Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

WG - Rajcza przez Romankę (1366m n.p.m.)

  • DST 33.77km
  • Kalorie 3907kcal
  • Aktywność Wędrówka
Czwartek, 15 czerwca 2017 | dodano: 16.06.2017

No i ponownie zgodnie z planem, rower (po wczorajszych 75km) został odstawiany ale cóż zrobić => są priorytety heh. I tak po delikatnym zaspaniu na gibko z Akademików na Piotro na PKP i fruuu z siostrą w górki tracić kilogramy :-P Plan? hmmm była opcja do Bielska i na Klimczok uderzyć (xD wyszło by jeszcze że Diobeł na kole by nas rozjechał :P) ale jednak pierwsza myśl najlepsza :)
I tak pociąg o 7.28 ogarnięty i rura do Węgierskiej Górki skąd rozpoczynamy marsz "po zdrowie". A jeszcze była misja sklep plus bankomat xD Ja tam byłem zaopatrzony no ale dobroci nigdy za wiele :D Ok 9.40 ruszamy i po pokonaniu żmudnego asfaltu w końcu robimy czerwony klimatyczny szlak z widoczki na góry i piwo me :-P Miło, przyjemnie i aż do Słowianki (840m n.p.m.) w sumie nic ciekawego, zwykle klachy ... no dobra => buta w błocie straciłem xD Słowianka ogarnięta, następnie mega mozolnie podejście na Romanke i fruuu na obiad na Rysiankę (1290m n.p.m.). Stąd już następuje powrót ;] i choć planowo chciałem Gośce pokazać schronisko na hali Boraczej to moje potrzeby wygrały (:P) i poszliśmy do Rajczy przez hale Radykalną (1092m n.p.m.) i Kręcichłosty (753m n.p.m.). Dla nas obojga był to dziewiczy odcinek więc chyba uczciwie :) W okolicach Nickuliny w końcu trafiamy na asfalt >>jupi<< gdzie daje ulgę stopom w stylu Cejrowskiego :) W Rajczy piwo, pizza i do pociągu. Podróż powrotna bez przygód, nawet mi dzołk nie wyszedł xD Dobra standardowo więcej z fotek wyjdzie, kolejne górki to raczej Czupel i jagódki sesese ;]
Trasa:

Fotki:
Sponsorem dzisiejszej wycieczki była Tatra :D Żubry zostaną na kiedy indziej heh

Węgierska Górka i tłumy wylewające się z pociągu. Na całe szczęście na szlakach luźno ;]

Nudny asfalt ...

trochę lepszy ...

i w końcu ładnie => widok chyba na Cięcinę

Czerwony gruntowy

Atrapa :P widok w stronę Boraczej

Łowienie buta :D A był bardzo dobry skok i to ze słabszej nogi :D

Chwilowy dylemat ale postanowione, atakujemy szczyt

Ekipa wyjazdowa czyli tzw rodzinne foto z rączki :)
Za nami Romanka


Piękno Beskidu Żywieckiego

Armia się tworzy :D

A my walczymy dalej, oj płasko nie było ...

Siostra w "rabarbarze" Widoki live wiadomo że o wiele lepsze a do tego w HD ;]

Jeszcze chwilka

Jakoś mi się wspomniało :D

Jeszcze jeden widok


i jest ci on/one no nieważne :D Widoki ze szczytu wiadome :D
8 najwyższy szczyt (pierwsze 5 to pasmo Babiej + Polica i Pilsko) Beskidy Żywieckiego zdobyty ;]


Schodzimy w kierunku Rysianki

Jagody in progress ;]

Hala Rysianka przed nami

:D

Babia Góra


Piknikowo na Rysiance => na szlakach pusto a tu multum, nie chce myśleć jak parking w Złatnej wyglądał :D

Obiad część pierwsza

i relaks :)))))) Buty po myćiu w strumyku już suche :)

