Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

Wielko Czantoryja 995m n.p.m.

  • DST 19.55km
  • Kalorie 1890kcal
  • Aktywność Wędrówka
Środa, 17 października 2018 | dodano: 18.10.2018
Uczestnicy


Dziś w sumie miałem wylądować w Zakopanem, no ale niestety ... nie wylądowałem bo wczorajsza naprawa Szkodnika (z serwisem) wyniosła mnie niecałe dwieście złotych. Nie ma więc co szaleć z finansami, zwłaszcza że rodzi się plan na cztery dni w górach na początku listopada i ogólnie muszę oszczędzać, bo MOPS wyliczył moje ewentualnie alimenty na Babkę (zgodnie bez prawem mogli  zabrać 219zł) w kwocie 150zł/m-c. Kurde, ale ja duszzzzo zarabiam xD. Dysponuje takim kapitałem że w sumie rozważam przestanie odbierania od nich telefonów, wzięcie kredytu, wyprowadzkę, olanie babki i życie w spokoju :-) Bankowo stratny nie będę i nerwowo, i czasowo, i finansowo.

Dobra już nie marudzę, Tatry mogłem odpuścić, ale górek już nie :-D
====================
Zaplanowałem sobie pierwotnie Klimczok, no ale po rozmowie z Filipem (który se wziął urlop na rower) zmieniliśmy plany i oboje postanowiliśmy pojechać sobie do Ustronia i zrobić Czantorię ^_^

Ustawka w busie, ogarnięcie sklepu w Piotrowicach i rura na pociąg o 10:05 do Ustronia Polany. Trochę późno, ale inaczej byśmy nie ogarnęli naszego słynnego 10-cio godzinnego biletu za 18 zeta :-P

Po dość męczącej drodze, misja sklep i rura w górę :-) Tu akurat plus i minus ze strony Filipa, gdyż kolega wybrał najbardziej stromy, ale również najszybszy szlak, który zaprowadził nas na najwyższy (995m n.p.m.) punkt dzisiejszej wyprawy. W sumie za 16 zeta była kolejka, ale taką kasę woleliśmy zainwestować w alkohol :P

Na szczycie Gizmo na wieże, a ja na spokojnie z piwkiem poczekałem sobie na dole ;] Następnie doszliśmy przez przełęcz Beskidek (684m n.p.m.) do schroniska na Soszowie (792m n.p.m.) skąd ponownie, jesiennie zaliczyliśmy zejście/no i czasem wejście "do Małysza" ;] 

Pociąg mega przeładowany, ale nam się udało usiąść, a mi nawet usnąć :D Później już ino babuszkowo i do bazy :)
============================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1216045894



Fotki:
Widok z Dworca, nasz cel przed nami :)

Stromo w górę ... 

Górna stacja kolejki ;]

Szczytowo - piwkowo ;]

Miody szlak :))


Proszę, można przewijać dalej :))))

Każdy pije to co lubi ;P

Bajkowo ponownie

Widoczek 

Czantoria na prosto, tam byliśmy :)

Pozostałe z zejścia ;]

Niezły skrót "na ćmika" :D

Końcówka i do widzenia :P 


Do następnego :)))))
================================================
To tak Filip w w kwestii naszej rozmowy :P



Kategoria Góry

Poznańsko - dziewiczo + powrotowo

  • DST 61.54km
  • Czas 02:56
  • VAVG 20.98km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 października 2018 | dodano: 17.10.2018



Dziś w sumie miał być bardzo spokojny dzień z ewentualnie jakimś małym spacerkiem po Wildzie. No nie wyszło (xD), a że w domu z Wujkiem w taką pogodę nie zamierzałem siedzieć, to pomyślałem sobie że pojadę se zobaczyć czy jeszcze stoi stary dom od Toli.

Szkopuł w tym planie był taki, że pętla wyszłaby na mniej więcej dziesięć kilometrów, także trzeba było coś jeszcze dołożyć :-P Hmmm, skoro wczoraj byłem w Łodzi, to dziś "na widelec" wziąłem se Mielno, a co!!! Jak szaleć to szaleć :-D 

Jak tylko ustaliłem ten plan, to bardzo fajnie wkręcili się Wujek i Kuzynostre, proponując mi dołożenie do dystansu wieżę widokową na niejakiej Dziewiczej Górze. Jak w Poznaniu słyszę "góra" to dwa razy powtarzać mi nie trzeba :-P Wystartowałem więc na spokojnie po 12:00, coby pierw zahaczyć o Podolany, następnie zrobić nawrót przez Piątkowo i obrać cel właściwy. 

Azymut miałem dość prosty, musiałem tylko dojechać do miejscowości Czerwonak i przed Biedronką skręcić w prawo. Wszystko byłoby idealnie, ale. Heh w końcu jakieś "ale" :-D => o ile na wczorajszych wertepach Szkodnik naprawił się w stopniu pozwalającym na w miarę bezstresową jazdę, to dziś dla odmiany zepsuł mi się wiatr xD Nie był może jakoś strasznie mocniejszy od tego który znam ze Śląska, ale jednak dziś trochę na niego mogę ponarzekać :-) Trollking to lubi :-P



Mniejsza o to.
Po dojechaniu na wieżę, wszedłem sobie na nią pooglądać widoki i mogłem zejść ponownie do mojej maszyny i pojeździć trochę po duktach leśnych :-) Po nich wpadłem do Mielna (zrobiłem piwo - ale systemu nie zniszczyło xDD) i po pierw asfaltach, potem szutrach, dojechałem do Koziegłów, gdzie już ze słońcem w pysk dotarłem do bazy, zataczając jeszcze ... a jak, o piwny teren :-D-D
=====================
Trasa główna (powrotowe pominę) => https://www.relive.cc/view/e1214357660


Fotki:
Babuszkowa willa stoi ... nieużywana taka ...

