Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 4905.03 km (w terenie 234.97 km; 4.79%) |
| Czas w ruchu: | 09:04 |
| Średnia prędkość: | 19.78 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.50 km/h |
| Suma kalorii: | 506087 kcal |
| Liczba aktywności: | 256 |
| Średnio na aktywność: | 19.16 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Ponownie Opawskie
-
DST
17.40km
-
Kalorie 2080kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 14 sierpnia 2016 | dodano: 16.08.2016
A taki spontan wyszedł :-) W sobotę wieczorem telefon od Zientasa z pytaniem czy nie skusze się na szybki wyjazd koronny ;] Po cichu liczyłem na jakąś Ślężę (Masyw Ślęży) lub Wysoką w Pieninach ale Zientary postawiły na góry Opawskie i słynną już Kupę :-D Analiza na szybko i decyzja że w sumie co mi szkodzi, skoro tyłek spod domu zabiorą i pod niego odwiozą to można się skoczyć :-) Droga nawet, nawet zleciała i ok 12.00 meldujemy się w miejscowości Pokrzywna. Akurat z tej strony (miasta) jeszcze nie szedłem a moim kompanom było wszystko jedno :)
Ostatecznie udało się nam ogarnąć taką oto pętelkę ;]

Pokrzywna (346m n.p.m.) - Dolina Bystrego Potoku (355m n.p.m.) - dawna skocznia narciarska - Gwarkowa Perć (400m n.p.m.) - rezerwat przyrody Cicha Dolina - przełęcz Mokra (707m n.p.m.) - Górski Dom Turysty Pod Biskupią Kopą (765m n.p.m.) - Biskupska Kupa :P vel. Biskupia Kopa (891m n.p.m.) - Granica (867m n.p.m.) - przełącz pod Kopą (725m n.p.m.) - Srebrna Kopa (785m n.p.m.) - Złodziejska Droga (580m n.p.m.) - przełęcz pod Zamkową Górą (508m n.p.m.) - Zamkowa Góra (568m n.p.m.) - Szyndzielowa Kopa (533m n.p.m.) - rozdroże pod Szyndzielową Kopą (435m n.p.m.) - Pokrzywna łowisko (329m n.p.m.m.) - Pokrzywna (346m n.p.m.)
Pierw szlak zielony, potem chyba jak patrzę na mapy to odcinek "pożarówki" - bez szlaku a następnie dylemat czy idziemy na szczyt czy jednak odwiedzamy najpierw schronisko. Czarne chmury zdecydowały za nas i tak po ok 20 minutach meldujemy się w schronie :) Czasowo idealnie wyszło bo deszczyk złapał nas ok minuty od celu. Padało całe 5 minut heh ale co daszek to daszek :) Od schroniska do szczytu zostało już nam tylko parę kroków ... wśród tłumów :) Tam relaks wśród miliona osób, degustacja czeskich trunków, niedzielnego rosołku, sałatkosa z tomatosa i ogorkosa i misja dół. Ewelina z Barkiem jeszcze zaliczają wieże - ja się pchać nie chciałem, byłem tam niecałe 3 miesiące temu więc uznałem to za zbędna atrakcję :-) Na powrót wybrałem szlak czerwony gdyż po a) spodziewałem się mniejszej ilości osób na ścieżce a po b) skoro idziemy na pasmo koronne to trzeba zaliczyć też Srebrną Kopę która jest oficjalnie najwyższym szczytem po polskiej stronie. Nie pomyliłem się - starsze panie których była wuchta na szlaku wybierały najkrótsza opcję :) Jedyny dylemat który się pojawił to opcja zejścia spokojnym żółtym lub dalej ciągnąć czerwonym zaliczając jeszcze dwa mniejsze szczyty. Wygrała opcja szczytowa heh. Następnie kierujemy się ku wiosce gdzie omijamy Kinder-imprezę i niebieskim dociskamy do auta :-) Szkoda trochę grzybów (bo były plany zboczyć do lasu i posznupać) ale jak nie ma to nie ma ;/ Powrót do Kato już niestety bardziej monotonny na głodzie do tego więc decydujemy się na postój przed Gliwicami na kotleta i placki na których ... hmmm było więcej soli niż w kopalni w Wieliczce :-D
Wycieczka na plus, dobrze wykorzystana niedziela => widoki mega, pifko wypite i spory ubaw z ekipy ok 10 osób z flaszka Żubrówki :-D Na szczycie owa ekipa pokazała radość choćby Mont Blanc zdobyła :-D i mogę żałować że nie poczekałem jak się skończy akcja bo tekst czy tam ryk "chodźcie do zdjęcia" i odpowiedz jednego "yyyy a ma ktoś aparat?" bezbłędny :-D
========================
Fotki:
Kto to obliczał - pojęcia nie mam ;/ zawyżone masakrycznie xD

Uroczy początek wśród towarzyszącego nam Bystrego Potoku

Pierwsze widoki i .... "pitt stopy" :D

Pogoda się kaszani więc misja schronisko ;]


Ekipa:

WC z dość dobrym widokiem :D

Szczytek ;]
Zbieraj Zientas zbieraj ... puki możesz :D

Popas :)



I popit :D
Jak to pani określiła slabe pifo, slabe :D

4% faktico licho heheh

I widoczek od kompanów z wieży ;]

I jazda z górki ;]



Dobrze że choć parę drzew zostawili, było kaj szlak namalować ;)

Końcówka i do wozu :)


Teraz trzeba czekać za pogoda bo Tatry ponownie wołają :))
=============================
Olimpiada olimpiadą ale jak kobiety zrobią 10 000km w 1,5h to szacun :D

Ostatecznie udało się nam ogarnąć taką oto pętelkę ;]

