Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

DPD 43/2019 + Sosnowiec

  • DST 54.10km
  • Czas 02:32
  • VAVG 21.36km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 października 2019 | dodano: 18.10.2019



Wczoraj po służbowym terenie musiałem trochę pojeździć autem, ale oczywiście po południu miałem w planach jakąś małą, leśną przejażdżkę. Niestety jak ino odstawiłem samochód do garażu i oddałem dokumenty Ojcu, to pogoda się popsuła xDDD. Wróciłem więc na chatę, zjadłem obiad i ... poszedłem w kimono xD.

Jak wstałem to zacząłem planować jakiś rower na weekend (ewentualnie na piątek), ale pierw zadzwoniła koleżanka ze studiów z zaproszeniem na popas, następnie Marzena, a dokładając do tego że już wcześniej byłem umówiony z Janiolem to piątek mi maksymalne "wypadł" => zamiast kręcenia będzie towarzysko :]

===============================
Skoro w środę i piątek rower niet, to nie było wyjścia. Spakowany (wieczorem) wyruszyłem w czwartek rano w nocy do Szopienic.

XD


Standardowo jak mam zapis czasowy, to zawsze do roboty wjadę "na styk", a jak zaśpię to mam motywację i dojeżdżam wcześniej. Tym razem po przejechaniu bramy zarządu ... prawie rozjechałem główną Kadrową xD. Ale to jej wina (:P), bo coś mi się zdaje że wzięła listę o jakieś 30 sekund za wcześnie heh. Spóźnienie(??) oczywiście nie miało żadnych konsekwencji :)))

Po przepracowanych ośmiu godzinach, wiedziałem że nie wrócę od razu do domu. Chciałem wrócić na 18:00, więc był czas coby dokręcić choć do jednego Trollkinga :D

Na cel ustawiłem sobie zgliszcza mojej byłej uczelni oraz Trójkąt Trzech Cesarzy czyli po prostu ... miałem się pokręcić po Sosnowcu :-)

Pierw klasycznie przez szlak czerwony, następnie napotkałem remont na Ostrogórskiej który to zmusił mnie do odjazdu. Objechałem go (bez przygód) jakimiś bocznymi drogami i zameldowałem się na ul. Partyzantów. Po chwili przerwy, rura przez Dańdówkę i Niwkę (wuchta "gazeciarzy") na T3C, skąd wróciłem na Piotro przez Mysłowice i swój ślad poranny, odbijając tylko na końcu na Akademiki ;]

Kolejny wyjazd w (po południu) krótkich spodenkach => trzeba doceniać, bo każdy następny może być ostatni :(

Trasa:


Fotki:
Z rana klasyk => za ponad tydzień przestawiamy zegarki to powinno być jaśniej :)


Po robocie - szlak czerwony

WSE, a raczej jej pozostałości xD.
Uczelnia przeniosła się na Niwkę, ale czy jeszcze istnieje? Guzik mnie to obchodzi :P

Klasyczna bana :)

Na głównym (prócz pracy :P) celu


Na powrocie - masaż tyłka w Mysłowicach


XDDDDDD

Kato i nie pozostało mi nic innego niż ...

... przez Kolejarz do bazy ;]

Pozdro i do następnego :)
====================================
BTW: Sam bym poszedł!!!!!! :DDD



Kategoria Rower

DPD 42/2019

  • DST 31.26km
  • Czas 01:30
  • VAVG 20.84km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 października 2019 | dodano: 15.10.2019



Powitałka adekwatna do nastroju ;)
Na chacie ciągle nie działa ogrzewanie, ale na całe szczęście pogoda się trochę uspokoiła i moje stare kości zaczynają się rozgrzewać heh :D

Rano na dworze było plus 11, a jak wracałem to było już +21,5*C => jak na połowę października, to taką temperaturę cenie mocno!! Poza tym wykonałem klasyka czy do pracy przez D3S, Zawodzie i Burowiec, a wróciłem przez Giszowiec i Ochojec. Nic ciekawego się nie dzieło... więc nie mam o czym pisać :P

Nadrobić za to muszę wpis ze Słowacji => dobrze że ciągle mogę (MINIMALNIE!!) zwalać winę na Łukasza, który to też pewno walczy ... z filmikiem :DDDD

Fotki z dziś:
Z rana ...

... i z powrotu ^_^

=====================
Jutro teren służbowy i w końcu nie będę jechał jak plebs ino ... jak mistrz olimpijski mhmmmm
:DDDD

XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD


Kategoria Rower

1610m. n.p.m. => Veľký Rozsutec (SK)

  • DST 12.86km
  • Kalorie 3301kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 13 października 2019 | dodano: 16.10.2019



Po wczorajszym rowerze, dziś został wykonany weekendowy plan główny czyli górki => tym razem ... w wersji Internaszynal ;]. 

