Starganiec
-
DST
16.48km
-
Czas
00:47
-
VAVG
21.04km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 18 lutego 2018 | dodano: 19.02.2018

Ale petardę odpaliłem co nie?

No ale na więcej czasu nie było, wstałem, poobijałem się, zacząłem tam BeeSa z wczorajszych gór smarować, obiad, mała drzemka i była 16.00. Na 17.30 byłem umówiony z Marzeną i Łukaszem na strzałki więc ino pół gluta udało się zrobić :)
Najważniejsze sprawy jednak udało mi się skontrolować: czyli Krossiwo ciągle jeździ, choć przednia przerzutka sama się nie naprawiała (xD) i kolanko jednak działa w 100% także ten tego ... na plus (-:
A i oczywiście dzięki za dwie walentynki od wieczornych towarzyszy ^^
==========
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1073342893
Fotki:
Szkoda było się nie ruszyć :)

Starganiec i chwycony sympatyczny zachód słonka ;]

Warunki leśne

DOKŁADNIE!!

====================================
Z innej beczki, w środę niestety znów nie wybrali papieża ;(((
============================================
Jeszcze dwa obrazki z cyklu ....
Jeszcze dwa obrazki z cyklu ....


... i do następnego :)
Kategoria Rower
Czantoria (995m n.p.m.)
-
DST
19.72km
-
Kalorie 2379kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 17 lutego 2018 | dodano: 19.02.2018

Powalentynkowo ;)
Kolejny tydzień minął i zaś mogę doliczyć 0km rowerowych do statystyk :D Pogoda pomału robi się znośna (no dobra, przedobrzam) ale to jeszcze nie te temperatury ... choć na ten weekend była mała nadzieja gdyż widziałem światełko w tunelu na delikatne kręcenie. Plan popsuł jednak Janiol który stęskniony za wędrowaniem dość mocno nalegał że dziś w górach będzie przesympatycznie i trzeba jechać. Cóż, już w sumie nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś (nie licząc barów i meczy) byliśmy eee razem? więc czemu nie => pieron wie kiedy kolejną "dyspense" od żony i pracy dostanie :D Na cel ustaliliśmy (no dobra, ja ustaliłem) Wielką Czantorię od Ustronia strony, czyli miał dojść do skutku mój plan sprzed Bieszczad który wówczas został zmieniony na średnio udane towarzyskie Skrzyczne.
==================================
Pobudka, jakieś śniadanie, ustawka na PKP i jazda na pociąg o 7.29. Wspominałem że na mojej wiosce standardowo fajne pociągi się nie zatrzymują? :D No to przejechaliśmy dwie stacje i mogliśmy pól godziny ze złotym płynem poczekać na przesiadkę w jakże nowym miejscu dla mnie - Katowicach Piotrowicach. Następnie już ekspresem w półtorej godziny znaleźliśmy się na PKP Ustroń Zdrój gdzie poprzez Żabkę udaliśmy się żółtym szlakiem w kierunku naszego celu :)
Pogoda była idealna - lekki mrozik, słonko i zero wiatru :-) Pierw więc ochoczo w dwójkę z piwkiem w łapie nabieramy wysokości coby po pitt stopie zrobić klasyczne frytki heh. Trochę ja na przodzie, trochę Michał i tak aż do szczytu Małej Czantorii. Następnie wspólnie poprzez stok i nieudaną próbę ogrzania się w schronisku zdobywamy cel.
Warunki na ścieżce sympatyczne, miło ubite więc stuptuty które były w pogotowiu nie były potrzebne :) Kolejna kwestia - ludzie hmm różnie, względnie aż do góry bo wiadomo ... kolejka zasrana. Nie raz pisałem jak uwielbiam takie szczyty => Janusze i Grażyny w raju :-D
Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu schroniska gdzie i tak nie było miejsca ale przywitała nas tam kartka na drzwiach z napisem "zakaz konsumpcji własnych napoi i posiłków" ehhh druga taka sytuacja w mojej karierze. Pierwsza była w Górach Kamiennych (schronisko Andrzejówka) przy Waligórze. Trudno, obiad zjedliśmy na Czantorii przy wieży i było nawet sympatycznie a do tego psa dokarmiliśmy :) Po jedzonku i napojeniu się postanowiliśmy wydać 6zł i zobaczyć co słuchać na wieży. Szczyt miał 995m więc głupio by było na tysiąc nie wejść :-D
Widoki z góry miody - bankowo na fotkach będą :-)
Po widokach misja powrót gdzie na start zahaczyliśmy jeszcze o karczmie (tu akurat dla kontrastu byliśmy sami) na Żubra i mogliśmy schodzić. Pierwsza część zejścia bez atrakcji, no chyba że do takich należy zaliczyć mojego dzwona i zaś walniecie się w (no bo przecież jak?) w prawe kolano :-D Dobrze ze Misiek właśnie przez wideo z żoną gadał xD Muszę dbać coby Daga miała się z czego śmiać joł, joł heh. Później już coraz niżej i .. coraz bliżej skoku Stocha. No cóż, prowadził tak więc trzeba było zorganizować telewizor i przy piwku pooglądać naszego orła :-)
Potem po chwili osiągamy asfalt i trzeba było zacząć kombinować obiadokolacje. Doszliśmy do Ustronia i czas na pizze, prawie ... niestety na taki plan wpadło pewno połowa turystów i musieliśmy obejść się smakiem. Wiadomo był jeszcze bar kebab znany z tego wyjazdu http://lapec.bikestats.pl/1625035,Wisla-w-90-na-be... no ale aż tak bardzo głodni nie byliśmy :-D Urodziła się za to koncepcja kebab w Pszczynie na którą przystał mój kompan. Tak więc niecała godzina do pociągu umilona wiadomo czym :-)
Pociąg przyjechał, ja standardowo Morfeusz i meldujemy się w Pszczynie gdzie doszły dodatkowe 4 kilometry iścia do ogółu. Pojedli, wsiedli do pociągu i dojechaliśmy do Ligoty gdzie ostatnia już przesiadka. Ja jeszcze odwiedzam Biedronkę bo zachciało mi się sałaty i w ratach do bazy :-) Dobra, rozpisałem się, konkrety heh.
A jeszcze dodam że rozgrzewkę miałem w piątek połączona z odwiedzinami Siostry i Zientasa ;]

