Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

DPD 18/2017

  • DST 26.47km
  • Czas 01:13
  • VAVG 21.76km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 22 sierpnia 2017 | dodano: 22.08.2017


A po weekendzie wychodzi słońce :)
I o ile jeszcze wczoraj motywacji porannej nie było (przynajmniej znów "służbówkę" z buta nadgoniłem) to dziś już udało się po godzinie 5.30 wstać i zrobić poranne kilometry ;] W drodze do garażu ustaliłem z samym sobą że dziś wypadku nie planuje a temperatura w okolicach +11*C obliguje mnie to podmiany kasku na opaskę na uszy. Nic nie poradzę że jestem ciepłolubny :P A tak to trasa standardowa przez Park Kościuszki, Zawodzie oraz bonusowo Burowiec.

Po pracy (z przyjętym cukrem w postaci dwóch ciastek z kremem) wróciłem przez Zawodzie, D3S i ul. Rolną. Komplikację hmmm nie, problemy? nie ... wiatr => no przecież wiadomo xD Już któryś raz z rzędu jak z rana mam głuszę i ciszę to od 14.00 robi magiczny nawrót (pewno z poznańskiego) i od 15.00 towarzyszy mi aż do Brynowa gdzie ... milknie. Chyba muszę zacząć myśleć nad kupnem mieszkania w Sosnowcu, Mysłowicach lub jakimś innym Jaworznie, bym miał "w plecy" do domu :D
Choć w sumie nie ma co tak kombinować, gnida wietrzna jest złośliwa i pewno by się rozmyśliła z tym kierunkiem jak by doszło co do czego heh.
===============================
Smutek z powrotu:
Biedny wielpłont :( => nie dość że w niewoli, garby ucięli to chyba jest na dragach bo się cieszy :D

============
Jutro plan podobny, no chyba że dziad z deszczem przyjdzie ;)


Kategoria Rower

W poszukiwaniu spokoju

  • DST 59.81km
  • Czas 02:47
  • VAVG 21.49km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 18 sierpnia 2017 | dodano: 19.08.2017



Po powrocie w górek - dzień urlopu który zaplanowałem sobie na ogarnięcie namiotu (oraz innych spraw związanych z biwakowaniem), delikatną przejażdżkę oraz tzw nicnierobing. Początkowy plan wyszedł nawet git, majonez .... ale później zaliczyłem wizytę u babuszki która mi przypomniała że nie opłaca się wyjeżdżać bo potem trzeba nadrabiać XD To tyle w kwestii środowej jazdy. Piotro, pranie, Ochojec, Piotro, sprzątanie, zakupy, inne pierdoły i padnięcie na wyro. Tak se odpocząłem :-D

Namiocicho (karimata w pokoju, śpiwór na balkonie) skąpane słońcem schnie se w tle boiska Rozwoju coby jakaś pleśń nie wyskoczyła przy kolejnym spaniu w plenerze :)

=====================================
Na czwartek i piątek patrząc na zaistniałą sytuacje i fakt że moi kompani z biura się urlopują (a mi szkoda urlopu :P) to zabrałem się za dość długo odwlekaną służbową inwentaryzacje części Drogi Krajowej nr 79. Wyczułem pismo nosem i wykorzystałem fakt iż Kieras dał mi na tą misję dwa dni. W czwartek nadgoniłem, dziś ino zostało mi dokończyć (finalnie kilometrowo wyszło 18km do 6,5km) i między jedną wizytą u babuszki a drugą udało się coś pokręcić. Tak na marginesie to zapomniałem powiedzieć babci że wcześniej skończyłem, no co za niedopatrzenie ;)

Padło początkowo na kierunek Dziećkowice no ale... skąd taki tytuł wpisu? Nie dość że ul. Bagienna jest jedną z najbardziej ruchliwych ulic Katowic gdzie świst aut pędzących ponad 100km/h dobrze mi na uszy nie zrobił to jeszcze wczoraj wracałem komunikacją miejską z dwoma wrzeszczącymi bachorami => ok mogły być chore, głodne czy coś tam, kuj mnie to => mam słuchawki. No ale sytuacja z dziś już mnie rozwaliła. Gówniak (lat mało) krzyczy a matka z koleżanką klapią pierdoły i ino buja ten wózek ... nogą i wypowiada słowa "Hmm w domu nic nie płakał? Phi zmęczy się to przestanie". Rozmawiać z takimi nie ma sensu bo MM (Młode Matki) cie zabiją od razu słowami w stylu:



Tak więc zmiana koncepcji (a dodatkowo pierw autobusu) i jadę lasami na Chudów. Wyjazd ok 13.30 więc w miarę na spokojnie idzie pokręcić :-) I tak pierw na Ligotę ogarnąć prośbę matki mej, a później już bez żadnych obawień na Akademiki, Rete Śmiłowicką (dziękuje środkowym palcem za nową nawierzchnie jezdni), Paniowy na zamek gdzie chwila na ćmika, złapanie oddechu i odjazd bo co tam robić? Na powrocie podjeżdżam jeszcze kiedyś tam poznaną ścieżką na Przyszowice gdzie chwila telefonicznej rozmowy z Zenkiem i kręcę nazot.

I już na początku mijam się z moją pierwotną koncepcją i wpadam na DK 44 => tak jakbym miał mało 79 :-D No ale szerokie pobocze plus chwila dobrego orzeźwiającego wiatru pozwala odpocząć i po chwili melduje się w Halembie i z powrotem do lasu. A w lesie ... omijam zjazd, cóż pomyślałem - przynajmniej poznam nową ścieżkę do domu :-) Ale nic z tych rzeczy :P Wbijam po wertepach (trasą delikatnie wiodącą do góry) i na końcu trafiam na .... DK 44 w okolicach Straconej Wioski, nosz ..... (wykropkuje), oki z powrotem => przynajmniej będzie zjazd. Wracam więc do miejsca trasy standardowej (z której zjeżdżam żeby ino zobaczyć gdzie jest jej połączenie z moją trasa coby było na przyszły raz ^_^) i do bazy.
Dalszą część również sobie urozmaiciłem i pojechałem przez lasy do Starych Panewnik => wnioski: hmmm dziury, ostatni raz :- P Później już ino tam ok 5km do babci które ogarniam częściowo lasem oraz przez Akademiki od strony szpitala.

