NOSPR wieczorną porą
-
DST
32.25km
-
Czas
01:41
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 6 marca 2020 | dodano: 07.03.2020

Kolejne malutkie kręcenie za mną, ale pierw raport Majkowy ;)
Cóż, po sterylizacji pierwsze kroki po "głupim Jasiu" były (patrz poniżej) dość średnie, ale kotek pomału wraca do zdrowia :]
Co do samej jazdy to już w pociągu sprawdziłem sobie pogodę i stwierdziłem że w sobotę raczej nie pojeżdżę :/. Zrezygnowałem więc z tradycyjnego piwa po pracy i po szybkich warzywach na patelni postanowiłem wykręcić chociaż gluta. Celu sobie nawet nie ustaliłem i po prostu pojechałem przed siebie :]
Pierw Brynów (Żak ciągle szuka jeleni do pożyczenia kasy), następnie Załęże, Tysiąclecie i melduję się w Parku Śląskim. Nawet było tam całkiem sympatycznie (nie było dużo ludzi) ale nie zabawiłem tam zbyt długo, bo wpadłem na plan odwiedzenia NOSPR-u.
Zanim jednak tam dojechałem to nastąpiła mała atrakcja bo prawie zostałem "skasowany" przez autobus ... wyjeżdżający z zatoczki bez kierunkowskazu!! Muszę jednak uczciwie przyznać że Pan kierowca zachował się OK i "przeprosił" awaryjnymi - nie do wiary xD.
Przy Spodku chwila na fotki i mogłem wracać. Napisałbym że klasycznie przez D3S ogarnąłem piwo na Piotro ale ... nie mogę. Misja przenosin jeża z trasy biegaczy do lasu to było nic - gorzej że wracałem z awarią tylnego koła. Coś się zakleszczyło, coś popsuło, nie wiem - nie wnikam. Jak tak dalej pójdzie to będę zmuszony wyciągnąć Krossiwo z garażu, bo chyba one jest bardziej sprawne heh ;).
Trasa:
Fotki:
Brynów dalej kopci xD

Żyrafa i jakoś niebieski pasek. Ozdoba? XD

Lamy też musiały się znaleźć w relacji heh

Szwedzki z postoju na czerwonym świetle ;)

NOSPR + UuuuuFO



Z powrotu:
DDR-ka z kostki, ale za podstawkę na światłach mega plus ;)

Widać, że nic nie widać heh

D3S => puściutko, aż dziwne :)

A na koniec jeż, co jesz? :P


Dobrze że miałem rękawiczki, kolega wrócił do lasu :)
===============
Pomimo awarii miałem jeszcze siły żeby coś dokręcić, no ale wiadomo ...

... Majka ma dwa razy dziennie tabletki do zjedzenia.
Mamcia czuwa :DDDD
Kategoria Rower
Na śniadanie
-
DST
23.54km
-
Czas
01:11
-
VAVG
19.89km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 marca 2020 | dodano: 04.03.2020

No i nastał dzień wolny od pracy - tym razem przymuso(koto)wy. Ja jak najbardziej rozumiem fakt, że satyryczny pomysł jednej z grup na Facebooku pod tytułem: 500+ na każdego kota nie MIAU racji bytu, no ale już ten jeden dzień opieki nad zwierzakiem domowym mogliby uchwalić :D. Bombelki mają takowe dwa, a przynajmniej u mnie w firmie i tak jest to traktowane jako dwa dodatkowe dni urlopu do puli, bo przecież jak dziecko chore ... to się bierze L4 na dziecko, a nie wolne wykorzystuje xD. Kandydat na prezydenta (nie, PAD nie) który to zaproponuje ma mój głos :]
Nieważne - jeden dzień urlopu mnie nie zbawi, kolejna kasa (+ -330zł) zostawiona u weterynarza też nie! Wiecie co jest najgorsze? Na zabieg sterylizacji umawiałem się w mega (Arya) średnich okolicznościach i pewno Pan Kotoktor mi gadał że Majka ma być na czczo, ale ... uciekło xD. Oczywiście nie byłbym sobą jak bym sobie nie poczytał co i jak, więc wczoraj po pracy szybki telefon na Prusa i oczywista oczywistość => "obiad" skromny, a od około 19:00 post bo to przecież zabieg na otwartym brzuchu. I teraz bądź tu człowieku mądry: kot który absolutnie nic nie zrobił i grzecznie sobie spał, dawał się drapać, nagle zostaje odcięty od pożywienia xD. Dziecku wytłumaczysz i albo będzie ryk, albo foch, albo co, a kot się patrzy i nie wie co się dzieje xD.
Przechodzimy więc do meritum. Noc nawet spoko spłynęła, wstaję rano i ... czuję głód. Ehhh, człowiek by w kiblu zjadł albo zamknął się w małym pokoju za zamkniętymi drzwiami, no ale zapachy zostaną. Nie mogłem tego zrobić kotu heh.
BTW: wszystkie kwiatki wylądowały na szafie/szafach xD

