Bystra Ławka - ok 2300m n.p.m. (Bystrá lávka)
-
DST
16.28km
-
Kalorie 2859kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 7 sierpnia 2016 | dodano: 10.08.2016
Nocka znowu zleciała w parę sekund, budzik na 6.15 i o 7.00 wyjeżdżamy na ostatni cel. Wróć ... leń znowu wygrał i wyjeżdżamy jednak o 8.55 :D Ale w sumie bez pośpiechu, na co gonić jak szlak ino lub aż na 15km // 7.30h? :) Śniadanko, herbatka, pakowanie, prysznic i na spokojnie o wyżej wspomnianej godzinie wyruszamy do miejscowości Štrbské Pleso gdzie po godzinie jazdy rozpoczynamy wycieczkę na Bystrą Ławkę.
===============
Na szlaku znowu wuchta wiary (w tym pani która dźwigała rowerek dzieciaka, po co? gdzie? nie wiem, nie wnikam :D) ale i tak chyba lepiej wybraliśmy :) Dlaczego? ponieważ początkowo szliśmy szlakiem który również prowadził na Rysy i wnioskując po ilości aut na parkingach duża ilość osób wybrała właśnie tą opcje xD => tzw. miłego czekania w kolejce na szczyt :D No ale wracając do naszego wyboru idzie się całkiem przyjemnie :) Polacy, Słowacy, Niemcy, Czesi .... Hindusi :D oraz dość duża ilość psów. Jestem w sumie ciekaw (i to nie tylko ja) jak ta ekipa chciała z tymi Haskimi wejść w wyższe partie bo Yorka kumam, do kieszeni i wio hehehe.
My natomiast idziemy sobie spokojnie przez Dolinę Młynicką następnie mijamy kapitalny Wodospad Skok (gdzie robimy małą pauzę) oraz poprzez Pleso nad Skokom docieramy do wyczekiwanej ekspozycji ;] Trzeba się również przyznać do delikatnego kryzysu na podejściu, cóż zrobić starość nie radość ;)) Na całe szczęście chwila przerwy wystarczyła i mogłem dalej ruszyć żeby po chwili zaliczyć ... następną przerwę ;/ Odpowiedzialni słowaccy rodzice postanowili dzieci na łańcuchy zabrać JP! po co do zoo czy do cyrku? ... na łańcuchy kurde. Ehhh o ile jeszcze synek w miarę ogarnął to Katerinka już miała mega źle i szlak się zakorkował w obie strony. Na całe szczęście po przejściu przez przełęcz, dało się "tę imprezę" ominąć tzw. boczkiem, boczkiem - niekoniecznie oficjalną ścieżką :) Dalszy powrót już bez niespodzianek, odwiedzamy Škutnastą polanę oraz Furkotską dolinę i do auta :) Dolna część z puszką w dłoni heh pierw spokojnie przez las potem szutrówka a ludzie i tak się paczą jak bym nie wiadomo co robił :D
===================
Powrót do Kato niestety makabra, wszystko zakorkowane więc uciekamy w boczne drogi ale i tak jedziemy od 17.30 do 23.30 ;/ zatrzymując się jeszcze po paliwo w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej oraz dwa razy na jedzenie - pierw w Suchej Beskidzkiej potem w Oświęcimiu. McDonald w tym ostatnim mieście był raczej chybionym pomysłem heh pierdyliard osób z Krupówek chyba na kanapkę przyjechało :D no nic jakoś się dojechało i można podsumowując :)
- Wyjazd bardzo fajny, dzięki Łukasz ;]
- prawie 52km w trasie
- Obaj żyją
- Słowackie Tatry są o wiele prostsze niż Polskie, trochę kondycji i spokojnie wysokość 2300m n.p.m. się ogarnia
- Endo wariowało nieźle, Bystrą ławkę łączyłem chyba ze 11 odcinków a do coś dziwnie wysokości maksymalne łapie ;/
- Czechosłowacy są gadatliwi że jak rany :D
- Dobrze że nie poszliśmy na Giewont :DDD => https://www.youtube.com/watch?v=oktMfSj4tV4
Trasa i przekrój:


Skocznie FIS w Štrbskim Plesie

Wierzbówka kiprzyca - przyjemna roślinka, dawała klimat :)

Funfel na wycieczce :D

Wodospad Skok

Turystów trochę mniej :)
W tle prawdopodobnie Hruby vrch

Pogoda sprzyjała zdecydowanie, delikatny wiaterek ino pomagał :)


Capie pleso

Schody a w tle Furkotský štít

Wysoka, byłem :)

Katerinka z troskliwą mamusią xD

Żeby nie było że nic ze szczytu heh
W prawym dolnym rogu mamusia roku :)))

Vyšné Wahlenbergovo pleso

Na szczycie ciągle korek ...