Pokrzywna (346m n.p.m.) - Dolina Bystrego Potoku (355m n.p.m.) - dawna skocznia narciarska - Gwarkowa Perć (400m n.p.m.) - rezerwat przyrody Cicha Dolina - przełęcz Mokra (707m n.p.m.) - Górski Dom Turysty Pod Biskupią Kopą (765m n.p.m.) - Biskupska Kupa :P vel. Biskupia Kopa (891m n.p.m.) - Granica (867m n.p.m.) - przełącz pod Kopą (725m n.p.m.) - Srebrna Kopa (785m n.p.m.) - Złodziejska Droga (580m n.p.m.) - przełęcz pod Zamkową Górą (508m n.p.m.) - Zamkowa Góra (568m n.p.m.) - Szyndzielowa Kopa (533m n.p.m.) - rozdroże pod Szyndzielową Kopą (435m n.p.m.) - Pokrzywna łowisko (329m n.p.m.m.) - Pokrzywna (346m n.p.m.)
Pierw szlak zielony, potem chyba jak patrzę na mapy to odcinek "pożarówki" - bez szlaku a następnie dylemat czy idziemy na szczyt czy jednak odwiedzamy najpierw schronisko. Czarne chmury zdecydowały za nas i tak po ok 20 minutach meldujemy się w schronie :) Czasowo idealnie wyszło bo deszczyk złapał nas ok minuty od celu. Padało całe 5 minut heh ale co daszek to daszek :) Od schroniska do szczytu zostało już nam tylko parę kroków ... wśród tłumów :) Tam relaks wśród miliona osób, degustacja czeskich trunków, niedzielnego rosołku, sałatkosa z tomatosa i ogorkosa i misja dół. Ewelina z Barkiem jeszcze zaliczają wieże - ja się pchać nie chciałem, byłem tam niecałe 3 miesiące temu więc uznałem to za zbędna atrakcję :-) Na powrót wybrałem szlak czerwony gdyż po a) spodziewałem się mniejszej ilości osób na ścieżce a po b) skoro idziemy na pasmo koronne to trzeba zaliczyć też Srebrną Kopę która jest oficjalnie najwyższym szczytem po polskiej stronie. Nie pomyliłem się - starsze panie których była wuchta na szlaku wybierały najkrótsza opcję :) Jedyny dylemat który się pojawił to opcja zejścia spokojnym żółtym lub dalej ciągnąć czerwonym zaliczając jeszcze dwa mniejsze szczyty. Wygrała opcja szczytowa heh. Następnie kierujemy się ku wiosce gdzie omijamy Kinder-imprezę i niebieskim dociskamy do auta :-) Szkoda trochę grzybów (bo były plany zboczyć do lasu i posznupać) ale jak nie ma to nie ma ;/ Powrót do Kato już niestety bardziej monotonny na głodzie do tego więc decydujemy się na postój przed Gliwicami na kotleta i placki na których ... hmmm było więcej soli niż w kopalni w Wieliczce :-D
Wycieczka na plus, dobrze wykorzystana niedziela => widoki mega, pifko wypite i spory ubaw z ekipy ok 10 osób z flaszka Żubrówki :-D Na szczycie owa ekipa pokazała radość choćby Mont Blanc zdobyła :-D i mogę żałować że nie poczekałem jak się skończy akcja bo tekst czy tam ryk "chodźcie do zdjęcia" i odpowiedz jednego "yyyy a ma ktoś aparat?" bezbłędny :-D
========================
Fotki:
Kto to obliczał - pojęcia nie mam ;/ zawyżone masakrycznie xD

Uroczy początek wśród towarzyszącego nam Bystrego Potoku

Pierwsze widoki i .... "pitt stopy" :D

Pogoda się kaszani więc misja schronisko ;]


Ekipa:

WC z dość dobrym widokiem :D

Szczytek ;]
Zbieraj Zientas zbieraj ... puki możesz :D

Popas :)



I popit :D
Jak to pani określiła slabe pifo, slabe :D

4% faktico licho heheh

I widoczek od kompanów z wieży ;]

I jazda z górki ;]



Dobrze że choć parę drzew zostawili, było kaj szlak namalować ;)

Końcówka i do wozu :)


Teraz trzeba czekać za pogoda bo Tatry ponownie wołają :))
=============================
Olimpiada olimpiadą ale jak kobiety zrobią 10 000km w 1,5h to szacun :D

Kategoria Góry
Bystra Ławka - ok 2300m n.p.m. (Bystrá lávka)
-
DST
16.28km
-
Kalorie 2859kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 7 sierpnia 2016 | dodano: 10.08.2016
Nocka znowu zleciała w parę sekund, budzik na 6.15 i o 7.00 wyjeżdżamy na ostatni cel. Wróć ... leń znowu wygrał i wyjeżdżamy jednak o 8.55 :D Ale w sumie bez pośpiechu, na co gonić jak szlak ino lub aż na 15km // 7.30h? :) Śniadanko, herbatka, pakowanie, prysznic i na spokojnie o wyżej wspomnianej godzinie wyruszamy do miejscowości Štrbské Pleso gdzie po godzinie jazdy rozpoczynamy wycieczkę na Bystrą Ławkę.
===============
Na szlaku znowu wuchta wiary (w tym pani która dźwigała rowerek dzieciaka, po co? gdzie? nie wiem, nie wnikam :D) ale i tak chyba lepiej wybraliśmy :) Dlaczego? ponieważ początkowo szliśmy szlakiem który również prowadził na Rysy i wnioskując po ilości aut na parkingach duża ilość osób wybrała właśnie tą opcje xD => tzw. miłego czekania w kolejce na szczyt :D No ale wracając do naszego wyboru idzie się całkiem przyjemnie :) Polacy, Słowacy, Niemcy, Czesi .... Hindusi :D oraz dość duża ilość psów. Jestem w sumie ciekaw (i to nie tylko ja) jak ta ekipa chciała z tymi Haskimi wejść w wyższe partie bo Yorka kumam, do kieszeni i wio hehehe.
My natomiast idziemy sobie spokojnie przez Dolinę Młynicką następnie mijamy kapitalny Wodospad Skok (gdzie robimy małą pauzę) oraz poprzez Pleso nad Skokom docieramy do wyczekiwanej ekspozycji ;] Trzeba się również przyznać do delikatnego kryzysu na podejściu, cóż zrobić starość nie radość ;)) Na całe szczęście chwila przerwy wystarczyła i mogłem dalej ruszyć żeby po chwili zaliczyć ... następną przerwę ;/ Odpowiedzialni słowaccy rodzice postanowili dzieci na łańcuchy zabrać JP! po co do zoo czy do cyrku? ... na łańcuchy kurde. Ehhh o ile jeszcze synek w miarę ogarnął to Katerinka już miała mega źle i szlak się zakorkował w obie strony. Na całe szczęście po przejściu przez przełęcz, dało się "tę imprezę" ominąć tzw. boczkiem, boczkiem - niekoniecznie oficjalną ścieżką :) Dalszy powrót już bez niespodzianek, odwiedzamy Škutnastą polanę oraz Furkotską dolinę i do auta :) Dolna część z puszką w dłoni heh pierw spokojnie przez las potem szutrówka a ludzie i tak się paczą jak bym nie wiadomo co robił :D
===================
Powrót do Kato niestety makabra, wszystko zakorkowane więc uciekamy w boczne drogi ale i tak jedziemy od 17.30 do 23.30 ;/ zatrzymując się jeszcze po paliwo w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej oraz dwa razy na jedzenie - pierw w Suchej Beskidzkiej potem w Oświęcimiu. McDonald w tym ostatnim mieście był raczej chybionym pomysłem heh pierdyliard osób z Krupówek chyba na kanapkę przyjechało :D no nic jakoś się dojechało i można podsumowując :)
- Wyjazd bardzo fajny, dzięki Łukasz ;]
- prawie 52km w trasie
- Obaj żyją
- Słowackie Tatry są o wiele prostsze niż Polskie, trochę kondycji i spokojnie wysokość 2300m n.p.m. się ogarnia
- Endo wariowało nieźle, Bystrą ławkę łączyłem chyba ze 11 odcinków a do coś dziwnie wysokości maksymalne łapie ;/
- Czechosłowacy są gadatliwi że jak rany :D
- Dobrze że nie poszliśmy na Giewont :DDD => https://www.youtube.com/watch?v=oktMfSj4tV4
Trasa i przekrój:


Skocznie FIS w Štrbskim Plesie

Wierzbówka kiprzyca - przyjemna roślinka, dawała klimat :)

Funfel na wycieczce :D

Wodospad Skok

Turystów trochę mniej :)
W tle prawdopodobnie Hruby vrch

Pogoda sprzyjała zdecydowanie, delikatny wiaterek ino pomagał :)


Capie pleso

Schody a w tle Furkotský štít

Wysoka, byłem :)

Katerinka z troskliwą mamusią xD

Żeby nie było że nic ze szczytu heh
W prawym dolnym rogu mamusia roku :)))

Vyšné Wahlenbergovo pleso

Na szczycie ciągle korek ...