=============================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1072499017


Fotki:
Początek szlaku ;]

Ustroń już w dole, Równica miło widoczna :)

I jazda




Widać wieże :) W sumie to praktycznie od początku mogliśmy ją oglądać :)

Ekipa wyjazdowa

Ciągle do góry

Widoczki ;]


https://pl.wikipedia.org/wiki/Schronisko_na_Czanto... => czyli jednak mieli takie prawo bo to nie jest oficjalne schronisko




Kogoś (nie nas) wena poniosła heh
Jeszcze jeden widoczek i ...

... tadam :))))


http://joemonster.org/art/19404/Prawdziwa_ostoja_k...

I obiecane widoki z wieży

Macie pozdro, standardowo o Siostrach, Diobłach, Zientasach i wuchcie innych zapomniałem ale byłem wzięty z zaskoczenia :P => https://www.youtube.com/watch?v=uUov8DRwFsI&featur... Janiol uratował nagranie bo powiedział że dla wszystkich odwiedzających :P

Janusze, Grażyny, Kartyny, Sebki i inne paście :) Całe szczęście ino przez chwile ;]

Pitt Stop

I na dół :)


A tu skoki ...

... jak zwykle fascynujące :D

Asfalt i ...

... do Pszczyny

Mhmm
Kubek się ułamał, nie gryzłem go :D


====================================================
A dziś mi taka oto informacja na Onecie wyskoczyła :P
"Z prognozy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach wynika, iż dziś w dolinach beskidzkich istnieje nie tylko ryzyko wystąpienia przekroczenia wartości progowej 200 mikrogramów na metr sześc. pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu, ale także przekroczenia poziomu alarmowego 300 mikrogramów.
Bardzo zła jakość powietrza - według opublikowanej wczoraj prognozy - spodziewana jest w części powiatu bielskiego (gminy Buczkowice, Szczyrk i Wilkowice), części powiatu cieszyńskiego (gminy Brenna, Istebna, Ustroń, Wisła) oraz w powiecie żywieckim"
Dziś se może :P
============================
A co do kebaba :D

Kategoria Góry
Oszast-ali nas?
-
DST
21.30km
-
Kalorie 3670kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 10 lutego 2018 | dodano: 11.02.2018

No i mamy kolejny weekend :) Podczas poprzedniego jeszcze ogarnąłem spacer (11km) na Witosa w celu piwa z Diobłem i miałem pauzę. Przymusową bo już w niedziele zaczęło sypać, skończył się wiatr, przyszedł dziadek mróz, a do tego wszystkiego doszedł jeszcze smo(k)g
Ostatnie dni były coś w ten deseń :P