Tak to wyglądało całościowo na Relive => https://www.relive.cc/view/e985712443

Na miejscu w mej głowie pojawił się chytry plan (byłem 1,5h wcześniej niż zwykle) coby ogarnąć wsio do tam ok 19.00 i kopnąć się jeszcze na jakiś 40 km :) No niestety rzeczywistość po raz kolejny walnęła mnie mocno po głowie. Mamy godzinę 21.30, kwitnę dalej na Piotro, cóż przynajmniej BeeSa se pisze :) Ale jeszcze ino Apel Jasnogórski i luzik "jedź se pojeździć, ino jutro o 8.00 bądź" heh no dzięki xD Mam chyba za miękkie serce i gorzej ze z dupą twardą zaczynają się problemy. Nudzą już ino teksty typu "se żonę znajdź", no bardzo śmieszne skoro na okrągło kursuje między robotą a nią a jak się już uda urwać na trochę to muszę wyjechać żeby nie być za blisko bo przecież można dzwonić i ściągnąć na chwile ... na cztery godziny. Ale jak zamknę oczy to będziesz miał spokój, szkopuł w tym że zaczynam się poważnie zastanawiać kto pierwszy zamknie? Ona czy Ja :D

Powrót przez wykorzystanie DDR-ki na ul. Jankego, pętle brynowską i ul Rolną i coby tu? warunki idealne plus 23*C, bezchmurne niebo i zerowy wiatr, oj to była chyba ostatnia możliwość nocnego kręcenia i ją zaprzepaściłem :-/ Za tydzień przecież Zakopane i Tatry a później jeden weekend (na bank będzie padać) i znowu Tatry.
Za rok (psia mać) również będzie okazja ...

PS: Aha pojawił się jeszcze plan na jutro i zrobienie 120 km meczu 6.00 rano a 12.00 czyli hipotetyczne przed planowanymi burzami no ale jak? Tadam!

Dobra koniec marudzenia w sumie przynajmniej od dzieci odpocząłem :-D
=============================
Trasa: Dzięki Trollking :))))) Masz piwo przy okazji mojej wizyty w Poznaniu ;]
Fotki:
Kapitalna nowa nawierzchnia na Recie, dzięki Mikołów!!!


Kolejne brawa dla tego miasta za ostrzeżenie na "śmieszce"

Cel

I coś z powrotu ;]

======================
Nie ma co narzekać, inni też łatwo nie mają :D


Kategoria Rower

3/3 => Prawie Kiczory

  • DST 27.08km
  • Kalorie 2791kcal
  • Aktywność Wędrówka
Wtorek, 15 sierpnia 2017 | dodano: 18.08.2017
Uczestnicy


Taka tam mała podśmiechujka na start :D Patrząc że "leją" ich Azerowie którzy później dostają 5-0 od Szkotów, Niecieczanie a inne wynalazki z Mołdawii wywożą z Warszawy remis to .... ahahaha :D
==============================
Dobra do rzeczy, kończymy relację z Beskidów ;] Kolejny i ostatni już poranek tego wyjazdu => noc w końcu gwieździsta i po raz kolejny o w miarę przyjemnej temperaturze :) I jak po porannym siku myślałem że se poleżę trochę to jednak Bartek już zaczął dawać sygnały heh. Ogólnie kolega całkiem w porządku ale chyba owsiki ma :-D No nic leniwie się zbieramy, ogarniamy ściernisko zwane potocznie polem namiotowym na Przysłupie, śniadanko (oczywiście w formie kubka z Lidla) i ponownie na ścieżkę :-)

Tym razem ponownie rozpoczynamy zejściem gruntowym, następnie trochę asfaltu (żeby nogi odpoczęły) i mamy pierwszy dylemat? Czy jednak Stecówka czy odbić do Wisły Czarnej. Po małych przemyśleniach decydujemy się nie kombinować i poprzez mały szczytek dochodzimy do schroniska na Stecówce (760m n.p.m.), mijając jeszcze po drodze wuchte rowerzystów którzy musieli uważać na żwirek :-D

Kurde chyba tam ze 6 lat nie byłem i już zapominałem jak tam jest przyjemnie :) Piwko z piwnicy i po odpoczynku olewamy szlak i ponownie drogą twardą, mając kolejny pierdyliard rowerzystów trafiamy na Szarculę (740m n.p.m.) gdzie przy drugim piwku ustalamy co następuje: jak na Kubalonce (761m n.p.m.) uda się zaopatrzyć w artykuły pierwszej pomocy (:D) to idziemy na Stożek i kombinujemy dalej, jak nie to misja Wisła. Na przełęczy zaopatrzenie na poziomie wystarczającym więc jednak jeszcze szczytujemy sobie :) I tak powstał mój plan żeby w końcu na Kiczory wejść :-)

