Lubliniec p. Leśno Rajza
-
DST
122.68km
-
Czas
05:34
-
VAVG
22.04km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zacznijmy od tego że w końcu wpis nie będzie dotyczył moich problemów, czy tam innych zawirowań rodzinnych. Wczoraj u babki ogarnąłem wszystko co mogłem ogarnąć i dziś już myślami odciąłem się od wszystkiego skupiając się na samym sobie ;] Choć w sumie przez pierwsze kilometry ciągle w głowie kłębiły się różne gnoje życia codziennego xD
Dobra do konkretów! Plan na wyjazd utworzył się gdzieś około wtorku, gdzie na Messengerze zapukał do mnie Filip. W sumie oprócz hałdy w Łaziskach, to dawno nic konkretnego myśmy nie zrobili. Nawet bardzo dawno. Trzeba to zmienić, więc po delikatnych konsultacjach wyszło że Gizmo zaproponował mi plan wyjazdu na Lubliniec, coby zaliczyć co nieco kilometrów gruntowych. Spoko, pasuje mi, do tego dając informację na BeeSie po środowym DPD odezwał się Łukasz, który również był chętny na tego typu „wypoczynek”. Do kompletu w piątek napisał do mnie Diobeł czy coś nie kręcę w sobotę, no kręcę … ale o nie ludzkiej godzinie xD Finalnie kolega Marcin również się skusił na wyjazd, ale od początku …
Wystartowałem lekko po godzinie 8:00 i po niecałych dwóch kilometrach mogłem zgarnąć Łukasza, coby przez Centrum dojechać na spotkanie z Filipem. Po chwili zjawił się również Diobeł i mogliśmy wyruszyć w kierunku Bażantarni w Siemianowicach. Później chwilę Krajówką i wpadliśmy na standardową trasę w kierunku Rogoźnika i innych tam paści. Ten odcinek przejechany był leniwie, mało komu chciało się gadać, tak więc zrobiliśmy go w dość fajnym odstępie czasowym, po czym … wjechaliśmy na najgorszą ścieżkę rowerową jaką kiedykolwiek widziałem xD. Dobrze że ino chwilę na niej byliśmy, bo miazga :D Następnie po dziurach i wertepach dotarliśmy do miejscowości Wymysłów gdzie nastąpił Pitt Stop pod sklepem. Rozmowy zaczęły się kleić, do tego mieliśmy jakiś tam mały zapas na kolejny postój, więc bez stresu ponownie ruszyliśmy przed siebie. Wpadliśmy na Ossy, później zjazd w dół do miejscowości Niezdara, przerwa na nawodnienie i rura naprzód. A tu już jechaliśmy samymi gruntówkami, których finalnie wyszło ponad 50 km, tak więc w dechę, miło, przyjemnie. Były i szutry, były piachy i czego tylko dusza zapragnęła. Spróbuję w galerii przynajmniej cząstkę tego oddać co przejechaliśmy :)
Na samej Rajzie mieliśmy zaplanowane trzy albo cztery atrakcje. Na pierwszą została wyznaczona była kopalnia w środku lasu => http://www.totutotam.katowice.pl/index.php/zatopiona-kopalnia-bibiela o ta :) No powiedzmy że szału nie było, ale chciałem już dawno te dość słynne jeziorko zobaczyć. Co się udało ;] Znowu "na koń" i ponownie lasami dojechaliśmy do miejscowości Miotek k/Kalet gdzie dzięki uprzejmości Filipa wyszedł Pitt Stop na piwo i lody :) Odpoczęli i mogli ruszyć w stronę kolejnej atrakcji którą było źródełko Krywałd, które było najfajniejszym miejscem naszej dzisiejszej wycieczki. Kapitalny plac na wyjazd pod namiot https://youtu.be/emytKlvm6tg <= o tutaj trochę pokażę jak to mniej więcej wyglądało ;] Średnią sprawą był ino fakt że do najbliższego sklepu było coś ponad tam 5 km :D Jakby brakło gumek to kaplica :D
Po źródełku, choć mieliśmy tylko 14 kilometrów do Lublińca, to zostało też dość dużo czasu do ostatniego pociągu, więc Filip postanowił pokazać nam ostoje rododendronów. Dobra, w sumie nogi jeszcze zdrowe - można pojechać. Na miejsce dostaliśmy się (zahaczając jeszcze o sklep) poprzez kolejne kilometry gruntowe oraz spokojne asfalty. Pech ino chciał że kwiatki przekwitły :D No trudno, przynajmniej zaczynało być coraz bardziej śmiesznie i można było w spokoju i ciszy obrócić kolejne piwo heh.
Później został nam ino dojazd do miasta na jakiś obiad, na który standardowo na takich tripach została wyznaczona pizza. Na tym odcinku prócz mojego przepięknego wymuszenia i zamkniętym na milion lat przejedzie kolejowym, nic ciekawego się nie działo. Choć nie powiem, jazda za traktorem była w dechę, jechał około 30km/h i idealnie ułatwiał przez jakiś czas jazdę :)
Kilka słów o Lublińcu => w sumie to chyba po Poznaniu, najbardziej przyjazne miasto rowerzystom. Dużo ścieżek, dużo rowerów, zresztą podobnie jak w Kaletach w których byliśmy z Łukaszem rok temu. Pojedli, w sumie smacznie - chodź jak na pizzę Diavolo to myślę że skala ostrości nawet mojej siostry by nie powaliła. Znaczy nawet głupio napisać że tam była jakakolwiek skala ostrości :D
Do dworca mieliśmy jakieś 400 metrów, zahaczyliśmy jeszcze o szybki Lewiatan, półtorej godziny w pociągu i został mi tylko powrót z Załęża na Brynów - który nie jest ujęty w Endomondo :-)
No nie powiem sympatycznie było, bo jednak dystans przejechany był z bardzo fajną średnią, zwłaszcza że połowę dystansu krążyliśmy po dziurach w lesie. Do tego na rododendronach i na obiedzie praktycznie płakałem ze śmiechu. Dzięki wszystkim za odstresowanie ;]
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1141052672
Fotki:
Start spod wiadomo czego :)

Jazda w kierunku Siemianowic

Widoczek na A1 w Dobieszowicach

Ruszamy na Rajzę :)