:D
Plusem tego wszystkiego był fakt że w głowach już się kotłował plan na dzisiejsze górki :)
I tak od niedzieli sobie spokojnie kombinowaliśmy, każdy ogarniał swoje sprawy zawodowe - u mnie wiadomo doszły jeszcze trzy dni dodatkowego (bezpłatnego) etatu w Piotrowicach i czekaliśmy na sobotę. A w sobotę aż mi się miło (no dobra żartuje, łóżko ponownie miało przyciąganie o podwyższonej mocy heh) wstawało gdyż w zakończonym tygodniu miałem aż dwa dni laby po pracy, szaleństwo normalnie - nadrobiłem leżenie i internet co skutkowało że nogi same chciały pochodzić :)
Poranek, śniadanko i w drogę tym razem na Słowację i nasz cel czyli Rezerwat Oszast + jakaś tam kolejna sympatyczna wieża którą wynalazł niezawodny w tej kwestii Filip. Do kompletu mieliśmy wiadomo Łukasza który melduje się u mnie pod blokiem trochę po godzinie 7.00 i ruszamy w kierunku Biedronki w Milówce po której został już ino około godzinny odcinek do jakiejś wiochy na Słowacji.
Zajechali (zahaczając jeszcze o pitt stop na granicy) i mogli radośnie w towarzystwie rytmów rok polo i Sławomira iść ku celowi. Pierw spokojne nabieranie wysokości pożarowką i rozmówki na tematy różne, później już hmm atak szczytowy? No zwał jak zwał ale tu już musiałem muzykę odpalić bo szedłem samemu (koledzy uciekli) i nastąpił pierwszy kryzys. Pizza z Biedry dodała trochę werwy i Oszasta udało się zdobyć w jakże miłych zimowych warunkach (-: Na celu chwila samotnej refleksji i mogliśmy schodzić. Wróć kto schodził ten schodził ja sobie zjechałem dwa razy na reklamowce heh :-D
O tak :) => https://youtu.be/uIiWjZ9nxsw
Później granicą która o dziwo była dość pagórkowata i zaś schodzenie. Również samotne xD bo po co się spieszyć :-D Spotkaliśmy się ponownie za wieży gdzie co było wiadome w sumie ale nas oszukali, widoki miały być a było to co zobaczycie na relacji fotograficznej xD No trudno kawałek zeszliśmy razem i znów byłem na ogonie ale ... przynajmniej końcówkę skoków na telefonie zobaczyłem :-)
Gorzej ze już mi się nie chciało, do tego nie było płynu rozweselającego i palenia - zapałki się skończyły :'( Iść jednak trzeba było i tak przy ponownie muzyce, poprzez wysępienie ognia od jakiegoś Słowaka dotarłem do auta gdzie już czekali moi kompadres. Widzieliśmy ten sam wypadek więc chyba długo nie czekali :-)
Przywitał mnie ponownie Sławomir który już chyba zostanie hymnem gór i mogliśmy uderzyć pierw na sklep (dzięki Filip, wiszę ci dobre piwo) a później na pizze do Rajczy gdzie została zachowana kolejna tradycja heh. Pojedli i jazda do domu tam ok dwóch godzin. Nie pamiętam nic, pozdro Morfeusz :-D obudzili mnie na parkingu pod domem :-D
No takie powroty to ja lubię ;-);-)
I co by tu podsumować? Łapie się na tym że już się chyba górami przejadłem, nic z tego wyjazdu nie zakoduje, ot taki spacer. To że widoków nie było, było też wiadome bo ludzie ciągle mają w dupie środowisko i palą czym popadnie, ale tu i tak było mało miejsc gdzie szło coś poobserwować. Plan na Oszasta i tak był więc się zrobił, dobre piwo (już drugie) dla Filipa że znalazł krótsza opcje niż graniczną która miała tam ponad 30 kilometrów a do tego się dublowała. I to nie jest tak jak pisałem w opisie że szedłem sam, coś tam myśmy pogadali heh. Dzięki za wypad, Łukasz standardowo podziękował za dojazd i hmm do następnego? No zobaczymy bo znów jest coś ze mną nie tak, ostatnio najlepiej się czuję w pracy a to nie wróży nic dobrego :-D
======================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1069226750


Fotki:
Witamy w Bielsku i to raczej nie mgła xD

Pitt Stop

Punkt startowy i ...

...w drogę

Spryciarz :P

Ostatnie podejście ...

i ... pierwszy z celów

Warunki śnieżne dobre (-:
Zima - dobrze!! niech se w górach zostanie ;-)


I graniczny



Także ten tego :-D
Mam swój czerwony plecak :D

Walczymy dalej

Spokojnie, leżałem :D


A tu widzimy długość szlaku na Rycerzową, naiwny myślałem że jeszcze jedno z moich ulubionych schronisk ogarniemy, o gupi ja :-D

Schodzimy/schodzę :P

I wieża czyli cel nr 2 i widoki z niej xD


Kolorowo :D

Samotność ale też i cisza i spokój :)

Coś dla leni

Szczęście w nieszczęściu - mieli ognia :P

I nagroda za wysiłek ;-)

==========================
I najlepsze info z weekendu - zgadnijcie co wróciło :D

Kategoria Góry
Program FORMA przestał działać ...
-
DST
35.62km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.16km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 lutego 2018 | dodano: 03.02.2018

I znów się udało coś pokręcić, choć było ciężko :P
Wczoraj byłem blisko pierwszego DPD w tym roku no ale nie wyszło, wyszedł za to spacer z Siostrą mą. O taki:

I co on oznaczał? A no ino nic innego jak poranek z monotlenekiem diwodoru (xD), choć to akurat nie był główny składnik opóźnienia(?) Ogólnie po tym jak Diobeł się nie odezwał nie miałem weny na nic, ot tak zawinąć się kocyk i poczekać na śmierć :) Tak więc od 10.00 pooglądałem sobie internet, zrobiłem kartofle w oleju z dodatkiem chlorku sodu i ok 14.00 mogłem ruszyć na jakiegoś gluta. Chemicznie coś się zrobiło? heh. Ogólnie wczoraj mi się studia przypomniały i chemia którą w sumie lubiłem. Nie umiałem, ale lubiłem :P Inne wspomnienia były z ... Biochemią, toż to było zło wcielone - największy mój życiowy koszmar senny => siedzę sobie w pustej sali, profesor Kowalski nawija o roślinkach a w tle lecą hity ABBY - tak na marginesie metrowy topór w plecy szwedom za to gufno xD. Brrrrry, aż mnie ćwiartki przeszły, a na dworze +4*C i okienko pogodowe do około godziny 16.00. Cel hmmm chyba żaden bo ten Mikołów poczeka na Devilka :)
====================================================================
Tak mi się przynajmniej wydawało że ruszę bo miałem obsuwę związaną ze spotkaniem hmm kolegi? z osiedla. Łukasz jak to określił wraca do pierdla ale niestety do Katowic (chlip, chlip), w Strzelcach Opolskich to było fajnie: dobra siłownia, telewizor a tu jest gorzej ponoć xD Ja tu narzekam że laski znaleźć nie mogę a tuż pod moim nosem takie tragedię się odbywają :-D
No nic wracamy do skromnego mła (-: Udało się uciec od kolegi i mogłem jechać w sumie bez celu pilnując ino coby się za daleko nie oddalić od garażu i nie wracać w niekorzystnych warunkach. Co się udało jak dodam bo ... jak patrzę (już z garażu) przesunęła się linia opadów na noc xD Dobra tam i tak bym ambitniej nie pojechał, nie ta forma xD
Co do samej jazdy to wyszły prawie dwie pętle, pierwsza przez D3S i cześć mojego DPD (bez drugiego D), następnie przez Giszowiec i miały być Murcki, no ale na ul. Solskiego jest podjazd a ja ciągle jeżdżę bez przedniego przełożenia - na samym "blacie" dość średnio się robi podjazdy heh. Pojechałem więc standardowo przez las na Ligotę, ogarnąłem małą sprawę służbową przy okazji i rozpocząłem druga pętle która wiodła przez Panewniki (prawie się zabiłem o spłaszczoną wiewiórkę), obwodnicę i Kokociniec do bazy gdzie ryczały już dwa szybkie żubry :-P
Forma znikła jak śnieg, ale wróci yyy jak śnieg ^_^
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1066081423
Kszałomi jak zawsze dobrze podjazdy liczy ;))
Fotki:
Kąsek przed D3S, wiatr delikatny choć po Rawkach, Granatach i Śnieżce chyba każdy będzie delikatny :D