... a my w dół => taki widok towarzyszył nam praktycznie do końca :)

Ciągle telewizory ;/

A tu już zadowolony gdyż w lesie można bezpiecznie otworzyć brofka :D

Widoczek

Jeziorko

I do domku :)

Za dwa tygodnie możliwa powtórka Tater - ino tym razem z Janiolem i Polska strona :)) Oby pogoda była nie gorsza niż na tym tripie ;]
=========================================

Kategoria Góry
Nosal - 1206m n.p.m.
-
DST
7.96km
-
Kalorie 1026kcal
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 6 sierpnia 2016 | dodano: 09.08.2016
I nastał kolejny poranek :) Piątek zakończyliśmy późno bo ok północy, poprzedni dzień 16h na nogach, do tego coś się wypiło :P i szczerze myślałem że pośpimy do południa :) Wyszło inaczej ale obydwoje wyspani więc można zaczynać kolejny dzień ;] No zaczynać to za mocne słowo gdyż zgodnie z prognozami padało i było ogólnie okropnie. Normalnie bym się zmartwił no ale na sobotę były zaplanowane ino dwie misje: Nosal który zawsze mi "uciekał" i grill z nowo poznaną parą ze Środy Wielkopolskiej ;]

Po regeneracyjnym poranku przy TV, internecie i coli z piwem ok 14.00 ruszamy na pierwszą próbę podejścia na szczyt. Nieudaną że dodam => leje, całe miasto stoi w korku a na Krupówkach ponoć pierdyliard osób xD No nic powrót na kwatery na ... cole z piwem :D W sumie znając nas to byśmy zrobili ten szlak no ale prognozy dość klarownie mówiły że od ok 17.00 poprawi się pogoda więc po co moknąć? :) Wróciliśmy do bazy i ... z miejsca bachor na korytarzu zaczął dawać po uszach, JPierd ... dzieciak wyje gorzej niż syreny podczas Dnia Niepodległości a tatuś se spokojnie spaceruje po placu tudzież grzebie przy aucie, mamuśka natomiast na łóżeczku leży i książkę czyta a za gówniarzem biega starsza pani właścicielka i pociesza ... Ehhh a z resztą co ja się będę rozpisywał, nie znam się - może na tym to polega urlop z dzieckiem :D Opieka wliczona w cenę ehehehe :)
Na nasze szczęście prognoza się sprawdziła :) Padać przestało, mgła zaczęła opadać i dopięliśmy swego ;] Auto (po pierwszej nieudanej próbie ataku na Biedronkę :D) zostawione w okolicach Jaszczurówki w dzielnicy Bystre i jazda. Początek już oszczędny gdyż kasa do lasu była zamknięta heh. Szlak minął nawet nie wiem kiedy (aż jedna osoba spotkana) i meldujemy się na Nosalu => końcówka wejścia i zejście nawet strome o dziwo. Na szczycie chwila na zdjęcia (dwie osoby prócz nas na górze) i w dół :) Nawet było co oglądać bo i Zakopane ładnie się otwarło i kąsek Tatr :) Dobry to był plan żeby taki przerywnik pomiędzy Słowacjami se zrobić ;] Na powrocie spotykamy jeszcze cztery osoby - w tym jednego marudę który wchodząc na Nosal stwierdza że ostatni raz w Tatry idzie hehe. Zejście w nawet niezłym tempie, kąsek asfaltu, Biedra i na relax przy grillu :) Delikatnie mówiąc za dużo żarcia kupiliśmy :D Najedzony że ani pakować mi się nie chciało ale ogarniać prysznica, jutro wstawanie o 6.00 i ogarnie się wszystko :D Taaaaaaaaa na bank ...
===================================
Trasa:


Baza wypadowa :)

Próba pierwsza ...


... i druga :) Tym razem już udana




I szczytek ;]



Przeżyli :DDD

Kiełby i Burgery już poszły :P

===============================
Śmiecha nie będzie, śmiecha Zakopane zafundowało sobie samo :D


Po regeneracyjnym poranku przy TV, internecie i coli z piwem ok 14.00 ruszamy na pierwszą próbę podejścia na szczyt. Nieudaną że dodam => leje, całe miasto stoi w korku a na Krupówkach ponoć pierdyliard osób xD No nic powrót na kwatery na ... cole z piwem :D W sumie znając nas to byśmy zrobili ten szlak no ale prognozy dość klarownie mówiły że od ok 17.00 poprawi się pogoda więc po co moknąć? :) Wróciliśmy do bazy i ... z miejsca bachor na korytarzu zaczął dawać po uszach, JPierd ... dzieciak wyje gorzej niż syreny podczas Dnia Niepodległości a tatuś se spokojnie spaceruje po placu tudzież grzebie przy aucie, mamuśka natomiast na łóżeczku leży i książkę czyta a za gówniarzem biega starsza pani właścicielka i pociesza ... Ehhh a z resztą co ja się będę rozpisywał, nie znam się - może na tym to polega urlop z dzieckiem :D Opieka wliczona w cenę ehehehe :)
Na nasze szczęście prognoza się sprawdziła :) Padać przestało, mgła zaczęła opadać i dopięliśmy swego ;] Auto (po pierwszej nieudanej próbie ataku na Biedronkę :D) zostawione w okolicach Jaszczurówki w dzielnicy Bystre i jazda. Początek już oszczędny gdyż kasa do lasu była zamknięta heh. Szlak minął nawet nie wiem kiedy (aż jedna osoba spotkana) i meldujemy się na Nosalu => końcówka wejścia i zejście nawet strome o dziwo. Na szczycie chwila na zdjęcia (dwie osoby prócz nas na górze) i w dół :) Nawet było co oglądać bo i Zakopane ładnie się otwarło i kąsek Tatr :) Dobry to był plan żeby taki przerywnik pomiędzy Słowacjami se zrobić ;] Na powrocie spotykamy jeszcze cztery osoby - w tym jednego marudę który wchodząc na Nosal stwierdza że ostatni raz w Tatry idzie hehe.
Trasa:



Próba pierwsza ...


... i druga :) Tym razem już udana




I szczytek ;]



Przeżyli :DDD

Kiełby i Burgery już poszły :P

===============================
Śmiecha nie będzie, śmiecha Zakopane zafundowało sobie samo :D

Kategoria Góry
Czerwona Ławka - 2352m n.p.m. (Priečne sedlo)
-
DST
27.70km
-
Kalorie 4781kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 5 sierpnia 2016 | dodano: 09.08.2016

No cześć :)
BeeSy górskie to ten gorszy typ wycieczek do opowiadania i zdania relacji ale standardowo spróbuję nie zanudzić zdjęciami i innymi pierdołami heh.
Genezy wyjazdu nawet nie ma, ot tak wpadła myśl żeby pohasać sobie po Taternikach - pacz w górę :) Planowanie również zajęło ok 3 minut gdyż dokładnie wiedzieliśmy co chcemy i do obmyślenia zostały ino szlaki w tym trasa na niedziele (na mojej głowie) oraz dojazd i spanie co już było zadaniem Łukasza. Urlop klepnięty, w czwartek ogarnianie sklepu, prowiantu, pakowania itp i ok godziny 5.00 rano ruszamy z Brynowa w stronę Słowacji. Zahaczamy jeszcze o Bierde w Nowym Targu i w towarzystwie zbliżających się uroczych widoków Tatr kąpiących (jp jaki romantyk tekst :D) się w słońcu docieramy po ok 4 godzinach do parkingu ... za 3 ojro :) Taniocha ponieważ przeważnie postój kosztuje 5,50 :]
=======================
Początek naszej wyprawy zaczyna się w Starym Smokowcu. Jest to niewielkie i urokliwe miasteczko wchodzące w skład miasta Wysokie Tatry które jak wywnioskowaliśmy ... nie posiada mieszkańców :D Same hotele, knajpy (w tym taka z kuchnia polską - specjalność yyy pizza xD) i sklepy sportowe :D Chwilka przez miasto i wyruszamy na pierwszy cel :)
"Szlak na Czerwoną Ławkę jest jednym z najtrudniejszych po słowackiej stronie Tatr. Czeka na nas duża ekspozycja, długie łańcuchy oraz wąska ścieżka zawieszona nad przepaścią"
Opis brzmiał godnie trzeba go zweryfikować :)
Po ok kilometrze asfaltu wchodzimy na ścieżkę która ... okazała się nie tą co planowaliśmy :D Chwila na dyskusję czy się wracamy czy już idziemy nią? => dylemat był prostszy gdyż ta wersja również prowadziła nas na Hrebienoka. W sumie ino ok 1,5km nadrabiamy a przynajmniej nie będziemy dublować odcinka :) Ok zmiana planu zamiast zielonego uderzamy na niebieski + czerwony ;] Ludzi na szlaku sporo do tego na górnej stacji kolejki impreza dla dzieci więc ino ćmiczek i walczymy dalej. Mijamy wodospady, strumyczki, schroniska (chyba ze siedem było na ścieżce naszej), odcinki leśne aż w końcu docieramy do doliny z widokiem na wysokie górki :) Idzie się przyjemnie, słonko świeci, rozmowy o "dupie marynie" i tak w sumie aż do początku podejścia do chaty Téryho (2015m n.p.m.) gdzie już zaczyna się wspinanie. Po osiągnięciu schroniska chwila oddechu i rozpoczynamy "zabawę" :) Podejście pod przełęcz miody, duża ekspozycja - fajnie yyy technicznie bym rzekł :D
Ławka zdobyta ok godziny 13.00 i można schodzić ... a nawet trzeba gdyż na szczycie może ze 2m2 a piątka Słowaków se sesje foci z kijka do selfi pykała xD A szkoda bo przełęczy roztacza się fajna panorama na m.in Dolinę Zimnej Wody, Łomnicę, Durny Szczyt oraz na Dolinę Staroleśną i otaczające ją szczyty, m.in. Sławkowski Szczyt ( 2452m n.p.m. => kolejny mój cel z Łukaszem), Małą Wysoką, Gerlach, Jaworowy Szczyt i wuchte innych :) Zejście już w miarę lajtowe, początek może trochę trudniejszy bo klamry ale spokojnie. Największym (o ile to można tak nazwać) zagrożeniem były luźne kamyczki pod butami, można było ujechać. Droga w dół na całe szczęście mniej uczęszczana, ludzie się trafiali ale to przecież normalne :) Po ok półtorej godzinie docieramy do kolejnego punktu czyli Zbojníckiej chata gdzie olewam piwo za 3 ojro i racze się Żubrem za 3 złote :P - Łukasz stwierdził że już płasko będzie więc idziemy :) I tak z piwem w ręku ... pokonuje kolejne delikatne łańcuchy i stromizny na niebieskim szlaku :D Całe szczęście niegroźne i bezpieczne, tyłek se można było ewentualnie strzaskać - pozdro Kuzyn :D
Przed wyjazdem czytałem co nieco i byłem raczej przygotowany mentalnie na ten szlak, miał być nudny i monotonny no to był heh. Na rozdrożu (Rázcestie pod Húpačkami) ponownie stwierdzamy że nie dublujemy odcinka i schodzimy oglądać wodospady. No to był strzał w 10tkę, pięknie => niebieski szlak na końcu się uratował ;] Później zielony do Bilikovej chaty, Hrebienok i wzdłuż kolejki do auta :) Bezpieczni na dole, zadowoleni, zmęczeni rozpoczynamy ok 40 minutową drogę do noclegu w miejscowości Brzegi. Jutro był spokojny dzień w planach, poranek bez auta więc udało się nawet coś delikatnie mocniejszego wypić ;)
Coś w ten deseń :D