Atrakcja na niebie dla Janiola (tak na marginesie to sto lat byku!!) heh

Trochę Leśnej Rajzy

Jeziorko przy Zatopionej Kopalni Bibiela

Ponownie na dukcie :)

Autor BeeSa i naczelny fotograf wycieczki => trzeba przyznać że niezła stabilizacja jak na robienie fotki w czasie jazdy :D

Jeszcze trochę LR-ki

Dobre miejsce na Pitt Stop choć ...
Start spod wiadomo czego :)

Jazda w kierunku Siemianowic

Widoczek na A1 w Dobieszowicach

Ruszamy na Rajzę :)

Atrakcja na niebie dla Janiola (tak na marginesie to sto lat byku!!) heh

Trochę Leśnej Rajzy

Jeziorko przy Zatopionej Kopalni Bibiela

Ponownie na dukcie :)

Autor BeeSa i naczelny fotograf wycieczki => trzeba przyznać że niezła stabilizacja jak na robienie fotki w czasie jazdy :D

Jeszcze trochę LR-ki

Dobre miejsce na Pitt Stop choć ...

... chwile później było lepsze :)
Ekipa wyjazdowa na Źródełku Krywałd

Jedziemy w stronę ...

... rododendrononów :D
Górne zdjęcie ukradzione z neta xD

Było blisko :D
A tu już końcówka i popas ;]


==========================================================
Teraz już odliczanie do meczu, o obsadę bramki jestem spokojny :)

A tu już końcówka i popas ;]


==========================================================
Teraz już odliczanie do meczu, o obsadę bramki jestem spokojny :)

Kategoria Rower
DPD 18/2018 + Piaski
-
DST
47.49km
-
Czas
02:04
-
VAVG
22.98km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 czerwca 2018 | dodano: 15.06.2018

Po wczorajszym dniu, który miał być o dziwo mega spokojny ... zniszczyli mnie w pracy xD No ale po niej, mogłem pochytać kolejne podpunkty związane z hipotetyczną przeprowadzką.
Udane że dodam, tak więc czwartek na plus ;] Zostały mi ino i aż: gaz, prąd i prawko które jak czytam, nie jest jakoś szczególnie potrzebne, bo faktycznie ustawowo ma się 30 dni na wymianę, a faktycznie "gestapo" nie ma paragrafu i wzmianki w taryfikatorze jak karać osoby które mają nieaktualny dokument. Mogą najwyżej pogrozić palcem :D Także sprawdziłem, puki co się wstrzymam, choć w sumie coraz mocniej myślę nad wymianą bo jednak zdjęcie tam mam jak miałem 16 lat - także jest dość średnio aktualne heh.
Dziś nie miałem nic do załatwiania (no prócz spraw babuszkowych) tak więc wykorzystałem dość przyjemną pogodę i pojechałem do pracy na kole. Jako sprzęt został wybrany Kross, coby sprawdzić czy wczorajsze zamontowanie nowych pedałów uspokoi stukanie w nich. No nie uspokoiło, także albo ramię lewego
===================================================================
Pojechałem trasą zwykłą, pomału nudną do porzygu, ale przynajmniej poszło sprawnie, bo i temperatura w granicach 15 stopni Celsjusza, jak i brak wiatru zrobiły swoje :) Po robocie jak przystało na piątek zacząłem kombinować coby tu przekręcić żeby było inaczej niż standardowo. Szaleństwa nie zakładałem, gdyż to jutro szykuję się naprawdę godny trip. Pojechałem więc ino zobaczyć co słychać w Sosnowcu i Czeladzi, zrobiłem nawrotkę i przez D3S do bazy.
W sumie udany dzień, oprócz tego że swojego dnia nie miało Endo, które przynajmniej cztery razy zahamowało mi kilometry, a czas sobie radośnie mierzyło ... ale akurat to była najmniej ważna sprawa, także luz ;-)
PS: Dodatkowo na garażu Krosiwo zaliczyło prysznic, a Szkodnik smarowanie ;]
============================================================================
Trasa pi razy oko => https://www.relive.cc/view/e1140685271
Fotki:
Na odcinku porannym standardowo nic nowego, a tu już Sosnowiec i nawet nie wiedziałem że mają aż tylu kolegów,
PS: trochę dziwne że nie ma Warszawy xD

Centrum ;)

BTW => Podesłane przez Irka xD
Łort kap pełną parą heh

Czeladź i najbardziej wspaniały widok jaki mogłem dzisiaj zobaczyć. Niby ścieżka z durnej kostki, ale asfalt poprzedzający i ten który będzie mnie czekał to po prostu jedna wielka masakra xD Także dziękuję za ten kawałek heh.

A to już pozytywniej, Katowice i jakoś o wiele przyjemniej :D => Staw Łąka

Na końcówce coś mi buczało nad uchem więc postanowiłem zobaczyć co to jest. Okazało się że to jakieś ćwiczenia(?) lotnicze - całkiem miło furgali mi nad głową ^_^


Wróciłem suchy, to tak na marginesie ;)
========================================================
Proste? ... Proste ;]

Kategoria Rower
DPD 17/2018
-
DST
26.77km
-
Czas
01:10
-
VAVG
22.95km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 13 czerwca 2018 | dodano: 13.06.2018