A tu śmieszka w okolicach mojej Ciotki, lubię ją :)

Skrót to, to ... nie był xD

Patriotycznie

Widać cel ;]

Wieża i widok z niej


PS: wiałooooo xD

A tu kąsek leśnych, sympatycznych ścieżek :)

Artystycznie ;)

Tszepak :P

Warunki wietrzne xDD

Ahoj ;))

Jesienno - gruntowe klimaty

j/w :)

A to już gdzieś widziałem :P // BTW: przejechałem asfaltem :PP

Końcówka i do widzenia ;]


========================================
Co do powrotu do krainy mlekiem i węglem płynącej to się odbył :-) Miał być tramwaj (i w sumie cztery przystanki był, aż mnie motorniczy nie wyprosił, bo wjechało 500+), był rower. Na dworcu, szybciutko po bilet i rura z Chrzestną na peron. 

Tam do pociągu i do Kato ^_^ 
Tym razem pociąg przyjechał już z przystosowanym wagonem do przewozu rowerów :-) Jednakże nie udało się zrobić powrotu w spokojnej atmosferze => jeden z tatusiów również wywnioskował że to przedział idealny do uspokojenia gówniaka, (dziękuję serdecznie, za pięciokrotne wrażenia akustyczne => https://www.sadistic.pl/no-i-sie-zaczelo-vt481900....) Mam nadzieję że syn już się długo się męczył nie będzie i szybko umrze ... Hihi ... yyy ... no ja pierdole xD
=============================
BTW: Wróciłem :-) :-)



Kategoria Rower

JP!

  • DST 105.90km
  • Czas 06:12
  • VAVG 17.08km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 października 2018 | dodano: 16.10.2018


Czyli jak każdy dobrze rozszyfrował, Jeziora Podpoznańskie! :-)



Jestem już po całym Wielkopolskim urlopie, tak więc mogę śmiało napisać że to był najlepszy trip tego wyjazdu => Kuzyn, mistrzostwo świata :-) Teraz aż mi głupio że ja Cię ino na takie coś zabrałem xD => http://lapec.bikestats.pl/1706247,Sobotnie-DPD.htm...

W sumie to na tym bym mógł zakończyć, ale ten szlak z pewnością będzie mocno brany pod uwagę do corocznego sylwestrowego podsumowania, więc wypadałoby coś napisać. Poza tym Piotrek ładnie mówi o moich wpisach więc nie mogę go zawieść :-P
====================================

I od czego by tu zacząć? Pewno od tego że się nie wyspałem heh. Bejbe postanowił ruszyć skoro świt, żeby był czas na wszystko. I oczywiście podjedź pod niego, bo tam się zaczyna jego plan hehehe.
Dobra, pobudka o 7:00 rano, kawa, kibel, śniadanie i rura na Skórzewo, trasą u mnie już standardową czyli przez Winiary, Ogrody oraz Ławicę :-) W Skórzewie, dłuższa chwila na rozmowy i w okolicach 10:30 wyruszyliśmy na trip właściwy :]

Zanim dobrze pierwszych plotek nie skończyliśmy, w Dąbrówce opuściliśmy asfalt, który na dłuższą metę zobaczyliśmy za Luboniem ... po około pięćdziesięciu kilometrach! Normalnie miody heh. Przecudna trasa, przez lasy, szutry, kamienie, korzenie, szlakami (bez szlaku xD) i tym podobnymi paściami. Średnia tym razem była nieistotna ;-) 

Jechało się leniwie, ale do przodu i poprzez sklep w Więckowicach ogarnęliśmy pierwszy z wielu Pitt Stopów na jakiejś tam ambonie koło jeziora Niepruszewskiego. Trochę się zasiedzieliśmy, ale co tam :-) Później przejechaliśmy koło lotniska w Zborowie i nazot w krzaki :-D

Po pooglądaniu kolejnych jezior (w sumie około trzynastu było) nastąpił postój tysięczny. A dokładnie pięciotysięczny - koło jeziora Dębno. Do końca nie zapomniałem jak nad morzem świętowałem cztery tysiące, a tu już kolejna okazja :-D

Po małym owocowym zostało zrobione i rura na mój w sumie główny cel => Łódź, tą wielkopolską :-) 

Dość sprawnie tam dojechaliśmy, chwila dla fotoreportera i w końcu konkretnymi singlami wjechaliśmy do Wielkopolskiego Parku Narodowego. A tam, miody, po raz kolejny. W okolicach jeziora Góreckiego nastąpił nawet jeden z najpiękniejszych singli tego roku. Do tego zjazdowy heh. Ehhh będę go długi wspominał, bo był kapitalny :)))))

Po nim chwila w okolicach Osowej Góry (niestety, Kuzyn nie dał widoków z wieży pooglądać) i ponownie lasami i leniwymi asfaltami na ostatnią atrakcję dzisiejszego dnia, czyli powrót szlakiem (gruntownymi) wzdłuż Warty.

Nie liczyć na start "zjebki" od Pani z wózkiem, że tu rowerami nie wolno i mojego malutkiego dzwona, odcinek wyszedł po raz kolejny bardzo sympatycznie i mogliśmy już po ćmoku udać się przez Wildę, Wartostradę i kąsek Centrum do piwa, wróć, znaczy domu :-)

Kapitalny szlak, wszystko mi się podobało, i co najważniejsze Szkodnik dał radę, a no i Kuzyn też ;-)

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1213589314

Fotki:
Poranek i odcinek Wichrowe - Skórzewo gdzie ...