Szybko więc galoty na tyłek i wyprowadzam Szkodnika przez Ligotę i Panewniki na Rybaczowkę. Plan na trasę miałem trochę inny, ale wycinka i kupa marasu więc nawrót. Na celu popas i nazot przez Zarzecze do bazy. Nic (rowerowego) do opisywania. W domu szybko kota do transportera i rura na Ochojec.
Trasa:
Fotki:
A miałem pojechać od strony Obwodnicy - no cóż ...

BTW xD

Rybaczówka

Starganiec

Ops ...

I na Piotro

=====================
Bobery, liczę na was :D

PS: Godzinę czekam z na umówioną z kotem na 13:00 wizytę xD
GryPAPA (prawie) więc Kamionka i ... PAna xD
-
DST
33.82km
-
Czas
01:41
-
VAVG
20.09km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 marca 2020 | dodano: 02.03.2020

Dość niespodziewanie zrobiła mi się "dziura" w treningach rowerowych, ale w sumie jest ona usprawiedliwiona. Pierw musieliśmy ogarnąć psie spawy, później nie było humoru do jazdy, następnie ogarnialiśmy misje schroniskowe, a po tym wszystkim ległem w wyrze z grypą pfff. Nagrzałem sobie w domu gdzieś do miliona stopni co jak widać po powitałce komuś zupełnie nie przeszkadzało :D. Dobrze że choć po a) i tak warunków do jazdy zbytnio nie było, a po b) kot skorzystał :]
BTW:

Ja tam takich problemów nie mam :P
===============
Już wczoraj (sobota) mega mnie korciło coby wsiąść na rower ale ogromna ilość bakterii, która podczas ostatniego tygodnia pewno rozwinęła się do małej cywilizacji zmusiła mnie do wywietrzenia mieszkania (szyby se przy okazji umyłem sesese) i zrobienia ze trzech prań xD. Później już było późno, więc stwierdziłem że w sumie to mi się chce ogniska :)

Ognisko które to jak się okazało prawie wszyscy olali (Łukasz na gotowe przejechał :D => i tak dzięki! :]) się jak widać udało. Pojadłem i przez wannę udałem się do wyra :).
====================================
Od piwa przez ból gardła trochę się odzwyczaiłam i na ognisku wypiłem tylko dwa, więc w sumie od rana mogłem kręcić. Mogłem, ino po co? :P. Wyspałem się, wypiłem kawkę, zjadłem obfite śniadanko i ubrany jak Eskimos na temperaturę w granicach -100*C mogłem przed godziną 13:00 wyruszyć ...

(xDDDDD)
... w sumie nie wiem gdzie.
Pierwotnie obrałem kierunek na Mikołów i Tychy, no ale powiedzmy że coś mnie zablokowało xD:

Przed centrum Mikołowa skręciłem na DK-44, następnie 81 i postanowiłem pierwszy raz w historii zobaczyć jak wygląda Wzgórze Kamionka - 327m n.p.m. Aż dziwne bo mieszkam tu tyle lat, tą górkę widzę praktycznie od zawsze, a nigdy na jej "szczycie" nie byłem. Skandal :P
Wjechałem, zobaczyłem i w sumie ... to chyba więcej tam nie będę heh.
Później zjechałem ponownie do Katowic, przejechałem Panewniki i postanowiłem nie wracać do domu bo całkiem przyjemnie się jechało. Dojechałem na ... ul. Kłodnicką w Ligocie i poczułem tańcowanie tyłka. Tym razem to nie był jednak tyłek Majki ...