Staw Upadowy, upadł i zamarzł ;]
Nie mam nic na kierownicy, hasiok się ładnie wkomponował :D

Lasem

A tu mamy ulubiony rowerowy skrót Gochy i Devila - no niestety ulica Kolejowa (powiatowa) zamknięta kij wie do kiedy :-P

Obwodnica i jak rany pozamiatali śmieszkę xD
Piwo (flaszka) nie moje moje ...

... moje czekały, hmm w sumie wierne bydlęta zawsze czekają :-D

Tak na marginesie - pewno woli polskie :P

===========================================================================================
A teraz czas (jupi jego mać hurej) na

PS: Są plusy, słyszałem że Kraków jest piękny o tej porze (grzewczej) roku :-D


Kategoria Rower
Konserwacja + D3S
-
DST
17.47km
-
Czas
00:54
-
VAVG
19.41km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 stycznia 2018 | dodano: 01.02.2018

Zgadza się, takie zdziwienie może u was wystąpić ale naprawdę wszedłem na rower :D
Po tam paru górskich wpisach w stylu opowieści dziwnej treści postanowiłem (w sumie jutro) zobaczyć co tam w garażu u Krossiwa, ewentualnie smarnąć co nieco a później wykonać jazdę do babuszki w celu kontroli. No niestety jutro ma padać (jupi jego mać) tak więc po pracy szybka analiza, sprawdzanie dostępności mej i wyszło że między 17.30 a 19.00 jest okienko. Chęci były dość średnie ale po pseudo serwisie z opcji: 2 piwa na garażu a szybką godzinkę kręcenia wybrałem drugą możliwość. Po 19.00 przecież i tak szedłem z Marzeną na złoty trunek :-)
Opisywać samej jazdy raczej nie na co bo dystans kosmiczny :-D Wystartowałem, przejechałem przez Ptasie na D3S (nawet jeden rowerzysta był widziany xD) zrobiłem nawrót ścieżką przy stawach Ozdobnym i Kajakowym i wróciłem przez Park Kościuszki do bazy. Zgranie czasowe z koleżanką mieliśmy idealnie więc bez czekania szło się zrelaksować przy czymś zimnym w czymś ciepłym ;]
============================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1064862660
Fotek cały szał :-P
Jedno ale w klimacie - staw Kajakowy

=======================
Nawet Endo tego treningu nie uwzględniło bo poruta :-D
Co oczywiście nie zmienia faktu że styczeń zakończyłem z 60 kilometrami na koncie xD.

=============================================
Dziś bez śmiecha, za to z ostrzeżeniem!!
Mamy luty, nowy miesiąc więc macie być grzeczni bo później różnie to bywa :-P

Kategoria Rower
Rawki Dwie ... (1304 & 1267m n.p.m.)
-
DST
20.45km
-
Kalorie 3162kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 28 stycznia 2018 | dodano: 30.01.2018
https://l.facebook.com/l.php?u=https://1drv....