... a my w dół => taki widok towarzyszył nam praktycznie do końca :)

Ciągle telewizory ;/

A tu już zadowolony gdyż w lesie można bezpiecznie otworzyć brofka :D

Widoczek

Jeziorko

I do domku :)

Za dwa tygodnie możliwa powtórka Tater - ino tym razem z Janiolem i Polska strona :)) Oby pogoda była nie gorsza niż na tym tripie ;]
=========================================

Kategoria Góry
Nosal - 1206m n.p.m.
-
DST
7.96km
-
Kalorie 1026kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 6 sierpnia 2016 | dodano: 09.08.2016
I nastał kolejny poranek :) Piątek zakończyliśmy późno bo ok północy, poprzedni dzień 16h na nogach, do tego coś się wypiło :P i szczerze myślałem że pośpimy do południa :) Wyszło inaczej ale obydwoje wyspani więc można zaczynać kolejny dzień ;] No zaczynać to za mocne słowo gdyż zgodnie z prognozami padało i było ogólnie okropnie. Normalnie bym się zmartwił no ale na sobotę były zaplanowane ino dwie misje: Nosal który zawsze mi "uciekał" i grill z nowo poznaną parą ze Środy Wielkopolskiej ;]

Po regeneracyjnym poranku przy TV, internecie i coli z piwem ok 14.00 ruszamy na pierwszą próbę podejścia na szczyt. Nieudaną że dodam => leje, całe miasto stoi w korku a na Krupówkach ponoć pierdyliard osób xD No nic powrót na kwatery na ... cole z piwem :D W sumie znając nas to byśmy zrobili ten szlak no ale prognozy dość klarownie mówiły że od ok 17.00 poprawi się pogoda więc po co moknąć? :) Wróciliśmy do bazy i ... z miejsca bachor na korytarzu zaczął dawać po uszach, JPierd ... dzieciak wyje gorzej niż syreny podczas Dnia Niepodległości a tatuś se spokojnie spaceruje po placu tudzież grzebie przy aucie, mamuśka natomiast na łóżeczku leży i książkę czyta a za gówniarzem biega starsza pani właścicielka i pociesza ... Ehhh a z resztą co ja się będę rozpisywał, nie znam się - może na tym to polega urlop z dzieckiem :D Opieka wliczona w cenę ehehehe :)
Na nasze szczęście prognoza się sprawdziła :) Padać przestało, mgła zaczęła opadać i dopięliśmy swego ;] Auto (po pierwszej nieudanej próbie ataku na Biedronkę :D) zostawione w okolicach Jaszczurówki w dzielnicy Bystre i jazda. Początek już oszczędny gdyż kasa do lasu była zamknięta heh. Szlak minął nawet nie wiem kiedy (aż jedna osoba spotkana) i meldujemy się na Nosalu => końcówka wejścia i zejście nawet strome o dziwo. Na szczycie chwila na zdjęcia (dwie osoby prócz nas na górze) i w dół :) Nawet było co oglądać bo i Zakopane ładnie się otwarło i kąsek Tatr :) Dobry to był plan żeby taki przerywnik pomiędzy Słowacjami se zrobić ;] Na powrocie spotykamy jeszcze cztery osoby - w tym jednego marudę który wchodząc na Nosal stwierdza że ostatni raz w Tatry idzie hehe. Zejście w nawet niezłym tempie, kąsek asfaltu, Biedra i na relax przy grillu :) Delikatnie mówiąc za dużo żarcia kupiliśmy :D Najedzony że ani pakować mi się nie chciało ale ogarniać prysznica, jutro wstawanie o 6.00 i ogarnie się wszystko :D Taaaaaaaaa na bank ...
===================================
Trasa:


Baza wypadowa :)

Próba pierwsza ...


... i druga :) Tym razem już udana




I szczytek ;]



Przeżyli :DDD

Kiełby i Burgery już poszły :P

===============================
Śmiecha nie będzie, śmiecha Zakopane zafundowało sobie samo :D


Po regeneracyjnym poranku przy TV, internecie i coli z piwem ok 14.00 ruszamy na pierwszą próbę podejścia na szczyt. Nieudaną że dodam => leje, całe miasto stoi w korku a na Krupówkach ponoć pierdyliard osób xD No nic powrót na kwatery na ... cole z piwem :D W sumie znając nas to byśmy zrobili ten szlak no ale prognozy dość klarownie mówiły że od ok 17.00 poprawi się pogoda więc po co moknąć? :) Wróciliśmy do bazy i ... z miejsca bachor na korytarzu zaczął dawać po uszach, JPierd ... dzieciak wyje gorzej niż syreny podczas Dnia Niepodległości a tatuś se spokojnie spaceruje po placu tudzież grzebie przy aucie, mamuśka natomiast na łóżeczku leży i książkę czyta a za gówniarzem biega starsza pani właścicielka i pociesza ... Ehhh a z resztą co ja się będę rozpisywał, nie znam się - może na tym to polega urlop z dzieckiem :D Opieka wliczona w cenę ehehehe :)
Na nasze szczęście prognoza się sprawdziła :) Padać przestało, mgła zaczęła opadać i dopięliśmy swego ;] Auto (po pierwszej nieudanej próbie ataku na Biedronkę :D) zostawione w okolicach Jaszczurówki w dzielnicy Bystre i jazda. Początek już oszczędny gdyż kasa do lasu była zamknięta heh. Szlak minął nawet nie wiem kiedy (aż jedna osoba spotkana) i meldujemy się na Nosalu => końcówka wejścia i zejście nawet strome o dziwo. Na szczycie chwila na zdjęcia (dwie osoby prócz nas na górze) i w dół :) Nawet było co oglądać bo i Zakopane ładnie się otwarło i kąsek Tatr :) Dobry to był plan żeby taki przerywnik pomiędzy Słowacjami se zrobić ;] Na powrocie spotykamy jeszcze cztery osoby - w tym jednego marudę który wchodząc na Nosal stwierdza że ostatni raz w Tatry idzie hehe.
Trasa:



Próba pierwsza ...


... i druga :) Tym razem już udana




I szczytek ;]



Przeżyli :DDD

Kiełby i Burgery już poszły :P

===============================
Śmiecha nie będzie, śmiecha Zakopane zafundowało sobie samo :D

Kategoria Góry
Czerwona Ławka - 2352m n.p.m. (Priečne sedlo)
-
DST
27.70km
-
Kalorie 4781kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 5 sierpnia 2016 | dodano: 09.08.2016