... która przechodzi ostatnią w swoim życiu ruje, ino moja tylna opona xD. Tak, nie jeżdżę na Dębicach to mam :D
Wymiana dętki poszła nawet dość sprawnie, ale w tym miejscu muszę napisać parę słów do Diobła, który to się śmieje że naprawy zawsze czynie w lateksowych rękawiczkach. No dziękuję, tyle psich gówien co leżało koło mnie to było jakieś mistrzostwa świata :-\
W warunkach raczej mało pachnących dokończyłem naprawę i stwierdziłem że jak nic muszę jechać na myjnię żeby te odchody zmyć z opon. Myjnie (za zeta ;p) ogarnąłem i mogłem pojechać na miejsce wczorajszego ogniska zobaczyć jeszcze do końca czy nie zostawiliśmy jakiś śmieci. Było czyściutko ^_^
Trasa:
Fotki:
A na dzień dobry w dniu dzisiejszym Pan Tateł xD


XD
Widok z Mikołowa na góry ...

... i Kato

Wzgórze Kamionka ...


... i widok z jego okolic

Pfffff


A na koniec coś z Piotrowic ...

... i z miejsca naszego ogniska ;]

Ławeczki są tam takie od zawsze :P
Ogłoszenia parafialne:
=> skoro ten wpis publikuję 02.03 to wszystkiego najlepszego dla Siostry z okazji urodzin :)))
=> gratulacje dla Kuzyna, który w końcu zakończył zdobywanie Korony Gór Polskich
=> gratulacje dla Marzeny i Łukasza za (chyba) ustalenie daty ślubu
=> gratulacje dla Gochy bo w sprawie adopcji Marshalla została tylko ona i jakiś Pan - bankowo się mniej nadaje od niej/nas :P :DDD
BTW:

=> i na koniec gratulację dla mnie ... bo dziś zaś wstałem z chrypą pfff
==========================
Co do podsumowania miesiąca to w sumie coś się przejechało, ale ciągle szału (i formy) nie ma.
Lepszy jednak rydz ... niż nic :P

Butnie bankowo się nie spodziewałem że luty zakończę z trójką z przodu, bo w górach byłem ino raz. Na wynik złożyły się jednak aż 27 dni gdzie przedreptałem mój cel z opaski czyli 8000 kroków+ ;]

Do następnego :]
====================
Mosina brzmi znajomo coś :P
Tomek zainteresowany ?:D

Kategoria Rower
DPD 4/2020
-
DST
30.00km
-
Czas
01:27
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 18 lutego 2020 | dodano: 18.02.2020
Bees z gór jest praktycznie napisany i wczoraj miałem go publikować. Niestety, kolega Zientas w czwartek (Ewelina dopiero wczoraj mnie poinformowała) wylądował w szpitalu z zatorem płucnym i oderwanym skrzepem w prawym płucu. Po pięciu dniach jest już znacznie lepiej, ale no odwiedzać kolegów w szpitalu nie lubię :\
Dziś dla delikatnego oczyszczenia głowy postanowiłem pojechać na kole do pracy.
Przepracowałem pół dnia i dostałem telefon od Gochy, gdzie padło stwierdzenie że jak możesz to się zwolnij i przyjeżdżaj na Ochojec. Niestety, wykonaliśmy czynność której każdemu właścicielowi zwierzaka nie życzę ...
Śpij słodko Arya!!! :((

Z Czarnej na Barana do Czarnej ;]
-
DST
20.05km
-
Kalorie 2711kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 16 lutego 2020 | dodano: 19.02.2020
Dodaje zaległy wpis z gór.
Śmiechy se daruje, a tekst (który był napisany grubo przed wczorajszą psią informacją) zostawię taki jaki był.