Pierw idziemy sobie dość żwawo wspólnie, mijamy Beskid (824m n.p.m.), później dochodzimy do przełęczy Łączecko (774m n.p.m.) i standardowo zmieniamy plan w którym .... olewamy Kiczory xD. No dobra wejdę tam kiedy indziej. Tradycji wyjazdowej stało się zadość :P Od tego miejsca już jak frytki na talerzu każdy osobno, każdy swoim tempem zdobywamy kolejne metry. Ja z Bartkiem po około trzech kilometrach łączymy siły i idziemy na schronisko, Diobeł natomiast lekko gwizda kierunki i dochodzi praktycznie do ... Kiczory :-D Dobrze że jakoś strasznie daleko nie zaszedł i wczas się kapnął że coś jest nie tak, ot nasz błąd, trzeba było poczekać na końcu podejścia ;/

Po wspólnym odpoczynku i zasięgnięciu informacji na temat pociągów które odjeżdżają dopiero z Wisły Obłaziec (z Głębiec zastępcza) oraz ilości osób które były na Stożku (978m n.p.m.) olewamy Czantorie czy tam choćby Soszów i schodzimy szlakiem zielonym do Głębiec. Każdy już szedł szlakiem (Stożek - Czantoria) => to chyba najpopularniejszy szlak województwa Śląskiego, do tego wuchta "pikników" wjeżdżających kolejką więc bez sensu. A nasze zejście mega przyjemne :-) Ładny widoczek plus yyy jedna śliczna pani :D I tak sobie idziemy (ok 35 minut) aż do płyt i zaś asfaltu. No jeszcze na końcu liźnięte trochę gruntu ale to już było dojście do PKP gdzie ... nastąpiło szukanie zastępczego busa i błagalnego szukania wzrokiem sklepu w celu zakupu jakiegoś izo do pociągu. Zakończone fiaskiem że dodam ale od czego mam Diobła który miał jedno "zachomikowane" i Bartka który ogarnął jakieś w pociągu. Ogólnie to by się na skrzydłowego nadał, ogarnął milion rzeczy na tym tripie :-D 
=========================
Trasa => Schronisko PTTK "Przysłup" - Wisła Głębce

Fotki:
Pole namiotowe psia mać xD

Dobra, zapomnienie => znów na szlaku :)

Miało być pół godziny do piwa a byliśmy dopiero tu, zaś oszukany xD

Okolice Stecówki

I widoczek => pierwszy z wielu dziś :)

Szarcula i taki kolega - już ok 30 zeta na piwo miał heh

Ciekawe czy podobnie się skończyło? :D

Widać cel czyli Stożek
Sesja foto przy okazji przerwy ;]


Milutko :)

Ostanie metry do mielonki którą od Katowic nosiłem :D

Z powrotu - widok na Soszów ...
  ... i Beskidy
Mega uroczo :))))


Jeszcze fotek mostu w Głębcach i do Kato ;]

===================
W Katowicach jeszcze szybkie piwko na Stawowej, kebab i kończymy wycieczkę.
W sumie trochę szkoda formy rowerowej bo nogi ostatnio nieźle podawały no ale jest sezon na góry i nie żałuje :)) W sumie nie wiem kiedy mi się odmieniło, zawsze rower był ino przygotowaniem do gór a teraz? góry w przerwie od roweru heh. No nic, co chciałem sprawdzić to sprawdziłem :-) Giry dobrze też w górach pracują więc można odliczać do pierwszego tripu Tatrowego => 8 dni heh.
========================
Nasza trasa ogólna:

I do następnego, chyba już rowerowego :)
==========================


Kategoria Góry

2/3 => Prawie Barania Góra

  • DST 29.83km
  • Kalorie 3776kcal
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 14 sierpnia 2017 | dodano: 17.08.2017
Uczestnicy


Przynajmniej u mnie, hipotetycznie syndrom dnia poprzedniego :D Choć u Diobła przyszedł nawet wcześniej (:D) bo przed świtem koń (hasający czy tam patatający po polance) postanowił się pobawić jego namiotem :P Przestawić się mu go nie udało ale obudzić mieszkańca już i owszem :D
Poranne klimaty, koń pitnął, sąsiedzi byli ale bardziej na skraju, ogólnie wuchta przestrzeni, cisza i spokój  ... do czasu heh

A tak to ogólnie noc spłynęła gibko i nawet jakoś zimno nie było ;] Spaliśmy osobno od razu zaznaczę, coby nie było niedomówień :P
===========================
I nastał poranek i co zobaczyliśmy? Widoki takie se więc w sumie dobrze => Rysianki było trochę mniej żal. Przetarli oczy, zapalili ćmika, chcieli się jeszcze trochę poobijać i ... Bartek zaczął "stygnąc" xD. No ale na kompromisy trzeba iść więc pakowanie biwaku bez pośpiechu, śniadanko w formie dwóch kubków z Lidla, prysznic i mogliśmy ruszać w drugą część wycieczki :-)
Nasz budzik wystartował :D