Do rzeczy => trasy + fotki ;]


Widok na Tatery z Nowego Targu

Stary Smokovec

Początek szlaku w miejscu gdzie przegoniliśmy ze 3 wycieczki

Hmmm nie nasze klimaty :D

Zaczynamy podejście na 2015m n.p.m. - pogoda idealna :)
Po prawej Siroka Veza (2461m n.p.m.)a po środku nasz cel :)
Schron już głęboko w dole ...

... więc zaczynamy zabawę :)
PS: nie tylko my mieliśmy taki plan na piątek :D ale o dziwo nic się nie korkowało :)



Zejście na spokojnie, zdjęcia oczywiście standardowo wypłaszczają ale co zrobić :)


Łukasza na fotografowanie dzieł obcych wzięło :D
w tle: Vychodna Vysoka, Bradavica oraz grań Slavkovskiej

Zbojnicka chata XXI wieku :D

Koźiceł?

I pozostałe fotki na powrocie ;]



=====================
PS: Fajna sprawa: na Słowacki podczas imprez (lub na stałe no nieważne) stoją automaty za free z kremem do opalania :) Reklama dźwignią handlu :)
=Z bazy:
- Widzisz gdzieś kontakt?
- no, nad drzwiami
- aha :D

Relax, na pokoju i spokojnie czekamy na kolejne dni :)))
=======================================================
Na koniec tak dla przypomnienia ;]

Kategoria Góry
#10, #11 DPD
-
DST
49.48km
-
Czas
02:20
-
VAVG
21.21km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 sierpnia 2016 | dodano: 03.08.2016
Nic ciekawego => 2x do pracy i nazot bez urozmaiceń. Wtorek w towarzystwie, środa singlem ;]
Teraz czas na górki wysokie :))
Jak za starych dobrych czasów :D
-
DST
47.96km
-
Czas
02:36
-
VAVG
18.45km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 lipca 2016 | dodano: 01.08.2016
Czyli rodzeństwo jedzie na Łysine cycki smażyć :P Wybór trasy w popołudniowym sobotnim słonku był oczywisty .... no był :D choć pogoda jednak nas nie rozpieściła ;/
Wyjazd opóźniony o chwilę rozmowy z Alanem i ok 12.30 startujemy z Ochojca w palącym słońcu w stronę Bierunia ;] Droga przez Murcki i Zamoście leeeeniwie mega ale w sumie taki był zamysł ;) Mijamy odpust, zahaczamy o Żabkę, okolice fabryki Fiata (już zaczynało być średnio) i w sumie bez wysiłku osiągamy cel czyli jezioro Łysina :) Wjeżdżamy na plaże a tam ewakuacja xD Noooo ejjj przecież pitnie bokiem .... yyy cóż ... nie pitło :D Drzewko jednakże dało radę (osłonę) i o suchości po ok godzinie wracamy na ścieżkę powrotną :) Do Zamościa i słynnego mostku względnie potem następuje tzw kap kap i leję ;/ Mądry człowiek po szkodzie ale takiej ilości błędów na odcinku ok 300m nie miałem chyba nigdy xD
Trasa pi-razy-oko => Endo lub fon zaś wariują xD

Odpust i mało ogarnięta wiara ehh chyba dla zasady trzeba jakiegoś bajtla przejechać bo rodzice na takich imprezach mają "eldorado" ;/

Fiat i jakaś "nieciekawość"

Ewakuacja :D

Uprzedzając pytanie: synek w tle nie umarł, ruszał się :D

Wiało trochę a kręcić trza było ;))