No cześć :)
BeeSy górskie to ten gorszy typ wycieczek do opowiadania i zdania relacji ale standardowo spróbuję nie zanudzić zdjęciami i innymi pierdołami heh.
Genezy wyjazdu nawet nie ma, ot tak wpadła myśl żeby pohasać sobie po Taternikach - pacz w górę :) Planowanie również zajęło ok 3 minut gdyż dokładnie wiedzieliśmy co chcemy i do obmyślenia zostały ino szlaki w tym trasa na niedziele (na mojej głowie) oraz dojazd i spanie co już było zadaniem Łukasza. Urlop klepnięty, w czwartek ogarnianie sklepu, prowiantu, pakowania itp i ok godziny 5.00 rano ruszamy z Brynowa w stronę Słowacji. Zahaczamy jeszcze o Bierde w Nowym Targu i w towarzystwie zbliżających się uroczych widoków Tatr kąpiących (jp jaki romantyk tekst :D) się w słońcu docieramy po ok 4 godzinach do parkingu ... za 3 ojro :) Taniocha ponieważ przeważnie postój kosztuje 5,50 :]
=======================
Początek naszej wyprawy zaczyna się w Starym Smokowcu. Jest to niewielkie i urokliwe miasteczko wchodzące w skład miasta Wysokie Tatry które jak wywnioskowaliśmy ... nie posiada mieszkańców :D Same hotele, knajpy (w tym taka z kuchnia polską - specjalność yyy pizza xD) i sklepy sportowe :D Chwilka przez miasto i wyruszamy na pierwszy cel :)
"Szlak na Czerwoną Ławkę jest jednym z najtrudniejszych po słowackiej stronie Tatr. Czeka na nas duża ekspozycja, długie łańcuchy oraz wąska ścieżka zawieszona nad przepaścią"
Opis brzmiał godnie trzeba go zweryfikować :)
Po ok kilometrze asfaltu wchodzimy na ścieżkę która ... okazała się nie tą co planowaliśmy :D Chwila na dyskusję czy się wracamy czy już idziemy nią? => dylemat był prostszy gdyż ta wersja również prowadziła nas na Hrebienoka. W sumie ino ok 1,5km nadrabiamy a przynajmniej nie będziemy dublować odcinka :) Ok zmiana planu zamiast zielonego uderzamy na niebieski + czerwony ;] Ludzi na szlaku sporo do tego na górnej stacji kolejki impreza dla dzieci więc ino ćmiczek i walczymy dalej. Mijamy wodospady, strumyczki, schroniska (chyba ze siedem było na ścieżce naszej), odcinki leśne aż w końcu docieramy do doliny z widokiem na wysokie górki :) Idzie się przyjemnie, słonko świeci, rozmowy o "dupie marynie" i tak w sumie aż do początku podejścia do chaty Téryho (2015m n.p.m.) gdzie już zaczyna się wspinanie. Po osiągnięciu schroniska chwila oddechu i rozpoczynamy "zabawę" :) Podejście pod przełęcz miody, duża ekspozycja - fajnie yyy technicznie bym rzekł :D
Ławka zdobyta ok godziny 13.00 i można schodzić ... a nawet trzeba gdyż na szczycie może ze 2m2 a piątka Słowaków se sesje foci z kijka do selfi pykała xD A szkoda bo przełęczy roztacza się fajna panorama na m.in Dolinę Zimnej Wody, Łomnicę, Durny Szczyt oraz na Dolinę Staroleśną i otaczające ją szczyty, m.in. Sławkowski Szczyt ( 2452m n.p.m. => kolejny mój cel z Łukaszem), Małą Wysoką, Gerlach, Jaworowy Szczyt i wuchte innych :) Zejście już w miarę lajtowe, początek może trochę trudniejszy bo klamry ale spokojnie. Największym (o ile to można tak nazwać) zagrożeniem były luźne kamyczki pod butami, można było ujechać. Droga w dół na całe szczęście mniej uczęszczana, ludzie się trafiali ale to przecież normalne :) Po ok półtorej godzinie docieramy do kolejnego punktu czyli Zbojníckiej chata gdzie olewam piwo za 3 ojro i racze się Żubrem za 3 złote :P - Łukasz stwierdził że już płasko będzie więc idziemy :) I tak z piwem w ręku ... pokonuje kolejne delikatne łańcuchy i stromizny na niebieskim szlaku :D Całe szczęście niegroźne i bezpieczne, tyłek se można było ewentualnie strzaskać - pozdro Kuzyn :D
Przed wyjazdem czytałem co nieco i byłem raczej przygotowany mentalnie na ten szlak, miał być nudny i monotonny no to był heh. Na rozdrożu (Rázcestie pod Húpačkami) ponownie stwierdzamy że nie dublujemy odcinka i schodzimy oglądać wodospady. No to był strzał w 10tkę, pięknie => niebieski szlak na końcu się uratował ;] Później zielony do Bilikovej chaty, Hrebienok i wzdłuż kolejki do auta :) Bezpieczni na dole, zadowoleni, zmęczeni rozpoczynamy ok 40 minutową drogę do noclegu w miejscowości Brzegi. Jutro był spokojny dzień w planach, poranek bez auta więc udało się nawet coś delikatnie mocniejszego wypić ;)
Coś w ten deseń :D

Do rzeczy => trasy + fotki ;]


Widok na Tatery z Nowego Targu

Stary Smokovec

Początek szlaku w miejscu gdzie przegoniliśmy ze 3 wycieczki

Hmmm nie nasze klimaty :D

Zaczynamy podejście na 2015m n.p.m. - pogoda idealna :)
Po prawej Siroka Veza (2461m n.p.m.)a po środku nasz cel :)
Schron już głęboko w dole ...

... więc zaczynamy zabawę :)
PS: nie tylko my mieliśmy taki plan na piątek :D ale o dziwo nic się nie korkowało :)



Zejście na spokojnie, zdjęcia oczywiście standardowo wypłaszczają ale co zrobić :)


Łukasza na fotografowanie dzieł obcych wzięło :D
w tle: Vychodna Vysoka, Bradavica oraz grań Slavkovskiej

Zbojnicka chata XXI wieku :D

Koźiceł?

I pozostałe fotki na powrocie ;]



=====================
PS: Fajna sprawa: na Słowacki podczas imprez (lub na stałe no nieważne) stoją automaty za free z kremem do opalania :) Reklama dźwignią handlu :)
=Z bazy:
- Widzisz gdzieś kontakt?
- no, nad drzwiami
- aha :D

Relax, na pokoju i spokojnie czekamy na kolejne dni :)))
=======================================================
Na koniec tak dla przypomnienia ;]

Kategoria Góry
Czupel (933m n.p.m.) po raz kolejny ;]
-
DST
16.08km
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 24 lipca 2016 | dodano: 25.07.2016
Nieaktualne - załatwione :)
Trasa:
Czernichów (340m n.p.m.) - Suchy Wierch (799m n.p.m.) - Pod Czuplem (Wysokie Siodło - 872m n.p.m.) - Czupel (933m n.p.m.) - polanka jagodowa - Czupel (933m n.p.m.) - Pod Czuplem (Wysokie Siodło - 872m n.p.m.) - Solisko (635m n.p.m.) - Gronik (619m n.p.m.) - Czernichów (340m n.p.m.)