Ja również, WITAM
===============================
Wczoraj zgodnie z planem pogoda była taka jaka miała być, czyli wielki szacun dla dwóch rowerzystów, którzy pomimo ogromnej ulewy jaka rano przeszła nad Katowicami, skusili się jechać na rowerach xD Ja natomiast spokojnie, autobusem, dojechałem do Placu Wolności i mogłem radośnie hasając przez
Po pracy zaczęło się załatwianie. Na całe szczęście pierwsza faza udana i ... od wczoraj, nie jestem mieszkańcem Brynowa xD Jestem Piotrowiczaninem? No mniejsza o to, formalnie i tak nic się nie zmienia, no ale jednak jakbym się nie przemeldował, to państwo rządzone przez niejakiego karakana, zdarłoby maksymalnie ze mnie i z mojej rodziny w kwestii Domu Opieki dla Tolki xD
Także urząd załatwiony, alkomat w kalibracji, telefon domowy (dzięki Janiol jeszcze raz) ogarnięty, teraz ino przepisać gaz, prąd (w sumie i tak ja robię opłaty), później NFZ, WORD, TOPR, GOPR, AWS, LSD, KGB, a i Bank, w którym przez neta i telefon załatwisz wszystko ... prócz rzeczy ważnych. Po takowe zapraszają do oddziału, gdzie pewno zaś się zainteresują moimi oszczędnościami w stylu: wpłać Pan kasę na lokatę na sto lat, a jak braknie, to damy Panu kredyt na milion procent RRSO, juhu - Lubię bardzo :)
Najlepsze jest to że nie wiem czy jest sens z tym wszystkim działać, bo oprócz tego że mam dość dużo załatwiania, to babcia po roku czekania (lub więcej) może postawić "liberum veto" i tyle z tego będzie ... Puki co, chce.
PS: Nic nie napiszę o tym że Toli się aparat słuchowy popsuł (jak zawsze sam, ona nic xD) i już mam latać ... Nic, a nic nie napiszę. Szykuje się więc ciekawy tydzień heh.
Amen :DDDDDDDD

Dobrze że choć z tego wszystkiego są jakieś pozytywy :) Filip opracowuje fajną rajzę na sobotę, będzie co pstrykać sesese ]:->
=====================================
Dziś kolejna faza załatwiania, ale na całe szczęście na początku roku zostawiłem sobie tzw. pakiet S.O.S => czyli służbowy teren w okolicach mojego domu obecnego. Znaczy formalnie, już byłego xD. A skoro teren przy domu yyy rodziców, a jedną z ulic do inwentaryzacji będzie ulica, którą widzę z garażu nieraz, nie dwa w roku, to szło wystartować (coby się wpisać na listę obecności, po czym wypisać w kadrach do końca dnia xD) na kole. A, no i meldunek przy okazji podrzucić ;]
=======================
Do Szopek jechało mega spokojnie, standardowo, nie ma nawet o czym opowiadać, bo oprócz startowych problemów z Endo to nic ciekawego się nie działo. W pracy ogarnąłem kadry i rachubę, i mogłem uciekać w teren. Oczywiście wpierw musiałem do niego dojechać ... co również udało się ogarnąć bez żadnych przeszkód ;]
Praca służbowa poszła okropnie => to był jeden z najgorszych terenów jakie miałem, no ale zmogłem i po mniejszych ...
Dzięki wiatr ...
PS: wyłowiłem xD

... lub większych komplikacjach (niejednym wkurwię) udało się dobrnąć do końca. Po nim na gibko do domu, zostawić materiały i jazda na garaż ... uwaga, uwaga! odpalić auto i załatwiać dalej xD Misja pod tytułem: gaz i prąd nieudana puki co => jedno głupie przekierowanie umowy musi być potwierdzone umową zdawczo-odbiorczą, biurokracja heh. Poza tym dowiedziałem się o kolejnej fantastycznej (słusznej) sprawie czyli fakcie że Babcia jako osoba w wieku wiadomym, nie płaci abonamentu radiowo-telewizyjnego. No to po zameldowaniu, będę se płacił 23 zł miesięcznie za to że oglądam (a kysz!) cząstki różańca u ojca
Jak przez jakiś okres narzekałem na nudy, to teraz na pewno tak nie będzie heh.
================================
Pakiet na dziś:
A) Szkodnik => https://www.relive.cc/view/e1139317659
B) Teren => https://www.relive.cc/view/e1139405478
C) Blaszana puszka xD => bez Reliva, choć końcówka jest w pkt. B, bo zapomniałem wyłączyć treningu :D

I coś z terenu:
Na Kłodnickiej został zauważony znak ekologiczny :D
Aż szkoda => no ale zgłosić muszę bo to B-18, więc dość istotny ;)
Ale miło widzieć że przyroda walczy ;]

Dla porównania w 2013r xD

=====================
Znane, też przegrywam z różańcem :D

Kategoria Rower
DPD 16/2018
-
DST
24.67km
-
Czas
01:08
-
VAVG
21.77km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 11 czerwca 2018 | dodano: 11.06.2018

Dziś na szybko, bo i trasa do pracy (Brynów - Park Kościuszki - staw Upadowy - Szopienice) oraz po pracy (Szopienice - Zawodzie - D3S - Ptasie Oś - Brynów) standardowa, a ... i babuszka czeka, coby powydawać parę
Przynajmniej temperatura ciągle przyjemna :) Teraz kolejno: w nocy leje, do południa leje (później spawy urzędowo - sklepowo - służbowe), w środę leje, jak przestanie to i tak pewnie w czwartek teren ... dobrze więc że dziś się ruszyłem ;)
===============================================================================
Trasa:
Fotka:
Miły akcent na Brynowie koło Rozwoju => w końcu kończą ulice Zgody, czyli moją hipotetycznie nową drogę zjazdową z DPD na garaż, która omija mi wyjazd z Kredytowej na Ligocką oraz dziury na Załęskiej :)

==================================================
A trochę ich jest heh

PS: Kolejny trip i będzie okazja :D

Kategoria Rower
Rodzinne kaemy nad wodę
-
DST
57.56km
-
Czas
02:47
-
VAVG
20.68km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 czerwca 2018 | dodano: 10.06.2018