... spotkałem starego znajomego :)
Tego to pewnie ino Gocha pamięta heh

Ostatki asfaltu - odcinek za Skórzewem :)

Gruntowo :)

Więckowice i zjazd na asfalt na misję sklep ;]

Jezioro Niepruszewskie i widok z ambony :)

Rzepak, a jak :P

Dalej Niepruszewskie

Kręcimy dalej ;]

Źródełko w Żarnowiecu

Zjazd do Jeziora Tomickiego ... 

... i duch fotki ;))

Artystycznie

Dziwny widok xD => asfalt heh

Opis raczej zbędny :))

Świętowanie przy Jeziorze Dębno

Pierwszy i jedyny postój przed szlabanem, ale za to jaki :)
Parowóz na szlaku Poznań - Wolsztyn


Dzień dobry :P

Jeszcze parę fotek z trasy ...

... przecudny singiel wzdłuż Jeziora Góreckiego ...

i ostatnie zdjęcie sprzed zmroku => Warta w jesiennych barwach :)


Dzięki Kuzynostre ^_^
======================================================================
BTW: Jest jeszcze inna opcja ;))


Kategoria Rower

Szamotuły + szczyt :-D

  • DST 85.19km
  • Czas 03:56
  • VAVG 21.66km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 12 października 2018 | dodano: 16.10.2018

Zgodnie z planem, wczorajszy dzień poświęciłem na tak zwany "nicnerobing" :)) Plan udało mi się wykonać 98% heh.
Te małe 2% to spacer (7km wokół Rusałki), który udało mi się wykonać wraz z Kuzynką i jej synkiem. W podzięce za towarzystwo przyszły mąż Iwony przerachmasował mi wszystkie kości => bardzo fajnie że się na tym zna i mnie nie popsuł :D Postrzelało, poklikało, ale wstałem jakoś tak naprawiony czy coś? ^_^



Założonym planem na dziś, były natomiast Szamotuły. Postanowiłem wstać o 8:00, wyjechać po 10:00, no ale ponownie łóżko miało dość mocne przyciąganie. Nie mówiąc o tym że zostały mi jeszcze dwa Żubry z wczorajszego meczu, które były (coby tu ukrywać) idealnie zmrożone. No ale dobra, bądźmy poważni, trzeba się ruszyć :)

Wyjechałem w okolicach godziny 12:00 i przez pierw odcinek miejski, później Strzeszyn Grecki oraz Kiekrz i Rokietnicę z każdym naciśnięciem pedała zbliżałem się do celu. Gnój zaczął się za Cerekwicą, gdzie to niestety wjechałem na drogę nr 184, gdzie albo ryzykowałem przejechanie przez TIR-a (ponownie pfff), albo od czasu do czasu pojawiała się gówniana DDR-ka z kostki z całą wuchta żołędzi na zolu xD.

Ehhh, im bliżej Szamotuł tym mocniej korciło żeby zjechać w prawo i skrócić sobie trochę te męczarnie. No ale dobra, twardym trza być, a nie miękkim. Dojechałem do Szamotuł i ... w sumie wyjechałem z nich, bo nic tam nie ma!!!. Centralnie nic, oprócz standardowego w Wielkopolsce odcinka z kostki kamiennej oraz rynku przez który przejeżdżają auta, no i to by było na tyle. 

Wykonałem więc nawrot, i coby trochę zapętlić pojechałem inaczej niż przyjechałem (i tak bym drugi raz tej trasy nie zdzierżył) => przez Kępę i jakiś leśny Pitt Stop, dojechałem do Pamiątkowa, gdzie postanowiłem wdrożyć w życie plan mojego Wujka (oraz Filipa), który zakładał wjechanie na najwyższy punkt Poznania czyli górę Moraska. Cel osiągnąłem przez znaną mi wieś Sobota i jakieś poboczne miasteczka => unikałem jak ognia drogi Obornickiej, bo jest okropna. Niestety kąsek jej jednak i tak musiałem zrobić, coby Szkodnika nie narażać na jakieś dziurawe drogi. Rowcio i tak ledwo zipi xD

Dojechałem do podnóża "góry", ogarnąłem szczyt i coby tu napisać. No dupy nie urywa - kamień i kupa niczego, ale i tak nie żałuję - leśne dukty dawały radę :-) Po wyjeździe z lasu, długa bluza na plecy i przez os. Sobieskiego, Batorego oraz Stare Miasto na piwo w wiadomym miejscu :-) Po nim został mi ino standardowy (około kilometrowy) odcinek do domostwa. 

Pogoda wymarzona po raz kolejny, wiatr hmm? No był, czy pomagał? Raczej nie, ale nie był też najgorszy :-) Dobrą średnia straciłem nie przez niego, a przez ścieżki w lesie, mniejsza o to ^_^
===========================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1213181740

Fotki:
DDR-ka w okolicach Strzeszyna Greckiego

Z trasy ;]

Cel

Pitt Stop leśny - jeden z dwóch na trasie :)

Powrotowo :)

Sobota z obu stron, w piątek czyli tak jak powinno być :P

Chwilę przed zachodem, wycinka - widocznie mają tam za dużo lasów xDD

Najwyżej położony kamień Poznania :D

A później już było ciemno :P
===================================================
:D


Kategoria Rower

Środa Kórnicka

  • DST 102.40km
  • Czas 04:36
  • VAVG 22.26km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 października 2018 | dodano: 15.10.2018



Wróciłem ... i będę stopniowo nadrabiał wpisy, tak zwanie ... po lekku, w końcu mam urlop ;]