Czupel po raz kolejny (heh) ale w sumie co tam, lubię ten szczyt => choć niestety z roku na rok jakość ścieżek spada ;/ Widać że podczas powodzi czy większych deszczy ładnie musi tam spływać woda ;/ Ale dobra nieważne, od początku :)
Po wczorajszej wycieczce oraz wieczorno-nocnym grillu każdy padł jak kaczka, więc rano mega odczuliśmy słuszność naszej wieczornej decyzji żeby Siostra ma przyjechała na spokojnie późniejszym pociągiem :) Prosty zabieg, a nie dość że sobie wszystko ogarnęła to my też dzięki temu mieliśmy mega lajtowy, słoneczny i cieplutki poranek :] Herbatka, soczek, śniadanko, sałatka (zmrożona :P) i ogólny relaks :) No ale kiedyś musiała nadejść ta chwila żeby się ruszyć => okolice godziny jedenastej spakowani, pokój zdany i myk do auta na misję pt: "odebrać Gosie z PKP w Łodygowicach".
Misja poszła sprawnie :) więc powrót do Czernichowa, sklep i na górę. I tu każdy miał swoje cele. Ot taki dzień: Janiol zdobywał szczyt korony, ja z Gochą - misja jagody, a Daga z Marzena misja przeżyć :-D Choć w tym miejscu trzeba nadmienić że Dziołchy dzielne, gdyż było zagrożenie ze odpuszcza ten szczyt i zostaną na dole, a tu upartość wzięła górę, poszły i weszły :)
Czupel więc dość szybko i sprawnie zdobyty ... w trzech grupach :D ja z Siostrą gonieni przez Michała i spokojnie swoim tempem wspinające się Marzena i Dagmara :-) Na szczycie czas na fotki i kolejny podział => ja z Gochą na naszą jagodowa polankę, a pozostali po delikatnym odpoczynku zaczęli schodzić. Dwa słoiki runa uzbierane i najwyższy pora na nas, bo coś czarno zaczęło się robić heh. Czasowo wyszło super bo na dole meldujemy się prawie o tym samym czasie - dzięki za strzałki i krzyżyki na szlaku ;-)
Wyjazd na plus, jak zawsze zresztą :) Teraz trzeba odpocząć, nogi same dojdą do siebie ... więc odpoczynek bardziej od alko i nikotyny :-D
====================================
Kilka fotek:
Poranek i czysty stół po grillu. Durczok by pochwalił :P

Szlak i niezły punkt widokowy na Skrzyczne. Niestety pogoda nie była widokowa ... choć stabilna :D

Jak pisałem na początku ścieżka niestety miejscami yyy techniczna :D

Cel po raz pierwszy:))

Zdjęcie już z Czernichowa
Szału jagodowego jak ostatnio nie było ale lekki łup się zebrał :)

Cel po raz drugi - już mniej zabawnie poprzez chmury deszczowe za szczytem >> dobrze że wytrzymało :)<< no ale ...


... na selfika z siostrą był czas :P

=======================
Dla porównania Sosnowiec dzień później => 25.07.2016 godz. 12.00

=======================================
Zejście tym razem chyba ostatnią możliwą kombinacją szlaków - czerwony + żółty + pola + asfalt :D
Nawet innych turystów udawało się spotkać :))

===============================================
A w drodzę powrotnej => KFC Czechowice-Dziedzice - przyciąga jak Żwaków lub mostek na Zamościu :D
Dzięki wszystkim obecnym a zwłaszcza kierownicom za bezpieczną podróż ;] Do następnego :))================================================================

Kategoria Góry
Góra Żal (761m n.p.m.)
-
DST
17.61km
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 lipca 2016 | dodano: 25.07.2016
Witam ;]

No dobra Żar, a nie Żal albo jeszcze inaczej, Jaworzyna ... bo była wyższa :P Tytuł wyjaśni się później :) Od początku więc => na starcie na ul. Gallusa chwilę po godzinie 7.00 w sobotni poranek zjawiają się prócz mnie Marzena, Daga i Janiol. I tak zapakowani w Opla sprawnie docieramy do Międzybrodzia, gdzie misja sklep i fruuu na szlak. Wyszło coś w ten deseń ;]
Międzybrodzie Żywieckie (320m n.p.m.) - Potok Głęboki (396m n.p.m.) - Las Czarnoci (567m n.p.m.) - skrzyżowanie szlaków pod Kościelcem (711m n.p.m.) - Kościelec (736m n.p.m.) - Jaworzyna (864m n.p.m.) - przełęcz Isepnicka (698m n.p.m.) - przełęcz Przysłop (795m n.p.m.) - Kiczera (831m n.p.m.) - Żar (761m n.p.m.) - Międzybrodzie Żywieckie (320m n.p.m.)

Pierwszy etap wycieczki (dodam że gorąco było) po odcinku przez miasto i asfalt - stromy ale dziewczyn nie zniechęcił :-) Dzielnie się wspinały heh. Przemęczyli podejście i po osiągnięciu przełęczy już spokojny spacerek po lesie można rzec ;-) Przerwy, klachy, wylewanie (niby przypadkowe taaa) męskich piw przez kobiety (:D), zdjęcia, kolejne szczyty, przełęcze, spotkanie z Panem żmiją ... który hmm chciał się przywitać >> Daga raczej nie była zainteresowana :D << i takie tam różne.
Po około 4,5 godzinie docieramy do góry Żar która ... no kto by pomyślał (xD), była opanowaną przez Januszy i Grażyny oraz ich dzieci, które krzyczały i płakały z ważnych powodów np: że ich frytki były polane keczupem lub że piłeczka spadła pod stół xD JPierd kwintesencja moich koszmarów => piwerko więc na szybko i schodzimy (uciekamy) do parkingu wzdłuż kolejki :)
Zejście sprawne, a że auto zostawione było przy wypożyczalni rowerów wodnych, godzina była młoda to jeszcze na parę chwil wpływamy na jezioro tak żebym przypadkiem nie miał weekendu bez pedałowania :-D Godzinka minęła szybko (dobrze że się trochę żołądek uspokoił ;]) więc autem do sklepu i na domek zbierać siły na dzień jutrzejszy :-)
Góra Żar czy tam Żal zdobyta, ale czy tam wrócę hmm wątpię choć wypadało by tam rowerem wjechać bo głupio tak :-D Najważniejsze że ekipa i pogoda na plus :)
PS: standard :D jak jest kolejka lub wyciąg to na szlaku pustki a na szczycie pół metra kwadratowego człowiek nie znajdzie :)
PS2: koniec miesiąca a ja jeszcze tyle mega na foty beesowe mhmmm to można czaskać heh choć szkoda że ino ode mnie i Dagi, najwyżej dokopuje jak jeszcze coś na @ przyjdzie :))
Jazda z fotkami ;]
=========================================
Początek szlaku - kremik na ryjek ido góry :)

Pierwsze widoczki i ekipa prawie uśmiechnięta :D
Stan chwilowy na szczęście :))


Widać cel ;]

Nie mam pomysłu na podpis heh
Malowniczy szlak po pięknych terenach :)

Najwyższy punkt sobotniej wycieczki :)

Trochę po prostym ... trochę w dół ... trochę pod górę ot taka se grań :)


Lepsiejszy aparat pokazał niebo jakie nam towarzyszyło :)

Widok na Porąbkę - oczywiście na żywo milion razy lepszy :)

Góra Żar z Kiczery i...

Kiczera z Góry Żar :D

Laski chyba zadowolone :)) Cel zdobyty :)

Tłumy, tłumy i pan który miał prawie tak samo jak ja fajną koszulkę ... "kaloryfer" ino zapowietrzony lekko miał :D


Widoczki "na zejściu"
PS: Coś albo zmiejszacz albo BeeS rozjaśnia te fotki jak rany ...


