Wpisy archiwalne w kategorii
Góry
| Dystans całkowity: | 4822.29 km (w terenie 234.97 km; 4.87%) |
| Czas w ruchu: | 09:04 |
| Średnia prędkość: | 19.78 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 58.50 km/h |
| Suma kalorii: | 496100 kcal |
| Liczba aktywności: | 250 |
| Średnio na aktywność: | 19.29 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Rysianka (1271m n.p.m.) po raz kolejny ;]
-
DST
12.90km
-
Kalorie 2689kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 12 grudnia 2020 | dodano: 14.12.2020


Skrzynka najlepsza, a kocyk był w praniu :))). Tyle tytułem wyjaśnienia powitałki, a co do genezy tego wyjazdu, to nasuwa się tylko jedna osoba: Marzena :D. Koleżanka pochwaliła się naprawą pewnej rzeczy w aucie, a na moją sugestie że wypadałoby to przetestować w górach, odpowiedziała ino że ona nie, ale zapyta narzeczonego. Łukasz oddzwonił ... po około dwudziestu sekundach :DDD. Pozostało więc tylko odezwać się do Diobła (od którego chwilę wcześniej wróciłem) i w takim oto trzyosobowym składzie, wyruszyliśmy w okolicach godziny 8:00 rano z Piotrowic do miejscowości Złatna w Beskidzie Żywieckim
◉‿◉.
Normalnie pewnie byśmy pojechali do Żabnicy, ale i dzień krótki, i była misja pt: Andrzej (wrócimy do tego na końcu), a i popołudniu przejeżdżała do mnie moja luba - czasu więc za dużo nie było ;).
Droga (2h) nawet dość płynnie zleciała i mogliśmy (po odwiedzeniu sklep z płazem w logo, piekarni i zaparkowaniu), ruszyć na jak się by mogło wydawać ... szybki, krótki, i prosty szlak. Szło się jednak mozolnie, ale ciągle do góry ◉‿◉. Weszliśmy pierw na Halę Lipowską, następnie na tytułową Rysiankę, i zeszliśmy (Diobeł sam chciałeś!! :P) przez Trzy Kopce do żółtego szlaku który to przez fakt że Marcin jest ciągle kontuzjowany, trochę nam wydłużył czas schodzenia :D.
Po tym odcinku jużz bez komplikacji doszliśmy do auta, gdzie po przejechaniu około 13km, zawitaliśmy u mojego starego znajomego Andrzeja w dolinie Danielki ;). Tam (niestety bez fotek) chwila na "małego owocowego" (z pustymi rękami w gości przecież nie przyjadę xD) i po upewnieniu się że ciągle jestem tam mile widziany, mogliśmy wracać.
Miał być to wyjazd typowo rekreacyjny, a jednak w niedzielę miałem łydki masowane - starość czy jak? XD. A co do Pani masażystki, to uzyskałem zgodę na publikację wizerunku hipotetycznej, przyszłej pani Ł. ;)

Czasem ino kota podkrada, ale to dobrze - sama też przecież jest kociarą heh :D.

Najważniejsze jednak jest to, że Magdalena lubi chodzić => Gocha z Marzeną będą mieły na wiosnę koleżankę na szlaku ←_← :-).
Wracając do naszego wyjazdu to => trasa:

I fotki:
Początkowy odcinek dawał złudne nadzieję, że będzie ładna zima na górze :/.

Tam szliśmy najpierw ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

Brak badyli (pfff - gardzę i tak) otworzył widoki


Do góry!!!. Łukasz na całe szczęście nie zapomniał o słoneczniku ◉‿◉


Schronisko na Hali Lipowskiej ...


... i widoczek ^_^

Rysianka i prawie poza klasyczna

Taterniki "otwarte" <( ̄︶ ̄)>

Popas w schronisku STOP, stolików brak STOP, a Panu musiałem głowę uciąć, bo nie wyraził zgody - znaczy się nie pytałem :P.

Ekipa pandemiczno-wyjazdowa :-)

Poza klasyczna ;)

BTW:


I też klasycznie => musieliśmy se cyknąć fotkę w kamerce :p

W dół szlakiem granicznym



Jeden z dwóch "koszmarów" Diobła xD

A tu z Łukaszem, myśleliśmy że zamoczymy sobie stópki - no ale niestety ... drwale :-(. Kij im w silnik i piłę mechaniczną!!

I już przy aucie => chwilę przed nim było genialne miejsce na ognisko, ale nam się niestety śpieszyło XD.

A powrót nastąpił w takich oto warunkach. Szacun dla kierowcy za bezpieczne dowiezienie nas do domu!!

Morfeusz? Yyyy? Obecny :D
===========
A w domu ...


... klasycznie :DDD
Dzięki Panowie i do kolejnego!! ;)
PS: a wcale że nieprawda /ᐠ。ꞈ。ᐟ

:PPPPPPPP
Kategoria Góry
Malinowo-śniegowo
-
DST
25.82km
-
Kalorie 3274kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 28 listopada 2020 | dodano: 30.11.2020

A mogłem sposobem Majki przykleić tyłek do kaloryfera! Ale po co? Nogi przecież ciągły do wykorzystania dnia wolnego, na jakąś aktywność na świeżym powietrzu ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
Gorzej że nogi to jedno, a temperatura na poziomie 1*C na dworze, to drugie.

Co to, to jednak nie :P. Wczoraj w pracy napisał do mnie Łukasz i zapytał czy nie skoczyłbym się z nim w jakieś górki. Planowałem w sumie jazdę na rowerze na Tuliszów, ale co tam => pojechałbym sam, a tak to przynajmniej miałem choć okazję pogadać z kimś sympatycznym ←_←.
==========
Wczoraj nastąpił jeszcze spacer z Siostrą, podczas którego odezwał się Diablasty, który również wyraził chęć zobaczenia co tam w górkach słychać ;]. No nic, nie pozostało mi nic innego, jak tylko ograć w garażu Zientasa w rzutki 4-0 (:P) ...

...i udać się do domostwa coby się wyspać i zregenerować :))).
==========
Poranek, telefoniczny budzik od Łukasza i mogliśmy ruszyć w kierunku Wisły Malinki - oczywiście zaopatrując się w sklepie wiadomym :))

Tam parking ...