Brak zdjęć z powrotu => sorki :P
========================================
Śmiecha?;>
Wcale a wcale nie cynicznie :P

=========================================
PS: zawsze mogliśmy pojechać do Zabrza .... :D

Wyjazd opóźniony o chwilę rozmowy z Alanem i ok 12.30 startujemy z Ochojca w palącym słońcu w stronę Bierunia ;] Droga przez Murcki i Zamoście leeeeniwie mega ale w sumie taki był zamysł ;) Mijamy odpust, zahaczamy o Żabkę, okolice fabryki Fiata (już zaczynało być średnio) i w sumie bez wysiłku osiągamy cel czyli jezioro Łysina :) Wjeżdżamy na plaże a tam ewakuacja xD Noooo ejjj przecież pitnie bokiem .... yyy cóż ... nie pitło :D Drzewko jednakże dało radę (osłonę) i o suchości po ok godzinie wracamy na ścieżkę powrotną :) Do Zamościa i słynnego mostku względnie potem następuje tzw kap kap i leję ;/ Mądry człowiek po szkodzie ale takiej ilości błędów na odcinku ok 300m nie miałem chyba nigdy xD
- Pierwszy błąd => trzeba było wjechać pod mostek przy S1
- Drugi => telefon się ma przy tyłku a nie daje siostrze do przechowania :D
- Trzeci => jedz przodem a nie kombinuj :D
Trasa pi-razy-oko => Endo lub fon zaś wariują xD

Odpust i mało ogarnięta wiara ehh chyba dla zasady trzeba jakiegoś bajtla przejechać bo rodzice na takich imprezach mają "eldorado" ;/

Fiat i jakaś "nieciekawość"

Ewakuacja :D

Uprzedzając pytanie: synek w tle nie umarł, ruszał się :D

Wiało trochę a kręcić trza było ;))

Brak zdjęć z powrotu => sorki :P
========================================
Śmiecha?;>
Wcale a wcale nie cynicznie :P

=========================================
PS: zawsze mogliśmy pojechać do Zabrza .... :D

Kategoria Rower
Wesołe (+) Piotrowice
-
DST
43.25km
-
Czas
02:10
-
VAVG
19.96km/h
-
VMAX
44.25km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 lipca 2016 | dodano: 31.07.2016
Sześć :)
Na start ostrzegę: BeeSy mogą przez jakiś czas być niepełnosprytne => zmiana systemu na Windows 10 i hmm dziwnie jakoś ;]
No ale do rzeczy po a): Kęsy graty potomka, przy nadmiarze obowiązków przeczytasz to pewnie za parę miesięcy no ale żeby nie było :P ....wysłał bym esa z gratulacjami ale ......... heh, wszystko się w "śmiechu" wyjaśni :D
==========================================================
Co do pedalenia :) Piątek na gibko sprawy babuszkowe, sobota odstresowanie po galerii z koleżankami yyy choć w sumie nie, nie zabiły mnie choć blisko było więc nie ma źle :D Na relaks został wybrany cel Wesoła na klachy do Łukasza :) Odbiór izotoników, omówienie spraw górsko - rowerowych następnie powrót przez pitt stop Giszowiec ;] Łukasz przynajmniej pocieszył :D nie tylko mi się po morzu nie chce :D Dziś lajt na Łysine ... może Gocha mi nie ucieknie i dojadę jakoś :D
===========================
Piątek:

Sobota:

Staw Wesoła => coś się zbierało i ...

... nawet pokropiło heh
"co za pogoda pada słońce i świeci deszcz" xD - cyt. G. Nawara vel: Rumun

Powrót przez taką sytuacje heh
Jakoś już to wrażenia na mnie nie robi :D

=======================================
Śmiecha nie będzie dziś :D Dodam ino najbardziej epicki ever sposób wymiany telefonu :D Fakt ja moje lub gubiłem lub zalewałem lub mi ukradli lub nie wiem ale Kęsy zniszczył system :D
- Kęsy pociąg
- Hmmm no pociąg
- Pitaj z torów
- Chwila, no oki ..... kurna dzie mój telefon?????????
- yyy został na szynie? ...
- Jpierd
Kęsego Sony 0-1 Pociąg z węglem :D
dobrze że to w sumie nie była Nokia 3310 bo katastrofa kolejowa murowana :D
PS: nie .... nie próbował wyłączyć i włączyć heh
Na start ostrzegę: BeeSy mogą przez jakiś czas być niepełnosprytne => zmiana systemu na Windows 10 i hmm dziwnie jakoś ;]
No ale do rzeczy po a): Kęsy graty potomka, przy nadmiarze obowiązków przeczytasz to pewnie za parę miesięcy no ale żeby nie było :P ....wysłał bym esa z gratulacjami ale ......... heh, wszystko się w "śmiechu" wyjaśni :D
==========================================================
Co do pedalenia :) Piątek na gibko sprawy babuszkowe, sobota odstresowanie po galerii z koleżankami yyy choć w sumie nie, nie zabiły mnie choć blisko było więc nie ma źle :D Na relaks został wybrany cel Wesoła na klachy do Łukasza :) Odbiór izotoników, omówienie spraw górsko - rowerowych następnie powrót przez pitt stop Giszowiec ;] Łukasz przynajmniej pocieszył :D nie tylko mi się po morzu nie chce :D Dziś lajt na Łysine ... może Gocha mi nie ucieknie i dojadę jakoś :D
===========================
Piątek:

Sobota:

Staw Wesoła => coś się zbierało i ...

