Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

Wpisy archiwalne w kategorii

Góry

Dystans całkowity:4905.03 km (w terenie 234.97 km; 4.79%)
Czas w ruchu:09:04
Średnia prędkość:19.78 km/h
Maksymalna prędkość:58.50 km/h
Suma kalorii:506087 kcal
Liczba aktywności:256
Średnio na aktywność:19.16 km i 2h 16m
Więcej statystyk

Korab (🇦🇱 🇲🇰) 2764m n.p.m.

  • DST 17.57km
  • Kalorie 1770kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 3 października 2026 | dodano: 07.10.2026


Gdzie mięso? 😼 😂 

Geneza tym razem będzie trochę bardziej skompilowana heh. Kuzyn był dokładnie na tym samym noclegu trzy czy tam cztery miesiące temu. Szczyt też miał w planach. Gipsu na kostce pewnie nie miał w planach xD. Karkonosze niszczą wszystkich 😁 

Jego kuzyni i kolega szczyt zdobyli, to on też chciał. Szukał tylko jelenia kompana 😅. Trochę się wahałem, ale namówił. I absolutnie nie żałuję!!!! 😎 

Ja z Katowic, Kuzyn spod Poznania więc najbardziej uczciwie było wylecieć z Wrocławia bo jest mniej więcej po środku 👌. Bejbe ogarnął samoloty, ja pociągi, i mogliśmy w piątek ... iść do pracy. Po niej gonitwa, ale płynnie udało się spotkać we Wrocku, zrobić sprint na autobus na lotnisko i jeszcze mieć taki zapas czasowy żeby browara powitalnego zrobić heh 🤠😁 


Odprawa (Albania nie należy do Unii Europejskiej) trochę bardziej czasochłonna, trzeba było auto odebrać, ogarnąć sklep po wodę, i dojechać niecałe trzy godziny na nocleg 🌪️ 

Dojechaliśmy chwilę po godzinie 00:30. Na plus fakt, że nocleg taniutki ... bo w aucie XD. Bez sensu było rano jechać autem skądś, a wynajmowanie pokoju na pięć czy sześć godzin było mało opłacalne ;)

Ino raz w nocy trzeba było się dogrzać samochodem, ale ogólnie tragedii nie było 👌 

Ja tam nawet 5,5h przespałem, ale pewnie wyglądałem podobnie 😅 

Wstaliśmy w okolicach godziny siódmej, trzeba było ogarnąć siebie i plecaki, i można było ruszać 👣 👣 

Już po jakiś pięciu minutach od auta byliśmy w tym miejscu 😋 

No i zaczynamy => półtorej kilometra do góry xD 

Na początek Kuzynostre mi wystrzelił jak z procy, a ja na nawodnienie i śniadanko 😎. Potem gonitwa za nim, i po dłuższej chwili już razem nabieraliśmy wysokości. Ludzi malutko, ale na którymś tam odpoczynku usłyszeliśmy soczyste polskie wiecie jakie słowa 😅. Staram się nie przeklinać, to tu też nie będę 🤣. No jak nic rodacy 🇵🇱. 

Mijamy się i rozmowa: 
- Hello, Hi czy tam Hey
- Cześć 
- o #&$#$ Polscy!! 
- no Polacy, słyszeliśmy te wasze #&$#$ już od jakiegoś czasu 😁 
- hehehe a napijecie się po jednym? 
- no baaa 😅 


Pierw po maluszku nalewki zrobionej własnoręcznie przez kolegę z pigwy japońskiej, potem oni do przodu, a my z tyłu. A że oni czekali na dwóch kolegów którzy byli za nimi i nami ... to po kolejnych metrach przewyższenia  po kolejnym maluszku truskawkowej🍓 naleweczki 😋. Dobry kucharz z tego kolegi spod Warszawy 😅 

Wszystko oczywiście w granicach rozsądku i mogliśmy dalej nabierać wysokości ☺️. Łatwo nie było, ale po trochę ponad sześciu godzinach meldujemy się na najwyższym szczycie Albanii oraz Macedonii Północnej 🤝 