Po wczorajszym spotkaniu na meczu u Łukasza, zacząłem się poważnie zastanawiać co z sobą zrobić na na weekend. Myśli krążyły różne - zacząłem nawet sprawdzać połączenia nad morze, bo w sumie Gocha ma urlop, a i mi jeszcze go zostało dość dużo. No niestety kłopot był już na starcie, bo wszystkie Polskie Busy były przepełnione, także nowa strategia, może by tak na jedną noc z góry z namiotem? No fajnie, bo i Rycerzowa kusiła ... i w sumie Racza, do tego Diabeł kusił (xD) żeby przejechać się z rowerami na Szyndzielnię. Planów kupa, a po rozmowie z Siostrą wyszło że olewamy to wszystko i w sumie możemy pojechać se rodzinie na Bieruń xD
Ten plan miał jeden zasadniczy plus, wybyczenie się do 12:00 :-) Tak więc po zjedzeniu wcześniejszego obiadu ruszyłem w kierunku Ochojca. Tam chwila odpoczynku i mogliśmy leniwie ruszyć w kierunku Łysiny. Jechało się w sumie bez żadnej spiny, korzystając ponownie z palącego słonka :) Na miejsce (po ogarnięciu sklepu) dotarliśmy trochę inaczej niż planowałem. Otóż nawet Siostra zauważyła znaczek na Łysinę, no ale ja oczywiście (nie przyznam się że zrobiłam błąd heh) chciałem jej pokazać tą drugą stronę Bierunia. Tak było, nie zmyślam :-D
Na Łysinie myślałem, że choć stopy zamoczę, no ale niestety trochę za dużo gównażerii było i ... oczywiście Pań w strojach kąpielowych o trzy rozmiary za małe xD.
Odpoczęli i mogli wracać, już trasą jak najbardziej standardową. Droga poprzez jeden Pitt Stop na mostku, spłynęła dość fajnie aż .... do skrzyżowania ulic Lędzińskiej i DK86. Cóż, wiatr, chmury i inne paści zaczęły jawnie pokazywać że może coś z tego wyjść. Tak więc, dostając zielone światło od Gochy ruszyłem w kierunku bazy coby nie zmoknąć. Udało się 99%, bo jednak parę kropel na mnie spadło, ale na szczęście obyło się bez większego zmoczenia :-) Teraz czas na clubbing :D
EDIT: z clubbingu kibel wyszedł. Lokal był mroczny i mroczno pusty (xD), do tego w klimacie Depeche Mode - czyli zdecydowanie nie naszym. Dziesięć złotych "zaoszczędzonych" na wstępnie zostało zainwestowanych w kebaba :D Na plus poprzedzająca wyjście do Klubu, domówka i nocny spacer z Centrum na Brynów ;] Do tego w końcu jakieś nowe osoby poznane ;]
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1137001141
Fotki:
Temperatura ciągle stabilnie

Bieruń Rynek

I na celu :-)

Jeszcze inna ambitna informacja ...
No jo tysz :P

I gnój powtórny, który na całe szczęście okazał się błachy ;]

===========================================================
Dziś bez śmiecha, będzie poważne i edukacyjnie!!!!!!!!!!!!

Kategoria Rower
DPD 15/2018 + Kamieniołomowo
-
DST
108.32km
-
Czas
04:33
-
VAVG
23.81km/h
-
VMAX
59.60km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 czerwca 2018 | dodano: 09.06.2018

Piątek, weekendu początek :)
Dziś do pracy pojechałem rowerem, gdyż miałem dość mocne przeczucie, że po pracy wykonanej w tym tygodniu, piątek zacznie się trochę wcześniej niż o standardowej godzinie :) Nie myliłem się, ale od początku. Do pracy pojechałem jak zwykle, ble ble ble, wiecie o co biega, nieraz opisywałem więc nie będę się powtarzał ^_^
Po pracy natomiast wyjechałem, na już wczoraj zaplanowany trip na Kopalnie Dolomitu "Libiąż". W sumie w tym roku bardziej myślałem że to Filip zabierze mnie w te miejsce, no ale jednak patrząc po jego BeeSach, zauważyłem że był tam niedawno. Trudno, przeanalizowałem więc trasę kolegi Gizma i wiedziałem że tak czy siak muszę dojechać do miejscowości Jeleń przy jeziorze Dziećkowickim. Znam, ogarnę, a później pomyśle :-D
Dojechałem trasą standardową, bez żadnych przygód i miałem do wyboru dwie opcje: albo pchać się w las (którego nie znam) albo pojechać naokoło i przejechać kawałek DK-79, gdzie dzięki Street View widziałem że można jechać rowerem. Dobra, druga możliwość brzmi jak plan heh. Jechało się bardzo miło, przyjemnie i przynajmniej ... przestało wiać ze wszystkich stron. Co tam że w słonku było jakieś 36-38*C :-D Mi tam nie przeszkadza :-) Dojechałem do krajówki, następnie w czystej symbiozie z TIR-ami, udało mi się dojechać do zjazdu właściwego czyli zwykłej drogi gminnej. Drogi, która nie dość jest super przyjemnie zrobiona, to jeszcze do inwestycji dołożyli po prawej stronie ścieżkę rowerową, no i w to mi graj :) Pokręciłem nią do skrętu, później asfaltem i zobaczyłem przystanek rowerowy, który postanowiłem odwiedzić w celu nawodnienia. Na przystanku, wpadło mi do głowy że zrobię pierwsze w dniu dzisiejszym zboczenie z zamierzonej ścieżki. Otóż na znakach (i mapce) zobaczyłem że da się wjechać na Kamieniołom od tak zwanej dupy strony - czyli jazda od lasu :)
No i super - w końcu wpadły elementy gruntowe. Odwiedziłem kamieniołom, a później po prostu nie szło od razu nawracać się na Libiąż, gdyż w odległości około dwóch kilometrów znajdowało się podobno uroczę jezioro Groble. Tam właśnie się udałem, spałaszowałem końcówkę kebaba i mogłem jechać dalej. A właśnie jestem w sumie winien wyjaśnienie. Co do kebaba to tradycją w naszym biurze (skromnym bo trzy osobowym), jest fakt że jak ktoś ma urodziny (tym razem kumpel) to stawia obiad.
Oto, takie :)

Pojedzone, popite wodą (jak zwierzęta xD) i pierw czerwonym szlakiem do Libiąża, coby następnie uderzyć w kierunku Chełma Śląskiego. Zaczęły się delikatne górki, wiatru zero, no ale jednak chmury zaczynały straszyć po lekku. Dojechałem do Lędzin, ogarnąłem sklep po jakąś Cole (wody się skończyły) i mogłem udać się na dobrze mi znaną trasę w kierunku Zamościa. A nie przepraszam jeszcze jeden deszcz przeczekałem na przestanku xD. Później, żeby nie było to się ochłodziło. Tak, w Lędzinach na sklepie był termometr który pokazywał ... 28,7*C, i ciągle mżyło. Dziękuje w sumie za tę mżawkę :D Z Zamościa, poprzez jeden postój, zobaczyłem co tam ciekawego na czarnym szlaku, przeczekałem ulewę na Giszowcu i na spokojnie wróciłem na Żubra, znaczy do bazy :)
W końcu jakaś setka wpadła ;]
============================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1136582918 => choć ogólnie nie polecam, nawet ja mało z tego kumam heh. A i bez końcówki, bo musiałem telefon zrestartować.
Dystans skorygowany o wariację Endo w lesie przed deszczem, z czterech kilometrów zrobił mi jeden .... dwunasto-minutowy xD
Fotki:
Początkowy, popołudniowy fragment

Jaworzno Jeleń - sympatyczna okolica

Mało sympatyczna krajówka - o dziwo, nikt nie trąbił :)

Żegnaj Śląsku!!