Wczorajsza gonitwa i moja i Łukasza (rodzina tour) miała na celu jedno => wykorzystać niedzielę na jakieś górki i jeszcze trochę pooglądać te białe coś, co leży (albo powinno leżeć) zimą na ziemi heh. Ogólnie to dość nieźle wychodzi bo po śniegu w tym sezonie chodziłem chyba więcej od Morsa :DDD
===================
Ustawka u mnie i rura do miasta znanego z Małysza, ciulatego rynku, dość sympatycznych górek i ponoć ... ze śniegu zimą xD
Jak nic dwa metry :P

Co do szlaku to wybraliśmy opcje wejścia z Wisły Czarne na Baranią Górę, gdyż ani ja ani kolega nie mieliśmy tego odcinka odhaczonego na mapie.
O takie coś wymyśliłem:

Ja już w sumie kiedyś tym szlakiem szedłem (Kuzyn na pewno kojarzy akcję z nowoczesną lateksową skarpetką xD), no ale wtedy nie istniało jeszcze Endomondo. Trzeba było więc coś z tym zrobić :). Kurde, człowiek to wspomina jakby nie wiadomo jak dawno temu odbył się ten wyjazd, który to zapoczątkował nasze zimowe tripy :)
========================
Droga autem do Wisły spłynęła gładko, a później niestety zaczęły się jakieś objazdy które to spowolniły nas w stopniu znacznym xD.
Łukasz przynajmniej zimówki se przetestował heh :D

Parking (darmowy) również się udało fajnie zlokalizować (ten trochę dalej był płatny - 6 zł) i mogliśmy ruszyć jak się wydawać miało nudnym asfaltem. Na całe szczęście ów asfalt był pokryty śniegiem więc nawet całkiem sympatycznie przeszło się do szlaku właściwego, gdzie pozostało nam mozolnie nabierać wysokości i po około dwóch godzinach zameldować się na szczycie ;].
Super że od tej strony drzewa robią doskonałą robotę jako wiatrochron, bo tylko słyszeliśmy jak nam nad głowami wiatr duje xD. Można rzec że gdybyśmy poszli od Węgierskiej Górki to pewno by nas wróciło z powrotem do auta heh. Tamtą stronę zaatakował kornik i niestety ogromne ilości lasu zostały wycięte.
Co się odwlecze to jednak nie uciecze więc na szczycie wystaliśmy tylko parę chwil i nastąpiła ucieczka.
Kolejny odcinek do schroniska na Przysłupie to już bardzo spokojny dukt z milionem osób nas mijających, ale za to z kapitalnym widokiem na Tatry :-). Oczywiście jak sikałem to "zza winkla" musiała się jakaś laska wynurzyć xD.
Kolejnym punktem był odpoczynek schronisku i popas. Łukasz kupił sobie ponoć dość dobry żurek, a ja miałem zrobione w domu hamburgery z colą. Bardzo dobre, aczkolwiek wolałbym żebym jadł i popijał Colą, a nie hamburgery nasączone Colą xD. Rada dla wszystkich: jak już nosicie raki w plecaku to jednak lepiej jest wybrać też opakowania szklane, a nie plastikowe. Nie wnikajcie - czerwony plecak już uprany sobie w łazience schnie xDDD.
Po wizycie w schronie nastąpiło mycie wnętrza plecaka w śniegu i mogliśmy zacząć schodzić. Bardzo fajnie się szło, szlak też jakoś do wyjątkowo stromych nie należał i nie wiedząc kiedy znowu weszliśmy na jakąś pożarówkę wiodącą wzdłuż rzeczki (giry oczywiście zamoczone :p) i weszliśmy na nudny asfalt, którym to domknęliśmy pętlę. Ten odcinek od rzeczki do auta niestety już się bardzo dłużył ...
O ile część butna się dłużyła, to nie wiem co napisać o wyjeździe z Wisły xD. Korek gonił korek, a poluzowało się oczywiście w chwili gdy szedłem sobie obok auta => dzięki Łukasz za poczekanie, darmowy transport, ściepę na karmę dla kotków i oczywiście towarzystwo :-).
Zaś oczywiście miałem się nie rozpisywać, a wyszło jak zwykle :D
Trasa:
Fotki:
Początkowy odcinek