Najbliższy cel tj: schronisko na Hali Boraczej (854m n.p.m.) udało się (w dwóch grupach) ogarnąć dość sprawnie. Nogi dobrze szły albo do piwa goniły? nie wiem, mniejsza o to :-P I o ile pierwszego dnia ludzi na szlaku było marnie to na tym odcinku już trochę się namnożyło - wszyscy mili jak to w górach :) W schronisku chwila rozmów z kimś innym niż Bartek (który chyba w izolatce by głowę rozbił o ścianę :-D) i poprzez delikatne zejdzie terenem docieramy do asfaltu. Tam mając w pamięci że przed Milówką jest sklep ponownie idziemy tempem dość niezłym :) W sklepie następuje uzupełnienie płynów, no Diobeł se też uzupełnił portfel drobnymi z frotki i ruszamy w kierunku pizzy. W mieście obiad, urozmaicony oczekiwaniem na bankomat przez Marcina => dziadek wypłacający "geld" był najlepszy (:-D) i do tej pory nie wiem co on kombinował tam tyle czasu.
Zjedli (częściowo) obiad, uzupełnili zapasy i mogli ruszać dalej w kierunku Kamesznicy. Dość nudny odcinek asfaltu gdzie Bartek gadał (już się przyzwyczaiłem i nawet miło się słuchało ;]) a Diobeł umierał zakończył się na polance gdzie zaistniało ryzyko końca wycieczki albo rozbicia namiotu u kogoś na łące xD Bartek widząc chęci Marcina do dalszego iścia miał w oczach lekką konsternacje i nawet zaczął lekko kombinować powrót do domu. Ja natomiast na spokojnie znając kolegę ogarnąłem miejsce na odpoczynek :)) Zgodnie z moimi przypuszczeniami po ok 40 minutach i piwku na spokojnie ruszyliśmy dalej. Dalej ... nudnym asfaltem ale jednak do przodu. Tu był niestety zrobiony błąd bo szło ten cały asfalt przejechać busikiem z Milówki no ale trudno przyszliśmy go i z powrotem do lasu. Cel został przełożony na później, pierw schronisko :-) Z małą pomocą traktora za 2 piwa (Bartek załatwił ^_^ - szacun) dochodzimy do schronu. I było dłużej niż panowie mówili => w pół godziny to ewentualnie na tym koniu od Devila z poprzedniej nocy byśmy dojechali :D Panowie mają minus! No ale cel :) gdzie ogrzewana pizza (Bartek załatwił xD), piwko i nocleg. Bo na Baraniej przecież każdy był XD I co by tu o noclegu napisać? daremny jak nigdzie, trzeci raz jestem na Przysłupie i same złe skojarzenia, jak na Lipowskiej nocleg za 10zł to tu 15zł, jak tam cała polanka nasza to tu kąsek nie wiem jak to nazwać, ceny z kosmosu i ino plus za obsługę bo sympatyczna. A widok z "pola", no widok na traktor (psia mać) który dobrze ze fakt że miał kluczyki w środku zobaczyliśmy dopiero rano bo chyba w nocy byśmy nim uciekli xD
Bartek do pokoju Czeszki molestować a my do namiotów i do jutra :-P
================================================================
Trasa poniedziałkowa => Hala Lipowska - Schronisko PTTK "Przysłup"

Początkowy szlak zielony na trasie Lipowska - Boracza => bardzo sympatyczny :)

Widok ze szlaku

Hala Boracza


Niby pozowali a coś niewyraźni :D

Milówka i jedna nuta w głowie :D Golce wiecznie żywi heh

Obiados który lepiej smakował niż wyglądał ;]

Opisywany nudny asfalt ...

... i pitt stop => wszyscy zadowoleni :P

A tu gdzieś w okolicach tego skrętu (tak, to była pizza na wynos :P) ominęliśmy czarny szlak ...

... którego mi w ogóle szkoda nie było bo ten odcinek ...


... bym dublował z tej oto wycieczki => http://lapec.bikestats.pl/1314585,Barania-Gora-122...
========================
Kamiesznica i Marcin dzielnie walczący :)
Uparty jak zwykle :P choć tu akurat ta cecha była plusem :)


Moje buty wraz z moimi towarzyszami na podwózce.
Ogólnie Bartek (kolejny Bartek po Zientasie :D) to by chyba litrową zimną cole na środku pustyni załatwił :DDDD


Z powrotem z buta poprzez Karolówkę (931m n.p.m.) i moje "odcięcie" do schroniska (900m n.p.m.) ;]

A w schronie kolega się spóźnił na odgrzewaną pizze i chyba nie był zadowolony :P

Jakoś się skojarzyło z tym powyżej :D

Zostało coś? :D
==========================================================================
Dobrzy ludzie są wszędzie :)

A ja na ostatnią część zapraszam jutro bo babuszka czeka ;]


Kategoria Góry

1/3 => Prawie Pilsko

  • DST 22.21km
  • Kalorie 3211kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 13 sierpnia 2017 | dodano: 17.08.2017
Uczestnicy