Dziś wyszło trochę mniej klasycznie niż zwykle. Zawsze była Środa w piątek, a Sobota w czwartek czy coś koło tego, oczywiście w poznańskich kręgach :-D
========================================================
Do rzeczy ;]
Zgodnie z planem miałem wyjechać około 10:00, ale ... standardowo się nie udało (Morfeusz xD) i wyjechałem o 12:00 :P Plus z tego taki że ubrałem się już idealnie na krótko, bo pogoda oscylowała w granicach 25 stopni, a do tego wiatr był zdecydowanie umiarkowany i ciepły ^_^

Pierw ruszyłem standardową trasą przez pierdyliard świateł, później bardzo ładną DDR-ką (leśną) w okolicach ZOO, a następnie już wjechałem na moją wcześniej założoną trasę. Jechało się przyjemnie, ruch samochodowy też nie był za duży i tak dotarłem do leśnego Pitt Stopu, gdzie pogadałem trochę z panią z opieki ... i się wkurzyłem xD Nie wnikajcie.

Po napoju wzmacniającym miałem już prostą drogę (gdzie nie musiałem zaglądać w mapę) do mojego pierwszego celu, czyli do Środy Wielkopolskiej. Na miejscu podjechałem na rynek (zdecydowanie dupy nie urywał), następnie dzięki koledze Trollkingowi zobaczyłem sobie stacja kolejki wąskotorowej oraz dworzec główny i mogłem skierować się w stronę Zaniemyśla.

Ominę w opowieści ten fragment bo prawie zginąłem pod kołami Tirów, które mijały mnie co chwilę "na zapałkę", a do tego zaliczyłem awarię która prawie zrujnowała mi wycieczkę. Finalnie wytrzymałem połowę tego odcinka i skręciłem na lewo na jakieś okoliczne wioski.

Tu już jechało się sympatycznie, szerokim asfaltem :) I tak bocznymi drogami, dotarłem do mojego drugiego celu na dziś czyli miejscowości Kórnik. Tam zobaczyłem sobie zamek i rynek (ten już był zdecydowanie fajny) skontrolowałem czas i niestety stwierdziłem ... że nie zdążę zobaczyć trzeciego punktu dzisiejszego planu czyli Radzewic ;/ Pojechałem więc bezpośrednio w kierunku domostwa, zaliczając jeszcze trasę zaproponowaną przez znanego tu Tomka ;]

Całkiem fajnie się jechało ... aż do Starołęki, gdzie niestety trafiłem na szlaban, który to wytworzył taki korek że koniec świata, po raz kolejny ledwo uszedłem z życiem xD. Przemęczyłem jednak te piekło i poprzez wieczorną Wartostradę po ciemku, dojechałem jeszcze na moje standardowe miejsce na piwko i mogłem udać się do Kuzynki na pizzę. Lubię :))

=============================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1212081182

Fotki:
Początkowy standard xD

Poznań ;]

Żółte kwiatki :P

Po postoju => dwie zagwozdki, wyprzedzać czy nie (wyprzedziłem) i gdzie jechać? (wyszło że na lewo) ;]

Z trasy ;]

A tu, miły Pan na piedestale pokazał mi kaj jechać ===========> dziękuję ;)

Przed Środą ;))

Główny cel dnia dzisiejszego

Droga nr. 432 + awaria ;/

Kórnik!!


Zachód na płytach, o których dzień później poczytałem ;)

Z powrotu, dzięki Tomek - fakt, było ciekawiej aniżeli przez Koninko :P

Babki? Laski? Dziewki? Jeden ujjj heh

Końcówka już w takich warunkach ;]
Klimatycznie ;]



================================================
Było idealnie, choć tego ciągle nie spotkałem ;(((
Co to za Adam? Zedytowałem poprzedni wpis :PP



Kategoria Rower

Dojazd + poznański glut startowy

  • DST 31.01km
  • Czas 01:33
  • VAVG 20.01km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 października 2018 | dodano: 09.10.2018

Witam ... Powitałki puki co nie będzie, bo jestem bez kompa :]
Ehhh, z fona to ciężko nawet tekst wyśrodkować xD
=======================
Dziś ino na szybko napiszę, że dojechałem do Poznania :-) W sumie to miałem ten urlop spędzić zgodnie z planem w Rumunii, no ale co tam. To nie mogło wyjść ... i nie wyszło xD Zresztą mniejsza o to :P => jakieś pięknie kraje phi, lepiej se pojeździć rowerem z PKP, o tak:


Wagon rowerowy xDDD

Dobrze że to był jedyny (wagon się popsuł i musieli dać zastępczy) problem z jazdą. Do Opola pogadałem z Panią z Bielska o górkach, później BeeS, Morfeusz i takie tam i ... w sumie zleciało te pięć godzin, dość szybko ^_^

Wysiadłem ...

... no tego agenta nie spotkałem, ale postanowiłem jeszcze coś delikatnego zrobić, coby się później nie ruszać z Wichrowych.