... nawet pokropiło heh
"co za pogoda pada słońce i świeci deszcz" xD - cyt. G. Nawara vel: Rumun

Powrót przez taką sytuacje heh
Jakoś już to wrażenia na mnie nie robi :D

=======================================
Śmiecha nie będzie dziś :D Dodam ino najbardziej epicki ever sposób wymiany telefonu :D Fakt ja moje lub gubiłem lub zalewałem lub mi ukradli lub nie wiem ale Kęsy zniszczył system :D
- Kęsy pociąg
- Hmmm no pociąg
- Pitaj z torów
- Chwila, no oki ..... kurna dzie mój telefon?????????
- yyy został na szynie? ...
- Jpierd
Kęsego Sony 0-1 Pociąg z węglem :D
dobrze że to w sumie nie była Nokia 3310 bo katastrofa kolejowa murowana :D
PS: nie .... nie próbował wyłączyć i włączyć heh
Kategoria Rower
Czupel (933m n.p.m.) po raz kolejny ;]
-
DST
16.08km
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 24 lipca 2016 | dodano: 25.07.2016
Nieaktualne - załatwione :)
Trasa:
Czernichów (340m n.p.m.) - Suchy Wierch (799m n.p.m.) - Pod Czuplem (Wysokie Siodło - 872m n.p.m.) - Czupel (933m n.p.m.) - polanka jagodowa - Czupel (933m n.p.m.) - Pod Czuplem (Wysokie Siodło - 872m n.p.m.) - Solisko (635m n.p.m.) - Gronik (619m n.p.m.) - Czernichów (340m n.p.m.)

Czupel po raz kolejny (heh) ale w sumie co tam, lubię ten szczyt => choć niestety z roku na rok jakość ścieżek spada ;/ Widać że podczas powodzi czy większych deszczy ładnie musi tam spływać woda ;/ Ale dobra nieważne, od początku :)
Po wczorajszej wycieczce oraz wieczorno-nocnym grillu każdy padł jak kaczka, więc rano mega odczuliśmy słuszność naszej wieczornej decyzji żeby Siostra ma przyjechała na spokojnie późniejszym pociągiem :) Prosty zabieg, a nie dość że sobie wszystko ogarnęła to my też dzięki temu mieliśmy mega lajtowy, słoneczny i cieplutki poranek :] Herbatka, soczek, śniadanko, sałatka (zmrożona :P) i ogólny relaks :) No ale kiedyś musiała nadejść ta chwila żeby się ruszyć => okolice godziny jedenastej spakowani, pokój zdany i myk do auta na misję pt: "odebrać Gosie z PKP w Łodygowicach".
Misja poszła sprawnie :) więc powrót do Czernichowa, sklep i na górę. I tu każdy miał swoje cele. Ot taki dzień: Janiol zdobywał szczyt korony, ja z Gochą - misja jagody, a Daga z Marzena misja przeżyć :-D Choć w tym miejscu trzeba nadmienić że Dziołchy dzielne, gdyż było zagrożenie ze odpuszcza ten szczyt i zostaną na dole, a tu upartość wzięła górę, poszły i weszły :)
Czupel więc dość szybko i sprawnie zdobyty ... w trzech grupach :D ja z Siostrą gonieni przez Michała i spokojnie swoim tempem wspinające się Marzena i Dagmara :-) Na szczycie czas na fotki i kolejny podział => ja z Gochą na naszą jagodowa polankę, a pozostali po delikatnym odpoczynku zaczęli schodzić. Dwa słoiki runa uzbierane i najwyższy pora na nas, bo coś czarno zaczęło się robić heh. Czasowo wyszło super bo na dole meldujemy się prawie o tym samym czasie - dzięki za strzałki i krzyżyki na szlaku ;-)
Wyjazd na plus, jak zawsze zresztą :) Teraz trzeba odpocząć, nogi same dojdą do siebie ... więc odpoczynek bardziej od alko i nikotyny :-D
====================================
Kilka fotek:
Poranek i czysty stół po grillu. Durczok by pochwalił :P

Szlak i niezły punkt widokowy na Skrzyczne. Niestety pogoda nie była widokowa ... choć stabilna :D

Jak pisałem na początku ścieżka niestety miejscami yyy techniczna :D

Cel po raz pierwszy:))

Zdjęcie już z Czernichowa
Szału jagodowego jak ostatnio nie było ale lekki łup się zebrał :)

Cel po raz drugi - już mniej zabawnie poprzez chmury deszczowe za szczytem >> dobrze że wytrzymało :)<< no ale ...