Bardzo fajna i ulica i śmieszka ;]


Tytułowe Kamieniołomowanie xD ...

... i miejsce na drugie śniadanie

Wracamy - Libiąż, okolice PKP

Górki z okolic Chełmka

I na koniec nagroda w lasach murckowskich

=====================
W sumie?

Kategoria Rower
Zastępczo - towarzysko
-
DST
40.71km
-
Czas
02:04
-
VAVG
19.70km/h
-
Sprzęt Krossiwo
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 czerwca 2018 | dodano: 07.06.2018

Zawsze po dobrej imprezie (góry) przychodzi kac (życie), i tym razem nie było inaczej. W poniedziałek prócz załatwienia miliona spraw u babki, wczoraj (inwentura Ronda standardowo najfajniejsza xD => https://www.relive.cc/view/e1134358635) i dziś ogarniałem teren służbowy. Dobrze że już jesteśmy z kumplem w okolicach połowy, bo polekku mam odruch wymiotny jak muszę iść gdzieś, coś pomierzyć. Tyle tytułem wstępu.
Dziś po terenie, byłem w spółdzielni w celu dopytania się o pewną sprawę, potem zjadłem wcześniejszy obiad i w sumie to zgodnie z planem miałem jechać na Piotrowice. Miałem, ale nie musiałem ... mogłem, ale nie chciałem. Jutro mnie ta niewątpliwa "przyjemność" już nie ominie, ale choć o jeden dzień ten fakt odłożyłem.
Co do celu to już wczoraj byłem telefonicznie umówiony na ploty o "gnojach życiowych" z Diobłem. Spotkanie na Batorym miało się odbyć późnym popołudniem, a ja miałem jeszcze chwilkę czasu, tak więc stwierdziłem że pojadę zobaczyć czy woda w stawach nie wyschła na zespole przyrodniczo-krajobrazowym "Żabie Doły" :) Znaczy puki co zespole, bo obszar ten już od jakiegoś czasu stara się o status rezerwatu - wg mnie słusznie.
Ładnie tam nie powiem, lecz dojazd był masakryczny dziś, czemu? ano przez wiatr, który nie dość że duł strasznie, do tego prosto w twarz - odbierając resztki przyjemności z pierwszej od 10 dni wycieczki rowerowej. Przemordowałem i mogłem przez Chorzów nawracać w kierunku Batorego. Przygoda: jedna, na zjeździe kierowca dostawczaka se drzwi otworzył, nie patrząc w lusterko - na szczęście wyhamowałem Krossiwem, które to dziś pełniło funkcję transportową. "Dziadek" spisał się całkiem, całkiem, lecz zaś coś skrzypi w pedałach przy mocniejszym nacisku, hmmm homoseksualisty czy suport? W wolnej chwili pomyśle nad tym :)
Później już spotkano z Marcinem i jazda na Rybaczówke, gdzie jeszcze dojechała Siostra ma, ze śpiworkiem mym => jeszcze raz dzięki za pranko :) Pogadali, sposmucili, poopowiadali, po planowali i mogli wracać, każdy w stronę swą.
Humor 3/10, Forma 5/10, Chęć zostania przejechanym przez TIRa mocne 8/10 - i na tym zakończę ....
========================================================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1135158161
Fotki:
Park Śląski i niesamowita fotka, pusto!!!!!

Jak na Chorzów to całkiem ładnie, obyło się bez pany - zainteresowani wiedzą o co chodzi xD

A tu trafiłem na ładny mural z legendą Ruchu Chorzów - szanuje w sumie

Ostatnie foto czyli standardowy widok na Starych Panewnikach, nie zgubił ktoś pieska???? :)

==========================================
Pomożemy?

===================================================
Zaczyna to jakoś wyglądać heh


Kategoria Rower
Podnamiotowo cz.3 => PTTK "Przegibek" - Rajcza + Kato
-
DST
28.90km
-
Kalorie 4938kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 3 czerwca 2018 | dodano: 06.06.2018