Po sobotnim rowerze, górach w niedzielę, wczorajszym załataniu miliona spraw dla babci, z dużym plecakiem i tak bym daleko nie zajechał heh. Padło więc klasycznie na okolice Rynku, Maltę (super było dziś, przejezdne xD), Wartostradę i Park Cytadela ;-) Można uznać że było idealnie, czy nie można? No oczywiście że nie => ponarzekam :-P

Otóż, pierw przyjechałem na Dworzec, który no nie do końca jest przystosowany do rowerzystów, później wpadłem na remont (na ulicy Święty Marcin), następnie musiałem mieć oczy z każdej strony głowy, bo poznańscy ciągle myślą że czerwony kolor na sygnalizatorze jest dla ozdoby xD W ogólne to Pyry, ciągle myślą że cała droga jest jednym wielkim przejęciem dla pieszych, także ten tego heh. Do tego obowiązkowo telefon w ręce i nos w nim - co się zemściło na rondzie Śródka, gdzie koleś mi wlazł w rower, podczas czekania mojego na zielone, galotami w napęd, wczoraj smarowany => nie na za co :-P

Żeby nie było że tylko straty pieszych, to ja również zaparkowałem w barierkach na moście bodajże Chrobrego. Otóż pan jegomość, nie raczył się nawet o centymetry przesunąć, więc zostałem kołem w barierkach. Witam w Wielkopolsce, przynajmniej moja rodzina jest nadal normalna heh ;-)
============================================================
Trasy:
Katowicka => https://www.relive.cc/view/e1211449343

Poznańska => https://www.relive.cc/view/e1211607840


Fotki:
Jeszcze Katowice i taki oto widok miałem przed godziną 10:00 w Parku Kościuszki


A tu już Poznań ^_^

Szkodnik w Pyrlandii

Rynek ..

... a na nim ktoś se został obiad na jutro :-D

O taką Polskę "walczę" :-P

Malta, ha!! Drugi raz w tym roku, biedaki :-P:-P

Obowiązkowa trasa na pierwszy dzień, czyli Wartostrada ^_^

Cytadela, tu se trochę pokręciłem ...

... i znalazłem pokrewny humor ;-)


===================================================
Za błędy stylistyczne, sorki :-P

Dbam o bezpieczeństwo


Kategoria Rower

RPM + BRTS

  • DST 27.51km
  • Kalorie 4081kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 7 października 2018 | dodano: 09.10.2018
Uczestnicy



No i proszę, kolejne górki się trafiły ^_^
Co do genezy, to ponownie nie będzie ona jakoś super skomplikowana => tym razem koło środy, zapukał do mnie i Łukasza, Filip z propozycją zrobienia naszego zaległego szlaku na tytułową Hale R(ysiankę), P(ilsko) i Halę M(iziową) - BRTS to po prostu szczyt słowacki, który ponoć po naszemu się nazywa Palenica, no ale nikt tego nazewnictwa nie używa heh. Palenica to jest w Tatrach :-P
=========================
Do męskiej części ekipy dołączyła ponownie Marzena co cieszyło, bo już myślałem że z mojego chytrego planu będą nici, albo nawet na nim przegram. Otóż patrząc na ich rozwijający się związek, zakładałem że Łukasz zarazi swoją dziewczynę górami ... wyszło na odwrót i w sumie to Łukasz przestał jeździć xD

Dobrze że wszystko wraca do normy, a Sąsiadka wykazuje zdecydowanie górskie perspektywy :-)
========================
Umówiliśmy się więc na godzinę 8:00 rano, coby 10 minut później, podjechać pod siedzibę (:-D) Filipa i rozpocząć prawie bezproblemową podróż do wsi Sopotnia Mała Kolonia, "zaliczając" jeszcze Biedronkę, po zakupy. Czemu znowu prawie bezproblemową? Ano dlatego że mieliśmy podobną sytuację na DK86 przed Tychami xD

https://www.sadistic.pl/deer-collins-vt481433.htm

Łukasz wyhamował, także obyło się bez strat w zwierzynie, a i mechanik nie zarobił :-)
=======================
Na miejscu zjawiliśmy się chwilę po godzinie 10:00 i mogliśmy wyruszyć, pierw asfaltem, a później bardzo sympatycznym, jesiennym, szlakiem niebieskim do naszego pierwszego celu którym było moje ulubione schronisko czyli Rysianka.

BTW: dało się iść dalej tym asfaltem


Tam niestety, ale Tatry schowały się dość mocno za chmurami, więc zrobiliśmy sobie tylko jakoś małą przerwę na coś do picia i jedzenia (wiało xD) i ruszyliśmy w kierunku szlaku na halę Miziową. Delikatną sinusoidą doszliśmy w komplecie na BRTS, gdzie po chwili rozmowy mógł nastąpić podział. Czyli zakochańce poszli po prostu na schronisko, a ja z Filipem uderzyliśmy na najwyższy(?) nieformalnie szczyt Śląska (sam szczyt jest w Słowacji, parę chwil za granicą) czyli Pilsko.



Na początku było całkiem nieźle, Dziadek Łapeć z Filipem, dość fajnie uciekł Cioci Marzenie i Łukaszowi, no ale im wyżej tym gorzej i tuż przed Halą Słowikową, dostałem z odcięcia po nogach. Na całe szczęście po szybkim odpoczynku, udało się mi dogonić czekającego na mnie kolegę na Górze Pięciu Kopców :-). Później został już mam tylko odcinek przez błoto na najwyższy punkt dzisiejszego dnia :]

Tam kilka fotek (Filip, nie marudź :-P) i pierw po zdublowanym odcinku, a następnie szlakiem żółtym spotkaliśmy się ponownie z ekipą przy schronisku.

Zostało więc nam ino zejście do auta ... dwugodzinne, gdzie moje zapasy wyglądały następująco: dwa ćmiki i jedno piwo heh. Jakoś dałem radę, cała reszta również ( BTW: ten szczyt z krzyżem przy namiotach to Buczynka - 1205m) i w sumie bardzo spokojnym tempem doszliśmy do asfaltu, gdzie jeszcze się łudziliśmy że będzie jakiś sklep => no nie było xD 

PS: nie kupujcie telefonów w Euronetach, licho gwarancję dajo :-D:-D:-D

Trasa:


Filmik:

Fotki:

Pierw asfaltem

Później lasem

Jesienne klimaty, w sumie lubię, choć zawsze lepiej wiosna wygląda, bo wiem że zaraz będzie ciepło ;-)

Przed-szczytowo ;]


Rysianka i popas 


Schronisko z dołu :)

Widok z oficjalnej kamerki :P
Filip uciekł heh


Ze szlaku Rysianka - BRTS


BRTS - z góry i z dołu

Przed-kryzysowo ...