Co do genezy, to w środę odezwał się Łukasz i zaproponował jakiś widokowy spacer w niedziele. Po szybkiej wymianie wiadomości zostały ustalone że z wyboru Choć lub Rozsutec wygrywa ten drugi i pokażemy Marzenie jak kiedyś na początku naszej znajomości szliśmy o tak!!. Oczywiście szlak został lekko zmodyfikowany i skrócony, bo w planach wyjazdowych była również Gocha => nie było więc co kobiet zbytnio przemęczać :).

W piątek do ekipy chęć zgłosił również Diobeł, ale niestety (jak się finalnie okazało) przegrał z zatruciem pokarmowym. Siostra natomiast przegrała ... no nie wiem z czym ;)))) :D. Została więc nas ino trójka, ale za to jaka godna ^_^

Jako miejsce startu wyznaczyliśmy ul. Traktorzystów, gdzie mieściła się moja komisja wyborcza.

Wstałem, pogadałem z Łukaszem, popisałem z Marcinem i ... no cóż, miałem za dużo czasu i ...

... zaspałem xD. Łukasz był więcej niż delikatnie wkurzony (xD), ale dobrze że Marzena działa na niego kojąco heh.

Moi kompani poczekali na mnie przed komisją wyborczą gdzie mogłem oddać swój głos, dzięki któremu ... mogę (jak pisze kolega Trollking) marudzić przez kolejne cztery lata :-)))))) :p

BTW: trochę szkoda Britney, bo chyba nie weszła :'(


Po głosowaniu mogliśmy udać się w trasę => długą, monotonną, gdzie nawet czynnej Żabki się znaleźć nie udało (xD), ale za to ... Marzena załatwiła transmisje meczu siatkarzy, która to mnie skutecznie odciągnęła od Morfeusza :-). Szkoda ino że .... wyniku nie załatwiła :D. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;)

Przez Czechy dojechaliśmy na miejsce docelowe, gdzie na całe szczęście udało się jakoś zaparkować i mogliśmy ruszyć na szlak ^_^

Pierwsza część to niestety przeciskanie się przez tłumy, co przy takiej pogodzie było raczej do przewidzenia. Mi jak kiedyś odbije (czyt. ktoś mnie zechce i ... mi odbije xD) i zdecyduje się na dziecko, to w taką pogodę raczej z nim/nią pójdę do ZOO, albo na jakiś light szlak, a nie np. z nosidełkiem na łańcuchy xD. Kto co lubi jednak xD

Szło się wolno, ale jednak do przodu heh

Po tym odcinku ciągle (już mniej tłoczno) nabieraliśmy wysokości i tak aż do przełęczy Medzirozsutce (1200m n.p.m.), gdzie po małej przerwie mogliśmy rozpocząć "atak szczytowy" xD. Według oznaczenia mieliśmy do pokonania ponad 400 metrów w pionie w ciągu 75 minut ;)

Odcinek ten poszedł jednak mega sprawnie - trochę ja na czele, trochę Łukasz z Marzeną i tak zameldowaliśmy się na szczycie górki :-). Tam chwila relaksu i .... nawodnienia i mogliśmy zacząć schodzić do przełęczy Medziholie (1185 m n.p.m.). Szkoda było opuszczać Rozsuteca - widoki w deche, a na szczycie może z piętnaście osób, czyli miła odmiana od dzisiejszej części pierwszej :)

Pożegnaliśmy (mega stromo i ... na końcu trochę stromo) Małą Fatre i rozpoczęliśmy powrót. Był jeszcze plan coby zahaczyć o sklep i Janosika, ale ... no nie wyszło.

Przejazd przez pierw Słowację, później Czechy (ponoć) ...

... i zameldowaliśmy się w McDonald's w Cieszynie na popas. 

Później jeszcze tylko na tanksztele (po Izo na drogę i mecz :P) i została godzinka jazdy i bardzo podobny czas do starcia Polska - Macedonia Północna.

Wynik wiadomy - cieszy mega gol Arka ^_^

Trasa:


Fotki:
Była z nimi średnia akcja, bo telefon mi je mocno zniekształcił - teraz (po korekcie) powinny być ok ;]

Opłaty za parking (3 ojro) tym razem udało się uniknąć :P
Niech zbudują większy - my chcieliśmy zapłacić ;]


Na dzień dobry - Diery i wuchTIERY ludziuf xD


Tu już spokojniej - rodzice z bombelkami zawrócili ;]

Mały Rozsutec widziany z dołu ...

(Taterki ;])

(szlaczek w górę - stromy, ale przepiękny ;])

... i Mały Rozsutec widziany z góry => 1343m n.p.m. to dla Mazi zdecydowanie za mało ambitnie :)

TATER i Tatry.
Tatra w plecaku :P



Tam po szczycie musimy zejść, coby ... zacząć schodzić do auta heh

Dalej do góry

Klasycznie :P

Ostatnie podejścia ...