... i w drogę, pierw szlakiem żółtym:


(Skocznia Adasia Małysza być musiała;])

Już na samym początku, wiedziałem że te góry będą trochę inne niż zwykle. Diobeł po kontuzji raczej szedł sobie z kijkami na spokojnie, a Łukasz od razu wystartował z "grubej rury" heh. Ale powód miał, więc się nie odzywałem, i ino kursowałem jak elektron pomiędzy jednym a drugim ;).
(ławeczka na szlaku)

Później znów połączone siły i tak doszliśmy do słynnej polany na Cieńkowie:



Autor (o dziwo uśmiechnięty heh) na szlaku => jakbyście zapomnieli jak wygląda :P ...

... podziwianie yyyy mgły ...

... i Diobeł jako kibic Ruchu, czyta co pisze z ... przodu tablicy :DDD
Po niej (polance) ciągle Łukasza nosiło, więc wystartował przodem, ja jeszcze chwilę szedłem z Marcinem i nastąpił przedostatni podział. Diobeł został na miejscu do odpoczynku i robił swoją trasę, ja natomiast zacząłem gonić Łukasza co ... do prostych zadań nie należało :D.






Udało się to dopiero gdzieś w okolicy Zielonego Kopieca (1152m n.p.m.) ...



... (BTW: wariat :P) ...

... i razem doszliśmy do głównego celu dzisiejszego wyjazdu: czyli do Malinowskiej Skały (1152m n.p.m.).



U nas to już bardziej pod zachód podchodziło :DDDD
Tam nastąpił czas na bułkę z kurczakiem i (w moim przypadku) piwko. Dobre takie, zimne, gorzej że ... no postój mieliśmy akurat obok grupy ... Anonimowych Alkoholików, którzy to, świętowali chyba rok trzeźwości jakiegoś Andrzeja xD. Cóż (że ze Szwecji), któż mógł wiedzieć że tak wyjdzie :D.
Po regeneracji, laga w dół ...


... w kierunku salmopolskiej.
I cóż, myślę że jedyną osobą która mogłaby dogonić mojego kompana, to Justyna Kowalczyk w olimpijskiej formie heh. Puściłem więc Łukasza (raczej potrzebował takiego sam na sam z górami) szlakiem planowanym, a ja na spokojnie, zszedłem sobie asfaltem <( ̄︶ ̄)>.


Ostatnie zdjęcie przed rozładowaniem telefonu ;]

Odcinek ten dłużył się masakryczne, a do tego na szlaku, przez rękawiczki straciłem jedno piwo, którego mi na tym odcinku dość mocno brakowało. Znaczy wodą też bym nie pogardził, no ale nie miałem i tego i tego xD. Trudno, pierwszy sklep miał być mój. I był (Żabka) ale portfel zostawiłem w samochodzie - brawo (wysuszony) ja :P.
Doczłapałem się jednak jakoś do auta, Diobeł poratował zaoszczędzonym chmielem, Łukasz też się po chwili zjawił i mogliśmy wracać. Synchronizacja wyszła bardzo dobrze ;).
Chwila w ogrzanym samochodzie i dobranoc (:P) - budzę się (zostaje obudzony) tuż przed Piotrowicami heh. Szkód zero - sorki Łukasz za stresy, Diobeł opowiadał :D.
Później jeszcze Biedra, wanna, film i cóż? Tego mi (snu) ...

... było trzeba :-P.
Podziękował i do następnego :).
=====================
Trasa bez końcówki - pętla oczywiście została dopięta ;]
===========
W niedzielę leczenie zakwasów i meczycho ;]

===========
W niedzielę leczenie zakwasów i meczycho ;]

Na farcie wygrane ;)))). Nazwisko strzelca bramki dla Motoru klasycznie przemilczę ;)) :D. Poza tym => leżałem, spałem i jadłem xD.
Miłego tygodnia wszystkim ;)

Dałem jednak radę ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
Miłego tygodnia wszystkim ;)

Dałem jednak radę ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
Kategoria Góry
KOT-arz (różnie podają :P m.n.p.m.)
-
DST
20.28km
-
Kalorie 2850kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 7 listopada 2020 | dodano: 10.11.2020

Tak, grzać zacząć trzeba było :D. Kotek docenia :DDD
/ᐠ。ꞈ。ᐟ\
A co do wpisu, to po ostatnim rowerze zaczął się "zalatany" weekend. W piątek nastąpił jeszcze spacer z Siostrą, w sobotę pierw górki (zaraz opiszemy), później na chwilę na klachy (i pieczonki) do Zientasa, następnie spotkanie z Magda. W niedzielę ponownie pierw Magda, a popołudniu obiad (z Marzeną, Łukaszem i Diobłem) w formie ogniska ...

... który to ... załatwił mi (nie wnikajcie) trochę bebechy w poniedziałek => trudno, było minęło ;].
===============
Co do samego tripu, to na pomysł wpadliśmy podczas czwartkowych zakupów w Decathlonie - komin produkcji polskiej, jednak dość średnio ogarnął temat i ... się rozciągnął xD. Kupiłem więc dwa nowe, a Łukasz zainwestował m.in. w buty w góry które to, oczywiście trzeba było przetestować ;] :p. Wyjazd tym razem nastąpił chwilę przed godziną 8:00 rano, i na spokojnie dojechaliśmy sobie Leonem (zahaczając o sklep z płazem w logo) do Brennej, gdzie to zaczynał (i kończył) się nasz dzisiejszy szlak. Mega fajnie wyszło że postanowiliśmy jednak nie jechać na Salmopolską, bo "na górze" mogłoby być mega ciężko z miejscem na parkingu.
Nam się udało bez najmniejszych problemów zaparkować i mogliśmy ruszyć asfaltem w kierunku lasu ^_^.
Pierwszy odcinek to trzy zaskoczenia - wszystkie trzy "plusowe" ◉‿◉ => było ciepło (kalesony były jednak zbędne), ludzi malutko, i nawet coś czego się mega nie spodziewałem - było widokowo ;]. Widoki najfajniejsze były oczywiście na Hali Jaworowej, gdzie po niecałych dwóch godzinach marszu, zrobiliśmy sobie postój na śniadanie ;].
Po przerwie i chwilowym podejściu meldujemy się na szczycie, cykamy jakieś fotki, i skoro się dobrze szło to postanowiliśmy jeszcze tą przełęcz odwiedzić, domykając nasze ślady na myGPSWorkouts. Całkiem fajny (choć trochę tłoczny) to był odcinek, a na dublowanym powrocie ... niespodzianka. Nie wiem czy Łukasz zwrócił uwagę na tego faceta, ale mi się zdaje że to był on => o tu link :P, a przynajmniej tak samo się przywitał :D. Odpowiedź jaką uzyskał, taką uzyskał i z uśmiechem na twarzy każdy poszedł swoją stronę (◠‿・).
Pozostała część wycieczki to już spokojny spacerek, jakieś klachy, planowania, i podziwianie kolejnych widoczków ;].
Wróciliśmy do Brennej, tam jakiś malutki popas i nazot do Katowic. Mega się starałem, Łukasz się trochę pieklił, ale przegrałem - wyjątkowo (:D) Morfeusz okazał się być tym razem (:D) zwycięski :D. Sorki jeszcze raz, dzięki za towarzystwo i ... wyrozumiałość :DDD. Nawet się nie spodziewałem że tak fajnie będzie :)
Trasa:

Fotki:
Parking i od razu taka informacja xD

Morsowania nie było - za ciepło jak na stópki :P

Początkowy odcinek


Hala Jaworowa


Klasycznie też było :P

Chwila do góry ...

... i szczyt ;]

Widoczek na Skrzyczne (i Małe Skrzyczne) spod szczytu :)

Lasem ...

... i jesteśmy => autuf jak mrufkuf :D
BTW: A kolega ma dwa razy dłuższego ... cienia :P

Chwilka dublowania ...

... i w dół

Ciągle (o dziwo!!) widokowo



Ostatnia niespodzianka na dziś, czyli wieża widokowa w okolicach Starego Gronia ;]

Końcówka:



W okolicach parkingu jeszcze popas z oscypkiem i do auta :)

=======================
Klasycznie jeszcze raz podziękował, i skoro dopiero to dziś publikuje, to spokojnego świętowania życzę :)

Kategoria Góry
Kaleki na Kozie(j) :P
-
DST
7.58km
-
Kalorie 1449kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 18 października 2020 | dodano: 19.10.2020

Na początek informacja dla jesiennej pogody - pie*d*l się!!

DZIĘKUJĘ ^_^.
Co do genezy, to tym razem szału nie będzie. Dreptając sobie w sobotę przed południem po Sosnowcu, zadzwonił do mnie Diobeł z prośbą o załatwienie (na jutro) samochodu i podwózkę do Bielska-Białej, w celu odbioru przyrządu do ćwiczeń rehabilitacyjnych.
EDIT => sprzęt działa i już się zwraca ^_^

Są tacy ludzie, którym się po prostu nie odmawia, więc jeszcze tego samego dnia wykonałem szybki telefon do Ojca i następnego dnia meldujemy się około 14:00 w Bielsku. A skoro już tam byliśmy, to zew natury ←_← zwyciężył. Jeden Marcin ciągle odczuwa stopę, a drugi majowy lot z wózka widłowego, no ale z Kozią Górą nie powinno być kłopotu!
Tempo jak widać (po mapce poniżej) leniwe => w sumie tak jak Majka z powitałki (:D), ale nie o to chodziło. Po Leskowcu (tak kolego, sprawdziłem - to nie było w tym roku :P) musiałem kompanowi w tym roku jakieś góry pokazać :D. Brzmiało jak (co się okazało trochę po ponad kilometrze) wyzwanie heh.
Bez spiny, spokojnie, weszliśmy na górę, wywiało nas porządnie i mogliśmy wracać do auta. Ludzi trochę było (pewno grzyby), rowerzystów cała masa, ino forma kajś uciekła. Tak jak było powiedziane - starzy się robimy ಠ_ಠ :P.
A stopa działa na tyle, że chyba od jutra (przez trzy dni) inwentaryzuje DK-79 (Bagienna) - i na co ja się przyznawałem?
¯\_(ツ)_/¯.
Plusy oczywiście również jakieś są => mniejszy kontakt z ludźmi (Magda oczywiście tego nie czyta, albo nie bierze do Siebie :p), bo jak wiadomo:

xDDDD.
Trasa:
Fotki:
Niecodzienny widok :DDDD

Idziemy ...

... a niektórzy nawet wjeżdżają - wariaty ;]

Ekipa wyjazdowa, tocząca się xD

I w końcu jakieś widoczki :)

Schron (bombelkowo, kolejkowo i drogaśnie - postój olany) ...

... i szczytek :P

BTW: XDDDDDD

Schodzimy

Norka zalało ...

... a my jeszcze chwila do auta i na chatę ;]
Droga powrotna bez żadnych przygód, ale zdecydowanie (no pacz/cię) wolę zająć miejsce pasażera! Czemu? ¯\_ʘ‿ʘ_/¯ ... tego zapewne nikt nie wie :DDD.
=============================
Mi się podobało, ale no cóż? Niektórzy tak mają :P

Kategoria Góry
Wisła, Kamienna 19
-
DST
15.03km
-
Kalorie 2820kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 19 września 2020 | dodano: 22.09.2020