... ale skoro oni dali radę, to ja też dam ;)

Zakochani w między czasie mieli czas wolny :)

A ja dzielnie szczytowałem ;]


Zejście szlakiem żółtym


Ponownie w komplecie i jakieś zdjątko grupowe

Zielonym do asfaltu

I końcówka ;]


Z drogi powrotnej mogę tylko opowiedzieć że jakieś pół godziny po wejściu do samochodu, zaczęło padać hehe ÷> idealnie oraz to że jednak udało się znaleźć sklep i poprzez KFC i wuchtę korków dojechać do domu ^_^

No takie rozpoczęcie urlopu to ja rozumiem :) Po raz kolejny dzięki wszystkim i czekamy na listopad, i gdzie myślę że znowu coś się uda zrobić, W końcu Wielka Racza czeka ;-)
=====================================
Obowiązuje również a samochodach :P



Kategoria Góry

Portfel cały wypchany ...

  • DST 55.56km
  • Czas 02:46
  • VAVG 20.08km/h
  • VMAX 54.08km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 października 2018 | dodano: 06.10.2018




dolaaaaara ............... i dokumentamiiiii, a Ty .......... a Ty, oddaj mnie xD



Dobra, o portfelu będzie później. Pierw do genezy.
Po tygodniu bez kręcenia, na który złożył się wyjazd w górki (niedziela), ból mięśni (poniedziałek-wtorek), deszcze niespokojne (wtorek-środa), początki grypy (środa-piątek), dziś już gardło było zdrowe, katar lał się w sposób kontrolowany, więc można by coś "zrobić", skoro pogoda była bajeczna .... jak na październik. W końcu zacząłem urlop, więc jak mogło być inaczej? heh.

Po wczorajszym i środowym maratonie u babuszki, zapukałem wieczorem do Siostry w celu zagadania co i jak - jednak bałem się nawrotu choroby ( rower brzydnie, a w niedzielę górki => co nigdy nie zbrzydnie ;] ), a na wczorajsze klachy i tak nie było czasu, bo pranie na Piotro (xD) => a tak to i pogadamy i się nie spocimy. Obopólna korzyść heh. 

Umówiliśmy się więc na godzinę 13:30, coby pierw po moim spóźnieniu, a później po Gochy spóźnieniu, wystartować o 14:00 na nasz cel którym dziś były Wrotki-Paprotki ^_^

Jak ruszyliśmy, tak zaliczyliśmy pierwszy postój. Moja (Sokole Oko) Siostra znalazła zabłąkany na ulicy portfel z chyba największą ilością dokumentów, jaką widziałem na oczy. Było też w nim jakieś dwa złote, 30 dolarów (amerykańskich) i jakieś azjatyckie (będą na foto-relacji) "złotówki".
No nic, facet lat 33, z dzieckiem, bez żadnych dokumentów swoich, (brakowało ino legitymacji jakiegoś honorowego yyyy "członka" na jakiejś stronce porno), dziecka, auta, itp, itd => no kibel, trzeba jakoś oddać. Sznupiemy, jest adres - hmm Mikołów, oki można podjechać, na FB typa nie ma i .......... olllle jest wizytówka z numerem. Gocha dzwoni, koleś odbiera i wie że zawalił :-D Podczas zapinania syna (w pasy!!!!, zboczuchy), bajtlik został mu na dachu i podczas jazdy spadł xD 

Obywatelskie oddanie mienia nastąpiło na Mąkołowcu, gdzie Pan stwierdził że nie ma kasy (nikt tego nie wymagał) na znaleźne (wiadomo, dolar nie pieniądz :-D) ale da nam likierek :-) Zawsze to lepsze aniżeli piernik za telefon, Gocha coś o tym wie :-D
======================================
Pojechaliśmy więc dalej zgodnie z planem, coby przed Żwakowem zaliczyć postój ... na sprawdzenie wartości prezentu :-P Zaspokoję więc też waszą ciekawość i napiszę że koszt "likierku" to ok 80 zł => jest rozgrzeszony, choć bardziej dla nas się liczył dobry uczynek, bo byłoby mi meeeeeeega żal synka (wizytówka biznesowa), jakby miał to wszystko załatwiać xD


Jemu nie wyszło :PP

Wróćmy więc do tripu. Dojechaliśmy przez wizytę w sklepie ABC, do Paprotek, gdzie nastąpiła przerwa na pogaduchy i konsumpcje piwka owocowego :)
Później wracaliśmy w miarę podobną trasą, gdzie wiadomo .... nie obyło się bez komplikacji. Ja wystartowałem trochę przodem, coby się przebrać z krótkich "galot" w długie, a Gocha stwierdziła ......... że zobaczy co słychać na innej ścieżce. Tak, to było planowane, prawie :P

Wróciłem się na nasz ostatni punkt, gdzie widziałem Siostrę i okazało się (a jak!! :D) że jej tam nie ma, więc telefon i zacząłem ją (Google mówiło o 7 minutach różnicy) gonić. Takim zacząłem gonić (pięć minut czekałem na przejeździe na ul. Niezapominajek) że, przegoniłem :P Minęliśmy się gdzie w okolicach Kostuchny i do garażu wróciłem sam xD Gocha jak się okazało, pojechała do domu xDDDDD