Wracamy żółtym


Widoczki przez cały dzień bomba

Pan na kole mega zdeterminowany xD

Jazda z Cejrowskim :D

Koniec imprezy, wracamy do miasta gdzie pisząc tego BeeSa burza przechodzi :P Zaś zgodnie z planem :P

==================================


Kategoria Góry

DPD 5/2017 + Kąsek Małopolski

  • DST 75.03km
  • Czas 03:30
  • VAVG 21.44km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 14 czerwca 2017 | dodano: 14.06.2017


No i udało się oczka otworzyć na czas ... no może była lekka obsuwa ale dojechać do pracy na czas się udało (-: Po pracy natomiast rundka mała ;] Jutro góry a później lekko niepewna pogoda więc nie ma co ryzykować i "cza" działać :)

I teraz gdzie => pierwsza myśl Sosina i Jaworzno wszak byłem już pod Sosnowcem więc szkoda trochę odkręcać od terenów wschodnich. Mądrzejszy jednak o doświadczenia wczorajsze sprawdzam wiatr. No ok ma być >>cóż za niespodzianka>> więc

cmoknijcie mnie w gwizdek, zaś mi pół wpisu usuwa wasz chory autozapis, po co? dla kogo? a komu to potrzebne?

działo się ale nie mam czasu/chęci już pisać tego na nowo więc:

jakąś ścieżkę po lesie znalazłem którą ominąłem zakaz i wróciłem na właściwy szlak. I teraz zaś w plecy? A jadę w innym kierunku? Co jest? Mijam Starą Hutę, Podkamieniec, Dąb i ... kolega wrócił że zdwojoną siłą, się mu zachciało zmienić kierunek xD Imielin z wiatrem w twarz, Lędziny podobnie, Ławki bez zmian i dopiero wykończony w lesie z Wesołej mogłem od zarazy odpocząć. Cóż że pod górkę, cóż że po lesie, cóż że ze Szwecji :-D Końcówka już na resztkach sił z milionerem pitt stopów w pół tomny trafiam do bazy i mam dość. Dziękuję, dobranoc => jutro góry ... z buta, forma uciekła więc nie ma co walczyć z wiatrakami wróć wiatrami xD 
================
Trasa:
Endo dziś mega miszcz autopauz xD

Fotki:
Jaworzno

Podjazd w stylu bez sensu (pierwszy z trzech) ale za każdym razem mega miły widok mojego jutrzejszego celu => było warto ;]

Małopolska

Nawrót i poprzez słynne miejsce ...


... LoL  ...

... do domku na piwerko :P
================
W sumie?:>

Góry to góry nie matamto sesese ;]


Kategoria Rower

Wracam do żywych

  • DST 30.90km
  • Czas 01:31
  • VAVG 20.37km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 13 czerwca 2017 | dodano: 14.06.2017


Nie ma co cierpieć trzeba wracać do świata żywych po weekendzie xD
Po piątkowym DPD misja babuszka (dobrze ze okna ogarnięte w czwartek) później Ochojec i Siostra następnie na przed-urlopowe piwo z Janiolem. Sobota i zaś pierw piwo na osiedlu, później na chwile do Rumuna na Będzin, później Żaneta ... następnie przez nieprzyjeżdżający autobus (przez to o wiele bardziej wolę transport dwukołowy) na nocleg do wczasującego się Kuzyna na Przeczycach. Tam już na "spokojnie" rodzinie dokańczam łikent wyjątkowo bez rowerowy. I takie oto rozwiązanie załatwiło mi poniedziałek xD gdzie flaki musiały dać popalić po takim maratonie :D

Dziś ponownie babuszka ale że czas był to choć symbolika rowerem. Czemu symbolika? Bo coś chyba biegałem we śnie, od 2 dni nogi bolą jak bym Tatry obszedł w te i nazot :/ eee starość nie radość? :-D Po 17.00 wyruszam, 2 godzinki u babci, spoglądam na zegarek i oceniam możliwości. Średnio ale coś wpadnie i tak obieram kurs na lasy panewnickie, Kochłowice, Batory, Obroki aż do małego celu czyli objazdu niedawno popaczonej nowej ścieżki rowerowej wiodącej ulicami Witosa, Rataja, Michejdy i Kolońską. Cóż najlepiej ją zdjęcia ukażą :-D Po ścieżce chwila namysłu i wyszedł powrót przez Kokociniec bo w sumie czemu nie ^_^