Dłuższa chwila na szczycie i w dół z grubsza po swoich śladach 😏. No nie było innej opcji - średnio tam ze szlakami ;). Z każdą chwilą mięśnie jednak coraz bardziej płonęły, ale trzeba gonić bo nie mieliśmy latarek. No może oprócz tych w telefonach 🫡. I to się udało, choć końcówka trochę na rzęsach. Kuzyn jeszcze dodatkowo schodził z obdartymi girami przez buty 😬 

Trasa: 

I fotki, a będzie ich znowu dużo heh 



















Na wczorajszy nocleg dostaliśmy się na styk, więc niestety było trochę za późno żeby dojechać na normalne spanie za jasności xD 

Tu już tylko(?) godzina jazdy po górskich serpentynach, sklep w dużym mieście i na taki oto klimat 🥰 


😁😁😁😁😁 

Wczoraj jeszcze załapaliśmy się na bardzo późny obiad (szacun że nam go przygotowali), potem jakieś piwko i do wyr 😎 

============ 
Następny dzień miał być zaplanowany na relaks i na początku taki był. Śniadanko, przywitanie się z gospodarzem (mega pozytywny gościu) i (jeszcze raz) z jego synem, trochę rakiji, ale oczywiście zaczęło mnie nosić 😂. Ale ogólnie to poranek spokojny 👌 






😁😁😁😁😁 

No to trasa dnia drugiego 😎 

Te po lewej to robiłem samemu, bo Kuzyn pilnował rakiji 😂. Ogólnie to Pan nam dał i winogronową i wiśniową ale obie pyszne 😋. Jedzenie też mega - wszystko od nich. Pycha!!! No może prócz cepa ale też nie był zły 😅. Dżemy, herbatka, ser, sałatki, zupy top 😋 








A tu już wspólnie 😎. Ogólnie to nocleg na takiej wiosce, że nic bardziej ambitnego nie było możliwości zrobić bez auta 🫡 

A tam spaliśmy 🤗 


Filmiki z drona jak dostanę to dokleję 😎 


W poniedziałek tylko śniadanie, szybkie pakowanie i dwie godziny na lotnisko. A no, i jeszcze sklep i szukanie magnesów. Nieudane xD. 

Z ponownie dość sporym zapasem czasowym meldujemy się na parkingu żeby oddać auto i "zrobić" piwo przed lotem. Gospodarz jeszcze nam rakije pakował do plecaka, ale no bez przesady przed lotem 🤣. Aaaa no oczywiście dostaliśmy chociaż po piwie od Pana gospodarza, bo on chyba bez alkoholu nie wypuszcza 😂 

Potem jeszcze piwko na pół przy milicji przed terminalem xD. Tak, Kuzyn się spytał czy można, to zdziwieni. Bo pewnie że można xD 🤣 

Nazot do ojczyzny 🇵🇱 





Odprawa, autobus na dworzec we Wrocławiu, szybka pizza/kebab i każdy do swoich Magdalen 🥰 

Oczywiście PKP zafundowało mi powrót do domu po północy, ale przynajmniej w piątek było oki, i nie spóźniliśmy się na samolot😋 


W sumie to nie wiem czy dało się to lepiej zorganizować 🤔. Wszystko chyba się nam spieło. No może nie było roweru, ale tam to ja dziękuję za rower, bo wszędzie stromo i przewyższenia xD. 

Teraz regeneruje nogi, trzeba dokończyć teren służbowy i deszcze niespokojne. Oj Szkodnik jeszcze trochę poczeka na jakąś wycieczkę ;) 

================
Plan na emeryturę jednak już jakiś mam
😂😂 


Kategoria Góry

Skalky 780m n.p.m.