Czekanie na garażu w sumie mi zbrzydło, więc poszedłem sobie do lasku na piwko. Oj to było ciężkie piwko xD Już odpisuje dlaczego. Podszedł do mnie potencjalny przyszły radny miasta. Mateusz Lasik, takkkk "Longer" Marzena może coś więcej powie na temat tego człowieka, ale fakt, ogólny kosmos :-D Nie wnikajcie :DDDDDDDDDDDDDDDDD
===============================================================
Trasa => ucięło trochę, jak widać => https://www.relive.cc/view/e1209896127


Fotki:

Jest i Siostra ;]

Śmieszny "pienionc" (4,77zł), przeźroczysty taki :P

Rodzinny komplet ;]



To tak, BTW :PPP
========================================================
Lasy między Stacją Tychy a Tychy Żwaków

Nowa DDR-ka w Tychach Wilkowyjach => OMG, może jest jeszcze nadzieja? xD

"Gift", za dobry uczynek ;]

Cel ;]

Z powrotu zdjęć nie mam, Siostrę goniłem xD => Foto spod garażu ;)))

===================================
Jutro zaś góry ... i zaś bez kościoła i "Bożi" ehhhh, dobrze że jest jeszcze opcja dla mnie ;)

:PPPPPPPPPPPPPPP


Kategoria Rower

Babia Góra, męką pisana ;)

  • DST 14.51km
  • Kalorie 2813kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 30 września 2018 | dodano: 03.10.2018
Uczestnicy



W związku z faktem że w końcu zaczynam odzyskiwać pełną władzę w nogach, a wątroba po fazie finałowej Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn, powoli wraca na swoje miejsce ...

... to czas na parę słów ode mnie z niedzielnego wypadu w górki ;]

Co do genezy, to nie ma się co rozpisywać bo ...

... więc wiadomo :)

Zresztą ten szczyt już planowaliśmy od dość dawna. Ja z Łukaszem już tam byliśmy nie raz, nie dwa (moje, co pamiętam na szybko) => we mgle (Młody) ...


Swoją drogą za dużo się nie zmieniło od pierwszego wejścia w lipcu 2011r. :P

... zimą w śniegu (z Kuzynostre), słonko (Filip, Łukasz), kolejna zima (Zenek, Łukasz), podnamiotowo (Filip), no ale moja Siostra i Marzena ( dzięki za lizaka ;] ) jeszcze tego nie miały odhaczonego, a warto, więc trzeba iść :)

Także udało się nam bezproblemowo zgrać na niedzielę, więc miałem aż cztery dni coby namówić Gochę :)
No niestety, Gocha jest podobny "zmarzluch" co ja, więc się nie udało - nadrobimy ... może za rok :D

Siostra woli latem, no chyba że jest za ciepło, albo zbyt umiarkowanie :D

:PPPPPPPPP

Na całe szczęście miejsce w aucie się nie zmarnowało: Diablasty, również miał w planach Diablak na ten rok, więc się mu trafiło jak ślepej kurze ziarno :) Reasumując: do ekipy wyjazdowej załapali się prócz mnie, Marzena, Łukasz [ dzięki "za firmę" ;) ] i Marcin.
=========================================
W takim oto składzie chwile po godzinie 8:00 rano, mogliśmy się zameldować przy aucie na parkingu na Brynowie. Na miejsce docelowe, którym dziś była przełęcz Krowiarki (1012m n.p.m.) dotarliśmy (tak, tak, Łukasz wiem - po zakupach w czterech sklepach :P) przed godziną 11:00 i ze słonecznikiem w ręku, mogliśmy ogarnąć "bilety do lasu" i ruszyć szlakiem niebieskim w kierunku schronu, coby na miejscu przemyśleć od której strony zrobimy "atak szczytowy". Ja tam miałem swój plan, ale nie chciałem zapeszać, dostosował się bym do większości ;]

Kilka słów o szlaku początkowym: no nie spodziewałem się że będzie aż tak fajny (idealny do piwka heh), bo o tym że będzie przeludniony to wiedziałem xD.
Co jak co, poszedł płynnie i mogliśmy na Markowych Szczawinach (około godziny 12:40) ogarnąć jakiś popas i zdecydować co robimy. A, no i mogliśmy się znów połączyć w jedną grupę - Diobeł tak wystartował że wystarczy nam mu ino podziękować, że za dużo kurzu po sobie nie zostawił :D

Pojedliśmy, (ja się również przebrałem w termoaktywną koszulkę) i mogliśmy się chwilę cofnąć, żeby rozpocząć konkretne wchodzenie Percią Akademików, czyli tak jak se założyłem :) Pierw lasem (Marcin zaś się odłączył, tym razem se zwolnił :P), później już w komplecie, pośród kapitalnych widoków i w sumie nie najludniejszej trasy, do góry. Były i postoje, łańcuchy, lód i wuchta dobrego humoru, i co najważniejsze => bez ofiar ... choć trochę wiało ;)

Na szczycie zameldowaliśmy się po godzinie 15:00 gdzie na start wiadomo, chwila dla reporterów, później czas wolny plus jakieś piwko i mogliśmy schodzić już pospolicie, szlakiem klasycznym, czyli czerwonym. Tym razem jednak aż za Kępę (1521m n.p.m.) widoki były takie że aż się schodzić nie chciało. Trzeba było ino uważać, żeby się nie zapatrzeć i orła nie wywinąć ;) Potem klimatycznie na Sokolicę (1367m n.p.m.), a potem ... to już nieważne. Schody mnie wykończyły i chciałem ino jak najszybciej dostać się na parking, zresztą jak każdy heh.