O czym to ja miałem na końcu ostatniego wpisu, a już wiem:
Dobra, kto rano wstaje, temu się daje, czy jakoś tak => mogliśmy zacząć działać.
Plan był prosty, ponieważ oba telefony były dość średnio naładowane (a do tego powerbanki się skończyły), trzeba było podkraść trochę energii ze Schronu ;] Kij tam z moim Kśiałomi, który z Kśiałomi wyssał jeszcze jakieś 43% ale Siostry już pomału kwiczał, a musieliśmy mieć pewność że choć jeden wytrzyma dzisiejsze Endo. Tak więc płeć piękna do środka szykować śniadanie, a część brzydsza składać bajzel :D U nas w rodzinie na tripach się nie bawimy w równouprawnienie, choć miałem dobrowolną pomoc w składaniu namiotu muszę przyznać :)
Śniadanie, plan na trip i jazda w trasę - wszak pogodę zapowiadają kapryśną ;/ Ruszyliśmy w kierunku Wielkiej Rycerzowej z celem zdążenia na 13:30 na BUSik z Soblówki do Rajczy, gdzie mieliśmy już bez stresu ocenić pogodę i do niej dostosować pociąg powrotny ;]
Wystartowaliśmy i w sumie ... brakło chmur burzowych, ciepło, sympatycznie (wśród kolejnego rajdu, tym razem pieszego), szliśmy moim jednym z ulubionych szlaków granicznych aż do rozwidlenia, gdzie Gocha olała szczyt i poszła (raczej słusznie) od razu do Schronu, zająć miejsce. Ja natomiast wdrapałem się na naszą najwyższą górkę tej wycieczki, po czym ponownie mogliśmy się spotkaliśmy, tym razem przy małym (ciepłym) piwku :) Jak wiadomo w Bacówce na Rycerzowej nie istnieje takie pojęcie jak prąd, no ale przy deficycie wody taki napój był i tak godny polecenia :D
Milutko się siedziało, zwłaszcza że mam ogromy sentyment do tego miejsca (w sumie tu zaczynałem przygodę z górkami), no ale zaczęło popadywać, niebo zaczynało się barwić w czarnych kolorach a i do BUSa zostało 1,40h. Szlaku zostało trochę ponad półtorej godziny, tak więc w dół ... ino zaś dwie opcję heh. Obie czasowo takie same, no ale żółtym już szedłem, a czarnym mogłem ponownie z Gochą zadebiutować :) Wniosek: żółty, przez mniejszą ilość luźnych kamieni (które mega spowalniają) jest szybszy xD
Schodząc i mijając się z pierdyliardem ludzi idących (na szczyt) prosto na burzę, na rozwidleniu, przed asfaltem wynikało że będziemy około 4-5 minut przed odjazdem.
I tak było, i co kur*a wyszło? że pan Marecki se pojechał za wcześnie, takie info przynajmniej na nas czekało w sklepie - do tego przed samym deszczem. Do pełni szczęścia doszedł fakt, że w sklepie terminal nie działał a nasz budżet wynosił trochę ponoć 11 złotych xD Ale trzeba przyznać że było fajnie, lokalni jegomoście mi polali dwa kielichy, Gocha dostała kwiatki z bramy weselnej, ogarnąłem bro na miejscu, do tego udało się kupić jakieś cygarety na sztuki, colę, piwo na drogę i mając przed sobą perspektywę ulwy mogliśmy ruszyć z buta te brakujące osiem kilometrów :) Wracając jeszcze na chwilę do pana (specjalnie z małej) Mareckiego to co za debil, minęliśmy go jeszcze potem raz w Ujsołach jak jechał nazot, ale nawet się na na przystanku nie zatrzymał - chyba się bał zjeby :D
Wyszliśmy, kwiatki coby się nie zmarnowały do flakonika przy kapliczce i ... lunęło, a nam się "oświecił" przystanek z zadaszeniem pośrodku niczego :D No przecież idealnie przeczekaliśmy (a lało tak że grypa murowana), popiliśmy i o suchości (do tego znajdując 5 złotych na poboczu) do Ujsoł, gdzie sklep (już z terminalem) po ciasto i pooglądać włości po dość średnio udanych (http://www.eska.pl/news/ujsoly_-_zajazd_w_straznic...) Kuchennych Rewolucjach Pani Magdy G. :D Do Rajczy prócz jednaj minimalnie stresującej sytuacji z przyjeżdżająca Policją z piwkiem w ręku, po jednym pitt Stopie doszliśmy na pizze :) Obiad wszedł bardzo dobrze, potem sklep, mycie butów w Solę, ponownie sklep (mhmmm, ogórki :D) i na mega spokoju "na berze", gdyż w związku że jeszcze mieliśmy wolną niedzielę w zapasie, na godzinę odjazdu wybraliśmy pociąg dopiero o 20.13 ;]
Na peronie jeszcze drobne upomnienie młodzieży że nie rzuca się śmieci na tory, chwila rozmowy z znajomymi ze szlaku i ... mogłem odpalać Morfeusza ... oczywiście po opróżnieniu zapasów :D Zostałem obudzony (a raczej wyrwany z fazy "REN" :D) pod Piotrowicami gdzie stwierdziłem że jeszcze zrobimy malutki spacer z psem, a ja uczynię se delikatne roztrenowanie. Tak też się stało, Siostra odprowadziła na przystanek, no ale po takim wysiłku jeszcze mi się zachciało McDonalda, po którym mogłem uderzać w kierunku wanny ;]
Wystarczyło ;)

==============================================
Trasy => Z Rycerzową ale ino do Soblówki => https://www.relive.cc/view/e1132442482
Oraz całość ... bez Rycerzowej xD
+ Kato, bez Reliva bo uciekł ;]
Fotki:
Poranek, a po przeciwległej stronie - kurnik xD

Jazda czerwonym


Widok na nasze cele tego dnia => po prawej Wielka (1226m n.p.m.), a po lewej Mała (1207m n.p.m.) Rycerzowa

Myk na górze, lekko spocony :)

Siostry widok na szczyt ...

... oraz mój widok na Bacówkę ;]

Następnie na czarny, który w początkowej fazie był super, później kamienie i aż do ...

... asfaltu xD

Jeszcze ino delikatnie podmokły przystanek zbawienny:D

Wiadomo

I nad Sołą skończyliśmy :)

============================================================
Nie żałuję niczego, w sumie zakładałem 70 kilometrów a wyszło prawie 64km z czego 59 poza Katowicami :)
Bardzo dobry wyjazd, gdzie naprawdę choć na chwilę wszystkie gnoje życiowe które się ostatnio zbierały zostały olane, a teraz wracamy do życia ... i gnoi xD
O takie toto wyszło

========================================================================
Co do poranka, to może była jednak grubsza sprawa? :D

Kategoria Góry
Podnamiotowo cz.2 => Sól - PTTK "Przegibek"
-
DST
19.62km
-
Kalorie 3606kcal
-
Aktywność Wędrówka
Piątek, 1 czerwca 2018 | dodano: 05.06.2018