... i na celu!!
Jakby to określiła Marzena - elegancko ;]



BTW:

:PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP

Schodzimy ;]


I już cel widziany z dołu ;]

Pozostało się ino sturlać na parking :)



Nogi mnie bolą do dziś (środa), ale było super!! Dzięki za towarzysko i ... (☞゚ヮ゚)☞ przejazd za "Bóg zapłać" ( ˘ ³˘)♥ hehehe ;)

FILMIK:


=====================================
Karki czekajo!!!! Dawać dofinansowanie mnie zaraz!! :DDDD



Kategoria Góry

Leśnie

  • DST 41.23km
  • Czas 02:14
  • VAVG 18.46km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 października 2019 | dodano: 14.10.2019


Ostatnio u mnie trochę krucho z czasem, bo zamiast pisać ... wolę działać :). Zaczynam jednak nadrabiać => nogi i tak po wczorajszym spacerze nie pozwalają mi na zbyt wiele xD. Góry opiszę (chyba) jutro, a dziś ogarnę sobotni rower :]

Chyba że mi palce odpadną z zimna, choć na chacie już zrobiło się aż 16*C :DDD

To że pogoda wróci i te durna gwiazda wystawi swój słoneczny łeb dzień po zakończeniu mojego urlopu, to wiedziałem. Trudno (xD), dobrze że chodź trafiło na weekend, co trzeba było wykorzystać ^_^. 

Po wczorajszych (piątek) odwiedzinach pierw u rodziców, następnie pomocy Diobłowi w wyniesieniu pralki na hasiok, a kończąc na wizytacji kota u Marzeny na chacie (po spacerze z Akademików) zameldowałem się grubo po północy. Nic nie napiszę o kierowcy nocnego, który to bardzo dokładnie sprawdzał wszystkim bilety xD. Spoko, ja mam, więc luz - większość jednak nie miała i wyszło że siedem przystanków jechałem niecałe pół godziny heh xD.

Rano leniwie wstałem, ogarnąłem śniadanie i spróbowałem wyciągnąć na koło pierw Gochę (nie odbierała telefonu), a następnie Diobeła. Marcin miał jednak inne p(iw)lany i zostałem sam ;].

Śpieszyć się więc nie musiałam i wyjechałem sobie dopiero po wczesnym obiedzie. Pierwotnie miał być Tuliszów albo Chudów, ale warunki wietrzne były na tyle okropne że postanowiłem sobie pojeździć po lasach :)

Nakręciłem się trochę (finalnie wyszło coś takiego), a skoro nie planowałem wyjeżdżać na ulicę to zahaczyłem o Rybaczowkę. Tam wypiłem piwko i ... udało mi się namówić Diobła na spotkanie. Miałem jednak do niego trochę ponad godzinkę, więc ruszyłem ponownie w las. Kolejne posiedzenie (ponownie na Rybaczówce) było już dłuższe i w okolicach godziny 20:00, każdy pojechał w swoją stronę :-)

Trasa:

Fotki:
Dziś bez opisów - Katowice i okolice ;]






Powrót nocny => cale szczęście że bez niespodzianek ;]

=============================
Dobranoc :P



Kategoria Rower

DPD 41/2019

  • DST 32.12km
  • Czas 01:35
  • VAVG 20.29km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 października 2019 | dodano: 12.10.2019


Minął równy miesiąc po mojej ostatniej jeździe do roboty. Minął również urlop, który to (patrz powitałka) był jaki był => najważniejsze że odpocząłem od zadań służbowych, a ponadto wpadło tam około 450km do dystansu rowerowego i jakieś 135km do dystansu chodzonego ;]. Do tego korzystając z fatalnej pogody posprzątałem se chatę i popsułem piwem wątrobę heh xD.

Wczoraj wróciłem do obowiązków służbowych i na "dzień dobry" leciałem na pocztę po awizo z sądu. Kooooocham takie niespodzianki na start xD. Trudno,15.01.2020 se pogadam z Panem/Panią Sędzią - oczywiście jako świadek. Jestem grzecznym urzędnikiem, nic nie zrobiłem, przekrętów nie robię, więc najprawdopodobniej se ino poopowiadam o procedurach. Pan pewno wjechał w dziurę na drodze publicznej i winny jest cały świat ... prócz niego oczywiście :) Tak czy siak, średnio lubię takie atrakcję życiowe :-\

Co do samej jazdy, to już wieczorem się spakowałem i dziś musiałem ino trochę wcześniej wstać ;]. Cóż ... zaspałem oczywiście xD. Nie chodziło nawet o jakieś braki w śnie, ale w łóżeczku było zbyt błogo heh :)