Na dolę nie było nawet co myśleć, ino trzeba było gonić na finał MŚ. Co mnie zdziwiło? Zero Morfeusza!! Czego się nauczyłem? Nie puszczać Łukaszowi pewnego typu muzyki, bo później jest zmierzły jak w Oświęcimiu :P

Mamy wtorek, godzinę 17:20, 19:00, 21:20, 23:50, MAMY ŚRODĘ 07:40 a ja ciągle zakwasy czuję xD To bankowo było ino 15 kilometrów??:>

No mniejsza o to. Dzięki wielkie za towarzystwo ;))
==================================================
Do 1525 razy sztuka => w końcu się udało tego BeeSa opublikować - dobrze że już kopie robię, bo zaś mi usunęło cały wpis pffff

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1206667452
Endo oszukało, jak to lubi mieć w zwyczaju pieszych wędrówek ;)



Fotki:
Jest słonecznik, jest (będzie) impreza :D

Super trasa => dobrze że autem robiona a nie rowerem, bo pagórkowato heh

Możemy ruszać ;]

Szlak niebieski Krowiarki - schron => niespodziewanie bardzo sympatyczny

Nie tylko myśmy wpadli na ten (górkowy) plan ;)
Schronisko (a racze hotel) PTTK Markowe Szczawiny 1180m n.p.m.

Rura na szczyt Babiej Góry 1725m n.p.m. => pierw lasem ;)

Widoczki niższe i wyższe z trasy za lasem ;]


Jest dobrze :D

Łańcuchy i fotka z butem dla Janiola heh

Moi kompani, za skałami schowani ;))

Ciągle do góry, takie małe Taterki ;)

Koszulka termoaktywna się przydała (rękawiczka na zejściu też) heh


Już blisko :)

Ekipa wyjazdowa w komplecie

Jeszcze jakiś kolaż ze szczytu i ...

... schodzimy czerwonym, klasycznie

Widok na Taterki => czyli główny cel wyjazdu

Jak komuś tęskno do zimna to bardzo proszę :)
Łukasz z poświęceniem, Devil pewno też szukał ujęcia :))

Majestatycznie :D

Coraz niżej

Końcówka, schodów (nawet jakbym miał jakieś super zdjęcie) nie wkleję, nie chce wspominać tego odcinka :D


Filmik od Łukasza, jako "wisienka na torcie" :)




====================================================================================
W sumie to nie wiem kiedy się mi uda wsiąść na rower, więc poprzedni miesiąc se podsumuję teraz :)
No był udany i to bardzo!!!!

Prawie tysiąc kaemów wyszło, gdzie wizualnie przedstawia się (dodam że w tym miesiącu było jeszcze oczywiście morze) o tak :)
Przez kręcenie zaniedbałem trochę chodzenie i pierwszy raz nie udało mi się "ćwiartki" wydreptać ;/
No trudno, przeżyję :P

=======================================================
Zaczyna się!!!!!!!!!! XDDD


Kategoria Góry

Warpie towarzysko

  • DST 61.52km
  • Czas 02:36
  • VAVG 23.66km/h
  • VMAX 54.59km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 29 września 2018 | dodano: 01.10.2018


Ponownie na start muszę zacząć od wstępu!
Wczoraj po powrocie od babuszki, zahaczyłem jeszcze o spotkanie z (długo nie widzianym) Zientasem, a później pognałem do sklepu z płazem w logo, po jakieś chrupanie. Przechodząc przez "pasy" zobaczyłem zbliżającego się pedalarza (xD), przebiegłem więc szybko, żeby chłopina nie musiał hamować. I co się okazało => nie dość że usłyszałem głośne "dzięki" to jeszcze gość gestem ręką pozdrowił. A ja głupi zawsze myślałem że kolarze na Śląsku mają ręce przyklejone do kierownicy:-D Taka niespodzianka!!

W sumie na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile razy taki mi odmachał na trasie. Oczywiście, o ile bym se rękę obciął ... a nie odetnę, bo je lubię, zwłaszcza prawą ;)
=============================================
A co do dzisiejszej jazdy, to bardzo po głowie mi chodziła wspomniana ostatnio Pszczyna, ale jednak w czwartek stara znajoma zapraszała na jakąś pizzę i chwilę rozmów. Pszczyna nie zając, nie ucieknie ^_^

Wystartowałem więc i przez "Trzy Garby", dostałem się na Giszowiec, następnie przez Mysłowice, odwiedziłem Trójkąt Trzech Cesarzy (kajaki działają) i mogłem przez sosnowiecką ulice Wojska Polskiego, dostać się przez Dańdówkę, Klimontów, Pekin i Zagórze do Dąbrowy Górniczej, gdzie odbiłem na tytułowe Warpie. U Żanety niecałe półtorej godziny zostało spożytkowane na klachach, słabym piwie, kawie i ... nazot przez okolice izby wytrzeźwień (xD) Pogoń, Borki i klasycznie przez D3S do Żubra heh.

Jutro Królowa Gór, relacja w poniedziałek, ewentualnie we wtorek ;]

Trasa => https://www.relive.cc/view/e1206196394
Endo dziś prawie spoko. Auto-pauza ino na pauzę wróć pałę!!!



Fotki:
Ulica 73-go Pułku Piechoty

Szlak z Trójkąta Trzech Cesarzy - idealny dla szosowców :P

Sosnowieckie DDR-ki, ciąg dalszy - lubię ;]

Widok na górki (o ile będzie cokolwiek widać :P) z Sosnowca

Zagórze

Elektrownia "Będzin Łagisza" z dwóch perspektyw

Cel ;]

Nazot w stronę zachodzącego słońca ... dosłownie ;)

Na koniec, yyy końcówka zachodu z Zawodzia :)


======================================================
W sumie zawsze mogło być na minusie :)
Cieszmy się z drobiazgów :P


Kategoria Rower