  • DST 13.61km
  • Kalorie 2456kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 16 sierpnia 2026 | dodano: 19.08.2026


Już trzy dni z kitku ale sesja pani fotograf się udała, to wykorzystam ;). Nam wyjazd też się udał 😊. Dziękujemy jeszcze raz za opiekę i napiszę jeszcze raz, że obrazy kociej nie było 😉

Dzień trzeci miał być w sumie dniem czwartym, ale żona chciała odpocząć od podejść. Została więc płaskość na taką oto "atrakcje" ;] 

Ciężko było w tym rejonie znaleźć coś bardziej rozsądnego, bo Rajeckie Teplice słyną chyba tylko z drogich hoteli i basenów. Miejskich i drogich. Te drogie chyba bardziej słynne ;)))) 

To na pociąg za 1€/osoba i w drugą stronę 😁. Dokładnie o tu => do miasta RAJEC 😎 

To było kolejne z tych miast, w których nie wiadomo czy nie przeszła przed chwilą apokalipsa zombie heh. Ludzi jak na lekarstwo 😛. Rynek? No był. Sklep? No też - nawet odwiedzony. Bociany okupujące latarnie? Też były xD. Chwila poboczem? Była. A potem już fajnie 😊

Ogólnie to tu mi wyskoczył szlak rowerowy, ale tak jak pisałem wcześniej dość ciężko w tych okolicach o jakąś pętlę 😬. Ta była (na niecałe 11km) w sumie spoko. Sąsiadka zdecydowanie lubi te określenie 🤣 








Tak to wyglądało w czasie dnia ... 

... a tak wyglądał wieczór 😁 


Rano trzeba było już myśleć że jutro trzeba kierować, to pierw spacer po mieście, a potem na najbliższy naszego noclegu szlak 🙂. Znaleziony oczywiście na czeskich mapach 😇 . Czyli finalnie wyszło takie oto coś: 


Z rana jeszcze atrakcja w postaci jakiegoś wyścigu 🫡. Zasuwali mega szybko nawet jak na młodzików 😬. Na główny wyścig oczywiście nie czekaliśmy 😛

A ten park zdecydowanie chciałem odwiedzić, bo chyba na każdym magnesiku był. Znaczy we wszystkich budkach z magnesikami. A konkretnie to ... jednej 😅 

No i widok na nasz cel, na który to poszliśmy po obiedzie i meczu zobaczonym w telefonie 😎 


Początek? No stromy 😬. Kondycja już nie ta, ale był pociąg - ten nasz heh. Nasz, bo tylko ten tam jeździ w te i nazot 😆. Mocny jednak szacun za szlabany. W Polsce człowiek może na przejeździe stać nawet pół godziny, a tutaj szlabany się zamykają na minutę przed przejazdem i otwierają minutę po przejeździe kolejki 🫠




Szczyt niższy. No bez szału 🙃 

Główny to była po prostu skałka bez znaczka xD

No to miejsce naszego noclegu z innych skałek 😎 


I w dół 👇 


Na koniec atrakcja w postaci kolejnego parku i ... następnego parku który był już bardzo ładnie podświetlony w okolicach zmroku 🫠 


Nocleg minął, pakowanie i powrót. Była jeszcze misja oddania paragonu za puste opakowania bo zapomnieliśmy go oddać przed szlakiem. Katowicki kolega od tenisa zrobił dość spore zamówienie alkoholowe i uciekło heh. No to ogarniemy rano, bo przecież wstawać i iść z buta się nie chciało xD.

Zaparkować nie było gdzie, to pojechaliśmy dalej i zonk. Oni mają jeszcze gorzej niż my, bo nawet jak chcesz oddać w sklepie (COOP) w którym oddałeś surowiec, w takiej samej maszynie, to nie. Trzeba w tym samym sklepie. Wracać (ok 40km) nie było sensu więc tam parę złotych w trąbie 😛. Na koniec jeszcze nadmienię, że powrót przez Zwardoń (a nie Cieszyn) był zdecydowanie głupim pomysłem 😅. Jakieś 11 (a raz 14%) zjazdu autem, serpentyny, mijanki, a potem już prosto do kitku 🥰 

Najważniejsze że nikt na pontonie nie ucierpiał 🤣 


========== 
A Słowacy są spoko. Lubię bardziej od Czechów. O Niemcach i Anglikach nie wspomnę ;)))) 



Kategoria Góry

Čipčie 920m n.p.m. 😁

  • DST 11.67km
  • Kalorie 1760kcal
  • Aktywność Wędrówka
Piątek, 14 sierpnia 2026 | dodano: 14.08.2026