Tym razem pierw jest link do filmiku ze zdobywania wyższego szczytu a teraz mogę dojść se do opisu xD Rawki dwie ... czyli dokańczamy co założyliśmy i przełożyliśmy wczoraj ;]
Wyjście ponownie nastąpiło w okolicach godziny 11.00 tym razem po mniej obfitym śniadaniu. Pierw co było wiadome: znowu drałujemy asfaltem przez tam dość długi odcinek. Ponownie bez stopa się musiało obejść xD Parę minut po 12.00 zeszliśmy na szlak właściwy czyli niebieski w kierunku Wielkiej Rawki :) Szlak ponownie bardzo dobrze oznaczony, yyy? no dobra aż do załamania pogody. Miały być śnieżyce ale nie było => było mgliście a do tego na końcowym podejściu zaczęło wiać. Nie to żeby poprzednie wycieczki nie były wietrzne (no dobra, wczoraj było nieźle) ale dziś już przeżyliśmy armagedon. Do tego zawiało resztki szlaku i trzeba było się mega pilnować coby śladów na śniegu nie zgubić bo by było TOPR, GOPR, LSD, KGB, AWS i inne xD
Szczyt udało się zdobyć jak zresztą widać na filmiku z początku po 2.5h. Niezłe - godzinę ze szlaku ucięliśmy :) Po kolejnych pół godzinie z wiatrem w (o dziwo) plecy i lewy policzek zdobyliśmy Małą Rawkę i mogliśmy schodzić a raczej ponownie zjeżdżać do Bacówki.
Schron bardzo przyjemny ale po szybkim obiedzie trzeba było uciekać bo zbliżała się godzina 16.00 i ponowna ciemność. Asfalt po raz kolejny pokonany i ponowny (sorki) rozdział ekipy => chłopcy poszli do knajpy, ja natomiast do domku bo oczy mi już się same zamykały. Poza tym dzięki Łukasz za próbę placka i kuzynowi za fasolkę :) Pojadłem trochę i z miejsca w jakimś tam wolnym pokoju poszedłem z Morfeuszem poobcować. Reszta to już historia. Pogadali jeszcze chwile, umyli się, usnęli, rano wstali (Zientas dzięki za ćmiki), posprzątali i mogli wracać. Długo i monotonnie że napiszę, ale to było wiadome - alkohol schodził powoli, każdy pomału myślał o pracy i obowiązkach a i ile można gadać - wuchte tematów wykończyliśmy hehe. Dzięki wszystkim więc i poznaniaków pozdrowię. Mało się widzieliśmy ale treściwie :)))
Fragment uciekł bo telefon się obraził xD
Fotki:
Domek ;]
Ten z tyłu :D















I drugi cel :)




Tu była dyskryminacyjna :P






============================================================


Kategoria Góry
Kruhly Wierch (1297m n.p.m.)
-
DST
16.52km
-
Kalorie 2777kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 27 stycznia 2018 | dodano: 30.01.2018

Kolejny dzień i tym razem już mega słabe wstawanie xD Jednak co za dużo to nie zdrowo i po raz kolejny nie udało się wyjść z poznaniakami, choć tu trzeba uczciwie przyznać że Arek bardzo się starał żebyśmy zdarzyli heh. Pożegnaliśmy się więc z ekipą
Coś w tym stylu :D

Wystartowaliśmy więc w okolicach godziny 11.00 i ... spóźniliśmy się do sklepu xDDDDD Niezłe co nie? Już śpieszę z wyjaśnieniem, oczywiście sklepy były dwa hmmm? a może trzy no nie wiem bo na jednym była kłódka jakby tam nikogo milion lat nie było. Zostały dwa, jeden który był czynny do 14.20 oczywiście od poniedziałku do piątku + sobota do 11.00 (sic!) a drugi (czynny cały tydzień) miał super godziny otwarcie 8.00-10.00 - praca marzenie normalnie ehehe. No trudno jakoś damy radę, zresztą wyjścia nie było bo pogoda idealna a i cel był zacny => Połonina Caryńska + ewentualnie Wielka Rawka - mieliśmy zdecydować wciągu dnia czy robimy oba czy rozdzielamy :)
===================================
Na dzień dobry szlaku czerwonego zrobiliśmy sobie postój na jakieś maszkety a później już ponownie na tym tripie zaczęliśmy nabierać wysokości, i już w początkowej fazie uznaliśmy że Rawki przekładamy na jutro. Siedzenie w domku mogło powodować takie oto coś:

Nie ma co ryzykować ino cieszyć się dniem :)
A jaki był dzień to ponownie odsyłam do relacji fotograficznej. Sił trochę zabrał ale to był najlepszy dzień widokowy tego wyjazdu :) Ludzi nawet trochę na szlaku ale wszyscy mili i tak sobie przeszliśmy wszystkie cztery kulminację połoniny, zaliczając oczywiście (trochę nie po naszym szlaku) tę najwyższą :)
Coś się gadało ale raczej każdy się cieszył widokami ;] Z resztą tego dnia mi się chyba najlepiej szło tak więc często prowadziłem wycieczkę. Jak miałbym narzekać to ino brakło tego:

Ale i tak nie będę narzekał :) Zejście ponownie w formie ślizgu :D Jedni na butach, Zientas na swoich workach na śmieci wzbogaconych tym razem polarem heh. Później już ino sześciokilometrowy odcinek asfaltem i myk do baru na jakieś lokalne piwko i do pokoju na karaoke :D
========================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1062827425
Fotki:
Widok z naszego noclegu :) Łukasz fajnie trafił nasz cel dzisiejszy :)

Początek wycieczki i wieża która była moim ulubionym punktem Ustrzyk, zwłaszcza wieczorami :)

Coś ze szlaku czyli piękna zima :)



Mega dobrze mają te szlaki tam opisane, znaki co chwile

Niebo widoczne :) Wiaterek delikatny :)))

Postój jakiś malutki z widokami na nasza wczorajszą wycieczkę ;]

Z grani / połoniny :))



Pierwszy cel

Lodowo w klimacie a przed nami Kruhly Wierch


Nie wiem, lecimy dalej :D

Coraz bliżej i ...

... na celu głównym :)




Panorama

Schodzimy, w Bacówce będziemy jutro ale do asfaltu trzeba się ...


... poślizgać :D Łukasz w akcji :D

Koniec terenu tak więc piwko w dłoń i myk asfaltem do ...