XDDDDDD


Udało się jednak ogarnąć w na tyle dobrym czasie że byłem w stanie dojechać do pracy "na styk" - wiadomo, przez Upadowy choć dziś ... bym go raczej nazwał Błotnym xD. Jechało się w sumie aż tak bardzo sympatycznie ... że aż się popłakałem xD. Heh, no dobra => do sentymentalnych nie należę więc wyjaśnię że popłakałem się ... od wiatru xD. Bryle (i kask) zostały tym razem w domu xD

W pracy tym razem bez przygód, a że spora część ekipy mogła dziś wyjść o 14:00 coby się przyszykować zakładową imprezę integracyjną, to ja miałem czas poczyścić se rower z porannego marasu. Dodam, z dedykacją dla Morsa że impreza była płatna około 110 złotych (alkohol we własnym zakresie) od osoby - w tym w cenie ... DJ do tańcowania. Nie, dziękuję :DDDDD

Doczekałem więc do swojej 15:00 i zacząłem wracać drogą klasyczną. Wiatr jednak namówił mnie do olania Giszowca i zobaczenia jak Urzędowi Miasta wyszła DDR-ka (1,7km), która łączy Centrum Przesiadkowe "Zawodzie" z ulicą Szopienicką. Wniosek: mega lubię Wydział Inwestycji UM Katowice. Czemu? Wyjaśnią fotki xD. Przed nimi ino dokończę że na chatę wróciłem przez D3S i Park Zadole ^_^

Trasa:


Fotki:

Z rana => D3S
Niestety, dopóki się czas na zimowy nie zmieni to dojazd do roboty mam w ciemnościach :)


Z powrotu => # Ul. Szopienicka - Ul. 1-go Maja
Widać - ładnie!!!


Chwila później, za żywopłotem - nie widać

Później widać => ŁADNIE BYĆ MUSI!!!! xD


Końcówka już wesoła => flaszka weselna od Kumpla do barku, bananowe niepasteryzowane piwo???? kraftowe???? fuuuj, dostała Matka (:P), a Tatra (była zimniejsza od Żubra) popłynęła na Kolejarzu do brzuszka mego ^_^


Tyle z dziś ;]
====================
Na chacie ciągle zimno => mam jednak nadzieję że nie będę zmuszony do modlitwy xDDDD


Kategoria Rower

Skrzyczne nowym szlakiem :)

  • DST 20.55km
  • Kalorie 2794kcal
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 7 października 2019 | dodano: 08.10.2019


Ostatnie trzy dni urlopu i ... ostatni dzień słonecznej pogody w górach => od jutra zachmurzenie i opady, dlatego postanowiłem odpuścić sobie rower i zaliczyć jeszcze jakiś szczyt ;]

Zwątpiłem trochę w ten plan wracając wczoraj ze spaceru z Gochą i psem ...

... bo piździło jak w kieleckim na dworu xDDDD.

Kluczowym elementem że jednak zwlokłem się z wyra był fakt że ... no tak, ciągle u mnie nie grzeją - rano na chacie miałem 15*C, co jeszcze nie jest najgorsze. Ciepła kąpiel, a łapki można ogrzać nad kuchenką gazową. Luksus - no chyba że spółdzielnia między 7:00 a 18:00 ... zakręci gaz xD. Obym choć po powrocie miał ciepłe rurki heh.

Póki co pisze jednak z pociągu (mhmm cieplutkiego) i zbliżam się do Bielska-Białej, gdzie mam zaplanowaną przesiadkę na BUS-ik do Szczyrku i spróbujemy ocenić otwarty końcem czerwca szlak żółty na Małe Skrzyczne ^_^. Były jeszcze inne opcje, ale to bym musiał pojechać tym pociągiem godzinę później, a skoro już wstałem ... heh :)

Do Szczyrku dojechałem (zdezelowany autobus wymiatał xD) chwile po 10:30 i ruszyłem przy temperaturze w okolicach zera stopni w/w szlakiem. Szło się całkiem OK => słoneczko ładnie podnosiło odczuwalną temperaturę :). Nie można było ino robić postoi, bo z miejsca pot do ciała przymarzał :D

Po wejściu na Małe Skrzyczne ruszyłem ... na Skrzyczne. Przeszła mi jeszcze przez myśl możliwa wędrówka na Baranią Górę lub przez Salmopol do Wisły, ale postanowiłem zaliczyć kolejny brakujący odcinek czyli szlak czerwony do Buczkowic. Zanim jednak miałem możliwość przejścia go, wylądowałem (po drodze spotkałem siedem osób xD) w schronisku :) Piwko, bułeczki z pasztetem i ... ucieczka. Dogoniła mnie wycieczka której to uciekałem od samego Szczyrku heh.