Po spaniu, obudziliśmy się dość wcześnie ale jednak "klara" z nieba dała nam dość mocno popalić heh. Cali mokrzy wstaliśmy, Gośka wykorzystała opcje pogodową na opalanie się, a ja jakby nigdy nic przy zamkniętym namiocie dalej korzystałem z darmowej sauny :D Solarium i sauna normalnie za freeko heh.
=============================================================
Około 11:00 wyspany, otworzyłem se piwo i na spokojnie mogliśmy sobie patrzeć na kapitalny widok, który bankową umieszczę w galerii "fotkowej" :) Następnie, bez pospiechu posprzątaliśmy po sobie i mogliśmy znów przez jeżyny (sic!) zejść do miasta.
Po zejściu z górki pierw uderzyliśmy asfaltem do sklepu, gdyż prócz ogromnego "pypcia" na ogórki kiszone, zachciało mi się zimnej Coli - ot tak dla odmiany :) Sklep wiedziałem że jest koło dworca PKP-Sól, no ale na szczęście udało się znaleźć wcześniejszy, coby przynajmniej po 0,2l zakupić :) I tu trzeba zaznaczyć, że już miałem wychodzić z niego, gdyż jeden facet po prostu zrobił nam poranek. Takiego flegmatyka (młody synek, tak na marginesie) to już dawno nie widziałem xD
Przykład:
- Jest Keczup?
* (chwila) Jest
- A Pudliszki?
* (chwila) Tak
- A pikantny?
* (sprawdzę, chwila) Jest
- To nie chce
* XD
No dobra, nieważne. Z Colą w łapię poszliśmy w okolice w/w sklepu, zrobiliśmy zakupy => pierw trochę mniejsze (ale już z ogórkami :D), bo jednak trzeba było wejść na szczyt (do tego nie było Żubrów w puszce pfff) więc wzięliśmy tylko coś na tzw: wszelki wypadek, jakby tamten (w Rycerce Dolnej) był pozamykany i mogliśmy rozpocząć wchodzenie na Łysice. Aaaaa, jeszcze było delikatniutkie pomylenie kierunków, potok na szlaku gdzie Gośka stwierdziła że umyję se buta (:-D), popas i operacja wyciągania kleszcza z mojego uda. Lubią mnie zdecydowanie! Warto jeszcze zaznaczyć że tego samego dnia (ino później) jeszcze jeden, ale już taki konkretny po mnie łaził xD
Po "szczytowaniu" misja na dół do sklepu ... którego okazało się że już nie ma. Na całe szczęście to Beskidy, a nie jest Kotlina Kłodzka i jakieś 50 metrów dalej trafiliśmy do ABC ;] Zaopatrzeni, mieliśmy już tylko dwie opcje do wyboru: albo czarny szlak terenowy, który stety/niestety robiłem jakieś 4 lata temu i był fatalnie oznaczony, o tu http://lapec.bikestats.pl/1085073,Sol-Rajcza.html - moje mega początki na BeeSie (:D) albo po prostu nie kombinować i iść przez wioskę aż do Joneczkowych Rycerek asfaltem.
W sumie asfalt był niezłym pomysłem na mój przepakowany bagaż i jednak wybraliśmy szlak zielony, gdzie poprzez mały Pitt Stop nad rzeczką (który okazał się super w dechę) doszliśmy do końca drogi utwardzonej. Odcinek gruntowy to ino delikatne podejście które już nie raz robiłem, będąc na wakacjach w Mładej Horze. Delikatne, a jednak dało tak w kość bo już zaczynaliśmy być mega głodni.
=================================================
Wiadomo, udało się nam zamknąć szlak i wylądować na Przełęczy Przegibek, na której to mieliśmy spać pierwszego dnia xD. W Schronie pierwszą rzeczą którą zrobiliśmy to rzuciliśmy się na jakąś zupkę chińską, żeby cokolwiek zjeść. Także pierw po makaronie bolońskim, potem po jakieś tam smakowej i mogliśmy dość wcześnie zabrać się rozbijanie namiotu. Pole na start okazało się bardzo fajne, gdyż za 20 zł (w sumie) mieliśmy jeszcze dostęp do prysznica, którego w sumie brakowało, bo w chusteczki to mogliśmy się ewentualnie wysmarkać a nie się dokładnie umyć :)
Baza namiotowa postawiona i mogliśmy zająć się swoimi sprawami czyli Gośka odpoczynkiem, ja natomiast poleciałem jeszcze na Bendoszkę (1144m n.p.m.), żeby w końcu zrobić jakiś konkretniejszy szczyt tego wyjazdu ;]
Ruszyłem na szczyt (wg oznaczenia 0,20h na górę), porobiłem parę fotek, które pewno też umieszczę w relacji i mogłem rozpocząć schodzenie ...... a raczej zbieganie xD Ja pier**lę, nie wiem jak to nawet nazwać! Napiszę tak, znowu się nam udało, bo w kierunku Pilska i Babiej Góry była po prostu ściana deszczu, zaczęło grzmieć! Wiem że z rana też tam grzmoty towarzyszyły, ale tu po prostu nagle przestało nawet wiać - co wiedziałem że nie wróży nic dobrego. Zbiegłym jak najszybciej się da, wskoczyłem do namiotu i byłoby tyle w sumie .... u nas nawet kropla nie spadła :D
Mogliśmy jeszcze więc chwilę pogadać, odpalić jakieś piwko albo dwa (jedno przypadkiem wylać w namiocie xD) i prawie spokojnie udać się do spania. Czemu prawie? bo ponownie jakiś
===========
Ten "śmiech" mi niszczył BeeSa!!! Po bólach i mękach w końcu z fotkami :)))))))))
================
PS: nawet nie wiem z czego On miał siły płakać, ale tak nawalał że po prostu całe pole go słyszało. Czy to było najgorsze? nie, ale o tym w kolejnym wpisie :P
====================================
Trasa => Relive kajś uciekło, sorki xD
Fotki:
Nasza miejscówka na nocleg, niebo już przyjemne ;]

Gimbusy i fotka w lustrze :P

Gocha na yyy śliskim gruncie :D

A tu pokażemy, wejście i zejście z okolic Łysicy - 694m n.p.m.


Sztuka nowoczesna wprost z Rycerki Dolnej xD

Potok Rycerski i chyba jedyne prócz Siostry trzeźwe istoty w tamtych okolicach :D

Spokojne nabieranie wysokości

Pitt Stop w klimacie i każdy robi co lubi :P
Wyjątkowo na chwile odstawiłem piwo :D


W końcu na gruncie => godzina do Schroniska :)

Ostatni postój przed celem

Już samotne wchodzenie na ...

... na Bendoszkę Wielką (Będoszka jest również nazwą prawidłową) i ...