Kitku ma opiekę to najważniejsze 🥰. My już na Słowacji, to już wczoraj zobaczyłem jak wygląda stacja kolejowa w mieście naszego noclegu: 

Za trzy stacje - jeden euro za osobę 🤑. No to bez sensu było nawet myśleć o aucie, żeby dostać się na szlak na nasz kolejny cel. Bez najmniejszych (no może trochę z zakupem biletu xD) problemów udało się nam dojechać do jakiejś tam miejscowości i ruszyć pierw asfaltem w kierunku górek. Jaja były dopiero na powrocie heh. 

Pierw jednak miasto, potem super widoczki, i dość stromo pod górę 😛. Ale klimat zacny 😊. Jak wczoraj na szlaku spotkaliśmy trzy osoby ... to dzisiaj chyba z osiem xD. Możecie dalej się pchać w Karkonosze czy w Tatry, a słowackie wioski tak blisko 😁 

Na szczycie chwila relaksu + sesja i w dół. Też stromo 😁. I na koniec pierw gonitwa, a potem bieg na pociąg 😅. Atrakcje muszą być 😛 

Trasa: 


Fotki z wejścia: 








Szczyt 👌 








I w dół 🫡






============= 
To będzie mega mocny kandydat do topki na koniec roku. Pogoda przypasiła i wszystko inne też. Ogólnie jest tu fajnie 😁 


Kategoria Góry

Jaworovy (CZ) 1032m n.p.m.

  • DST 10.78km
  • Kalorie 1068kcal
  • Aktywność Wędrówka
Czwartek, 13 sierpnia 2026 | dodano: 13.08.2026


Kitku ponownie pod opieką cioci i wujka, a my ponownie pojechaliśmy pooddychać mało Śląskim powietrzem. Choć tylko trochę ;). Genezę już ostatnio opisałem, to nie będę się powtarzał => bo i po co? 😜 

Wyjazd opóźnił się o godzinę, ale trzeba było i wygrane kapselki z piwa wymienić, i auto umyć, bo przecież wstyd przed naszymi południowym sąsiadami heh 😛 

Ruszyliśmy więc dopiero około godziny 11:00, i w połowie drogi na Ra(dz😁)jeckie Teplice mieliśmy zaplanowany postój w czeskiej miejscowości Reka. Znanej też z tego oto zimowego wpisu 😉. Czasu na pętlę nie było, pierwotny plan okazał się lagą (olany po jakiś 200m podejścia) ... 

 ... wzdłuż nieczynnego wyciągu. Zmiana planu i po pożarówce do góry 😊. Potem pętelka w okolicach celu i w dół po plus minus swoich śladach 😛 

Finalnie wyszło takie oto coś: 


Fotki na szybko bo widoków nie było, a nie ukrywam ... że liczę na lepsze 😉. A i transferu szkoda 😁 











Parking ... 

... półtorej godziny drogi i już na miejscu docelowym 😎 


Oby 😉 


Kategoria Góry

PTTK "Przegibek" przez Jaworzynę (1173m n.p.m.)

  • DST 18.95km
  • Kalorie 1909kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 24 maja 2026 | dodano: 27.05.2026


Kitku pod opieką wujka i cioci, a my dalej odpoczywamy i ładujemy baterie 😊. Tym razem ten dłuższy szlak, ale na niego był już cały dzień ☺️. Możliwe że przez ten fakt, ponownie szliśmy w składzie trzyosobowym - super 👌 

Poranek i znowu patelnia 🥰 

PS: ona z nami jednak nie szła 😂. A szkoda 😂😂 


Znowu jakoś ludzi nie specjalnie dużo, i już (odcinek asfaltowy sobie odpuszczę) na szlaku: 


Fajny, ludzi już trochę więcej, ale ciągle bez przesady 👌. Przyjemnie się szło 😊 



Z atrakcji to sporo ciemiężycy zielonej 🤯. Ona ponoć jednak niesmaczna jest 😂

Coraz wyżej ... 