Schodziło się mega fajnie, widoczki dawały radę i ino śliskość pod nogami przeszkadzała ;]. Do Buczkowic zszedłem jednak bez gleby i mogłem przez miasto dojść na dworzec w Łodygowicach Górnych :)

W pociągu nastąpił Morfeusz do Tychów, po nim wysiadka w Piotrowicach i ... ponownie wsiadłem do pociągu. Skoro jeszcze miałem czas na bilecie to podjechałem do Katowic po bilet miesięczny. Pomału trzeba się szykować do powrotu do pracy :)

Trasa:

Fotki:
Szczyrk na dzień dobry => mój cel w zasięgu wzroku :)

Początek szlaku i na start ucieczka przed wycieczką heh

Pięknie!!!!
Poranne 0*C ma wybaczone :))))))


A tu zagadałem cepra co to za schronisko się buduje?
No niestety to nie schronisko, ino ... ekskluzywna restauracja xD

Gardzę, choć obrócona "Er-ka" wygląda godnie :PPP

Moje ulubione zdjęcie z dziś ;]

Dalej wzdłuż wyciągu ;]
Czwarta kurtka którą noszę podczas ... dziesięciu dni xD


I już na Małym Skrzycznem :)

Całkiem spoko ten żółty => gorzej że jeszcze słabo wydeptany i trzeba się wspomagać apką :)

A tu już szlak zielony (średni) ...

(jesiennie)


(zimowo => choć borówki się trzymają dzielnie xD)

... na celu głównym



Brrrrrrrrrrrrrrrrr xD

Schodzę w dół


Ciągle w klimacie :)

Wycieczka też tym razem była spoko - 100% powiedziało "dzień dobry" ... aż mi w ustach zaschło od odpowiadania heh ;)

Ławeczka, a zaraz za nią ... półeczka pod piwko :D

Miejsce ostatniego odpoczynku

Jeszcze ino pół godziny w dół ...

... i durne miasto ;]


A później już ino do i ...

..... ehhhhh.
Progres zrobili - minus jeden stopień xD


===================
Ogół, ogółów dzień naładował pozytywnie :). Do tego znalazłem zaginione słuchawki, a te które myślałem że zadeptałem ... zaczęły działać. Nie ma źle, ino co teraz ??:P

XDDDDDDDDDD


Kategoria Góry

Szyndzienia - coby ... się ogrzać :D

  • DST 27.13km
  • Kalorie 3014kcal
  • Aktywność Wędrówka
Piątek, 4 października 2019 | dodano: 06.10.2019



Po wczorajszym rowerze nie miałem nic do roboty, więc postanowiłem sobie posprzątać chatę. Dziś miałem dokończyć, ale spojrzałem z rana na pogodę. Na sobotę zapowiadają niestety deszcze niespokojne na całym Górnym Śląsku xD. Zero opcji ani na góry, ani na rower tak więc trzeba było się gdzieś ruszyć dziś. Rowerem już pomogło wymiotuje (:P) tak więc trzeba było pojechać w górki ^_^

BTW: na chacie ciągle brak pudełka z ciepełkiem xD


Złoty, cieplutki pociąg przyjechał z delikatnym opóźnieniem i mogłem rozpocząć godzinną podróż z Piotro do miejscowości Wilkowice (392m n.p.m.). Wybrałem ten kierunek, bo po a) pociąg jedzie szybko (1h03'), a po b) lubię te okolice!! Niby przechodzona, niby nudna, ale jednak pomęczyć się trzeba :-)

Pierw nudnym cztero-kilometrowym odcinkiem przez miejscowość Bystra, dotarłem do rozwidlenia szlaków. Tam postanowiłem że pójdę pierw szlakiem czerwonym na przełęcz pod Kozią Górą. Zawsze to jakiś nowy ślad ;)

Oprócz jednej pary grzybiarzy nie spotkałem na szlaku nikogo xD. No może prócz wuchty rowerzystów, którzy w rejonie Szyndzielni mają swoje Eldorado.

Do schroniska pod szczytem doszedłem klasycznie szlakiem żółtym przez Kołowrót (788m n.p.m.) i mogłem zjeść sobie śniadanko nie powiem że z przygodami => o nich jednak w relacji fotograficznej xD

Po wizycie w schronisku poszedłem na szczyt i zacząłem schodzić, szlakiem którego to również nie miałem zarejestrowanego na GPS Workout. Nie licząc drwali (xD) szło się całkiem sympatycznie i tak doszedłem do dolnej stacji kolejki. Wiedząc że mam jeszcze czas, poszedłem zobaczyć sobie schronisko na Dębowcu (523m n.p.m.). Następnie mając jeszcze około dwóch godzin do ostatniego możliwego pociągu (na którym mogłem wrócić na bilecie dziesiecio-godzinnym), wykonałem telefon do Zientasa. Podczas rozmowy ustaliliśmy że jednak trzeba się spotkać i obgadać opcje wyjazd na jesienne Bieszczady :)

Przyspieszyłem więc kroku, doleciałem na wcześniejszy pociąg, wysiadłem i polazłem na kebaba w Pszczynie, nazot do zuga i z buta na drugą część Piotro na ... alko, klachy i strzałki :)

Dystans ogólny ściągnąłem z opaski ;]

Trasa główna:

Fotki:
Złoty pociąg z bliska ;)

Początkowy odcinek przez miasto nudny, ale choć spotkałem Julka Fałata - sztywny taki ...