Warunki wietrzne mega dziwne, wiało że masakra a do tego kręciło kierunkiem jak nie wiem co. Człowiek nie mógł się spodziewać czy oberwie bocznym, w plecy czy wmorde który potrafił nieźle przyhamować. Jutro jak oczka pozwolą to DPD i czas trochę Beskidów nadrobić heh. 
Trasa:

Odcinek terenowy ;]

I ścieżka, przeważnie normalna no ale przecież to Katowice :D

Okolice ul. Sławka => jak ktoś se pożyczy te dwie barierki to fajnie się będzie można "w Małysza" pobawić :D

Następnie ok 200m normalności i kolejne genialne zakończenie :D

Coś robią ale czy z głową to nie wiem do końca :D
=================
Facet, co zrobić :D


Kategoria Rower

DPD 4/2017

  • DST 26.00km
  • Czas 01:11
  • VAVG 21.97km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 9 czerwca 2017 | dodano: 09.06.2017


Ponowna rundka do pracy i nazot i robimy przerwę. Ten weekend towarzyski następny tj. bożociałówka => oby (z buta z namiotem czyli najlepiej) w górach. Trzeba ino czekać standardowo za pogodą bo zmarznąć lub zmoknąć nie zamierzam :))
============
Na całe szczęście otworzyła się delikatna opcja na jakieś kręcenia w tygodniu więc może najgorzej nie będzie ;]
Co do jazdy to rano standardowo przez Muchowiec i Zawodzie, powrót omijając ponownie Upadowy przez Nikiszowiec, D3S i Rolną. Bez przygód.
Trasa:

Fotki:
A na łące znów zające :D
Zajcewy chyba se boczne boisko Rozwoju upodobały:D


Nikisz i słynne czerwone okna czyli fotka z powrotu ;]

====================================
PS: Miłego weekendu :P


Kategoria Rower

DPD 3/2017

  • DST 24.88km
  • Czas 01:06
  • VAVG 22.62km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 8 czerwca 2017 | dodano: 08.06.2017


Po Krakowie zgodnie z planem, niedzielny relaks na Ochojcu, poniedziałek - sprawy bieżące, wtorek obijanie się, środa teren służbowy plus różne różności a dziś rowerem do pracy coby załapać przynajmniej parę kilometrów i nie odzwyczaić się kompletnie od kręcenia ^_^ Z rana trasa standardowa, powrót natomiast na "urwanym filmie" trochę inaczej żeby staw Upadowy ominąć. Dziury są tam już niemiłosiernie ale zgłaszać szkoda bo zaś kamienie wysypia i jeszcze "lepiej" zrobią xD Czemu na urwanym? Myśli niestety w pracy zostały ... no nic czasem nie da się tak szybko i sprawnie odciąć życia służbowego od prywatnego => mi się udało dopiero po Żubrzyku (wygranym :P) i wyszorowaniu okien u babuszki :D
Możliwe że jutro powtórzę manewr z dojazdem do/z pracy bo sobota pierw w Będzinie u Żanety a później na Przeczycach u Kuzyna [połączona z meczem, ogniskiem, rybkami (omg!) i noclegiem] który na bank załatwi mi weekend bez roweru :-D Choć i tu pozostaje znak zapytania bo ( taaaa zacytuje Zenka jpierd Maryniuka) życie ze mną gra w pokera i deszcze zapowiadajo xD Zobaczymy co wyjdzie => oby ino straszyło ;)
Trasa:

Fotka:
A z rana na łące dupcy spotkały się dwa zające :P

===============
Mój weekend ....