... na selfika z siostrą był czas :P

=======================
Dla porównania Sosnowiec dzień później => 25.07.2016 godz. 12.00

=======================================
Zejście tym razem chyba ostatnią możliwą kombinacją szlaków - czerwony + żółty + pola + asfalt :D
Nawet innych turystów udawało się spotkać :))

===============================================
A w drodzę powrotnej => KFC Czechowice-Dziedzice - przyciąga jak Żwaków lub mostek na Zamościu :D
Dzięki wszystkim obecnym a zwłaszcza kierownicom za bezpieczną podróż ;] Do następnego :))================================================================

Kategoria Góry
Góra Żal (761m n.p.m.)
-
DST
17.61km
-
Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 lipca 2016 | dodano: 25.07.2016
Witam ;]

No dobra Żar, a nie Żal albo jeszcze inaczej, Jaworzyna ... bo była wyższa :P Tytuł wyjaśni się później :) Od początku więc => na starcie na ul. Gallusa chwilę po godzinie 7.00 w sobotni poranek zjawiają się prócz mnie Marzena, Daga i Janiol. I tak zapakowani w Opla sprawnie docieramy do Międzybrodzia, gdzie misja sklep i fruuu na szlak. Wyszło coś w ten deseń ;]
Międzybrodzie Żywieckie (320m n.p.m.) - Potok Głęboki (396m n.p.m.) - Las Czarnoci (567m n.p.m.) - skrzyżowanie szlaków pod Kościelcem (711m n.p.m.) - Kościelec (736m n.p.m.) - Jaworzyna (864m n.p.m.) - przełęcz Isepnicka (698m n.p.m.) - przełęcz Przysłop (795m n.p.m.) - Kiczera (831m n.p.m.) - Żar (761m n.p.m.) - Międzybrodzie Żywieckie (320m n.p.m.)

Pierwszy etap wycieczki (dodam że gorąco było) po odcinku przez miasto i asfalt - stromy ale dziewczyn nie zniechęcił :-) Dzielnie się wspinały heh. Przemęczyli podejście i po osiągnięciu przełęczy już spokojny spacerek po lesie można rzec ;-) Przerwy, klachy, wylewanie (niby przypadkowe taaa) męskich piw przez kobiety (:D), zdjęcia, kolejne szczyty, przełęcze, spotkanie z Panem żmiją ... który hmm chciał się przywitać >> Daga raczej nie była zainteresowana :D << i takie tam różne.
Po około 4,5 godzinie docieramy do góry Żar która ... no kto by pomyślał (xD), była opanowaną przez Januszy i Grażyny oraz ich dzieci, które krzyczały i płakały z ważnych powodów np: że ich frytki były polane keczupem lub że piłeczka spadła pod stół xD JPierd kwintesencja moich koszmarów => piwerko więc na szybko i schodzimy (uciekamy) do parkingu wzdłuż kolejki :)
Zejście sprawne, a że auto zostawione było przy wypożyczalni rowerów wodnych, godzina była młoda to jeszcze na parę chwil wpływamy na jezioro tak żebym przypadkiem nie miał weekendu bez pedałowania :-D Godzinka minęła szybko (dobrze że się trochę żołądek uspokoił ;]) więc autem do sklepu i na domek zbierać siły na dzień jutrzejszy :-)
Góra Żar czy tam Żal zdobyta, ale czy tam wrócę hmm wątpię choć wypadało by tam rowerem wjechać bo głupio tak :-D Najważniejsze że ekipa i pogoda na plus :)
PS: standard :D jak jest kolejka lub wyciąg to na szlaku pustki a na szczycie pół metra kwadratowego człowiek nie znajdzie :)
PS2: koniec miesiąca a ja jeszcze tyle mega na foty beesowe mhmmm to można czaskać heh choć szkoda że ino ode mnie i Dagi, najwyżej dokopuje jak jeszcze coś na @ przyjdzie :))
Jazda z fotkami ;]
=========================================
Początek szlaku - kremik na ryjek ido góry :)

Pierwsze widoczki i ekipa prawie uśmiechnięta :D
Stan chwilowy na szczęście :))


Widać cel ;]

Nie mam pomysłu na podpis heh
Malowniczy szlak po pięknych terenach :)

Najwyższy punkt sobotniej wycieczki :)

Trochę po prostym ... trochę w dół ... trochę pod górę ot taka se grań :)


Lepsiejszy aparat pokazał niebo jakie nam towarzyszyło :)

Widok na Porąbkę - oczywiście na żywo milion razy lepszy :)

Góra Żar z Kiczery i...

Kiczera z Góry Żar :D

Laski chyba zadowolone :)) Cel zdobyty :)

Tłumy, tłumy i pan który miał prawie tak samo jak ja fajną koszulkę ... "kaloryfer" ino zapowietrzony lekko miał :D


Widoczki "na zejściu"
PS: Coś albo zmiejszacz albo BeeS rozjaśnia te fotki jak rany ...