Ekipa w komplecie :)

Można było i leniwie :D
Być może parę osób skorzystało, bo na górze milion osób ... a na szlakach pusto :P

====================================================
Góry górami - fajnie, ale relaks też ważny :)


Zadowolone że na dole chyba?:> albo że pedałować nie trzeba :D


Regeneracja :D
Dobrze że grillo-ognisko było duże, bo byśmy do rana siedzieli :D

Około północy każdy padł i odpoczywał => jutro walczyliśmy dalej.
=========================================
Śmiecha i lecim dalej :)
Ja do lekarza nie chodzę ... profilaktycznie stosuje :P

Kategoria Góry
Malé Nocľahý => 1000m n.p.m.
-
DST
9.00km
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 24 czerwca 2016 | dodano: 01.07.2016

No u nas było z rana podobnie :) ale przynajmniej pranie gibko wyschło :D
========================
Ostatni dzień, nogi na wymarciu ale hmm ciepło i w sumie szkoda dnia :-) podleczenie się żubrem, śniadanie, pakowanie i na coś małego na szybko. Decydujemy się na Skałki widziane przez całą wycieczkę i z domku i ze szlaków bo fajne i blisko :) Zanim jednak trafiamy na niebieski szlak misja - parking heh:
- pod restauracją nie - groźba od holowania
- pod zakładem jakimś tam też średnio - był jakiś znak ale po ichszemu więc nie było co ryzykować ;)
- na polnej krzyżówce - hmmm też średnio niby był plac ale za blisko skrzyżowania
Trasa:
Vyšné Kamence (497m n.p.m.) - Poddolina - Dolina Obšívanka (630m n.p.m.) - Malé nocľahý (1000m n.p.m) -Tiesňavy (567m n.p.m.) - Terechova (518m n.p.m.) - Vyšné Kamence (497m n.p.m.)

Singielek - idealny na rower :P

Terechova z ok 900m n.p.m.

Mój cel => Łukasz se jeszcze poszedł zobaczyć na Sokolie Hreben - 1022m ale ponoć dooopy nie urywał :D Ja zostałem na ławeczce żubra pilnować żeby nie uciekł :D

Zejście prawie jak Orla :D

Moja ulubiona poza do fotek - Łukaszowi coś się mniej podobała, nie wiem czemu :D

Ostatni pitt stop, no prócz KFC w Czechowicach :)

=========================================
Mega udany wyjazd ;]
Wnioski:
- Fatra jest w dechę :)
- Znów poszło ponad 7600 kalorii - nadrobione wiadomo :P
- Wrócę tu na bank ino ze zdrowymi nogami :-D
- Spanie na Słowacji zamiast w Zwardoniu było mega dobrym posunięciem
- Szkoda że nie da się muzyki z megafonu wkleić bo miażdżyła :DDDDD
===============================
Śmiechy dwa tym razem, żeby nie było że dyskryminacja :P

=====================================================================================

tzw "z zycia wzięte" :D
Kategoria Góry
Malý (1343m n.p.m.) & Veľký Rozsutec (1610m n.p.m.)
-
DST
21.00km
-
Aktywność Wędrówka
Czwartek, 23 czerwca 2016 | dodano: 01.07.2016
Nowy pakiet na zdjęcia - nowe możliwości :D
Czas na zaległości ;] Wróćmy więc do gór - dobrze że zrobiłem opisy wcześniej bo już mało co pamiętam :D
=====================================
No i nastal kolejny dzień, zmęczeni dniem poprzednim ( no przynajmniej ja :) ) i wieczorną imprezą zbieramy się na leniwie na kolejny szlak :-) Coś ciężko się jakoś że schodów schodziło - nie wiem czemu :-D No ale do rzeczy: czas był - tak jak pisałem wcześniej szlak pod nosem więc wychodzimy dopiero ok godz. 11 i poprzez słowackie nuty ludowe lecące z .... megafonów xD docieramy na parking który tu już kosztuje 3 ojro => zaś zaoszczędzone :-P Czas zrobić takie coś:
Nasz szlak:
Terechova (518m n.p.m.) - Biely Potok (575m n.p.m.) - Ostrvné (646m n.p.m) - Dolné diery - Podžiar (715m n.p.m.) - Horné diery - Pod Tesnou Riznou (?m n.p.m. => ciemno było, ale pod górkę :P) - Pod Tanečnicou (1186 m n.p.m.) -Medzirozsutce (1200 m n.p.m.) - Veľký Rozsutec (1610m n.p.m.) - Sedlo Medziholie (1185 m.n.p.m.) - Medzirozsutce (1200 m n.p.m.) - Malý Rozsutec (1343m n.pm.) - Osada Podrozsutec (780m n.p.m) - Biely Potok (575m n.p.m.) - Terechova (518m n.p.m.)
Prawdę mówiąc ( pisząc ) patrząc po szlaku jakim szliśmy te 3€ miało sens => wodospady, drabinki, schodki, przejścia między skałami niszczyły system - miody! Na Dierach pierw lekkie tłumy ale z każdą chwilą coraz mniej ludzi i .... stromej heh. Dochodząc do rozdroża (pifko pitt stop) najpierw wybieramy trudniejszy Wielki Rozsutec. No i na podejściu kryzysy zaczęły łapać ;/ ... do tego gorąco i cały czas pod górkę - dobrze że Łukasz wyrozumiały ;-) Zdobycie szczytu zajęło nam ok godzinę czasu więc chyba aż tak źle nie było :] Na górze rezygnujemy z izo bo coś stromo było to po a) po b) na szczycie prócz nas czwórka Czechów? Słowaków? no nieważne i jakoś tak głupio pierw browar a potem na łańcuchy :P Zejście na polankę ( Medziholie ), izo + odpoczynek, ominięcie góry i ponownie z Medzirozsutca idziemy na Małego - 20 minut iścia więc tragedii nie ma a poza tym mamy tam szlak dzięki któremu nie zdublujemy odcinka. Na szczycie chwila na zdjęcia i rura na dół gdyż czas już goni. Po "technicznym" zejściu poprzez osy, łańcuchy i inne pierdoły osiągamy jakąś tam wioskę ( Podrozsutec ) gdzie zastaje nas uroczy zachód słońca. Teraz już bezpiecznie lasem do asfaltu i przy zmroku osiągamy baze gdzie usypiam z nogami na parapecie :-D Ale co ja będę pisał - foty :D
Trasa:

Diery:


Nie ma takiego iścia cały czas :D

Cel późniejszy => Malý Rozsutec (1343m n.p.m.)

Widok na Wielkiego za szlaku

Takie atrakcje w górę: - Mały już poniżej nas :)

I na Dachu :)

I w dół, raczej dobrze że bez wspomagacza :D

Techniki zejścia hmmm jedni wolą o łańcuchach inni wolą pozjeżdżać na tyłku hehe

W końcu trochę płaskiego :)

A na Małego znowu zabawa :)

Wielki z Małego :)

I miłe zakończenie ( no prawie ) udanej wycieczki :)

Godnie, cicho i spokojnie po raz drugi ;]
=========================================================
Mielibyśmy coś podobnego gdyby nie kremik z filtrem 30 :D