Witam po małym urlopie, w sumie inaczej => witam w trakcie małego urlopu wróć z końcówki małego urlopu, dobra jednak po małym urlopie i już po pierwszej części służbowego terenu pourlopowego xD Babuszka nie dała wczoraj za dużo popisać heh (-: Ale skoro udało mi się wrócić cały i zdrowy więc parę słów ode mnie z Beskidy Trip się należą ;]
Wycieczkę zacząłem już wyjątkowo w sobotę gdzie po spacerze z Siostrą i psem pojechałem ino na Brynów po ciuchy i jazda na nocleg (na podłodze) u babuszki. W sumie mogłem jechać wieczorem, spać na chacie, rano gibko do babuszki i na pociąg ale było to w sumie opcją średnią - u babki zawsze trochę dłużej pośpię. Po nocy gdzie Tola obudziła mnie po 6.00 rano cobym się na 9.51 na pociąg nie spóźnił (xD), wysłuchaniu "Jezu ufam tobie, pamiętam" (xD - super w pytę x2) uderzyłem na PKP Piotrowice żeby po delikatnej chwili spotkać się (w Zugu) z Diobłem i rozpocząć wycieczkę właściwą :) No tak ino tam prawie 2h jechania to trochę długo? Mhmm czemu? A no temu iż pociąg miał regulaminowy postój w Bielsku Białej, prawie pół godziny? Hmmm a bar za rogiem. No nie, czasu marnować nie będziemy :-P Po małym piwku i znów rura na pociąg który z nami na pokładzie rusza ponownie i już po chwili meldujemy się w Żywcu gdzie była planowana przesiadka. Przesiadka do której się okazuje mieliśmy ... ponad półtorej godziny. Jpierd a że czasu marnować nie lubimy to pierw "jedno na wolno" potem zakupy potem "jedno na szybko" i ... prawie nam zwiał ten PKS - kolejny za dwie godziny :D
No ale się udało i chwile po godzinie 13.00 ruszamy w kierunku Korbielowa :) Półgodziną drogę każdy pożytkuje jak lubi i melduję my się z na pętli (Kamienna - 639m n.p.m.) skąd z piwkiem w ręku uderzamy w kierunku granicy na przełęczy Glinne (808m n.p.m.). Część drogowa minęła szybko i weszliśmy do lasu. I tu prosta droga prowadzona bezpośrednio na szczyt Pilska (1557m.n.p.m.) zostaje zgubiona przez przewodnika Marcina M. który zostawił mnie na moment w tyle. No ale bez stresu, ciągle na szlaku ino szczyt przez halę Miziową (1271m n.p.m.) miał być ogarnięty (-: Tak zwane nic się nie stało - przynajmniej na miłe miejsce jagodowe trafiliśmy ;] Na hali popas kabanosowy i zerknięcie w stronę szczytu. No i ... kibel => chmury zachodzą, widoków raczej zero tak więc olewamy go. W sumie jak byśmy tam nigdy nie byli to pewno byśmy poszli ale skoro każdy był to zabieramy się za gonienie Bartka czyli naszego compadres który już walczył od soboty (start w Zawoi) i nam trochę uciekł. I teraz następuje tam ok 7km odcinek Miziowa - Rysianka (1254m n.p.m.) który już robię ze piąty raz i nawet idąc w mrozie i po tyłek w śniegu mi się tak nie dłużył jak w niedziele. Hmmm? No nie wiem czemu :-D Po dotarciu na moje ulubione schronisko (no jeszcze może z nim rywalizować Roztoka w Tatrach) chwila rozmów, popaczenie na zachód i ... jazda na schronisko na Lipowskiej gdyż Bartek nie ogarnął noclegu. Z jednej strony to ino 15 minut drogi, z drugiej niestety czekałem najbardziej na nocny widok Żywca z góry i poranek z widokiem na Tatry. Nic się nie zrobi (widoki i tak byśmy mieli ciemne :P) trzeba iść na kompromisy (-: Piętnaście minut spłynęło chwiejnie ale sprawnie a na miejscu ognisko, rozbijanie namiotów i... szukanie telefonu który sprytnie na trybie samolotowym schowałem pod wejściem do namiotu. Reszta okoliczności zostanie już u nas w pamięci :-D Nocleg i ciąg dalszy nastąpi :-D
===============================================================================
Jeszcze piątkowy sympatyczny zachód nad Rozwojem :)

======================================================
Trasa niedzielna => Korbielów - Hala Lipowska

I fotki z górek:
PKP w Żywcu, jakoś zawsze tu stoję z sentymentem :)


Busik z popsutym zegarkiem i rura ...

... drogą ...

... czasem wkurzając kierowców :D ...

... do granicy ;]

Jedno z wielu, myślę że baz obciążenia by poszło lepiej :D

Jak zawsze miły przerywnik, szkoda ino że "Ja Gut" tripy pomylił xD

Dużo dobroci :)

I pierwsze widoczki ;]

Hala Miziowa i nieodzowny górski rekwizyt a w sumie nawet dwa rekwizyty :P


Chmura nad Pilskiem => wg szlaków 1:15h z tego miejsca przez szczyt na Celulową.
Potencjalnie "gówno widać" więc olewka ;]


Widok z okolic Hali Cebulowej (1304m n.p.m.)

BRDS => lubię ten szczyt :D

I Rysianka i widok z niej na Pilsko ;]


Mogło by braknąć tej godziny :DDDD
============================
Mi się jednak udało ogarnąć :D Choć próba wejścia przez zamknięte "drzwi" się również odbyła :D


Kategoria Góry

DPD 17/2017 + Żar TropTychów + wkurw x sto milionów

  • DST 64.85km
  • Czas 02:52
  • VAVG 22.62km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 sierpnia 2017 | dodano: 12.08.2017

A jednak po ostatnim wpisie się nie myliłem że skończyłem go słowami "do jutra" (-: Choć było ciężko bo po nocnej imprezie z fleszami (czyt. popularna burza) oczy otworzyłem 11 minut po 6.00 :-/ No ale śniadanie przygotowane, plecak spakowany więc rura do robo :-) Przyjechałem na styk co pozwoliło mi jeszcze na chwile pogawędki z kadrową która już czychala coby listę zabrać heh .... no niestety :-D To była cześć standardowa - tym razem przez Upadowy. W trakcie pracy natomiast zrodził się plan na drugą część wypadu :-) To ze dziś się zebrałem na rower to nic innego jak opcja pokręcenia bo kolejny rower ewentualnie w środę, teraz górki :-) Miało być morze no ale standardowo zostało odłożone na inny termin => w sumie poszło o pogodę ale i tak wyszło nieźle bo babuszka znów bez opieki ... opiekunek z MOPS-u pfff. Po raz kolejny pozdro dla nich! Dobra bo schodzę na temat mniej ważny. Ważne jest to że górki i wyjazd pod namiot. Ważne jest też yyy również że noce w dole Węgierskiej Górki mają być na poziomie ok 10*C hmmm to co dopiero na górze? Tak więc karimata, samopompująca bo jednak gabaryty ma niezłe. No ino czy opłaca się ryzykować z paczkomatem lub kurierem? nie no bez sensu, w Katowicach Pani informuje że paczkomat może być szybciej niż odbiór osobisty więc kolejna możliwość - Tychy. Po telefonie okazuje się że towar na miejscu i można go se odebrać (-: No wypas jest plan. I tak przez Giszowiec, Ławki i Lędziny ogarniam Tychy Przemysłowe, załatwiam interes i powrót przez Centrum, Browar, Podlesie i pętle Brynowską. Misja ukończona, można przez babuszkę do Mysłowic na mecz GieKSy jechać. Jutro relax, ewentualnie spacer z piesełkiem i w niedziele wyjazd w Beskidy, znaczy o ile pogoda psikusa nie zrobi :-) Będę pisał wrażenia, niby blog rowerowy ale ludzie bardziej podobno czekają na relacje z gór aniżeli z nudnego roweru - nie wiem, nie wnikam :P
=======================================
Trasa:

EDIT2: Z psem się w sobotę udało :) => chodzone 18km zawsze w cenie :)

Sorki za ilość fotek ale telefon w piątek oszalał na słonku i zjadł mi ze 6 ładnych i uroczych obrazkuf xD
Oto co zostało xD
Kotek pokazuje jak było ok 10.00 rano. Dodam że temperatura w ciągu dnia nie zmalała heh

Tu akurat miałem na liczniku 45.7 stopnia :-D

A tu wiadomo, piekarnia piwna :P
I w sumie taki też był mój cel na osiedlu :-D


=========================
Edit: Ten wpis pisałem se na spokojnie jadąc na mecz GieKSy, teraz piszę po meczu z autobusu /tramwaju i jakie odczucia? To że mam dość, w którymś tam wpisie pisałem o wybrykach naszego zarządu bo awans, bo walka, bo gówno kura, dostajemy wpier*ol od potentatów polskiej piłki, twierdza Katowice? Serio? Pogoń Siedlce przyjeżdża jak po swoje, dziś leją nas kura Niepołomice, z pucharu wywala nas Siatka Tarnobrzeg nosz kura jego mać! Człowiek ogarnia wsio żeby ino zobaczyć ambicje i co dostaje? Jak to mówił Michał Kucharczyk zawodników kura fatalnych. Ale przecież ucichnie bo drugi klub zer czyli niedoRozwoj będzie słynny bo Radomiak oszczędził go i dał mi fair play bramkę strzelić (https://www.youtube.com/watch?v=6uUHcvoa0oE) bo dzięki teraz ładniej wygląda nie 4-0 a 4-1. Co robił bramkarz?, kura Kuszczaka? JPierd. No mniejsza o to, miody mhmm i o ile jeszcze Rozwój jest samowystarczalny to co mam powiedzieć o piłkarzach gks? Specjalnie z małej bo GieKSa to My a nie wy... Bando baranów w koszulkach niegodnych .......... 
To i tak za mało napisane.


Dziękuje, dobranoc !!!


Kategoria Rower

DPD 16/2017

  • DST 26.65km
  • Czas 01:14
  • VAVG 21.61km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 sierpnia 2017 | dodano: 10.08.2017


Wczorajsze DPD nie wyszło (cośik nogi rano bolały heh) ale dziś już udało się dorobić parę kilometrów do ogółu ;] Z rana choć pochmurnie to pogoda marzenie - miła temperatura plus ponownie zerowy wiatr. Wykonałem więc standardowy przejazd przez Park Kościuszki, Muchowiec, Zawodzie i wyjątkowo ogarnąłem kawałek ścieżki rowerowej (fatalnej - więcej tam nie pojadę) wzdłuż ul. Bagiennej. Po pracy cel: piwo (:D) zrobiony trasą przez Zawodzie, D3S i ul. Rolną. Temperatura na powrocie już zdecydowanie bliżej piekła heh .... milusio :) Poza tym zero przyród i niespodziewanek godnych opisywania ;] Sorki :P
===========================
Poranny stan nieba na Brynowie ...

... i popołudniowy stan temperatury na Brynowie :D
Kicimiał ...padł :D


Do jutra?
==============================================
Polska trudny i wymagający kraj :P

Mi jak nie pada na głowę to nie narzekam :P Jak pada przy ponad +30*C to też nie narzekam :P


Kategoria Rower

6-1, 7-5

  • DST 45.82km
  • Czas 02:19
  • VAVG 19.78km/h
  • VMAX 49.36km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 8 sierpnia 2017 | dodano: 09.08.2017


I jak tu wierzyć prognozą? W niedziele miało padać cały dzień więc olałem rower, padało może z 15 minut ... rano :-/ Poniedziałkowe DPD odpuszczone bo z rana leje. Taaa niebo może i zachmurzone ale nawet kropla nie spadła => do tego popołudniu idealna temperatura żeby tam coś małego zrobić. Po obiedzie już niestety średnio .... bo babuszka a z wtorkowego DPD nic nie miało prawa wyjść bo teren służbowy. Bym marudził dalej no ale nie będę bo dziś po pracy już bez żadnych obawień dojazd na ... meczyk z Kęsym w tenisa heh. Powrót o co najmniej 15 lat do tyłu :D Ale rozgrzewka być musi więc pierw w/w spacerek służbowy:
https://www.relive.cc/view/e978637332 => zobaczymy jak Relive się na BeeSie zachowuje :)
======================================
A następnie wiadomo że na ten meczyk (jak pisałem powyżej) trzeba było dojechać :) Tak więc z garażu rura coby słonka jeszcze trochę złapać na korcie i przez okolice ul. Rolnej, "3 garby" (bo szybciej), Giszowiec i poprzez durne górki do Mysłowic. Na miejscu niespodziewanka => Krystian z "mega uśmiechem" na twarzy oznajmia mi ze mamy pasażera na gapę (który jak pierw myślałem jest nam potrzebny jak Polakom Potop Szwedzki) ale cóż się okazało? Bardzo fajnie jechał, zero marudzenia i jeszcze piłeczki podawał :D Jak dla mnie bomba im więcej rowerzystów na drogach tym gorzej kierowcom :-P