... szybka ucieczka, bo jak widać wyglądało to co najmniej średnio xD

Szkoda że zaś przez noc świeciły ino cztery gwiazdki na niebie (i dwie naziemne :P), no ale choć deszcz nas ponownie ominął :)
============================================
No nic, z wiekiem może mi przejdzie, ale puki co ....
Kategoria Góry
Podnamiotowo cz.1 => Zwardoń - Sól
-
DST
15.26km
-
Kalorie 3582kcal
-
Aktywność Wędrówka
Czwartek, 31 maja 2018 | dodano: 04.06.2018

Dzień dobry. Sorka za obsuwę w pisaniu :P

Tak, niedziela była leniwa, nie żałuje :P
============================================================
Do konkretów.
Od czego by tu zacząć? w sumie chyba najlepiej od genezy.
Tak więc już przy końcu zeszłego tygodnia zostało ustalone że ja i Siostra ma, mamy wolny piątek (Gocha nawet kapkę więcej niż ino piątek xD) i można by coś wykombinować ;]
Od paru lat już w sumie tradycją stało się że na okres "bożociałówki" wyjeżdżam w górki - w tym roku więc nie mogło być inaczej :) Oczywistą również sprawą było że jedziemy pod namiot, rok temu było fajnie to i w tym powtórzymy i przynajmniej nie będzie trzeba noclegu załatwiać :)
Szlak wstępnie został ustalony na trasę: Zwardoń - W. Racza - Przegibek - Rycerzowa - Soblówka - Krawców Wierch ewentualnie Lipowska i Milówka - 66km, a jak nie będzie sił to z Krawcowa do Złatnej i na busik do Rajczy - 51km. Wystarczy, bo po a) po co gonić?, a po b) jednak z ciężarem i domkiem na plecach pójdziemy, więc nie ma co się forsować:)
==================
Prawie wyszło, ale od początku. Start został ustalony na godzinę 7:30 na pociąg do Tychów Lodowiska, coby w Piotrowicach przesiąść się na cug właściwy, odjeżdżający o godzinie 7:42. Wstałem sobie po 6:00 rano i ........... ponownie (sorki jeszcze raz) usnąłem, po czym zostałem brutalnie obudzony telefonem przez Gochę o 7:40 xD No powiedzmy że średnio, choć na całe szczęście za godzinę był następny, tym razem jadący już ode mnie z wioski, ale coby nie denerwować jeszcze bardziej Siostry wsiadłem we wcześniejszy i poczekaliśmy już wspólnie w Piotrowicach.
Pociąg przyjechał planowo i w sumie mogliśmy rozpocząć naszą grubo ponad dwu-godzinną podroż do miejsca docelowego. Żeby obyło się bez komplikacji, też nie mogę napisać. To że pociąg przyjechał zawalony ludźmi, to się spodziewałem (długi weekend) i założyłem że do Bielska może być ścisk. Był, ale był też Żuberek, tak więc spokojnie jechaliśmy aż do okolic Żywca, gdzie usiedliśmy ... a obok nas przysiadła się atrakcja czyli
Także ten tego, przemęczyliśmy drogę i w Zwardoniu wyruszyliśmy na szlak czerwony w kierunku Wielkiej Raczy. Szlak już nam znany, bo kiedyś go robiliśmy aczkolwiek tym razem kolejną atrakcją był rajd rowerowy, który se tam nas mijał co chwilę i trzeba było uciekać na boki żeby nie zostać rozpłaszczonym. Czyli standardowo - szlak, szlakowi nie równy heh.
Doszliśmy do jakiegoś tam punktu wodno - kontrolnego i niestety przegraliśmy z deszczem => trochę pod parasolem, trochę pod namiotem, po przymusowej przerwie ruszyliśmy dalej ale ... już bez szlaku. Jak już go ponownie znaleźliśmy (nawet na jakimś słowackim szczycie, wynika z Reliva) to zeszliśmy w złą stronę :-D Poznaliśmy się po paru chwilach na polance gdzie odpoczywaliśmy ;) No trudno podchodzić się nie chciało, do tego Raczę i tak chce kiedyś zrobić od słowackiej strony (mam nadzieję że Łukasz to czyta :D) tak więc zmieniliśmy plan i poszliśmy w kierunku Soli, gdzie miał nastąpić nocleg. Nie wnikajcie, ale napisze ino że ten odcinek był dosyć ciężki w stylu "na lewo most, na prawo most" czyli trochę chwiejnie było hehehe :D
Coś takiego wyszło heh

Znaleźliśmy sklep (na dzwonek), ogarnęliśmy jakieś ziemniaki, wuszty oraz inne dobroci i ruszyliśmy w górę z nadzieją na jakąś polankę, żeby się gdzieś się po cichu rozbić z namiotem. I co? znowu nam się upiekło, bo łąka super klimatyczna, a do to jeszcze w naszym miejscu gdzie mieliśmy spać czyli na schronisku na przełęczy Przegibek następnego dnia lało - zobaczyliśmy to dopiero z rana, ale byśmy ładnie zmokli :) Jedynym gnojem były całe moje poharatane nogi bo niestety przechodziliśmy przez jeżyny, no ale tak to ogólnie w dechę: prosto, ładny widoczek, ognisko, nawet drzemka była (:P), kartofle, śpiewy starych dobrych polskich hitów grubo w nocy i mogliśmy się udać się na odpoczynek ;]
=============================================================
Trasa => https://www.relive.cc/view/e1131931986
Fotki:
Pociąg skończył, my ruszamy ;]

Ekipa wyjazdowa na pierwszej górce :)

Pozytywne (i smaczne) atrakcję ...

... i te trochę mniej, choć rowerzyści grzeczni

Chwila spokoju :) ...

... pewno przez to że tu parę osób utknęło, nie dziwie się i winszuje temu co walczył "na młynku" ;]

Popas w klimacie standardowym :)

Ekipa na granicy, za Gochą kolejna atrakcja :D


No my tak nie umiemy ;)

Daliśmy radę inaczej ;)



Każdy orze jak może :D
W górę gruntowo ...
... w dół już asfaltem ...
... i nic już nam na głowy nie spadło :)
Bonus z polanki => tęcza się nam zrobiła i jeszcze dodatkowo dodała uroku :)

Popas właściwy, kiełbasy już zjedzone heh

Pojedli, umyli się ... i do spanka :)
Druga część (z trzech) może nawet dziś, puki co bikestats wariuje, a i babuszka czeka ...
===============================================================
My akurat mogliśmy :P

PS: Siostra, do nich nam jeszcze daleko :D
Kategoria Góry