... ruszyłem więc dalej sam :)


Pierwsze widoki na stolice Podbeskidzia :)

Schron Stefanka - tym razem bez bombelków :)


Pierwszy ze szczytów dnia dzisiejszego ;]

Idę dalej

Ławeczka przy szczycie Kołowrót - skorzystałem :P

A tu już schron i ... rower za freeko :D
Nie skorzystałem :)))


Ponadto 2a i 2b xD

I hit, hitów => Grażyna przebierająca bombelkę jpierd ...

Dobrze że choć widoki były zacne ;]

Najwyższy punkt dnia dzisiejszego - słoniol być musiał :))))

Schodzę trochę poza szlakiem i moje pytanie => na uj tam ta (płatna) wieża, skoro widok z jej okolic niczym się nie różni? :DDD

Nie muszę chyba pytać którym szlakiem 2a i 2b schodziły? xDDDD

Udało się jednak płynnie przeszkodę ominąć :)



BTW: Przegrałbym :D

Dolna stacja kolejki - wole chyba wagonik retro ;)

Schron Dębowiec na szybko => fajnie będzie tam kiedyś po zmroku wrócić.
Szlak spod parking jest na 20 minut w obie strony :)

Później już nudny asfalt ...

... do Pszczyny na nie falafla :PPP ...

... i do Kato ...

.... na strzałki ;]
Wynik 5-1 dla mnie :PPPP
W piwach 3-4 dla Zientasa :)
BTW: to garaż żeby nie było :DDDDD

=============================
W tym miejscu jeszcze by wypadało podsumować wrzesień butny. No było optymalnie i normalnie bym napisał że kończę z takimi przebiegami bo już pomału nie mam co służbowo chodzić, ale mamy szósty październik a ja mam ponad 70km w nogach i już mnie jutro ... ciągnie w góry :PPPP

=============================
:DDDDDD
Niestety nie są, ale urlop mi się kończy tak więc ... obiecuje wasze wpisy nadrobić :D



Kategoria Góry

Ogrzać się

  • DST 47.12km
  • Czas 02:22
  • VAVG 19.91km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 października 2019 | dodano: 05.10.2019



Po Rzeszowie, w poniedziałek nie było czasu na zbyt dużo (wróciłem po 19:00) więc ino sklep, pranie i do wyra. Morfeusz w pociągu coś nie działał, choć próbował (:D) => Łukasz napewno potwierdzi heh ;)

We wtorek pierw się do porządku wyspałem, następnie popisałem BeeSy, kolejno => wizyta u rodziców w celu pomocy ojcu w wyniesieniu mojego starego wyra. Po tym już towarzysko wypiłem za zdrowie sześciotygodniowego rodaka (Roberta) u Ani Peee znaczy B-P (xD) i ... spróbowałem pogłaskać kotka u Łukasza i Marzeny. Krajka jednak wariatka i no cóż ... przynajmniej piwa się napiłem ;)

Środa ponownie zaczęła się od pisania, a później se poczekałem na ludzi od gazu - oczywiście "echo" i ciągle mam zimno (wyjaśnię później) na chacie. Całe szczęście Ojce tapetują mój stary pokój więc u nich się ogrzałem, a wracając do domu ... zmokłem. Jak szukacie winnych pogorszenia pogody to tak => mam urlop ... przepraszam xD

Dziś wstałem, znów coś napisałem i stwierdziłem że idę na rower. Na dworze 10*C, u mnie na chacie ...

Jeden ujjjj czy zmarznę w domu czy n dworze :D

Debile ze spółdzielni postanowili mi późną wiosną wymienić piec w piwnicy z węglowego na gazowy. Fajnie, szkoda że się w końcówce września przy napełnianiu kaloryferów zorientowali że ... nie działa xD. U wszystkich okna otwierają, a ja mogę lodówkę na OLX-a wystawić xDDD.

Znów mają przyjść w poniedziałek siódmego, ale mam jakieś mieszane uczucia - była kartka na drzwiach, coby być w domu wczoraj od 7:00 do 17:00 ... bo pilne. Przyjechali przed 8:00, wyjechali o 9:40 i tyle ich było widać. Teraz ino dali info że 07.10 nie będzie gazu przez prawie cały dzień. Pachnie pizzą, albo kurczakiem z różna na obiad. Mi tam nie przeszkadza => ale dawać ciepełko z kaloryferów (!!!!!!!!!!!), albo ... ODDAWAĆ LATO!!!!!