Młody na zarezerwowanych (niestety nie przez nas) kortach

===========================================
I proszę państwa relacja z najważniejszego meczu tego stulecia cóż na przeciw siebie stają rowerzysta kontra skłoszysta, sqoszysta, ten od piłeczki od ścian czterech :D => miejsce spotkania Sosnowiec, trybuny wypełnione w 33% - syn Kęsego i 2 wolne miejsca (:D) ale to być może wpływ cen biletów które na czarnym rynku osiągały wartości niebotyczne tudzież pora po-obiadowa lub co jest najbardziej realne wszyscy zostali na ul. Zamkowej gdzie.... nie było wolnych kortów i musieliśmy na gibko zmienić miejsce spotkania. Tego nikt nie wie :D

W końcu na neutralnym gruncie zawodnicy rozpoczęli rozgrzewkę gdzie nastąpiło typowe szachowanie rywala. Wymiana max 3 piłek graniczyła z cudem ale wiadomo żaden sry żodyn nie chciał chyba odkrywać swoich kart więc rozpoczął się mecz mistrzowski. I na dzień dobry rowerzysta przyjął taktykę byle na drugą stronę a skłoszysta mając chyba w oczach złość na cały świat walił lub w siatkę lub .... w rowerzystę który z każdym autem się cieszył jak dziecko że nie musiał ponownie tego odbijać :-D Aut który nie miał na celu znokautowania przeciwnika i który nie jebnął o siatkę ochraniającą kort był autem w stylu Rafała Brzozowskiego "tak blisko". Dobrze ze Sebek nie będzie tego pamiętał bo wyglądało zawodowo :-D I tak po paru chwilach gdzie było więcej biegania za piłeczkami niż gry (:D) zrobiło się 3-0, następnie chwilowy błysk Krystiana i 3-1, riposta na 4-1 i rozegrany został najdłuższy gem tej partii. Po pierdyliardzie równowag udało się ogarnąć na 5-1 a następnie na 6-1 i można było się napić wody i nawodnić. Zapomnieliśmy ino tytek z herbatą zabrać xD Po dobrym łuku gazowanego wrzątku drugi set. 

Była walka, emocję i krew :D

I ledwo się rozpoczął i już było 0-2 - taktyka na mnie czyli lataj w kosmos po piłeczki się opuściła. No ale nie ze mną te numery, chwila mobilizacji i już było 3-2, ha! mam go znowu i... yyyy 3-4. Ten moment nawet ładnie wyglądał, gra się zaczynała kleić ... trochę :) Mistrzowskie zagranie (mocna kandydatura na zagranie roku 2017) odbyło się właśnie w tym okresie, piłeczka odbiła mi się od nie wiem czego, nie wiem jak i nabrała takiej rotacji że po odbiciu się nawet Agassi czy inny Sampras by tego nie odebrali xD Szkoda że kibice byli kajś indziej i nikt nie nagrywał :-D Wyrównałem na 4-4. I kolejny gem mega istotny i po chwili 15-40 dla mojego rywala ale cóż w tym meczu nic nie wiadomo więc następne 3 piłki z rzędu padają moim łupem. Kończąca? Nic z tych rzeczy :D Rywal ładnie rozrzucony po korcie piłeczka spada jakiś metr za siatką, wysokość jej po odbiciu ok 2,5m i walę "ścinę" po której okoliczne babuszki w domach sąsiadujących z kortem zamykają rolety coby zbłąkana piłeczka im okna nie wybiła :-D Tenisowe jaja? Nie, to była taktyka po której po kolejnym milionie równowag wygrywam :-) serwis na mecz ha!.... i wjeb do 15 xD W następnym trzeba było się odegrać hmmm może jakoś? coś? ......... i co? do 0 :-D Decydujący już bez historii jak kaleczyliśmy ten sport to dalej kaleczymy i w końcu gem-set-mecz dla mnie :) Porywające widowisko dobiegło końca - szkoda ino ze państwo obok musieli nas znosić jak lataliśmy po piłki na ich kort, cóż chyba wiatr znosił :D

Tak trochę cynicznie pisze się w faktycznie widać że się rakiety nie miało w łapie od około pietnastu lat, choć przyznam że chyba ze 4-5 asów było, do tego parę minimalnym autów, serwy i ataki w linię => jak na taką przerwę chyba jestem dumny ^_^ Ba! nawet ze 3 razy się zdarzył atak spod siatki, kończący return i moje ze 3 loby :-) Rewanż będzie na bank :) jak za taką zabawę chcą 15 zł wraz z wypożyczaniem nam rakiet i piłeczek to się opłaca :-P
=========================
Szukamy rywali do debla, Kuboty i Matkowskie się kończą, potrzeba nowej krwi :D

==========================
Powrót przez piwko owocowe na Borkach, następnie Dąbrówka Mała, Siemianowice, Wełnowiec, ponownie ul. chorzowska [wspomnień czar z rana ... (psia mać!)], Tysiąclecie i Bocheńskiego. Pogoda w sumie taka se, ciepło ale i wietrznie. Chyba wiatrowy usłyszał że się chwale że pojechał na wczasy to postanowił mi dać pstryczka w nos :)  
============================================================
Trasa:

Fotki:
Ścieżka na chorzowskiej, poranna zmora tym razem dość przyjemnie (odcinek bez świateł) przejechana 


==========================
Pierwotny cel na 2017 rok czyli tam 2000, no max 3000km skończony, znowu w życiu mi nie wyszło .... :D

===================================
Co do naszego tenisa :)

:))))))))))))))))))))


Kategoria Inne, Rower

Dawno w Pszczynie nie byłem :-)

  • DST 85.50km
  • Czas 04:02
  • VAVG 21.20km/h
  • VMAX 48.44km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 5 sierpnia 2017 | dodano: 06.08.2017
Uczestnicy