Tym razem powitałka z dedykacją dla Morsa, bo dawno mojej Sis nie było na niej heh. Oczywiście przy okazji, pochwalę się kolejną zakończoną inwestycją na Piotro :P.
Nic by jednak z wymiany mebelków nie było, gdyby nie moja niezawodna ekipa!! Łukasz przewiózł paczki (Marzena była w gotowości, jakby gabarytowo to do Leona nie weszło), Diobeł pomógł (oczywiście z przygodami) poskręcać, Zientas ogarnął OBI i przy pomocy listwy zamocował w jakieś 20 minut górne półki, Gocha ustawiła (na końcówce) zawiasy, pobawiła się żelazkiem (ale to już w poniedziałek) i poschylała się ... do szafki :D. Szczególne jednak podziękowania dla Marcina, bo trzy dni u mnie siedział, spał, "i walczył", bo jednak kontuzja na za wiele mu nie pozwalała :/. A, no i Majka pozdrawia Marshalla i dziękuję za zjedzenie Whiskasa z miseczki :DDDD :p.
Całość miała trwać max dwa dni, a skończyliśmy w piątek wieczorem, przewożąc jeszcze stare meble (ponownie dzięki => Łukasz) do moich rodziców na balkon. Nie marnujemy drewna :P.
Wieczorem było już ino piwo (nawet Gocha jak widać skusiła się na Żubra :D), pizza i jakieś śmiechy, i mogłem zacząć sprzątać, bo maras był jakich mało xD.
========
Skończyłem (taaa, raczej ogarnąłem) coś po 01:00 w nocy, i obudził mnie telefon od Zientasa coś po 7:00 rano, bo przecież byliśmy umówieni na górki. Pierwotnie mieliśmy jechać w Tatry, ale kolega zmienił zdanie ... ku mojej w sumie zdecydowanej ucieszę heh. Dość już miałem takiego urlopu, i chciałem po prostu odpocząć w miłym towarzystwie ^_^.
Co do celu, to były sugestie o Beskid Żywiecki, ale porozmawiałem z koleżanką ze studiów, która to siedziała w Wiśle, w jakimś barze z ponoć kapitalnym widokiem => sprawdzić to więc trzeba było
<( ̄︶ ̄)>.
Dobra => ustawka, pociąg, w Bielsku-Białej przesiadka na autobus i lądujemy (:D) w mieście Adama Małysza :]. Tam oczywiście pierw nawodnienie (na ławeczce w okolicach póki co nie czynnego dworca kolejowego), a później już na szlak, który to, po chwili się skończył i ... zaczęliśmy się gubić heh xD.
W dużej mierze dzięki miłej Pani z balkonu, udało się nam jednak dotrzeć do Kwiatka i rozpocząć konsumpcję przepysznego piwka z lokalnego browaru, z potwierdzam: cudnym widokiem ^_^.
Towarzysko w deche, ale trzeba było schodzić na dół. Jak było wiadome, schodziliśmy tak (wiem Gocha, wiem - Brenna nie pykła :P), że jeden autobus (komunikacji zastępczej) nam uciekł, a do drugiego było jeszcze bardzo dużo czasu.
Jakieś jedzenie, piwo, niespodzianka (nie z Poznania) i ... no pani (z małej) konduktor nas nie wpuściła do transportu xD. Im bardziej Zientas negocjował, tym bardziej malutka pani była zawzięta xDDD.
Na całe szczęście planowo, przekazałem klucze do kota Łukaszowi, a Bartek załatwił hotel (ze śniadaniem) w bardzo mega przystępnej cenie. Pozostało więc tylko do niego dotrzeć, i na spokojnie, komfortowo się wyspać =_=.
=======
Rano (po jajczownicy z kiełbaską i warzywami) dubel wczorajszych trzech kilometrów, dłuższe pogadanki (m.in. z Babuszką na wideo ^_^) na torach, odwiedziny naszej słynnej ławeczki, i tym razem już bezproblemowy powrót do Katowic.
No tego mi było trzeba, po tym wszystkim!!
Trasa ogólna:
Fotki:
Meldujemy się ...


... i myk na celu ᕙ( • ‿ • )ᕗ

Towarzysko heh

Duże szolki tam mają :P
Wracamy


Nazot u Adasia gdzie ...

... napisało klimatyczne czekanie na mojego kompana ^_^

Wisła

Nasz nocleg, następnego dnia, przed południem ;)

Do miasta ...

... i do domu ^_^

==========
Koniec wolnego - wróciłem :P

Ino proszę nie stary, ktoś mi napisał że taki nie jestem, więc wiecie :-P
========
BTW: napisałbym że odpocząłem na urlopie, ale tego nie zrobię (xD), do tego, jak ino wróciłem do biura, to dowiedziałem się że mamy kontrolę pfff. Chyba już trzeci raz w ciągu ostatnich pięciu lat mnie to spotyka ... na "dzień dobry" xD. Zdążyłem tylko wczoraj zobaczyć żeby byliście płodni ... i mega obiecuję, że jak trochę przycichnie młynek, to nadrobię wasze wpisy heh ◉‿◉. Szczególnie ten od Filipa z Karkonoskiej :-D.
Pozdro (◍•ᴗ•◍)❤
BTW2 => bo bym zapomniał - w środku (przed mapką) tego wpisu dokleiłem filmik od Łukasza z Mazur. Polecam ^_^
Kategoria Góry
Staw (1227m n.p.m.) dawno planowany ...
-
DST
23.54km
-
Kalorie 3394kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 13 września 2020 | dodano: 15.09.2020
... a jakoś nigdy nie było okazji, by go odwiedzić.

Spanie w Kościelisku ma jeden zasadniczy plus, a jest nim fakt, że rano nie trzeba ruszać auta z parkingu, ino od razu przejść ...

... do rzeczy smacznych heh :D.
(BTW:)

Oki (:D), bez przesady, tak źle oczywiście nie było, ale pierwszy odcinek czyli Droga pod Reglami ...
(o taka)

... spokojnie pozwalał, na starcie nawodnić się jednym piwkiem :P ←_←.
======
A tu już szlak właściwy i nasz dzisiejszy cel :]

Ludzi było (po raz kolejny) co niemiara, ale miejsce na klimatyczne piwko oczywiście znaleźć się udało :P

Na Dolinę Kościeliską szkoda transferu (wuchta już zeszła w tym miesiącu), więc tu już na szlaku do ...

... jak się okazało, pierwszego z celów :]
O takiego ;)

Po kolejnym pitt stopie, wracamy => schronisko Ornak i kolejny mały postój na jedzenie, coby ktoś mi nie pisał, że mało jem na wakacjach :D.

=======
Jednak jedno małe zdjęcie dolinki wypadałoby dodać bo ...

... skoro jeszcze sił zostało, to postanowiliśmy odwiedzić drugi punkt, który zawsze mi zalegał, a nigdy nie był po drodze ^_^.
Mozolnie ku górze ...

... polanka z Giewontem w tle ...

... i szczyt o wysokości trochę ponad daty bitwy pod Grunwaldem :D.
Przepraszam, no ale dupy to on nie urywał, ale choć była cisza i spokój *\0/*

Po nawodnieniu wystarczyło więc ino zejść ...