Kategoria Rower

Peletonem do Krakowa

  • DST 119.25km
  • Czas 06:34
  • VAVG 18.16km/h
  • VMAX 53.37km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 czerwca 2017 | dodano: 05.06.2017



No i tak jak zacząłem maj Wielkopolską to czerwiec dla odmiany Małopolską (-: Geneza wyjazdu wiadoma => podczas zapisów w AWF-ie gdzie w sumie przypadkowo zapisaliśmy się z Sojerem na Ostrawę priorytetowy był Kraków. I dzień wyjazdu nadszedł :) Chowam więc ambicję na dobrą średnią do kieszeni i tak poprzez kolejny z kolei piątek gdzie wątroba miała urlop ustawka na garażu o 8.00 (taaa zaś pospałem xD) i rura na spotkanie na rynek. Tam chwila rozmowy z Irkiem oraz Bartkiem i w tempie huraganu ruszamy w stronę Mysłowic. I w sumie nic ciekawego aczkolwiek 250 głów blokujących DK79 na wysokości od Zawodzia do Fashion Housa w Sosnowcu było zabawne, przynajmniej dla mnie => spalinosmrody mogły mieć odmienne zdanie :-P
Następnie między Jaworznem poprzez pitt stop w Bukownie aż do Woli Kalinowskiej nic ciekawego, no prócz paru dzwonów (niestety jeden poważny - złamana ręką) i tak przez Szczakową, Olkusz, Sieniczno, Sułoszową i Piaskową Skałę docieramy do ... miejscowości Skała. Uwielbiam te okolice :) raz w tym roku już tam byłem >>http://lapec.bikestats.pl/1564899,Gora-Zborow-462m...<< i jeszcze jedna wycieczka z buta z Łukaszem czeka na później i chyba tam na jesień bym chciał albo na orzechy laskowe heh patrzyłem że drzewka maja się dobrze więc w sumie misja jest: skałki plus orzechy => znając świat Gocha protestować nie będzie :-D
Ale wróćmy do teraźniejszości (-: Pitt stop w okolicach Skały chyba w najbardziej odpowiednim miejscu, pikniki już zaczynały schodzić z rumaków co dziwić nie mogło bo było co podjeżdżać heh.
Jeden z wyższych puntów Krakowa nawet niżej niż Ojców xD

Podjazd w sumie miły do wjechania był, niestety peleton miał inne zdanie :D Trochę chodnikiem, trochę po lewej udaje się podjechać aż do przerwy po której następuje .... nagłe ożywienie (zjazd czy coś?:D) gdzie za radą Irka ustawiam się na końcu stawki i robię zająca na endomondo :-D Peleton zaczyna ogarnąć a ja za nimi spokojnie z tempem ok 30 km/h pokonuje se urocze zjazdy <3 Myślę że z tego miejsca będzie najwięcej zdjęć bo po:
  • a) była możliwość bo nie miałem przed sobą pierdyliarda osób 
  • b) po prostu warto :-)
I tak jadąc sobie spokojnie następuje kolejne ożywienie (moje tym razem) bo widzę mega salto Pana robiącego zdjęcia, dobrze że nie jeżdżę po alko (wiadomo :-D) i udaje mi się go ominąć ;/ wyglądało o wiele gorzej niż inne dzwony a pan po moim zapytaniu stwierdza że salta nie dokręcał i chyba na dupie wylądował xD Zero obrażeń, nic!! i se wstał, otrzepał się i pojechał dalej :-D Reszta trasy przez Koszkiew oraz Zielonki bez przygód, później wkurzanie kierowców tym razem w Krakowie (policja znów zabezpieczała imprezę) i meldunek na mini rynku po medale.
=============
Koniec wydarzenia, czas na zajęcia indywidualne :) Do podstawionego dla nas pociągu zostało ok 50 minut więc bezsensu, olewany i jedziemy sobie zwiedzać :P I tak z Sojerem, Bartkiem i jego ojcem na spokojnie na Wawel, później wzdłuż Wisły na zapiekankę i kto co lubi: ja i Sojer na Kopiec Kościuszki (Diobeł durś godo cobym podjazdy trenował :P)  a reszta rodzinnie na kawę i pizze.
Odcinek krakowski:

Kopiec zrobiony (zjazd moją ulubioną trasą heh) i ino powrót przez sklep po cole na dworzec. I tu kolejna niespodzianka => większość cisła ostro na pociąg za 19zł a my na sobie na PKS za 14zł (rower za freeko) i w godzinę zamiast ponad dwóch w centrum Kato heh - chyba lubię? :-D
Z Kato już nie ma co opisywać :) sił było spokojnie na nawet 150km ale po co skoro ryczące żubry z mojego garażu słyszałem już w Krakowie :D
=========================
Podsumowując: dobre to były dwa tripy, super pogodę zamówili ^_^ Dziwnie a zarazem miłe że ludzie wychodzili, filmowali nas, dzieci machały => normalnie jak w tv w peletonie się czułem heh. Jutro spacer u Siostry, 2 dni odpoczynku, środa-czwartek może teren służbowy sobota coś symbolicznie i rybki pipki w Przeczycach z kuzynem mym z Poznania po których wnioskuję że niedziela będzie włączana z aktywności fizycznej :-D Cóż jeszcze mogę dodać? wiatr mega sympatyczny jak powiewał to ino dobrze, => orzeźwiał :-) I mała dygresja na koniec: wszystko ładnie ale jednak przewyższenia dały ekipie w kość, nie nie wiedziałem którędy uciekać żeby mnie nie zaklinowali xD ale też mentalność Polaków jest dobra: na Ostrawie prawie umarłam/łem cóż odpocznę tydzień i już zahartowana/y walne Kraków, co tam ze tereny na wschód od Katowic są bardziej pagórkowate. Ja nie dam rady? Nikogo nie zabiłem, nawet chwale ekipę ale wystarczy takich peletonów na jakiś czas :-) gdyby nie Within Temptation na jednym a czasem dwóch uszach to bym umarł z nudów :-D
Trasa:


Początkowe kilometry plus kąsek peletonu, jechałem w górnej grupie, za sobą miałem nie wiem ilu - strach było się obracać :-P może jak AWF Katowice w końcu coś wrzuci na stronę do dodam ogrom peletonu :) choć puki co nawet nie ma fotek z Ostrawy więc o czym my mówimy xD
Fotki:
Kato klimatycznie

Fotka grupowa i starujemy :)

Fotorelacja in progres :D
Jednak Szajsung już rady pomału nie daje, bardziej poręczny ale zdjęcia wyraźnie gorsze ;/


Bagienna (DK-79)

Odcinek Jaworzno - Bukowno jak zawsze klimatyczny ;]

Jak widać ;]

Okolice Ojcowskiego Parku Narodowego i fajnie :)

Jak to leciało? Numer startowy musi być stale przymocowany na kierownicy - Pani chyba nie zajarzyła?:D

 Drugi i ostatni Pitt
Stop


Ekipa w końcu w komplecie :D No Irek gdzieś się zaplątał xD

Jedziemy dalej => Zamek w Piaskowej Skale

Maczugos Herkulesos

Brama Krakowska

I w końcu chwila wolności :)))))

I Kraków!!!


Nie no dobra żart, smogu nie było albo nie czułem, zresztą Ślązaki lubią CO2 :D

Po odebranie medali od Pana i Pani Miecz trochę zwiedzania
Sukiennice

Wiadomo ;]

Wisła z Wawelu

Obiados

Kopiec Kreta Kościuszki

I jeszcze pochwale się medalem i do następnego ;]

====================
Taki plan !!!!!