Czas na zaległości ;] Wróćmy więc do gór - dobrze że zrobiłem opisy wcześniej bo już mało co pamiętam :D
=====================================
No i nastal kolejny dzień, zmęczeni dniem poprzednim ( no przynajmniej ja :) ) i wieczorną imprezą zbieramy się na leniwie na kolejny szlak :-) Coś ciężko się jakoś że schodów schodziło - nie wiem czemu :-D No ale do rzeczy: czas był - tak jak pisałem wcześniej szlak pod nosem więc wychodzimy dopiero ok godz. 11 i poprzez słowackie nuty ludowe lecące z .... megafonów xD docieramy na parking który tu już kosztuje 3 ojro => zaś zaoszczędzone :-P Czas zrobić takie coś:
Nasz szlak:
Terechova (518m n.p.m.) - Biely Potok (575m n.p.m.) - Ostrvné (646m n.p.m) - Dolné diery - Podžiar (715m n.p.m.) - Horné diery - Pod Tesnou Riznou (?m n.p.m. => ciemno było, ale pod górkę :P) - Pod Tanečnicou (1186 m n.p.m.) -Medzirozsutce (1200 m n.p.m.) - Veľký Rozsutec (1610m n.p.m.) - Sedlo Medziholie (1185 m.n.p.m.) - Medzirozsutce (1200 m n.p.m.) - Malý Rozsutec (1343m n.pm.) - Osada Podrozsutec (780m n.p.m) - Biely Potok (575m n.p.m.) - Terechova (518m n.p.m.)
Prawdę mówiąc ( pisząc ) patrząc po szlaku jakim szliśmy te 3€ miało sens => wodospady, drabinki, schodki, przejścia między skałami niszczyły system - miody! Na Dierach pierw lekkie tłumy ale z każdą chwilą coraz mniej ludzi i .... stromej heh. Dochodząc do rozdroża (pifko pitt stop) najpierw wybieramy trudniejszy Wielki Rozsutec. No i na podejściu kryzysy zaczęły łapać ;/ ... do tego gorąco i cały czas pod górkę - dobrze że Łukasz wyrozumiały ;-) Zdobycie szczytu zajęło nam ok godzinę czasu więc chyba aż tak źle nie było :] Na górze rezygnujemy z izo bo coś stromo było to po a) po b) na szczycie prócz nas czwórka Czechów? Słowaków? no nieważne i jakoś tak głupio pierw browar a potem na łańcuchy :P Zejście na polankę ( Medziholie ), izo + odpoczynek, ominięcie góry i ponownie z Medzirozsutca idziemy na Małego - 20 minut iścia więc tragedii nie ma a poza tym mamy tam szlak dzięki któremu nie zdublujemy odcinka. Na szczycie chwila na zdjęcia i rura na dół gdyż czas już goni. Po "technicznym" zejściu poprzez osy, łańcuchy i inne pierdoły osiągamy jakąś tam wioskę ( Podrozsutec ) gdzie zastaje nas uroczy zachód słońca. Teraz już bezpiecznie lasem do asfaltu i przy zmroku osiągamy baze gdzie usypiam z nogami na parapecie :-D Ale co ja będę pisał - foty :D
Trasa:

Diery:


Nie ma takiego iścia cały czas :D

Cel późniejszy => Malý Rozsutec (1343m n.p.m.)

Widok na Wielkiego za szlaku

Takie atrakcje w górę: - Mały już poniżej nas :)

I na Dachu :)

I w dół, raczej dobrze że bez wspomagacza :D

Techniki zejścia hmmm jedni wolą o łańcuchach inni wolą pozjeżdżać na tyłku hehe

W końcu trochę płaskiego :)

A na Małego znowu zabawa :)

Wielki z Małego :)

I miłe zakończenie ( no prawie ) udanej wycieczki :)

Godnie, cicho i spokojnie po raz drugi ;]
=========================================================
Mielibyśmy coś podobnego gdyby nie kremik z filtrem 30 :D

Kategoria Góry
Veľký Kriváň => 1709m n.p.m.
-
DST
16.81km
-
Aktywność Wędrówka
Środa, 22 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016

Witam. Po morzu .... odespaniu pociągu i dwóch dniach względnego spokoju nastąpił czas na górki :) Łukasz wymyślił Mała Fatrę i skubany trafił ;] Ale od początku => strzała pt:Renault Clio podjeżdża pod mój blok o 7.30 i poprzez sklep na Brynowie - gdzie odbieram zasłużone żubry za kapselki oraz postój w Biedronce w Milówce kierujemy się na Słowację w celu zwiedzenia w/w pasma ;]
>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Mała_Fatra <<
Po ok 3h jazdy zostawiamy auto na parkingu (za darmola :-P), robimy szybkie izo i kierujemy się w stronę schroniska na Gruni przez które prowadził szlak na najwyższe szczyty tutejszych górek. Z dziewięciu (wg Wikipedii) udało się podeptać cztery => Mały Krywań i Suchy zostały świadomie ominięte gdyż zdecydowaliśmy się nie dublować odcinka, Rozsutece natomiast były przewidziane na dzień następny czyli wynik w sumie dobry :) Wracając do Wikipedii nie wiem czy im ufać czy nie => czemu w spisie nie ma Stenów czy Pekelnika zdecydowanie wyższych od Małego Rozsuteca hmmm? Mniejsza o to :) wiemy co jest najwyższe więc jazda :) Pierw spokojnie przez las w stylu beskidzkim a potem (od schroniska) już mega podejście => cóż żeby dostać się na grań trzeba było to ogarnąć. Endomondo wyliczyło mi kilometr w 40 minut więc samo przez się rozumie co to było ;/ Później już klasycznie granią góra - dół po drodze zdobywając przy okazji parę mniejszych (poniżej opisanych) górek i po niecałych dwóch godzinach udaję się osiągać cel :)
Ludzi na szlaku trochę było ale na szczycie prócz nas dwie osoby - przerwa regeneracyjna wskazana jak nic, zwłaszcza że ... widoki niszczą system :) Ok pół godzinki mija szybko i trzeba złazić. Pierw w miarę przyjemnie tracimy metry na grani, potem poprzez ścieżkę wśród jagód yyy których nie ma xD następnie poprzez sosenki aż do najgorszego odcinka ;/ pierw korzenie potem wyschnięta rzeka => kamienie, telewizory, kłody, drzewa obalone ... no nie polecam. Dobrze że minęło :) Po tym odcinku już kawałek do auta i jazda na nocleg i ... alko :D. Była okazja do imprezy gdyż jutrzejszy odcinek prowadził z domku, auto więc mogło zostać na parkingu :-)
Dzień dał popalić ale było warto :-)
==========================
Wykaz z Wiki:
"Mała Fatra Krywańska - w której najwyższe szczyty to:
- Wielki Krywań (1709 m),
- Mały Krywań (1671 m),
- Chleb (1646 m),
- Hromové (1636 m),
- Wielki Rozsutec (1610 m),
- Stoh (1607 m),
- Suchý (1468 m),
- Poludňový grúň (1460 m),
- Mały Rozsutec (1344 m)."
Nasz szlak:
Vrátna (750m n.p.m.) - Chata na Grúni (970m n.p.m.) - Poludňový grúň (1460m n.p.m.) - Severný vrchol (1535m n.p.m.) - Sedlo v Stenách "Protáhlé sedlo" (1480m n.p.m.) - Steny "Jużny vrchol" (1572m n.p.m.) - Sedlo za Hromovým (1606m n.p.m.) - Hromové (1636m n.p.m.) - Chleb (1646m n.p.m.) - Snilovské sedlo (1524m n.p.m.) - Pekelník (1609m n.p.m.) - Veľký Kriváň (1709m n.p.m) - Pekelník (1609m n.p.m.) - Sedlo Bublen (1510m n.p.m) - Chrapaky (1417m n.p.m.) - Sedlo za Kraviarskym (1230m n.p.m.) - Stara Dolina (700m n.p.m.) - Vrátna (750m n.p.m.)