... (albo dopłynąć :D) ...

... do noclegu, i mega wielkich kalorii :D

Trochę inna forma tego wpisu była co zwykle, więc na koniec, dołożę tylko trasę ᕙ( • ‿ • )ᕗ ...
... i kończę ;p.
Co do marudzenia, to opaska mi się rozładowała, i straciłem jakieś 15km, do butnego dystansu miesięcznego. Phiii :P.
========
Rano (w poniedziałek) pakowanie, i poprzez postój na jedzenie w miejscu wiadomym ...

... chwilę po 14:30, zameldowałem się u kitku na kwadracie.
Wiecie co? Nie będzie śmiecha. Będzie to, co mam teraz w domu (◍•ᴗ•◍)❤

:DDD
BTW: Dzięki Janiol za wyjazd!! ^_^
======
Teraz czas na meble do kuchni ... Jupi ... Pffff. Polak na urlopie oczywiście musi coś zmieniać - o waszych wpisach oczywiście pamiętam, ale póki co, nawet nie mam kiedy ściągnąć zdjęć z Mazur i Tatr odtowarzyszy kompanów XDDD.

Spanie w Kościelisku ma jeden zasadniczy plus, a jest nim fakt, że rano nie trzeba ruszać auta z parkingu, ino od razu przejść ...

... do rzeczy smacznych heh :D.
(BTW:)

Oki (:D), bez przesady, tak źle oczywiście nie było, ale pierwszy odcinek czyli Droga pod Reglami ...
(o taka)

... spokojnie pozwalał, na starcie nawodnić się jednym piwkiem :P ←_←.
======
A tu już szlak właściwy i nasz dzisiejszy cel :]

Ludzi było (po raz kolejny) co niemiara, ale miejsce na klimatyczne piwko oczywiście znaleźć się udało :P

Na Dolinę Kościeliską szkoda transferu (wuchta już zeszła w tym miesiącu), więc tu już na szlaku do ...

... jak się okazało, pierwszego z celów :]
O takiego ;)

Po kolejnym pitt stopie, wracamy => schronisko Ornak i kolejny mały postój na jedzenie, coby ktoś mi nie pisał, że mało jem na wakacjach :D.

=======
Jednak jedno małe zdjęcie dolinki wypadałoby dodać bo ...

... skoro jeszcze sił zostało, to postanowiliśmy odwiedzić drugi punkt, który zawsze mi zalegał, a nigdy nie był po drodze ^_^.
Mozolnie ku górze ...

... polanka z Giewontem w tle ...

... i szczyt o wysokości trochę ponad daty bitwy pod Grunwaldem :D.
Przepraszam, no ale dupy to on nie urywał, ale choć była cisza i spokój *\0/*

Po nawodnieniu wystarczyło więc ino zejść ...

... (albo dopłynąć :D) ...

... do noclegu, i mega wielkich kalorii :D

Trochę inna forma tego wpisu była co zwykle, więc na koniec, dołożę tylko trasę ᕙ( • ‿ • )ᕗ ...
... i kończę ;p.
Co do marudzenia, to opaska mi się rozładowała, i straciłem jakieś 15km, do butnego dystansu miesięcznego. Phiii :P.
========
Rano (w poniedziałek) pakowanie, i poprzez postój na jedzenie w miejscu wiadomym ...

... chwilę po 14:30, zameldowałem się u kitku na kwadracie.
Wiecie co? Nie będzie śmiecha. Będzie to, co mam teraz w domu (◍•ᴗ•◍)❤

:DDD
BTW: Dzięki Janiol za wyjazd!! ^_^
======
Teraz czas na meble do kuchni ... Jupi ... Pffff. Polak na urlopie oczywiście musi coś zmieniać - o waszych wpisach oczywiście pamiętam, ale póki co, nawet nie mam kiedy ściągnąć zdjęć z Mazur i Tatr od
Kategoria Góry
Kościelec 2155m. n.p.m. =_=
-
DST
21.63km
-
Kalorie 3579kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 12 września 2020 | dodano: 15.09.2020

Zgodnie z pierwotnym planem, dwa dni (między Mazurami a Tatrami) miałem se odpocząć na urlopie => dokładnie tak samo, jak kitku z powitałki :].
Stety/niestety (choć bardziej stety) pojawiła się opcja kupienia nowiutkiej zmywarki, w mega okazyjnej cenie. Ktoś po prostu kupił nie do zabudowy, a wolnostojącą. Żal było więc nie skorzystać, bo przecież taki zakup i tak planowałem, coby pozbyć się jednej, starej szafki z kuchni ^_^.
(Piec zostawiam póki co w spokoju :P)

Oczywiście coś około miliona rzeczy nie było dopasowanych do mojego mega układu kuchni, ale to się wytnie xD. Jak po sprzęt pojechaliśmy o 12:00, tak skończyliśmy (z Zientasem) ... o 1:00 w nocy xD. No ale działa, zmywa, i buczy ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.
========
W piątek delikatne sprzątanie, później wizyta w Sosnowcu na spotkanie z nowo poznaną koleżanką (dzięki Magda za wyrozumiałość - jak oczywiście to przeczytasz :D), posprzątałem do końca na chacie, spakowałem się i ... ponownie o 1:00 w nocy padłem spać xD.
Na całe szczęście poinformowałem Janiola, jak się sprawy mają, i postanowiłem po prostu nie zamykać drzwi wejściowych na klucz.
Droga? Było wiadome że w większości ją prześpię. Tak się też stało, ale Janiol trasę koncertowo (a przynajmniej bezwypadkowo :D) przejechał, no i mogliśmy grubo przed 8:00 rano ruszać na szlak.
Pierw dojście do Kuźnic (1010m n.p.m.), zakup bileciku za 6zeta i na początek, nudny, mega często chodzony przeze mnie szlak, na Przełęcz między Kopami (1499m n.p.m.). Później już idąc w mega tłumie, olaliśmy schronisko Murowaniec, i postój zrobiliśmy dopiero nad Czarnym Stawem Gąsienicowym (1624m n.p.m.).
Pojedliśmy i mogliśmy przez Przełęcz Karb (1853m n.p.m.) wejść na nasz dzisiejszy cel :). Tam chwila na relaks + nawodnienie (alkoholowe i bez :p) i powrót. Szkoda że moje miejsce ulubione nad przepaścią było zajęte pfff :DDD.
Pierw swoimi śladami na Przełęcz, a następnie niebieskim szlakiem na Zielony Staw Gąsienicowy (1672m n.p.m.), czarnym na Dwoiśniaka (1608m n.p.m) i ... zacząłem gonić kompana xD. Michał się tak rozpędził, że zobaczyłem go dopiero w aucie :D. Na całe szczęście podobno czekał tylko jakieś 3 minuty <( ̄︶ ̄)> heh.
Szliśmy tak samo: czyli po swoich śladach na Przełęcz między Kopami, a następnie szlakiem niebieskim do Kuźnic, i wzdłuż ścieżki rowerowej na parking w okolicach skoczni :].
Trasa:
Fotki:
Zaparkowani - nawet za bardzo kłopotów nie było, i do tego za darmo. Mega dziwne jak na Zakopane xD