:D


Kategoria Rower

DPD 2/2017

  • DST 25.27km
  • Czas 01:07
  • VAVG 22.63km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 czerwca 2017 | dodano: 01.06.2017


Podobną fryzę miałem na powrocie przy chyba najmocniejszym wmordewindzie w tym roku :D Dobrze że tam ok 13km/h ino mam heh. A tak to standardowo z rana "w biegu" przez Zawodzie, nazot po robocie zaś spokojnie przez D3S i Rolną :) Nic do opisywania ;]
Trasa:

Fotek:
Staw Upadowy, szkoda go tak omijać, człowiek się przyzwyczaił do pitt stopów tutaj heh

=================
Bo już słychać pewne głosy .... ;)


Kategoria Rower

Hałda Kostuchna towarzysko

  • DST 32.42km
  • Czas 01:37
  • VAVG 20.05km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 maja 2017 | dodano: 01.06.2017
Uczestnicy


Po służbowych ok 25km z buta (wtorek-środa) misja babuszką połączana z mitingiem na Stargańcu gdzie mieliśmy z Grzegorzem i Marcinem ustalić coś na bożociałówkę. Babciowe sprawy ogarnięte i mogłem spokojnie terenem pojechać na spotkanie :) Całkiem przyjemnie w lasach (wiatr trochę zbędny) więc po rozmowach na tematy różne dochodzimy z Diobłem do wniosku że jeszcze można Kostuchnę na szybko ogarnąć. Sprawnie docieramy do celu gdzie relaks na górze, zjazdy, wjazdy, owocowe - ogólnie co kto lubi ;] Powrót ponownie po ścieżkach leśnych (które o dziwno super płynnie szły) i przez Manhattan, Ochojec, Ligotę na garaż gdzie tradycyjnie pomału kończymy wycieczki :D Tym razem bez przygód heh.

Wisła przełożona na lipiec więc trzeba zaczynać myśleć nad opcją awaryjną na długi weekend - górki korcą coraz mocniej, oby pogoda ino dopisała i się coś ogarnie :)
====================
Trasa => endo wariowało w lasach na wysokości Ochojca ale finalnie w miarę ogarnęło temat ;]

Fotki:
Nowa ścieżka rowerowa (ul. Ostrawska bodajże się będzie nazywała) i hmm wjazd znikąd i zjazd donikąd, Katowice po prostu heh

Hałda - Beskidy dziś markotnie się pokazywały ;/ 
Wiatr jak zwykle :D



Zjazdy mniejsze i większe i do bazy ;]


=========================================
Lajfhak na dziś :D Nie ma za co :P


Kategoria Rower

Bieruń bo gorko

  • DST 51.67km
  • Czas 02:41
  • VAVG 19.26km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 maja 2017 | dodano: 29.05.2017
Uczestnicy


Wróćmy na ziemie - śląską ziemie że dodam. Ostrawa była fajna ale o Siostrę też dbać trzeba :) I tak skoro nogi w miarę zdrowe (o tyłku nie wspomnę ;-) => pacz wyżej co by mi się przydało) to można coś ukręcić. I tak mega wstępna ustawka czwartkowa finalnie się udała :) Na starcie o godzinie 14.00 na Ziołowej dokoptował się jeszcze (marudzący coś o hołdzie Murcki :D) Diobeł i w takim oto składzie wystartowaliśmy na Łysinę w Bieruniu w celu relaksu nad wodą ^_^
Trasa standardowa nie ma co opisywać i prócz małego defektu Marcina docieramy sprawnie w towarzystwie pięknie odkrytego Beskidu do celu. Tam chwila na chipsy, owocowe, czekoladę czyli do to osoby chcące zrzucić wagę lubią najbardziej :D Miło spędzona ponad godzinka i mega leniwy nawrót trasą praktycznie identyczną na garaż na litra izo i miting z Janiolem który dojechał "po swoim tripie" :-D
Powrót prócz ostatniego skrętu na garaż bez atrakcji. Mity o debilach z BMW jednak nie są gołosłowne jpierd kur jego mać.... Na ulicy Załęskiej sygnalizujemy skręt w ul. Stromą (w lewo) auta zwalniają a Sebix ryp na lewy pas i mija kolumnę. Jakby wykonał to 2-3 sekundy później to by wmontował Devila w maskę ... przy dobrym celu nas obu. Dobra na tyle ;] Jutro biuro, pierdole :-D
========================================
Trasa:


Fotki:
Kompany moje trochę za Ochojcem

Ul. Lędzińska czyli ... masaż tyłka xD

Beskidy z Zamościa

Beskidy z Blycha => na żywo o niebo lepiej wiadomo :)

Beskidy wróć Tatry z Beskidu => screen z kamerki z Rysianki. Bez sensu że to sprawdzałem, teraz mi jeszcze mocniej tęskno do górek

Nasz cel i nazot ;]

Sympatyczny weekend, teraz trzeba trochę służbowo podreptać i w sobotę Kraków ;] a po Krakowie serwis i wymiana kasety i łańcucha ... jak rany zawsze coś xD
Życie po prostu, niektórych spraw się nie przeskoczy hehehe ;)
=============================
A na koniec cos mniej miłego => Myśliwce się obudziły xD


Kategoria Rower

Tour de Ostrava (CZ)

  • DST 112.09km
  • Czas 06:05
  • VAVG 18.43km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 maja 2017 | dodano: 29.05.2017


Tym razem wyjazd wyczekiwany (-: I choć w sumie mega nie jestem za takimi masówkami to tym razem byłem nastawiony pozytywnie. Jak się stało że się skusiłem? Parę dni po poznańskiej majówce zostałem namówiony przez Sojera do zapisania się na wycieczkę do Ostrawy z AWF Katowice :-) Trip za darmo więc co mi szkodzi heh. 100 miejsc startowych rozeszło się w przeciągu 90 minut i wystarczyło ino z numerkiem czekać na odjazd :-) 
Przed samym wyjazdem oczywiście komplikacje bo wyhodowałem se drugie kolano xD

Kontuzja na całe szczęście okazała się mało groźna i nic nie stanęło na przeszkodzie coby ustawić się u mnie na garażu w sobotni poranek :-) I tak z Marcinem meldujemy się na rynku ok 7.30 gdzie po ogarnięciu listy ruszamy w kierunku Tychów. A no przed startem jeszcze udaje się na konsultacje z Panem mechanikiem w sprawie mojej przerzutki która tańcuje trochę - był w pakiecie więc co mi szkodziło => diagnoza: wszystko pięknie założone i o chuj mi chodzi xD
Wracając do wycieczki - tempo na start powalające :-D No ale niczego innego się nie spodziewałem. Mijamy spokojnie Kościuszki, Jankego, Armii Krajowej i tak olewając wszystkie czerwone światła i skrzyżowania jechaliśmy sobie tempem wiadomym gaworząc przy okazji :) I tu parę słów w kwestii świateł : impreza była zabezpieczona przez dwie psiarnie z przodu, dwie z tyłu, mechanika, karetkę i straż miejska, do tego w newralgicznych skrzyżowaniach stały dodatkowe patrole oraz ekipa organizatorów wstrzymująca ruch, nic ino jechać. Tychy przejechane i wpadamy do Wyr gdzie niestety dwóch uczestników i organizatorka łapią zająca. Noga do szycia i koniec wycieczki do jednego Pana. SPD dobra rzecz ale niestety to one tu zawiniły :-\ kolega miał praktycznie zdrowe szansę na ratunek i skończyło się tak jak skończyło. Pan do karetki a karawana jedzie dalej. I tak do postoju w jakiejś psiej wulce (Zgoń) i jazda dalej przez Suszec, Kryry (:D) w stronę granicy. I o dziwo to był bardzo dobry pitt stop gdyż każdy pogadał i o dziwo jakieś tempo zaczęło być :-) do tego miejsca wychodziła średnia w okolicach 16 km/h :-D Choć po raz kolejny muszę napisać że w pewnym momencie po prostu serce nie pozwoliło wyprzedzać hahaha.
Pani Holka ^_^ na starcie zjawiło się ok 15 osób z zaprzyjaźnionej Ostrawy