Ekipa w komplecie :)

Można było i leniwie :D
Być może parę osób skorzystało, bo na górze milion osób ... a na szlakach pusto :P

====================================================
Góry górami - fajnie, ale relaks też ważny :)


Zadowolone że na dole chyba?:> albo że pedałować nie trzeba :D


Regeneracja :D
Dobrze że grillo-ognisko było duże, bo byśmy do rana siedzieli :D

Około północy każdy padł i odpoczywał => jutro walczyliśmy dalej.
=========================================
Śmiecha i lecim dalej :)
Ja do lekarza nie chodzę ... profilaktycznie stosuje :P

Kategoria Góry
#9 DP-Dziećkowice
-
DST
64.41km
-
Czas
02:44
-
VAVG
23.56km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 21 lipca 2016 | dodano: 21.07.2016
Witam. Po półtorej miesiąca w końcu DPD ;] Choć zaś lekko zaspałem i chęci jakoś mało to ino dziś była okazja pokręcić więc cóż zrobić :) Poranek chłodny ale przyjemny, po pracy natomiast pogoda wręcz idealna = ciepło, słonko i bez wiatru :) Więc co by tu? Wybór padł na Kosztowy i tamtejszą wieże ;] Plan skorygowałem na Brzezince - fajnie się jechało więc po niedzielnym Rogoźniku stwierdziłem że "odbije" kolejne miejsce ze "strefy X" 2016 :D Sprawnie nad wodę, chwila wśród "Januszów i Grażyn" i powrót znów asfaltami przez Imielin, Lędziny i Giszowiec. Wyjazd na szybko a ładnie wyszło :) Pitt Stopy ino nie cieszyły jak zwykle, jak się jechało był lekki chłodek, jak się zatrzymało w chwili cały mokry heh. Jutro sprawy bieżące i szykowanie wałówki na grilla w górkownikach :)
===============================================================
Dojazd do pracy standardowy, a tu podgląd z wycieczki popołudniowej :)

Zbiornik Dziećkowice


Mysłowice Ławki + widok na niedoszły cel :)

Do następnego :)
==================================
===============================================================
Dojazd do pracy standardowy, a tu podgląd z wycieczki popołudniowej :)

Zbiornik Dziećkowice


Mysłowice Ławki + widok na niedoszły cel :)

Do następnego :)
==================================
Kategoria Rower
Leniwy Rogożnik + Żabie Doły
-
DST
59.14km
-
Czas
02:43
-
VAVG
21.77km/h
-
VMAX
54.93km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na szybko parę zdań ode mnie :-) Piątek spacerowy na Ochojcu i Piotrowicach, sobota również chodzona tym razem po Witosa i Batorym no to w niedziele wypadało by się gdzieś ruszyć rowerowo. Wypadałoby? Hmmm .... jak by Grzegorz z Devilem się nie odezwali to bym z wyra nie wyszedł => jakaś dziwna niechęć rowerowa po Wybrzeżu męczy ;/ No ale jak już się powiedziało "A" to trzeba powiedzieć i "B" więc ustawka w Parku w miejscu wiadomym i jazda w "wielkim entuzjazmie" na Rogoźnik :) Czemu padło na właśnie ten cel? Bo blisko, praktycznie zero terenu i to był jeden z dwóch celów (prócz Dziećkowic) których coś zrobić nie mogłem heh. Trasa nad jeziorko standardowa => Siemce, Wojkowice i po niecałej godzince jazdy jesteśmy na miejscu gdzie jak zwykle klachy przy chmielu i sesja fotograficzna pana Zajceva heh. Nawet dość długo posiedzieliśmy :) ale w końcu musiało paś pytanie (pytań a pytań w tym BeeSie :D) "jak wracamy?" Będzin i Sosnowiec odpadł w przedbiegach gdyż za bardzo na około :D Tak, nie tylko ja miałem podejście aseksualne do pedałowania :D Padło na Bobrowniki, Świętochłowice i Chorzów :) W tym ostatnim jeszcze zahaczamy o dwa pitt stopy i spokojnie "odbijając" pierw Grzegorza, potem Marcina docieram przez Obroki do bazy. Na końcowym odcinku nawet kręcić się zachciało :))
===========================
PS: Czas pomału na górki ;] rower raczej na DPD zostanie ;] Chyba że nagłej weny dostane hmm nogi w sumie "niosą" ...
PS2: Dwa dni w Chorzowie i ino co się stało źle to .... popsute Endo? No proszę :D coś dziwnego się robi hehe
PS3: Starty tripów o godz. 15.10 są w dechę, powroty po 22.00 jak w następny dzień na rano do pracy ..... już gorzej :D

Dobra fotek trochę :)
==================================
Trasa: Ukradziona od Diobła - i nie próbować krytykować moich umiejętności w Paincie :P

Rogoźnik i pan Uszaty


Pitt Stop na granicy miast :) Bytom? Chorzów? Piekary Śląskie? - no mniejsza o to :)

==================================
Cóż by tu, którą rozmowę wspomnieć? :DDDDDDDDD
Kategoria Rower