Początek szlaku i pustki!!

Ok, taki żarcik heh xD

Szlak właściwy - stawek z każdym krokiem coraz mniejszy :]

Nasz cel na wprost!

Widok na górki ...

... i na Pana co mu coś papierosami śmierdziało hmmm? :p

W dole jak wiadomo przełęcz Karb :]
Końcówka wejścia ...

... i szczyt ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ


Schodzimy (co było oczywiste) tą samą trasą do przełęczy.
Problem? Oczywiście korki!!

Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, co w Wysokie Tatry idą z dziećmi. Płacz, przerażenie, ale zoo albo spacer po lesie jest przecież przereklamowany pfff.
Mniejsza o to. Resztę naszego zejścia ... zaprezentuje eMdzeJ :D

Już na spokojnie

(BTW:)

xDDD
I rura w kierunku Zakopca. Ten z górnego zdjęcia troszkę przesadził z alko, i był noszony :D. Jego kobieta ... była średnio zadowolona :D

Na kwaterze, delikatny alkohol i do spania :-). Dzięki za wspólny szlak i kierowanie, a Łukaszowi za opiekę nad ... /ᐠ。ꞈ。ᐟ\ :)))))
============
No tak :D

Kategoria Góry
Czantoria (995m n.p.m.) z(?) Wielkopolską xD
-
DST
12.77km
-
Kalorie 1671kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 7 sierpnia 2020 | dodano: 11.08.2020
Sorki za obsuwę w BeeSach, ale popsuł się "mój" program do pomniejszania fotek, a ten z telefonu tak pomniejszał, że ... aż wstyd było to (jakościowo) publikować. Opisy już jednak miałem, więc treści zmieniał nie będę :P

Wpis na szybko, bo tak jak pisałem wczoraj, weekend jest dość obfity :P.
Dziś (po pracy) nie mogłem sobie odmówić szybkiego wejścia na (nudną do bólu) Czantorię, gdyż na Górny Śląsk przyjechali ... Wielkopolanie ;). Ekipa w składzie: Gajus (reprezentujący Bolechowo-Osiedle), Mrówa (Poznań Rynek) i Tomek (Dopiewo) nawiedziła moją okolice i przyjechała (przez Piotro :P) na trzy dni do Siostry Przemka (Doroty?) która to, wyemigrowała z Poznania do Bielska-Białej.
Zdania o tej kobiecie nie mam :DD. Z jednej strony mega uprzejma (i gościnna!!) laska, a z drugiej strony nie wiem czemu się tak doczepiała ... mojego pedalstwa xD. Jeszcze o 22:00 dzwoniła żeby mi powiedzieć że bankowo jestem inny, bo ... no mieszkam sam z kotem :D. To widocznie wystarczyło coby stwierdzić jakie mam preferencje w łóżku :D. Tłumaczyć mi się już nie chciało - nie nocowałem tam, więc niech i tak zostanie :D. Jak już założę tę partie polityczną to jej dowalę z jakiegoś podatku, najlepiej na wódę, bo trzeźwa to ona bankowo nie była :D.
Co do samego szlaku, to szykowałem się na sympatyczne trzy godzinki w miłym towarzystwie, ale niestety, ekipa wybrała wyciąg (xD), a zagubiony (i znaleziony) w Katowicach-Brynowie, Mrówa wybrał ... zostać z Siostrą w BB :D.
Wlazłem sobie od dłuższej strony, bo Tomek (z Dopiewa) miał w planach zejść ze mną. Oczywiście do tego nie doszło, bo chłopaki wybrali inną (bardziej procentową) atrakcję na szczycie heh. Zlazłem więc (a raczej potruchtałem po stoku) samotnie do Ustronia, wypiłem dwa piwka i poszedłem na przystanek autobusowo-pociągowy (tory naprawiają i wprowadzili komunikację zastępczą), a tam .. chłopaki też czekają na transport xD. Chwila rozmowy, godzinka jazdy i w Bielsku Białej każdy w swoją stronę => ja na przesiadkę na dworzec, a Tomki dwa do TAXI i na nocleg.
Spotkać się było oczywiście mega miło, ale następnym razem będę proponował jakiś szlak bez wyciągu - to ich pewnie zmobilizuje :)
Trasa => https://www.relive.cc/view/vMq5GdwoQQO
Butnie całodniowo ;]

Fotki:
Ekipa z auta - na szlak w sumie tak jak pisałem, poszedł ino ten, co robił zdjęcie :D
Reszta (jak widać) była trochę niewyraźna :DDDDD

Szlakiem



Jakość taka se, ale weny nie miałem do jakiegoś przykładania się do fotek
A tu już u góry jedno z moich najmniej lubianych (obwieszonych zakazami) schronisk w Beskidach.
Czeski schron zbudowany przez Niemców, do tego z dość średnim (tu można poczytać opis) jedzeniem i brakiem możliwości spożycia swojego prowiantu.

Zdecydowanie wolę polską Kolibę ;]
Jedyny plus, to fakt, że byłem tam ino ja, właściciele i ... kuń :)

BTW:

:DDDDD
Dalej już choć trochę widokowo ...

... i szczyt ;]

Niebieskim wchodziłem, czerwonym będę schodził ;]
Górna stacja kolejki ...