Następnie jedziemy na Warszowice, Pniówek, Jastrzębie aż do granicy w Gołkowicach gdzie opuszcza nas polska obstawa która zostaje zamieniona na dwa policyjne skuterki które delikatnie mówiąc miała na nas wyje*ane oj powinni się wstydzić xD A karawana jedzie a raczej toczy się dalej. Po przejechaniu ok 80km cześć ekipy po prostu siada. Cóż niby fajnie się mówi 100km heh => lepiej se wyobrazić gorzej wykonać :-D Był więc czas na podziwianie kraju morawskiego, oczywiście w granicach rozsądku coby komuś w tyłek nie wyjechać. Po ok 25km meldujemy się yyyy za Ostrawą. No i kibel niby piwo, niby obiad bardzo dobry za darmlo no ale nie ma lentylek dla Gosi i Tosi. Trudno obejdą się :P Na obiad udało mi się dostać w pierwszej turze jak większość stała po piwo pojadłem. I co by tu? stać w kolejce (po browar) mi się nie chciało więc stwierdziłem że zapakuje se już do auta krossiwo. Genialny ruchu taktyczny to był bo ... za mało aut zamówili i cześć rowerów musiała być rozkręcona i jechała w lukach autokaru. Cóż nie mogą sprawa :-) Nie mówiąc o jednej koleżance która by bez roweru pojechała :D Wróciłem, zrobiłem 3 piwka i wyjechaliśmy w stronę domu :-) I tu ostatnia niespodzianka :-) postój w Ostrawie nooo i toy toy :-D i sklep ole. Takie ole to było że przez 20 minutowy czas wolny sklepu nie znalazłem :-D No ale od czego jest Sojer? Wskazał drogę i tak jeszcze z dwoma kolegami polecieliśmy do Tesco. Warto dodać że było już po czasie zbiórki. Szybkie zakupy i krokiem mzum-owskim do busa. Zdążyłem, koledzy już nie wiec po starcie jeszcze chwilę czekanie i powrót w wesołym autobusie do Katowic. Na AWFie rower mój już czekał i na spokojnie z buta do domu, nie ma co ryzykować wczoraj ponownie policja sprawdzała jakie płyny przyjmowali rowerzyści na D3S i w parku Śląskim...
Pedały xD

Reasumując udana impreza - warunki idealne, zero wiatru :) Drażniły mocno górki: wjazdu z prędkością ok 10km/h, zjazdy natomiast spowalniane żeby broń boże 25km/h nie przekroczyć xD Cóż bezpieczeństwo, rozumiem. Organizatorzy na medal a ja w końcu odwiedziłem Ostrawę i choć spiekłem se ręce to ogólnie mega na plus :))))
===========================
Trasa:

Fotki:
Start na katowickim rynku

Katowice, ul. Jankego - tłumy tłumów heh

Wyry => chwila po dzwonie kolegi - gonimy peleton

Z trasy - policja prowadzi, karawana jedzie. Dość żwawy odcinek tu był :)


Złapani na pitt stopie heh

Peleton ciśnie ulicą a ja obieram azymut na ścieżkę rowerową :D


Kopalnia Węgla Kamiennego „Pniówek”

Jastrzębie i chwilowa jazda na czubku stawki

Pora na Czeską część wycieczki, ok 25km do mety


ten znak wygrał internet hehehe, nie udało mi się go złapać więc wklejam z neta :)

Wężykiem ....

... do czasu :) zator :D

I piknie ;]

Górka poprzedzająca taka se ale dla takich widoków aż peleton opuściłem :)

Obiad na trawce sponsorowany przez organizatorów do tego ciasto i woda. A że ja nie zwierze to wodę olałem :P

Piwo po czesku więc lane od góry - swoje trzeba było odczekać

Autor też się wklei a co :P

Chwila na rynku, odebranie "medalu" fotka i do domku ;]


===============================
Albo do roweru - jestem mega ciekaw cześci autobusu jak dotarła :DDDD


Kategoria Rower