... o tu! :)

i tu :P

Jeszce ino jeden odcinek do zmielenia mi został, dzielny ja :P
=======================================
=======================================
W sumie mądre :P
Kategoria Góry
Tarnica (1346m n.p.m.)
-
DST
20.76km
-
Kalorie 3456kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 26 stycznia 2018 | dodano: 30.01.2018

Poranek dnia następnego. Co jak co to trzeba napisać że się wyspaliśmy heh. Do tego ekipa kuzynów wyszła z założenia że zrobią se wschód słońca na Tarnicy i wyszli w rejonach godziny 3.00. Próby obudzenia nas oczywiście zakończyły się fiaskiem tak więc nasze wyjście rozpoczęło się po spokojnym śniadaniu i kawce w okolicach godziny 11.30 :-)

Pyrki nam na całe szczęście dały pospać i w nagrodę mieli takie oto coś :)

Wróćmy jednak do nas. Pierw misja sklep, następnie na samym początku szlaku zrobiliśmy kuzynowego maszkieta i mogliśmy zacząć podchodzić na najwyższy punkt naszej wycieczki czyli zaliczaną do Korony Gór Polskich - Tarnicę :-) Pierw las i mozolnie nabieranie wysokości a następnie grań i hmmmm po raz kolejny wiatry niespokojne xD Było z czym walczyć ale choć poznaniaki mieli podobnie … jak nie gorzej :-D Szczyt jednak został zdobyty dość sprawnie (przy kapitalnych widokach) i zaczęła się sesja fotograficzna przy krzyżu ^_^ Przez chwilę jeszcze myśleliśmy coby na zachód słońca poczekać ale warunki były dość zmienne i nie chcieliśmy ryzykować.
Misja „w dół” odbyła się również dość przyjemnie i szybko i już po ćmoku (w sumie takie było założenie więc latarki były „w pogotowiu”) meldujemy się we wsi Wołosate. Wszystko można rzec zgodnie z planem ;] Został ino asfalt który okazał się najbardziej mozolną częścią wycieczki bo dłużył mi się niesamowicie;/ Przynajmniej Straż Graniczna nam go uatrakcyjniała cały czas krążąc wokół nas :D Później jeszcze spotkanie z drugą ekipa, jakiś alkohol, obiad, prysznic i czas wolny :)
==========================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1062826809
Fotki:
Sklepy w Ustrzykach :D - o niech napisze w kolejnym wpisie xD

Ponad trzy godziny do celu, w tle karczma która ratowała piwem :)

W rękach oczywiście atrapy :P

Wiata i chwila relaksu ;]

Chyba za dużo tego relaksu było bo w tyle zostałem :D

Połowa wspinaczki

Widoczki :) Miody to mało powiedziane :)


Ekipa Śląska na szlaku ;]

Dobra, widoki ładniejsze ;)


Blisko, bliżej ...

Pitt Stop :P

Widać cel :)

Końcówka


I szczyt - po raz drugi :)




Dobrze to pamiętam, po deszczu, ostatni dwudziesty szósty szczyt i oblałem go wodą niegazowaną bo prowadziłem xD

Schodzimy :)


Jeszcze koledzy i na ...

... wiadomo :)

Całe szczęście w domku dwie sztuki mi zostały ;))
Fotki:
Sklepy w Ustrzykach :D - o niech napisze w kolejnym wpisie xD

Ponad trzy godziny do celu, w tle karczma która ratowała piwem :)

W rękach oczywiście atrapy :P

Wiata i chwila relaksu ;]

Chyba za dużo tego relaksu było bo w tyle zostałem :D

Połowa wspinaczki

Widoczki :) Miody to mało powiedziane :)


Ekipa Śląska na szlaku ;]

Dobra, widoki ładniejsze ;)


Blisko, bliżej ...

Pitt Stop :P

Widać cel :)

Końcówka


I szczyt - po raz drugi :)




Dobrze to pamiętam, po deszczu, ostatni dwudziesty szósty szczyt i oblałem go wodą niegazowaną bo prowadziłem xD

Schodzimy :)


Jeszcze koledzy i na ...

... wiadomo :)

Całe szczęście w domku dwie sztuki mi zostały ;))
Kategoria Góry
Prolog + wschód słońca (1228m n.p.m.) w Bieszczadach
-
DST
9.81km
-
Kalorie 1454kcal
-
Aktywność Wędrówka
Czwartek, 25 stycznia 2018 | dodano: 30.01.2018