... i dziękuje serdecznie ;]

=====================
Potwierdzam heh

xDDDDDDDDD
Kategoria Góry
Rysy (2501m n.p.m.) na szkle ... już nie ma :)
-
DST
28.38km
-
Kalorie 5833kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 1 sierpnia 2020 | dodano: 03.08.2020

Co do genezy tego wpisu, to powinniśmy się cofnąć o grubo ponad rok czasu. Już bowiem w zeszłym roku, naczelnym planem było wejście na Rysy. Niestety, chęci były ... pogody? no nie bałdzo xD. Tym razem jednak udało się wyjechać ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ i w tym miejscu mogę już napisać że Gocha i Marzena wlazły na dach Polski, a i ja i Łukasz zrobiliśmy Ryśnego hattricka - było to wszak nasze trzecie (a pierwsze wspólne) wejście na ten szczyt. No to zaczynamy:
Pośrednim sponsorem wyjazdu okazała się ... Tarta ...

... aczkolwiek i tak musiałem podskoczyć do Biedronki po parę niezbędnych (jedzenie) produktów. I tamże, zaczepił mnie (mega niegroźny) Sebix z dziarą na ryju xD. Poprosił o jakieś grosze do piwa, a dostał dwie puszki z puli wygranej. Nazwał mnie Bogiem (:D) - uświadom to sobie, sobie :DDD.
Po zakupach (nie, nie dla kitku heh) ...

... na chatę na relaks :].
=========
No i nie dość płynnie, przechodzimy do wycieczki właściwej. Pobudka o mega nieludzkiej porze (03:50 xD), pobudka (telefoniczna) Łukasza i Marzeny o 04:00, i chwilę po 4:45 wyjechaliśmy z Ochojca w stronę wysokich górek ᕙ( • ‿ • )ᕗ
Na miejscu meldujemy się (Morfeusz rulez) o 08:30, parkujemy (za 5.50 ojro) i mogliśmy ruszyć na taki oto szlaczek.

Ruszyli ;]

Idziemy dalej - spokojnie, ludzi umiarkowanie ...

... i pierwszy schron z przerwą na piwko :))

W drodze powrotnej Łukasz se kupił od nich kiełbe z grilla, i więcej na nas nie zarobili :D
BTW: dziewczyny również nic se nie kupiły :D

A u nas coraz fajniej ;]



Nabieramy wysokości :)

Gocha i jej kijki :D. Znaczy były jej, dopóki nie trzeba było rąk używać (wtedy były moje :D), tak jak dla przykładu tutaj heh ;]


A tu se z kimś gadałem - jak góry, to czerwony plecak :D. Ogólnie to te asekurację to bardziej chyba dla ozdoby były :P
Cały czas klimatycznie - tu pomału zaczynał mnie głód "atakować" :)

Na całe szczęście byliśmy blisko najwyższego schronu w Tatrach i ichżego słynnego kibla "WC Rysy" :D


Gocha z Marzeną skorzystały - ja se skorzystałem ... z okolicznego głazu :P
Po odpoczynku (i mielonce) mogliśmy zacząć godzinny atak szczytowy - bez szpilek oczywiście :D

Panowie na prawo, Panie na lewo :D

Stamtąd przyszliśmy ;]

Już blisko - widać szczyt ...

... but być musiał :P ...

... i szczytowo

A tu mnie Gocha chwyciła na słowackim (tytułowym) wierzchołku :)

Chwila rozmowy, smakołyk (xD) z Islandii do żołądka i się rozstaliśmy na jakieś sześć godzin. Moi towarzysze wrócili (tą samą) słowacką stroną do auta, ja natomiast postanowiłem wrócić przez polską stronę.

Nikt nie chciał ze mną iść, a taki fajny początek był :)))
O taki:



Być może wierzyli że ten autobus złapią przy schronie na 2245m. :DDD

Ogólnie to niezła historia z tym jest. O dwóch takich, co tabliczkę przystankową po pijaku wnieśli na szczyt :D. Została jako atrakcja :D
Dobra, mam filmik obiecany więc wróćmy do mnie. Do zejscia miałem wg szlaku 5:30', i o ile na początku szlak był mega fajny, to później stety/niestety stał się po prostu nudny

Niby łańcuchy, ale wg. mnie to kolejna trochę atrakcja. Do tego ludzie tak zamulali, że masakra. Tych np. ...

... wyprzedzałem chyba z 10 minut, do tego cały czas słuchając języka nazistowskiego - uszy normalnie więdły :D.
Idę dalej z ciągle tym samym widokiem, zbliżającego się Czarnego Stawu i MOka => a po łańcuchach, na buli, przycupnąłem se na browarka :)

Mroźnie i coraz niżej ^_^

Już jak widać ...

... ostatni schron, i mogłem wyciągać sobię z plecaka widać co :P

O ile mi zostało tylko jakieś 6km do przejścia asfaltem (z dość dobrą formą), to pojawiły się dwa niespodziewane problemy. Pierwszy to taki, że telefon mi się rozładował (wynik na Endo szlag trafił), a drugi to późniejsza informacja że dziewczyny też się ... rozładowały xD. Laski puściły więc faceta przodem, a same prawie na rzęsach powoli schodziły. Łukasz miał w planach jak najbliżej się da podjechać do nich samochodem, ale ... w mieście był masowy bieg uliczny i kibel xD.
Fajnie, ja zszedłem do Łysej Polany i mogłem w krótkich galotach poczekać na moich kompadres ... niecałe dwie godzinki xD. Dodam że było jakieś 11*C (sic!). Dobrze że miałem zapasową koszulkę i opaskę na uszy w plecaku, bo inaczej bym tam zamarzł.
Nudno jednak zdecydowanie nie miałem => jedna loszka (10/10) szukała właściciela pieska co się zgubił, a druga, nawalona angielka (bądź amerykanka) taka 1,5/10 pojeździła se na deskorolce wokoło ronda, radośnie se przy tym śpiewając :D

Zsumowaliśmy się ponownie o 21:40 i mogliśmy poprzez sklep pojechać Leonem ... na Leona w aucie koło noclegu :D. Po pijaku oczywiście nie prowadzimy heh :-).