... i już najwyższy punkt dzisiejszej wycieczki 😎 


Dalej szlakiem ... 



... i kolejny szczyt do kolekcji 😋 


My na prosto, w dół ... 

... a Tatry po prawej 😉 


Blisko ... 

... i w końcu nagroda 😋 




Dziś już bez stresów w dół 😊 

Oczywiście inną pożarowką ;)) 


A kolacja bez zmian 😛 
(PS: nie wiem czy BeeS mi kiełbasy i cycka z kury nie zjadł ze zdjęcia poniżej 🤨) 

Oki, zjadł :P 




I trasa: 




I tyle z transferu na zdjęcia w maju 🫠. Jeszcze w poniedziałek było moczenie stópek w rzeczce (4km) ale to już tam tylko regeneracyjnie 😊. Około 14:30 odjazd do kitku. Droga (z zahaczeniem) o Piotrowice, Sosnowiec i sklep bez atrakcji. Super 🥰. Odpoczęli!! Super 🥰. Kitku (dzięki wujki!!!! 😘) nawet specjalnie nie obrażone. Najbardziej super 😻 

Tyle 😛. Do zaś 😝 


Kategoria Góry

PTTK "Przegibek" przez Bendoszke Wielką (1144m n.p.m.)

  • DST 10.16km
  • Kalorie 1024kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 maja 2026 | dodano: 27.05.2026


Zdziwko 😱. Wyjazd zaplanowany przez moją koleżankę z uczelni chyba gdzieś na przełomie października i listopada zeszłego roku wypalił xD. A miało być wstępnie na krokusy 😆. Marzec nie wyszedł, to teraz wyszło 🤌;]. Dobre i tyle 😋 

Dojazd do miejscowości Rycerka Górna nastąpił w dwóch grupach. Aneta jechała na tydzień (we wtorek przyjeżdżali jej inni znajomi) to jechała sama, a my Kropka w ruch i jazda we dwójkę. Na spokojnie 🤌. Szlak i tak musiałem wymyślić krótki, bo Magda chciała się choć trochę wyspać, a ja o 17:30 miałem do zobaczenia mecz na telefonie. No i ognisko czy tam grill. To też trzeba było ogarnąć ;)

Trasa bardzo fajnie zleciała ...

... zjedliśmy jeszcze pizzę i ogarnęliśmy sklep w Rajczy i tyle tytułem wstępu :] 

Tu mieliśmy nocleg, a te czerwone to to, co mam zarejestrowane na stronce od Łukasza 😎 


Były możliwości heh (^-^) 


========== 
No to pierw krótsza z nich 😊. Aneta do samego końca się wahała czy iść z nami dziś czy jutro, ale ostatecznie (praktycznie prosto z samochodu bo zaspała rano i dojechała grubo ponad godzinę po nas) zdecydowała się iść 😊 

Szlak startował praktycznie spod naszego domostwa i od razu laga do góry 😛. Do pokonana trochę ponad pół kilometra przewyższenia ... ale przynajmniej był słonecznik 😋 

No i słoneczko xD. Mi to tam nie przeszkadzało, ale nie szedłem sam 😇. Częste postoje w cieniu były więc obowiązkowe ;) 


Nowym śladem do mojej mapki był skrót ... 

... króciutki, ale ogólnie ...

... no nie polecam 🤪 heh 

I już widać cel i nasz najwyższy punkt dzisiejszej wycieczki 😊 

To sesja ( ̄▽ ̄) 






Do tytułowego schroniska mieliśmy 0,15h drogi i 150m w dół. Tam jednak tylko fotka, bo dłuższe odwiedzenie go mieliśmy zaplanowane dopiero na jutro 😉 


To w dół i ostatnie zdjęcie przed oglądaniem meczu bo oczywiście nie zdążyliśmy zejść na czas 😛 

No dobra, teraz ostatnie ... bo musiałem się wrócić po zasięg 😅 


Najważniejsze już jednak (drewno rąbałem w przerwie, a ognisko rozpaliłem z jednym okiem w telefonie 😆) zobaczyłem po wycieczce 🥰 


Za cieszącym się mną => Rambo. Tu lepiej widoczny 🫡 

Nie lubi cytrynówki, lubi głaski => więc 9/10 ;))) 

Na koniec kolacja ... 



