać latarki), i pewne tłumy. Innym razem więc ;).
Na spokojnie więc zaczęliśmy podejście, a z każdym krokiem zaczęły nam się pojawiać coraz ładniejsze widoki. Polecam galerie ←_← :-). Prócz tego że szlak na Prusów jest ogólnie genialny, to najważniejsze że jest mało uczęszczany ʘ‿ʘ. Ludzi może około 20-30 + dwa psy, które to się nie polubiły xD.
Mega spokojnie (choć w niezłym tempie) docieramy do schroniska na Hali Boraczej, gdzie mieliśmy ustalić czy idziemy na Rajczę czy do Milówki, a do tego, zjeść sobie obiad ʘ‿ʘ. No niestety - obłożenie 100% a na hali to już ogólnie pizgało złem heh.
Szybka decyzja i schodzimy najkrócej jak się da, a więc do rodzinnego miasta braci Pierdolec :P. Pierw spokojnie lasem, później ponownie asfaltem, a na samym końcu .... już mnie mega zamuliło ಠ_ʖಠ. Wstawanie w sobotę chwilę po godzinie 7:00 rano nie było jednak dobrym pomysłem ತ_ತ. Trzymała mnie jednak myśl, że w Milówce jest bardzo dobra pizzeria. No to już nie ma ¯\_ಠ_ಠ_/¯. W Węgierskiej plajta, tu też. Ehhhh, ino Rajcza została i się jakoś trzyma ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ. Kolejny hot dog więc i na dworzec.
Mieliśmy dłuższą chwilę czekania, ale finalnie spokojnie udało się wyrobić na pociąg po 16:00. I to w jakich warunkach ◉‿◉

Ja ponownie zapraszam do galerii (ostanie dwie fotki), a drogi powrotnej wam nie opiszę, bo Morfeusz utulił mnie do Tychów :DDD.
Fajny to był dzionek, a Magda oczywiście bez zmęczenia wróciła xD. Zaczynam się bać że nawet we własnym domu po górach najlepiej nie chodzę :D. Dobrze że kot nie chce z nami jeździć :DDD.
BTW: w nosie mam wasze góry :P

Fajny to był dzionek, a Magda oczywiście bez zmęczenia wróciła xD. Zaczynam się bać że nawet we własnym domu po górach najlepiej nie chodzę :D. Dobrze że kot nie chce z nami jeździć :DDD.
BTW: w nosie mam wasze góry :P

Trasa:

Fotki:
Początkowy odcinek - na takie, najlepszy słonecznik <( ̄︶ ̄)> heh

Już milutko ʘ‿ʘ

Podejście z dołu ...

... i z góry ^_^
Trzeba było się na chwilę zatrzymać ;)

No nie ma za co hehehe :DDD

Wrzosy (✷‿✷).
Jeden taki (sklepowy) w domu nam rośnie ^_^

Mega niedoceniany szlak - i w sumie dobrze :P


Odpoczynek na ławeczce 〜(꒪꒳꒪)〜

Dalej szlakiem ...

... poza (trochę inna heh) ...

... i Magda z Żubrem :D

No dobra, to mój heh :D
Dalej niebieskim ...
... i już na celu głównym
Dalej wiało ಠ﹏ಠ
Schodzimy

Dalej szlakiem ...

... poza (trochę inna heh) ...

... i Magda z Żubrem :D

No dobra, to mój heh :D
Dalej niebieskim ...
... i już na celu głównym
Dalej wiało ಠ﹏ಠ
Schodzimy


Końcówka ponownie asfaltowa, w towarzystwie żelków i Żubra ;)

A na koniec ... obiecany bonusik z dworca w Milówce ◉‿◉


I do następnego ←_←
===========
W domu wanna, ale w sumie, to komu to potrzebne? ¯\_(ツ)_/¯

W domu wanna, ale w sumie, to komu to potrzebne? ¯\_(ツ)_/¯

Kategoria Góry
Jesienne u Bacy ^_^
-
DST
21.55km
-
Kalorie 2066kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 17 października 2021 | dodano: 18.10.2021

Planowanie weekendu zaczęliśmy z Magdą już w czwartek. W jej pracy kończyła się bowiem cewka, i istniała dość duża szansa że jej sobotę odwołają. No niestety: cewkę dosłali, eM poszła zarabiać pieniądze, ja na rower, i to by było na tyle z planowania wyjazdu dwudniowego z opcją noclegową ಠ_ಠ. Pozostało więc wymyślić szlak na jeden (niedzielny) dzień =_=.
Od razu do głowy przyszedł mi plan odwiedzenia kolegi z gór i w przypadku zastania go w domu (pracuję naprzemiennie w trzech schroniskach), zapytania się czy nie moglibyśmy w najbliższym czasie przyjechać do niego (razem ze znajomymi) i się przespać <( ̄︶ ̄)>. O dzwonieniu na Mladą (brak zasięgu) można tylko pomarzyć. Tyle genezy :P.
Wczoraj po Tuliszowie, jeszcze misja sklep, wanna, takie tam różne, i chwila po godzinie 21:30 już "w bety" :P. Pobudka o 6:30, kawka/piwko, pakowanie, ogarnięcie kota, ząbki i rura na pociąg odjeżdżający z Piotrowic o godzinie 7:45 ʘ‿ʘ. Z tym pakowaniem jednak trochę nam do końca nie wyszło xD. Zapomnieliśmy bowiem spakować ... chleb heh. A i ja zapomniałem zabrać maseczki ಠ﹏ಠ. Na całe szczęście przyjechał podwójny pociąg, osób malutko, a i tak nos i usta zakrywało może z 5% składu ¯\_(ツ)_/¯.
Co do pociągu, to jednak muszę stwierdzić że z wycofaniem biletu 10h nawet nie wyszło źle. Poczytałem, i odkryłem opcję biletu dobowego - Silesia24. O takiego:

Jadąc samemu się średnio opłaca, ale w opcji parzystej już konkretna ulga => 19,50zł/os + totalny brak pilnowania czasu!! Taką zniżkę mogę przyjść :P.
Dwie godziny jazdy i meldujemy się w Rajczy ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ. Miała być w sumie Rycerka, no ale bez pieczywa, to tak trochę średnio :P. Po bułki więc do sklepu z płazem w logo, chwila asfaltu i na szlak ^_^. Sentymentalny że dodam, bo często go deptałem z różnymi fajnymi (Robuś i Grucha się nie liczą :D) osobami heh. Plusem jego jest na pewno mała ilość osób nim chodzących (może z 20-tu nas minęło), a minusem - dość mała ilość punktów widokowych. Jesień (zapraszam do galerii) jednak nam wszystko wynagrodziła (◍•ᴗ•◍)❤.
Według Mapy Turystycznej było 2"45' iścia, ale my chyba ogarneliśmy to trochę szybkiej, i meldujemy się na Mladej Horze skąd do Andrzeja jest już ino piętnasto-minutowe zejście lasem ... znaczy kiedyś było lasem ಠ_ಠ

Ehhh, nic się nie zrobi pff. Najważniejsze że jak ino zapukałem do drzwi to usłyszałem że ktoś się w środku rusza heh. Andrzej wyraźnie zaskoczony (i podchmielony xD), ale ucieszony zaprosił nas do środka gdzie nastąpiła konsumpcja alko (my 0,2l wódeczki na pół, a Magda winko grzane z termosu + kawka) i trzeba było się zawijać ;). A wyjść było ciężko (:D) => praktycznie już nam pokój szykował i ogrzewanie puszczał :DD. Bankowo jeszcze tam w tym roku wrócimy (jest oficjalne zaproszenie 。◕‿◕。) ale trzeba było wracać, bo jutro do roboty ←_←.
Wyszliśmy, po chwili wróciłem się po zapalniczkę (zwykłą, nie luksusową, ale ino jedną mieliśmy xD) ...

... i rura pierw asfaltem wiodącym do Ujsoł. Na całe szczęście dość dobrze znam te rejony i po upewnieniu się u Endrju, wróciliśmy na szlak czerwony krótką pożarówką ◉‿◉. Częściowy dubel szlaku z rana i wróciliśmy na miejsce startowe. Opcje były ponownie dwie: wcześniejszy pociąg lub pizza. Głód zdecydował za nas heh :D.
Po jedzeniu na chwilę nad Sołę i po niecałej godzinie wsiadamy do zuga (•‿•). Morfeusz (do Goczałkowic) i trochę po godzinie 20:30 meldujemy się u kitku. Ufff :-).
Trasa:

Fotki:
Dzień dobry Rajcza ^_^

I już na szlaku ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

Lekko chłodnawo (wieczorem zresztą też) ...

... ale idziemy dalej ᕙ( • ‿ • )ᕗ


Nawodnienie być musiało - Magda jedno, ja resztę ;) :p

Artystycznie ^_^

Im wyżej tym ładniej ʘ‿ʘ



To tylko cztery koty - przewijaj dalej :P

Ekipa (skromna) wyjazdowa heh

Mlada Hora - lubię te miejsce => to tam dogoniłem sklep <( ̄︶ ̄)>


Cel główny - baca w formie hehehe :D.

"Porobiony", ale na chacie (no prócz łazienki) porządek - jak zawsze zresztą ←_←
Kąsek asfaltem ale klimat? Oceńcie sami ◉‿◉


Wracamy na szlak


Końcówka z widokiem ... na smog ಠ_ʖಠ

Popas i to wszystko :]

Fajny dzień ʘ‿ʘ. Szczególne graty dla lubej mej, która to po sześciu dniach w pracy ponad 20km se pykła ot tak heh. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia ᕙ (° ~ ° ~). Co innego jej osoba ... na Andrzeju :D. A nieważne :DDD
========
Jutro (wtorek) raczej rower => ćwiczyć nogi trzeba bo to już jest xD

Kategoria Góry