Tradycji (nie wiem czy nie po raz ostatni) stało się zadość ;-)
===============
Zgodnie z tradycją zimowych wyjazdów sięgającą 2010 roku po Wiśle, Lubawce, Podgórzynie, Skoczowie, Karpaczu, Stroniu Śląskim, Limanowej (kolejność przypadkowa) tym razem przyszła kolej na przełożone rok temu z kuli kuzyna Bieszczady.
Wyjazdy zimowe stety-niestety z każdym rokiem są coraz mocniej trudne w organizacji, no ale ten już przebił wszystko. Kiedyś przez fakt że tripy te były podporządkowywanie zdobywaniem Korony Gór Polskich, do tego jechały tam max 3-4 osoby a spanie służbowe załatwiał kuzyn więc było poprostu łatwo ;] Nie tym razem jednak. Bieszczad nie znam - byłem raz (tak, Tarnica z
---------------------------------------------------------------------------
Nastał dzień wyjazdu i oczywiście zgodnie z planem ekipa katowicko-mysłowicka spotkała się w okolicach godziny 21.00, zaczęła wyjazd od sklepu po prowiant i wyruszyła w kierunku wioski Brzegi. W tym czasie druga załoga skórzewsko-poznańsko-pobiedziskowa już jechała w stronę Wrocławia. No nie ma co ukrywać mieli dalej i gorzej bo z dwiema przesiadkami a my ponownie dzięki uprzejmości Łukasza wygodnie autem prosto do celu :)
Droga spływała w moim odczuciu sympatycznie, choć trochę długo (kolacje, pitt stopy ... ponoć :P, pchanie auta itp.) i po praktycznie całej nocy meldujemy się na parkingu gdzie możemy rozpocząć misję pt: wschód słońca na połoninie Wetlińskiej. Czyli coś w tym stylu => https://www.youtube.com/watch?v=EFIDe6G2cJ0 A skoro już byliśmy w tej jakże zacnej okolicy to na misję wschód wybraliśmy wyżej wy-linkowane schronisko Kubusia Puchatka :-) Blisko, łatwo i raczej przyjemnie .... miało być heh. Było jak wyżej napisałem dość późno, ponadto zgubiłem telefon (był w schowku) i czerwony plecak (był w domu xD) i zdenerwowałem się na cały świat ;) Ot taki to sem ja - świeże powietrze zaszkodzić musiało :-D No ale plan trzeba było realizować więc tam w dwóch grupach doszliśmy do tego Puchatka. Warunki? hmm zimno, ciemno a na górze wiało :-D Ogólnie jeszcze był pomysł coby najwyższy punkt tej połoniny (Osadzki Wierch) zrobić ale na te warunki było to bez sensu. Z godzinkę byliśmy w schronie po czym nastąpił (w moim przypadku) zbieg do lasu gdzie nie chciało głowy urwać ;-) Później już sprawnie do auta (choć trochę szkoda że bez pętli - nie udało się szlaku bodajże czerwonego znaleźć) i na misję nocleg.
Do Ustrzyk Górnych dojechaliśmy około godziny 10.00, o 11.00 piliśmy wutkę (xD), obiad, później odsypianie. Pobudka w okolicach 17.00, chwila życia, zaś spanie i dzień w tyłek. W sumie można było na spokojnie koło 4.00 rano wyjechać z Katowic i byśmy nic nie stracili xD
=============
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1062142654
Fotki:
Zaopatrzenie :P Jedzenie też było :D

Z nocnej części nie ma za bardzo co "wrzucać" bo wiadomo :)

Później już ładniej :)

Choć było prawie pewne że wchód nie powali na kolana

Schronisko a raczej Schron Turystyczny BdPN "Chatka Puchatka" czyli najwyżej położone schronisko w Bieszczadach



Tak se, choć ...

... Łukaszowi coś się udało pstryknąć :)

Odjazd, wietrze witaj xD



Coś w tym jest heh

Skończyła się Połonina i w lesie już uroczo i sympatycznie :)



Jeszcze tylko asfalt ...


... panoramka ...

... i autko wraz z kierowcą i pasażerami mogło odpocząć :)

============================================
Spały na całe szczęście :D

Kategoria Góry
Pierwsze koty za płoty
-
DST
11.30km
-
Kalorie 2456kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 21 stycznia 2018 | dodano: 22.01.2018