Heh od razu anegdota, wstępie plany z Grzegorzem, Irkiem i Marcinem na Pszczynę zaczęły się już od około środy. Na starcie hmm Irek milczy, Grzegorz pisał w nocy że wyjazd przecież w niedziele (oj tam nie doczytałem :-P) i na starcie prócz mnie melduję się ino Diobeł => dobre i tyle :D Warunki pogodowe hmmm co by tu napisać ... takie se, mega dobrze że większość szlaku lasem była prowadzona gdyż słonko dawało mocno po kasku a i wiatr chyba na wakacje do Poznania wyjechał heh.
Coś w ten deseń, może bana za brak cenzury nie dostane xD

No i pogoda spowodowała że start się nam opuścił i wydłużył => Diobeł musiał elektrolitu uzupełnić już w Panoramie, następne podwójne na Żwakowie, cóż poradzić? Odwodnić się nie wolno :-D A że tematy do rozmowy zawsze się znajdą to nie protestowałem ;) Po pierwszych tematach górskich ok 11.30 startujemy i przez Podlesie, Wilkowyje i Żwaków ogarniamy trasę na Pszczynę :) Godzinka w słynnym barze przy PKP i dalej przez Paprocany, Piasek i Kobiór do celu czyli kebaba słynnego ^_^ Średnia oscylowała w okolicach 23km/h (duża część lasami) więc dość sprawnie poszło :) Kebab ogarnięty, wizyta w sklepie ponoć popierdolonym (nie wiem koleżanka brzydsza tak określiła) i jazda poprzez pitt stop na łące do domu. Powrót urozmaicony niestety o kontuzje Marcina ale jakoś tam tempem ok 18km/h udaje się nam ogarnąć spóźnione o około 90 minut piwo z Michałem :-) Przerw trochę było ale co zrobić skoro kobita Diobła po informacji o bolącej nodze jej skarba chciała jak to klasyka mówi dzwonić po SLD, GOPR, TOPR, LSD, AWS, KGB i inne tego typu instytucje :D Pomału więc przez Paprocany, stadion GKSu Tychy (akurat mecz był więc i policji kupa i kibiców chodzących jak chcą kupa) na Czułów i pitt stop, później Piotrowice oraz Ligotę kończąc na Stromej gdzie domykam trzecie kółeczko ;] Diobeł dojechał a to najważniejsze :))
 Na garażu parę chwil rozmów z USA (ino się Łukasz tak kajś nie rozbij po drodze :P), omawianie tematów górskich, konsumpcja płynów nawadniających i do bazy :-)
Atrapy :P i w ogóle przedni aparat ma jakieś przekłamania :P

Niedziela deszczowa więc relaks :P
=======================
Trasa:

Fotki:
Piwo 2% cytrynowe hmm patrząc na kolor trochę nie wierzyłem a jednak heh
Marcin był tradycyjny :D


W Piasku ukazały się nam po raz pierwszy Beskidy ;]


Pszczyna rynek i jakieś smerfy które mi fotkę chciały popsuć

Zamek i pszczyński towar eksportowy :D
Dziwny smak Szprajta hmmm zawsze go rozcieńczałem Żołądkową Gorzką i ogórkiem może to przez to taki mocny heh


Ma sens? Ma
>>dobra nie obrażajmy kolegi :P<<
Z powrotu => górki po raz drugi :)


Tunel drzewny - całkiem sympatyczny ... ino ta podłoga (tu akurat było w miarę) katastrofa

Paprocany

I Katowice i do bazy na coś normalnego do picia :D

Do następpnego ;)
====================
Włacha 


Kategoria Rower

DPD 15/2017

  • DST 26.96km
  • Czas 01:19
  • VAVG 20.48km/h
  • Sprzęt Krossiwo
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 sierpnia 2017 | dodano: 03.08.2017


Kolejne DPD tym razem zagrożone zostało moim lekkim wkurwem na MOPS i ichsze podejście do babuszki mej ;/ Zobaczymy w praniu jak będzie to dalej wyglądało ale dość średnio ich ustalenia przyjąłem. Fakt zdenerwowania odreagowałem więc dwoma piwkami obróconymi wieczorkiem a na deser jednym na sen ... co z kolei zaowocowało poranną kontrolą płuc heh. Przed 6.00 odpalam więc alkomat i ... wyszły piękne trzy zera tak więc wymówki nie ma - kręcimy ;)
I tak ogarniam klasykę (Muchowiec + Zawodzie) która pomału już się robi nudnawa. Następnie po ośmiu godzinach które dość sprawnie mijają następuje powrót który odbywa się również bez niespodzianek w pięknym palącym sierpniowym słonku. Wracałem przez Nkisz, Muchowiec i okolice AWF-u bo paczkomat trzeba było opróżnić :)
PS: Pewno lać zacznie jak na urlop będę szedł więc będę informował cobyście się przygotowali :D 
============
Co do jutra pomyśle czy jechać czy sobie darować => w sumie na sobotę się krystalizują niezłe plany na Pszczynę więc bardziej się skłaniam na opcji nr 2 ;] Nudną trasę do roboty zastąpić ino trochę mniej nudną ale około 100-kilometrową hmmm ok, namówiłem się :P Dobra kończę te pierdoły bo kolarze lecą w TV, a dziś prawie najlepszy (prócz katowickiego oczywiście) etap Wieliczka - Zakopane ;]
=============
Mapki nie ma bo endo dostało choroby wściekłych krów :P

======================================================
Fotek ogrom :D=> Nikiszowiec, skorzystałem ze 3 razy bo gorko :P

=================
Al upał to niekoniecznie samo zło :D

A okulary na nosie mym coraz ciemniejsze ;)
===========================
PS: I jeszcze może frytki do tego?:P =>  http://www.sport.pl/pilka/7,65044,22027086,ruch-ch...


Kategoria Rower