... i ogół trasy 😎 


Bez śmiechów bo i tak dużo do oglądania było 🤭 


Kategoria Góry

Mosorny Groń (1045m n.p.m)

  • DST 16.49km
  • Kalorie 1621kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 28 lutego 2026 | dodano: 02.03.2026


Geneza tym razem trochę skomplikowana. Magda miała mieć sobotę pracującą i miałem tam ją zawieść na szóstą rano. Następnie wrócić i iść sobie gdzieś na rower. W międzyczasie (dokładnie tydzień temu) spotkałem sąsiadkę z Brynowa i zaproponowała w sobotę górki. No to rano autem na Sosnowiec i w górki. W kolejnym międzyczasie żonie odwołali sobotę. Hmm no to jedziem w górki w składzie Marzena, Magda, ja i kierowca (jak się okazało jednostronny heh 😁) Łukasz. Ole => stary, dobry skład ☺️ 

Ponad dwie godziny komfortowej jazdy na tylnym siedzeniu ... 

... i meldujemy się w miejscowości Zawoja. 

Szybka wizyta w sklepie z płazem w logo i już wiedziałem kto będzie nas odwoził ;)))

To na szlak 🤪. Pierw wiosennie ... 



... potem przestrzeliliśmy skręt 🤭 ... 

... i rura w końcówkę (oby) zimy 😊 






Trochę podejścia było, ale pomalutku udało się wejść na planowaną wieżę widokową 😎 


No to sesja z trochę wyższymi górkami w tle👌 










Kto w restauracji to w restauracji, kto na zewnętrznym to na zewnętrznym 😛. Grunt że pojedli, kupili po magnesiku na ściane i mogliśmy schodzić do auta 😇 

Ostrożnie oczywiście bo ślisko heh 




Był jeszcze wodospad ... 

... kolejne ślizgawki ... 

... i przez miasto z takim oto przysmakiem 🤨 

Mega dobre 2/10 😅. Zamiast kebaba, to tam było czuć tylko zioła prowansalskie 🤣 

I do domków 🐈 


Nie no fajnie było. Mecz też spoko wyszedł 😜. A że buty wyglądały jak po wizycie w oborniku, to inna sprawa 😁. Klasycznie podziękował za wszystko!! Tak to ja w góry mogę jeździć 😎 

========= 
A miesiąc luty daremny 😜 


Brawo ja 😅😅😅😅 


Kategoria Góry

Zimowe Gorce 4/4 => Miejska Góra 716m n.p.m.

  • DST 8.20km
  • Kalorie 806kcal
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 2 lutego 2026 | dodano: 08.02.2026


Dzień wyjazdu gdzie opuszczamy nocleg. Raczej na spokojnie, bo i droga do domu nie za długa, i co jest oczywiste ... przy poniedziałku gospodarze jakoś nie specjalnie naciskali na szybki wyjazd 😛 

Cel? Jakiś tam szlak 😅 i co najważniejsze kultowe zapiekanki z Limanowej 😻. Znaczy kultowe okazały się dopiero po konsumpcji oczywiście🤌

Ja zjadłem na miejscu, a dzięki uprzejmości Janiola, Magda zjadła sobie w domu bo była opcja zabrania na wynos i odgrzania w piekarniku 🥰

O czym oczywiście przypomniałem sobie przy aucie ;). Dobrze że po raz kolejny szliśmy w grupach 🫠 

Wracając jeszcze do noclegu, to rano została mi albo konserwa, albo puszka makreli z dodatkiem chili 🌶️. Lubię ostre ... ale to było średnie 😏 

No nic - podzióbałem trochę i stwierdziłem, że zjem przed szlakiem zapieksę i będzie git👌. No nie wyszło ... bo inni od razu chcieli szlak 😩. O taki w moim przypadku: 

Jak nawet to pisze, to ciągle czuję tamten głód ಠ⁠∀⁠ಠ. Więc tylko parę zdjęć bo mój zmniejszasz nie działa 😼 

Widać cel ... 