Co do samej jazdy to nie miałem żadnego w celu. Ot tak, po prostu pojechałem przed siebie => pierw obrałem kierunek na Mikołów coby sobie pojeździć po lasach. Po nocnych deszczach przyjemność z jazdy po gruncie ... była żadna.

Na Zarzeczu stwierdziłem że może pojadę sobie na Tychy.

Tak, to był głupi plan xD. Po dojeździe w okolice browaru przypomniało mi się że przecież ... Tychów nie lubię i zacząłem wracać przez Czułów. Wróciłem więc do Katowic i pomyślałem że może wjadę sobie na hałda Kostuchna. Niestety po pokonaniu pierwszego wzniesienia stwierdziłem że w tym błocie jeździł nie będę xD. Później już tylko pokręciłem się po mieście i wróciłem do ... morsowni heh.

Trasa:


Fotki:
Leśnie

Miało być górsko, ale klasycznie na fotce gór nie widać :P

Tysko-browarnie :)

DD(:D)er-kowo w Tychach :DDDD


Zawsze mogło być gorzej heh ;))))

Okolicy hałdy Kotuchna ;]

XDDDDDD
Ochójeć to można u mnie jak się u mnie na chacie z wanny wychodzi xD


Na koniec niespodziewanka na drzwiach do klatki xD

=======================================
Morsownia xD



===================
Co do podsumowania miesięcznego to ....no hmmm, dobrze się zaczęło ale remonty i pogoda zniszczyły miesiąc xD. Dobrze że choć podkarpackie nadrobiło :P

Odcinek śląski ;]


Kategoria Rower

Nowa Sza(Wiet)rzyna - Rzeszów

  • DST 68.65km
  • Czas 03:27
  • VAVG 19.90km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 września 2019 | dodano: 05.10.2019



Po naszej wspólnej wczorajszej decyzji, dziś wiedziałem że ponownie będzie trzeba wstać po raz kolejny o nieludzkiej porze xD. Rano miałem jeszcze nadzieję że coś się zmieni (pogodowo), ale niestety => opady między 10:00 a 11:00, a ulewa po 13:00. Cóż zrobić? Szybkie śniadanko, dopakowanie się i ... na koń heh xD.

Stwierdzenie że wystartowaliśmy (około 7:30) byłoby mega mylące. Kij z tym że się oziębiło, kij z tym że nocą padało i było mega wilgotno, najgorszy był ... wiatr. Dostaliśmy taką wichurą po twarzy że jechać się odechciewało xD. Jechać jednak trzeba było, więc mozolnie (z jednym szybkim Pitt Stopem) zbliżaliśmy się do Łańcuta, gdzie wstępnie założyłem sobie postój i odpoczynek. Napiszę ino że na pierwszych (górkowatych) kilometrach V-maxa miałem na poziomie ... 26km/h. Możecie sobie więc wyobrazić warunki ;)

Do okolic Łańcuta jednak udało się dojechać, a tam w sumie trzy postoje: na orzeszkach (będą na fotkach) i dwa razy ... pod wiatą przystankową coby przeczekać deszcz heh. Na farcie mocno :)

Kolejny odcinek to już szybki dojazd do Rzeszowa i choć deszcz nas złapał dopiero około pół kilometra przed dworcem, to kolorowo nie było. Wiało ciągle w jednym kierunku - nie muszę pisać jakim heh :P. Dwa razy się gnoja udało nakręcić, więc Łukasz pewno dołoży tą niewątpliwą atrakcje do filmiku.

W sumie to tyle ode mnie :)
Szybki obiad w okolicach dworca, rura na pociąg i ponad pięć godzin jazdy => na całe szczęście przez większość czasu miałem widok na Tatry/ę ... taką o pojemności 0,5l :D

W Kato mój kompan dokręcił do okrągłego (400km) wyniku, ja natomiast skoro miałem miesięczny, to wpakowałem się z kołem w pociąg do Piotro ;). Jak i tak z darmo ... to po co ryzykować? ;)

Trasa:

Filmik ogólny:


Fotki:

Początkowy odcinek - zimno, wietrznie i ogólnie mega średnio

Zalew w Brzózie Królewskiej

Jedziemy jednak dalej ;]

Zaczyna być nieciekawie xDDD

Niby jaśniej, ale radary ciągle pokazują chmury deszczowe w naszej okolicy ;/

Orzeszki z okolicy Łańcuta XD

No i nas sięgło => dobrze że chwilowo i znalazła się wiata :)

Ponownie stabilnie choć ...