No i tak jakoś wyszło że jeszcze przed Bieszczadami wpadł kolejny szczyt. Już koło wtorku (swoją drogą nie wiedziałem i tak jak z czasem będzie bo był zajob u babki) miałem wiadomość od Filipa że robią z Łukaszem Skrzyczne ale ... trasą która mi średnio odpowiadała gdyż szedłem nią tam o - w tym wątku => http://lapec.bikestats.pl/1533873,Przeminelo-ze-Sk....
Cóż, wpadłem więc na plan Czantorii z Ustronia. Na sobotę, wymyślony i nie przemyślany do końca xD Wspominałem że w piątek zrobiłem "budzikom śmierć"? W robocie się mnie nie doczekali ale za to wszystko było ogarnięte i szło pomyśleć nad relaksem. Sobota rano i jak szybko wstałem tak szybko padłem xD Wyspany do godziny 12.30 (sic! - choć nie, potrzebne to było) zrobiłem se dzień lenia i przy okazji ustaliłem z Siostrą górki na dziś. W sumie to górki same się ustaliły bo na FB wyskoczyło nam zaproszenie do wydarzenia - wejście na Skrzyczne xD Ewidentnie ten szczyt mnie prześladował w ten weekend :-D Tak więc zgodnie z naszym noworocznym postanowieniem które brzmiało szukamy nowych osób do aktywności (... nie tylko fizycznej :-P) spotkaliśmy się na PKP Piotrowice (oczywiście każdy fajniejszy pociąg omija moją wioskę) i mogliśmy wsiąść do pociągu na Bielsko.
Dojechaliśmy do Bielska - Białej i nastąpiła misja BUS. Misja, która jak się okazało nie była wcale taka prosta xD Polataliśmy po centrum, jeden uciekł bo się mu zmieniło miejsce startu, drugi chyba nie przyjechał, trzeci się spóźniał ale w końcu przyjechał i najbrudniejszym ever autobusem (dobrze że ino na zewnątrz - ciapatych nie liczę sesese :P) dojechaliśmy do Szczyrku na początek szlaku niebieskiego.
Już na samym starcie zobaczyliśmy pewną ekipę (był kontakt a my mieliśmy spóźnienie więc uznaliśmy żeby nie czekali ino niech idą a my dogonimy) i domyśliliśmy się że to muszą być nasze single. Puściliśmy jednak ich przodem gdyż było jeszcze siku oglądanie widoków w planach a przy nowych kolegach i koleżankach tak trochę głupio. No to my se postaliśmy a ekipa praktycznie w miejscu dreptała xD No ale czego się spodziewać skoro spora część wycieczki to dzieci i dwa pieseły? Fajnie co nie? Doszliśmy do w/w grupy i przywitały nas w sumie 2 osoby (z 20), reszta raczej olała i mogliśmy iść wspólnie ... przez może 20 minut. Madki, ciotki i wujkowie w wieku grubo po czterdziestce, do tego pitt stopy co 3 metry na machanie do ludzi na wyciągu xD Ja tam bym w nich kamieniami rzucał no ale ja dziwny jestem :D - to żart oczywiście żeby nie było. Jeszcze jakoś siostra próbowała nawiązywać kontakt ale na Jaworzynie już ja miałem dość i zacząłem ratować ten wyjazd. Postanowiliśmy z Gośką iść sami i poczekać na nich w schronisku na czubku ;] I to był dobry plan bo prócz kapitalnego szlaku (ino 5 razy przecinaliśmy stok narciarski - śmierć w oczach xD) to bardzo ładna zima się nam otworzyła tak od 1100m n.p.m. Zresztą fotki to fajnie powinny pokazać :-)
Na szczycie oczywiście schron,odpoczynek i popas tym razem w formie szynki szlachetnej, "tomatów" i sałaty jakiejś tam zdrowej. Odpoczynek? no ba, nawet się usiąść udało a to takie proste nie było :) Osób pierdyliard - tradycyjnie zostały zniszczone moje wyobrażenia o schronisku ale po dłuższej chwili zjawiła się w nim również owa ekipa. Zrobiliśmy miejsce a oni se poszli dwa stoliki dalej i ogarniają swoje sprawy, widać że zgrani i nie znają się od dziś. Ok, kumam, szanuje nawet ale na jakiego grzyba piszą ogłoszenie? Ogólnie to jestem mega ciekaw czy jakakolwiek wolna (nie liczę tych co z samego dołu od dzieci uciekły bo ich ... nie zlokalizowaliśmy xD) osoba tam była. Jak część wie, a część się dowie prowadziłem se rowerowe Pikniki i raczej nie było do pomyślenia że nowe osoby się olewa, oni tak zrobili więc po jedzeniu zrobiliśmy angielskie wyjście (:P) i misja w dół zielonym szlakiem przez ponownie parę stoków.
Nic nas nie przejechało, do tego klimat strefy mroku więc miło i w towarzystwie jednego dzwona nazot do Szczyrku :-) Zejście w sumie bez historii: obgadali ekipę, pośmiali się i wpadliśmy w sumie na BUSa do Bielska => minuta czekania heh. W Bielsku gibko na dworzec po bilety ... 4 minuty czekania i pociąg.
Nic nas nie przejechało, do tego klimat strefy mroku więc miło i w towarzystwie jednego dzwona nazot do Szczyrku :-) Zejście w sumie bez historii: obgadali ekipę, pośmiali się i wpadliśmy w sumie na BUSa do Bielska => minuta czekania heh. W Bielsku gibko na dworzec po bilety ... 4 minuty czekania i pociąg.
Za bardzo nie wiem jak to podsumować? Pierwsze koty za płoty? Następnym razem będzie lepiej? hmm. Podsumuje to jednak tak że wyszedł super wyjazd z Siostrą :-) Sam bym pewno żałował bo ten szlak bardzo dobrze znam a tak to choć mega uroczą zimę zobaczyliśmy i Gochę przewietrzyłem :-) Jutro wracamy do interesu ale na szczęście ino na 3 dni bo ... Bieszczady jupi (-:
Klasyk ;]
Klasyk ;]

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1059670274
Dystans i przewyższenia oczywiście wiadomo, jak to Łukasz napisał "ciągle w formie jestem" :D Od siostry są prawidłowe

I fotki:
Start czyli Szczyrk dobrze że BUS był od razu przy szlaku bo bardzo lubię te komercyjne miasto xD

Ekipa w dole, znaczy część w dole, cześć nie doszła, cześć poszła przodem, cześć miała pitt stop itp, itd

A tu poszli jeść i na piwo, Gocha jeszcze wierzy :-D

I już sami => szlak idealny heh



Miły odcinek w rynnie ze śniegu przez las ;]

Ekipa wyjazdowa :P

I coś z ostatniej pół godziny przed szczytem



Widok na Żywiec, przynajmniej nie wiało :) Temperatura na górze minus 3 *C

Góra zdobyta :)

Kolega :))

Schronisko i dobroci


Szczyt i słupek ukradli => 1257m n.p.m.
O ten, Filip? Łukasz? macie coś do powiedzenia ??:>

Dobra nie wnikam, w dół - widoki ciągle miażdżą, Gocha potwierdza :D

A tu odpoczywa :DDDDD Poślizg bez kontuzji więc to dobry poślizg :D

Powrotny szlak częściowo dublowany więc ino sympatyczne przejście i ....

... Szczyrk xD

Podziękował i do następnego, pewno już w przyszłym tygodniu ;))
=====================================================================
Dokładnie :)

Dobra nie wnikam, w dół - widoki ciągle miażdżą, Gocha potwierdza :D

A tu odpoczywa :DDDDD Poślizg bez kontuzji więc to dobry poślizg :D

Powrotny szlak częściowo dublowany więc ino sympatyczne przejście i ....

... Szczyrk xD

Podziękował i do następnego, pewno już w przyszłym tygodniu ;))
=====================================================================
Dokładnie :)
Kategoria Góry