... jeszcze bardziej widać cel ... 

... i już na nim 🥰 






Na krzyż nie wchodziłem, bo chyba jako jedyny byłem w raczkach 🦀😛. I w sumie mógłbym spłonąć 😂 

No to w dół 😎 
Klimat mega zacny 😋 






To że byłem w raczkach, nie oznaczało, że nie złapie dwóch zająców na takim oto czymś xD 

Z głodem nie wygrasz ;))) 

Koledzy więc poszli jeszcze trochę opętlić ... 

... a ja już to olałem i zacząłem misję główną 😛 

Dubel szlaku i 😍 jeszcze były kultowe zapiekanki uffff 🤩 





No totalne muallla 😋. Parę składników ale po prostu kosmos 😍. Przepyszne, proste danie 🥰 

Magdzie też aż tak smakowały (placki ziemniaczane były w planie) ... 

... że przedwczoraj (piątek 06.02) zrobiła w domu 😋. Autor ino poszedł po składniki heh. Ale też były przepyszne - mua😘la!!!! x tysiąc 🥰 


Podsumowując. W moim przypadku zrobione niecałe 70km, ciągle nie jestem zwolennikiem żarła w schroniskach, grunt że bez kontuzji, i chyba wszyscy zadowoleni 🥰. Ja na pewno 😍. Podziękował 🫠🤌 

============ 
A teraz oddawać upały 😂. I moje nowe pedały - bo są już w drodze 😋 



BTW: krokusy już zaczynają kwitnąć więc nie ma źle 😂 

BTW 2: to jeszcze kroki z zeszłego miesiąca 😋 


I trzeba zostawić miejsce na filmik ;))))) 😛
I jest o tu 😊 


Kategoria Góry

Zimowe Gorce 3/4 => Grzebień 679m n.p.m

  • DST 11.84km
  • Kalorie 1164kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 1 lutego 2026 | dodano: 07.02.2026


No nie ma co ukrywać, ale na tych wyjazdach to się wysypiam 🫡😂. Teraz mamy na przykład godzinę 01:30 i już mogę gdzieś iść. Ale zaś jest temperatura na poziomie poniżej dwucyfrówki xD. To mi się nie chce heh 

Przy -15°C to chyba odpadną 🤣 

Dziś miało być tylko lokalnie i tak było🤌. Ani nigdzie dojeżdżać, ani kombinowania z busikami => po prostu się ruszyć 🫡🥰. O tak na przykład 😋 


============ 
Ruszamy (a po co to komu??? 😝) ... 

...  mega późno🤌... 



... i pierw yyy na bani 😂 




A później na spokojnie 🫠 ... 


... na nasz główny cel👌. Mieliśmy w sumie wracać tędy pierwszego dnia, ale trochę sił brakowało ;))) 





Było, było 😛 

Następnie do miasta przez najwyższy szczyt dzisiejszego dnia 😎🤌 





I tak, było zimno 🥶. Jak widać ... czapkę też posiadam, a nie same opaski na uszy 😂 

Jak też widać, muszę po raz kolejny podziękować Łukaszowi za rękawiczki 🫠. Przydały się 😋 


I oddawać upały 😛 

Ale do lata jeszcze daleko, to my w dół 😋 




I już same miasto 😎 






Główną atrakcją wieczoru były pizze ... oraz wybuchające kotki 🤣. Mam jakiś sentyment do tej gry karcianej 😛 


Reszta to dalej przez miasto (z postojem na pizzę żabkową 🐸 z niedobrym sosem jalapeno) na nocleg, i Rabkę-Zdrój żegnamy z takim oto podeptanym śladem 😋🤌 


========= 
Trochę zimno, ale miasto super => 3/10 😂 

Dał radę 😂😂😂😂 


Kategoria Góry

Zimowe Gorce 2/4 => Turbacz 1310m n.p.m

  • DST 30.52km
  • Kalorie 3010kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 31 stycznia 2026 | dodano: 07.02.2026