... po chwili ponownie musieliśmy się schować :)
Fotka już po ulewie ;]


Muzeum Gorzelnictwa :DDD

A tu jak się okazało ostatni postój nawadniający :)

I ponownie bez deszczu ... za to z wiatrem w twarz xD



Cel ;]




DDR-ka w Rzeszowie => to ja już wolę tą ze Stalowej Woli heh ;)

Na koniec szybki (do tego smaczny i tani) obiad ;]


Łukasz na szczęście zamówił dobrze :D

I na chatę :)))


============================
Łukasz dzięki za towarzysko, było godnie :-). Finalnie na wyjeździe w pięć dni zrobiliśmy 397km, co uważam za wynik optymalny => na nudę narzekać nie mogliśmy heh. Pogoda super w dechę, domostwo spoko i ... te proste asfalty mhmmm. Dodatkowo pierwszy raz ... widziałem bloki na wsiach xD.

BTW: Gren Velo to ... nic specjalnego xD. Spoko odcinki, ale w większości to po prostu słupki wpite w pobocza dróg publicznych xD.  

Wynik finalny ;]

I xDDDDD


Kategoria Rower

Do sąsiadów - Lubelski Tarnogród

  • DST 83.56km
  • Czas 03:46
  • VAVG 22.18km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 września 2019 | dodano: 03.10.2019



Nie będę ukrywał, że dziś już się trochę jechać nie chciało xD. Jednak po porannym wyjściu na ćmika, stwierdziłem że wiatr wieje ... w dobrą stronę - ot nowość heh. Jak nic trzeba było więc odpalić odłożony z drugiego dnia wyjazd do sąsiedniego województwa :)

Ruszyliśmy tym razem po dziesiątej rano i na start musieliśmy przekroczyć San w miejscowości Nowe Miasto. Na dzień dobry pojechaliśmy klasycznie przez Łukową i Przychojec gdzie w sumie ... rowery jechały same => przecudnie wiatr wiał w plecy :). Następnie zrobiliśmy sobie przerwę pod mostem na nawodnienie i czytanie napisów na podporach w stylu: Toja stara tu była i .. i wruci (afkors z błędem) albo Ja Pierdole wyraża więcej niż 1000 słów :D. A i hmmmm? MOOOOOORS???:D


Po odpoczynku wróciliśmy na trasę coby po chwili zjechać z drogi wojewódzkiej na boczną - leśną. Oj, długo się nią jechało i niestety tu już nie było można korzystać z wiaterku z plecy, a szkoda.

Dojechaliśmy do miejscowości Jastrzębiec, po którym klasycznym szlakiem góra - dół, dotarliśmy do granicy województw ;]. Następnie nastąpiło kolejne nawodnienie i trzeba było zacząć myśleć co do powrotu do Kato bo ...

... nasz zaplanowany zug o godzinie 18:00 raczej w grę nie wchodził xD. Dobrze że Przewozy Regionalne sprzedają bilety na dzień, a nie na konkretny pociąg, więc mieliśmy jeszcze opcję wyjazdu o 4:30 i 13:30. Zaistniało więc ryzykowo przyjazdu na domek, wykąpania się i nocnej jazdy do Rzeszowa ;]

Po postoju pojechaliśmy więc na nasz założony cel czyli Tarnogród i zaczęliśmy wracać. Okazało się też że wiatr postanowił ... nie zmieniać kierunku xD. W sumie to chyba tylko w Poznaniu potrafi zmienić się z wiatru w ryj na wiatr w ryj (xD), a tu jednak postąpił uczciwie - skoro w jedną stronę pomagał, to w drugą gnoił ;]

Z wiatrem w twarz, pierw kolejną ruchliwą drogą wojewódzką (klasyk góra-dół), w Luchowie misja sklep i pogadanka z jakimś Panem który całe życie mieszkał w Łaziskach, a na starość wyprowadził się na wieś, izobronek na granicy województw, odwiedzenie atrakcji czyli Zalewu Ożanna i zostało ino niecałe 20km do chaty. Rzekę San po raz kolejny przekroczyliśmy w miejscowości Stare Miasto i plus-minus swoimi śladami wróciliśmy do Rudy Łańcuckiej.

Tam została podjęta decyzja że skoro mamy nocleg zapłacony, to go wykorzystajmy i wracamy rano :P

Sklep, grill, pakowanie i do wyra.
Czy się nam opłaciła jazda na pociąg o 13:39? Dowiecie się w ostatnim wpisie z tego wyjazdu ;]

Trasa:


Fotki:
Początek szlaku czyli wiatr w plecy ze słonkiem po oczach heh


Kolejny Pitt Stop przy Sanie

Lasami


Chmurkowo



Po trzydziestym kilometrze Łukasz niesie dobre hehehe

Kolejne kilometry i dobroć niebios



Miejsce docelowe

Nudny odcinek


Klimatycznie ...

... i trochę mniej xd

Dobrze że nas nie zmoczyło - Zalew Ożanna

Powrót ...


.... a w domu kleszczyk nr 4 w tym roku xD
Całe szczęście świeżynka tak więc wyszedł cały, bez problemu ;]


Na koniec coś przyjemniejszego :)

(XDDDDDDD)


=============================================
Do kolejnego ;]



Kategoria Rower