I parę fotek:
Po ogarnięciu schroniska pierwsze widoczki:

Veľký & Malý Rozsutec - cele na czwartek :)

Już na grani:


Widok na Ratkovo

A tu ze szczytu na okolice Parnicy

Jedyny dzień z kijkami - był plac w aucie to se zabrałem :P

Cel

Zejście - te przyjemne akurat ;]

Wg mnie był stabilny :D Łukasz jednak przeszedł dołem :D
PS: Taki był mniej więcej ten ostatni odcinek heh

=========================
Standardowo na koniec miesiąca mi brakło pamięci na zdjęcia więc relacje z kolejnych górskich dni w piątek => sorka - nie da się dokupić na pakietu :P Mogłem oszczędnie zdjęcia na 3 B(ee)Sy rozdzielić ale szkoda by było ;]
Koniec urlopu, jutro jazda "do interesu" :))
PS: ta kolejka chyba faktycznie działa :D => http://www.lanovka-vratna.cz/cenik/
============
Strach się bać przez neta pisać :P

Kategoria Góry
Lysá hora (CZ) + Równica & Orłowa (PL)
-
DST
26.92km
-
Aktywność Wędrówka
Witam ponownie, chyba mnie nogi bolą po weekendzie - nie mam pojęcia dlaczego :D Genezy znowu braknie gdyż o tym że jedziemy na górkowniki dowiedziałem się w sobotę rano :) Nawet dylematu nie było, pogoda dobra to czemu by nie. Cel? no były ze trzy => stanęło a jak że - na najwyższym :D
Wyjazd o 6.40 i torpeda Łukasza strzałą na Czechy przez 2 tanksztele i Cieszyn. Czechów oczywiście mało co pamiętam bo się mi drzymneło :D
Sam szlak hmmm stromy, początkowo mocno się zastawiałem po co mi to, od razu na ok 2 kilometrze mały kryzys się trafił ;/ Udało się go opanować i dość sprawnie dociekamy na szczyt. Atrakcje => nie wiem czy Pani po mnie krzyczała czy pytała czy co? Ale chyba zdziwiona co koleś na szlaku robi z piwem w jednej i ćmiku w drugiej łapie :D Nie paniemaju co ona fanzoliła ale z uśmiechem to chyba oki ;] Na szczycie popas i kombinowanie jak tu wrócić bo weny nie było na kolejne podejścia ;/ Zeszliśmy się w miarę szybkim odcinkiem gdyż podchwyciłem temat Równicy. Przy aucie w okolicach godz. 13 i jazda na Ustroń :)
Ogólny widok trasy:

Czechy:

Pierwszy znaczek

Polanka - zdjęcie oczywiście wypłaszczone ;]

Taki uroczy "domek" a Łukasz z Filipem pogardzili pitt stopem :D

Widoczek na nasz szlak

Cel już blisko :)


i góra :)

Widoczek na Babią Górę, Pilsko ... i Pepików :D

I nazot


Do auta i wracamy do Polski. Oczywiście zaś na Czechach film urwany - senność :D Budze się w Ustroniu, ogarniamy Żabkę i na górę. Równica zawsze mi uciekała, bardzo skomercjalizowany szczyt - ale mam ją już z głowy, góra Żar ino została.
--------------------------------
Tym razem i my po łatwości, wjazd autem, bezpłatny parking za 8 zł i fru na górę. Po 15 minutach zdobywamy Równice :D i decydujemy się jeszcze atakować Orłową. Godzina młoda a i chmury burzowe zaczęły jakoś uciekać od nas wiec czemu nie :) Szlak spacerowy, Orłowa doopy nie urwała, powrót lekko przekombinowany ale grunt że jakaś pętla wyszła ;]
Mi sie podobało, grunt że pogoda wytrzymała, teraz morze potem Fatra ;]
Polska:

Ustroń z burzą w tle.

Widok z Orłowej

Do auta zamiast granią se iść zeszliśmy na sam dół żeby tak czy siak tą Równice z doły zdobyć :D - zamierzone jak po byku :D

Wiadomo - postój Goczałkowice być musiał bo by nam kierowca umarł z głodu :D

================================
============================
========================
Dziś wygrały Harnasie :))

==========================
Choć swoją drogą polewy by nie było bez dzieci :D
- Łysa Góra - (cz. Lysá hora, ciesz. Gigula, niem. Lysa – Berg, Kahlberg; 1324 m n.p.m.) – najwyższy szczyt pasma Beskidu Morawsko-Śląskiego i jednocześnie najwyższa góra Śląska Cieszyńskiego.
Wyjazd o 6.40 i torpeda Łukasza strzałą na Czechy przez 2 tanksztele i Cieszyn. Czechów oczywiście mało co pamiętam bo się mi drzymneło :D
Sam szlak hmmm stromy, początkowo mocno się zastawiałem po co mi to, od razu na ok 2 kilometrze mały kryzys się trafił ;/ Udało się go opanować i dość sprawnie dociekamy na szczyt. Atrakcje => nie wiem czy Pani po mnie krzyczała czy pytała czy co? Ale chyba zdziwiona co koleś na szlaku robi z piwem w jednej i ćmiku w drugiej łapie :D Nie paniemaju co ona fanzoliła ale z uśmiechem to chyba oki ;] Na szczycie popas i kombinowanie jak tu wrócić bo weny nie było na kolejne podejścia ;/ Zeszliśmy się w miarę szybkim odcinkiem gdyż podchwyciłem temat Równicy. Przy aucie w okolicach godz. 13 i jazda na Ustroń :)
Ogólny widok trasy:

Czechy:

Pierwszy znaczek

Polanka - zdjęcie oczywiście wypłaszczone ;]

Taki uroczy "domek" a Łukasz z Filipem pogardzili pitt stopem :D

Widoczek na nasz szlak

Cel już blisko :)


i góra :)

Widoczek na Babią Górę, Pilsko ... i Pepików :D

I nazot


Do auta i wracamy do Polski. Oczywiście zaś na Czechach film urwany - senność :D Budze się w Ustroniu, ogarniamy Żabkę i na górę. Równica zawsze mi uciekała, bardzo skomercjalizowany szczyt - ale mam ją już z głowy, góra Żar ino została.
--------------------------------
Tym razem i my po łatwości, wjazd autem, bezpłatny parking za 8 zł i fru na górę. Po 15 minutach zdobywamy Równice :D i decydujemy się jeszcze atakować Orłową. Godzina młoda a i chmury burzowe zaczęły jakoś uciekać od nas wiec czemu nie :) Szlak spacerowy, Orłowa doopy nie urwała, powrót lekko przekombinowany ale grunt że jakaś pętla wyszła ;]
- Równica – szczyt górski o wysokości 885 m n.p.m.[1] w odgałęzieniu Pasma Wiślańskiego w Beskidzie Śląskim położony pomiędzy dolinami Wisły i Brennicy.
- Orłowa (813 m n.p.m.) - góra w Beskidzie Śląskim, w północnej części Pasma Równicy.
Mi sie podobało, grunt że pogoda wytrzymała, teraz morze potem Fatra ;]
Polska:

Ustroń z burzą w tle.

Widok z Orłowej

Do auta zamiast granią se iść zeszliśmy na sam dół żeby tak czy siak tą Równice z doły zdobyć :D - zamierzone jak po byku :D

Wiadomo - postój Goczałkowice być musiał bo by nam kierowca umarł z głodu :D

================================
============================
========================
Dziś wygrały Harnasie :))

==========================
Choć swoją drogą polewy by nie było bez dzieci :D
Kategoria Góry