Wystarczy heh

Nocleg tym razem w Białce Tatrzańskiej, skąd o 10:00 wyspani (z wyjątkiem Marzeny i jej poparzonych od słońca nóg) mogliśmy udać się na ostatni "szlak". Oczywiście na taki, na który można wjechać autem, bo dziewczyny stanowczo odmówiły dalszego wędrowania :D.
Padło na Czarną Górę, do której to mieliśmy tam około 10 minut jazdy :)

Krową zazdroszczę widoczku :P
Dłuższy relaks i rura w drogę powrotną. Po drodze jeszcze ino malutki postój nad rzeczką na moczenie girek ...

... jedna stacja benzynowa, jedna Żabka i obiad w KFC w Czechowicach :).
Podziękował serdecznie za towarzystwo i nie wiem czy coś mówiłem ale ... JA CHCE NA KAJAK :DDDD.
==========================
A teraz se w domu posiedzę :P. Kot mnie na krok nie odpuszcza :D.

Kategoria Góry
Debiutanckie górki z Marshallem
-
DST
11.33km
-
Kalorie 1874kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 26 lipca 2020 | dodano: 27.07.2020

Co do genezy powitałki, to Majka miała troszkę stresujący poranek heh. Gocha posiadająca klucze do mojego domostwa (tak jak ja do jej), postanowiła dopilnować tego, cobym na bank wstał z wyra i nie zaspał na pociąg :D. Budzik miałem nastawiony na 08:00, a Siorka z psem przyszli o 07:55 i zostali na "dzień dobry" ... ofuczeni przez kota :D. Co prawda później pitła pod skrzynkę, następnie została zamknięta w kiblu, a na końcu za namową Siorki wylądowała (jak widać) na górze drapaka. Co się jednak najeżyła, to jej heh :). Kot obronny normalnie :D

Jeżeli chodzi o góry, to z Gochą umówiliśmy się już w piątek. Mając na uwadze fakt, że w sobotę będziemy z Janiolem u Kęsego w Mysłowicach, to domyślałem się jak to się może skończyć (%。 :D), i że z roweru i tak nic nie wyjdzie heh. Promile i pizza górą, GieKSa yyy dołem, ale o tym już pisałem i nie mam zamiaru się znowu denerwować. Jutro (wtorek) baraż (jeden z dwóch - finałowy ewentualnie w piątek) o 20:05. Oczekiwania? Brak, są daremi xD.
Co do samej wycieczki, to tak jak pisałem, Gocha zjawiła się u mnie przed 8:00 rano i po szybkich klachach udaliśmy się na dworzec w Piotrowicach, skąd o 8:51 odjeżdżał pociąg do Zwardonia. Minus był taki, że podstawili krótki skład, ale przynajmniej pozwolili usiąść w strefie zamkniętej przez wirusa i Marshall mógł komfortowo (na końcu składu) pierwszy raz przejechać się pociągiem <( ̄︶ ̄)>.
Trochę ponad godzina jazdy szybko minęła (chodź pociąg miał 10 minut spóźnienia), ale w tym miejscu muszę napisać że małe, ukraińskie dziecko o wiele lepiej orientowało się w sprawach maseczek, aniżeli większość Januszy i Grażyn z kicholami na wierzchu xD. W drodze powrotnej było to samo - ale to już stwierdziłem że też olewam i pojadłem se popcornu jak nikt nie widział :-P.
Dobra, bo to miał być szybki, krótki wpis a ... wychodzi jak zawsze heh.
Wysiedliśmy w Wilkowicach-Bystrej i cóż, sklep, i rura w górę. Średnio lubię ten odcinek Beskidów: bo po a) przechodzony, po b) mało widokowy, a po c) stromy heh. No ale zawsze było tam dużo jagodzin, więc pojechaliśmy :].
Szło się jednak mega przyjemnie, ludzi nie za dużo (jagód w sumie też pfff) i w sumie to była tylko jedna "atrakcja", a był nią ... Marshall :D. Piesek spuszczony ze smyczy witał się z wszystkimi na szlaku i bez marudzenia dawał się wszystkim głaskać ▼・ᴥ・▼ heh. No normalnie towarzyski jak nie wiem co :D. Gocha trafiła idealnie, tak samo zresztą jak ja z moim kotem heh.
Góra, sklep, schron, dół i w sumie samego szlaku nie ma co opisywać :P. Około kilograma jagód jednak zebraliśmy, więc bilet praktycznie się zwrócił :p.
Trasa:
Fotki:
Już na szlaku ;]

Spokojnie pod górkę ...

... i popas + pierwsze jagody :)))


Idziemy dalej ;]


Druga (za nami) polanka jagódkowa i psia radocha :P

W drodze do ...

... sklepu :)

Lodzik z czekoladą za 6 zeta, Żubr w puszcze tyle samo. Ehhh, a tam był taki fajny, tani sklep - uwielbiałem go, a teraz nim gardzę xD :p.
BTW: :D


xDDDDDDDD
Schron i miliony ludzi xD

Schodzimy => Kwiatuszek (:D) .... i jakiś badyl z czymś różowym :))) :D

Szlak rowerowy - Panowie walczą dzielnie :D


Nam by się pewnie nie chciało, no chyba że zjechać, to tak :DDDD.
:P


Coraz niżej ;]

Jeszcze chwilka ...

... i miasto

Malutki deszczyk ...

... i ten większy

Ale my byliśmy minutę od PKP ...

... więc idealnie 〜(꒪꒳꒪)〜.

Bardzo dobrze że nie kombinowaliśmy z dłuższym szlakiem, bo ja można przeczytać (o tu), to nieźle później tam lało :).
Trochę czekania z piwkiem w ręku (i popcornem - ale miałam smaka!!) mieliśmy, pociąg przyjechał, wróciliśmy na Piotro, gdzie Gocha zaliczyła spacerek do domu, a ja prawie z miejsca poszedłem spać. Usnąłem o 18:00, wstałem o 05:00 :D. Odespane heh. Prania ino nie wyciągłem (:P), ale to nic się nie stało. Prał się praktycznie ino czerwony plecak - bo piwo mi się w nim wylało heh :).
Podziękował za wypad => piesek górki ogarnia, więc jeszcze pewnie nie raz z nami pojedzie :)
==========================
I dokładnie :P

Kategoria Góry