Najlepszą opcją noclegu było to, że część sypialnia była na górze, więc mogłem na spokojnie wstać sobie chwilę po godzinie 5:00 i zacząć rzeźbić te wpisy. Nie przeszkadzając oczywiście nikomu 🥰😇 

============ 
Główna i najdłuższa wycieczka tego wyjazdu ;]. W sumie, to robiłem za budzik, ale chyba nikt szczególnie nie miał nic przeciwko temu :P 

Możliwości dojścia na najwyższy szczyt Gorców było kilka ¯\⁠⁠_⁠(⁠ツ⁠)⁠_⁠/⁠¯. W sumie to tak samo ... jak opcji busikowych heh :D. Michał jeszcze przed wyjazdem dał jedną, ja dałem drugą 🤌. Padło na moją => czyli chyba lepszą. O tym jednak później ;] 

Pobudka, śniadanie, pakowanie, i z domostwa ruszamy w okolicach godziny 07:30 😎 

No coś około -13°C 🥶 

Pierw niecały kilometr na Dworzec Autobusowy w Rabce ...

... później przesiadka, i meldujemy się w miejscowości Poręba Wielka 😎. Stąd na taki oto szlak: 

Ta opcja wygrała ze względu w miarę tani (miał kosztować 29zł, a kosztował jednak 33zł) wyciąg. Oszczędzał nam około 500m przewyższenia i przede wszystkim czas. A czas gonił ;) 

Po wyjściu z busika pierw jednak spacerek miejski ... 



... i przy kolejce meldujemy się w okolicach godziny 09:30👌 

Do zachodu jakieś siedem godzin ale też aż trzy schroniska xD. Zakładałem, że wstąpimy do każdego więc każdy miał oczywiście latarkę na podorędziu ;). Była jeszcze tylko jedna niewiadoma -⁠ᄒ⁠ᴥ⁠ᄒ⁠-. Otóż przy kasie bilety kupowały tylko cztery osoby => czyli my :D. Byłem ciekaw ile poczekamy uruchomienie wyciągu heh 😛 

Ruszyliśmy jednak już po niecałych pięciu minutach ... 

... i po jakiś kolejnych piętnastu meldujemy się na wysokości niecałych 1000m n.p.m 😋 

Tamże chwila przerwy na nawodnienie ... 

... i mogliśmy ruszyć w kierunku GSB 😋 








Najlepsze jednak było to, że zaczęło się przejaśniać 😋 🤌 



Po około dwóch i pół godzinie meldujemy się w dwóch grupach w miejscach docelowych. Szczerze? To myślałem, że to trochę bliżej od tego wyciągu jest :D 

To jeszcze wyjaśnienie dlaczego w dwóch :). Otóż jak widać na mapce powyżej, przy szczycie jest pętelka. Coś się popsuło w obliczeniach i Łukasz z Michałem pierw zdobyli szczyt, a potem schronisko ...

... a ja z Bartkiem odwrotnie :) 


Trochę było ino się szukania w schronisku heh 


Popas, nawodnienie (no uczciwie leją te pół litra 🤭) ... 

... podziwianie wyższych górek ...



... a chwilę później ...

... my po raz pierwszy, a koledzy po raz drugi na szczycie Turbacza. Cel osiągnięty około godziny bodajże 14:00👌


No to w dół ^_^ 
Klimat jednak genialny :))) 








To jeszcze Taterki 😻 


Chwila dubla szlaku i już jesteśmy w schronie nie numer dwa, do którego to docieramy chwile przed godziną 16:00👌 

I postój 😋 

Po nim, no trzeba było oświetlenie wyciągnąć :) 


Do ostatniego schronu idziemy już ... w szóstkę. Parka turystów, która miała zarezerwowany nocleg na Maciejowej ... była bez światełek. Pomożecie? Pomogliśmy 😇 




Później już byle do miasta i do domku :)






Szlak kończymy chwilę przed godziną 21:00 więc chyba rozsądnie :))


Wyszło godnie 😋 


To jeszcze szybka kolacja ... 

... i dobranoc 🫡😂

Dziękuję jeszcze raz za kołderkę 🥰 


Kategoria Góry