I tu już zaczyna się zabawa ;)


Wodospadzik ;]

Milusio :]

Wariaty xD

Dalej szlakiem :)



Tartaki po raz pierwszy

Szczyt


Wiało xD
Jak wiatru nie słychać to o tu => https://www.youtube.com/watch?v=yNfqtHn1MtU&featu... proszę :)

Ponownie Tatry


A my dalej szlakiem

Schron

I w dół ^_^



Asfalt, znaczy chyba ;)

No dobra - asfalt ;)

Moczenie stupek


I do auta :)

Śmiechy se daruje, a tekst (który był napisany grubo przed wczorajszą psią informacją) zostawię taki jaki był.

Wczorajsza gonitwa i moja i Łukasza (rodzina tour) miała na celu jedno => wykorzystać niedzielę na jakieś górki i jeszcze trochę pooglądać te białe coś, co leży (albo powinno leżeć) zimą na ziemi heh. Ogólnie to dość nieźle wychodzi bo po śniegu w tym sezonie chodziłem chyba więcej od Morsa :DDD
===================
Ustawka u mnie i rura do miasta znanego z Małysza, ciulatego rynku, dość sympatycznych górek i ponoć ... ze śniegu zimą xD
Jak nic dwa metry :P

Co do szlaku to wybraliśmy opcje wejścia z Wisły Czarne na Baranią Górę, gdyż ani ja ani kolega nie mieliśmy tego odcinka odhaczonego na mapie.
O takie coś wymyśliłem:

Ja już w sumie kiedyś tym szlakiem szedłem (Kuzyn na pewno kojarzy akcję z nowoczesną lateksową skarpetką xD), no ale wtedy nie istniało jeszcze Endomondo. Trzeba było więc coś z tym zrobić :). Kurde, człowiek to wspomina jakby nie wiadomo jak dawno temu odbył się ten wyjazd, który to zapoczątkował nasze zimowe tripy :)
========================
Droga autem do Wisły spłynęła gładko, a później niestety zaczęły się jakieś objazdy które to spowolniły nas w stopniu znacznym xD.
Łukasz przynajmniej zimówki se przetestował heh :D

Parking (darmowy) również się udało fajnie zlokalizować (ten trochę dalej był płatny - 6 zł) i mogliśmy ruszyć jak się wydawać miało nudnym asfaltem. Na całe szczęście ów asfalt był pokryty śniegiem więc nawet całkiem sympatycznie przeszło się do szlaku właściwego, gdzie pozostało nam mozolnie nabierać wysokości i po około dwóch godzinach zameldować się na szczycie ;].
Super że od tej strony drzewa robią doskonałą robotę jako wiatrochron, bo tylko słyszeliśmy jak nam nad głowami wiatr duje xD. Można rzec że gdybyśmy poszli od Węgierskiej Górki to pewno by nas wróciło z powrotem do auta heh. Tamtą stronę zaatakował kornik i niestety ogromne ilości lasu zostały wycięte.
Co się odwlecze to jednak nie uciecze więc na szczycie wystaliśmy tylko parę chwil i nastąpiła ucieczka.
Kolejny odcinek do schroniska na Przysłupie to już bardzo spokojny dukt z milionem osób nas mijających, ale za to z kapitalnym widokiem na Tatry :-). Oczywiście jak sikałem to "zza winkla" musiała się jakaś laska wynurzyć xD.
Kolejnym punktem był odpoczynek schronisku i popas. Łukasz kupił sobie ponoć dość dobry żurek, a ja miałem zrobione w domu hamburgery z colą. Bardzo dobre, aczkolwiek wolałbym żebym jadł i popijał Colą, a nie hamburgery nasączone Colą xD. Rada dla wszystkich: jak już nosicie raki w plecaku to jednak lepiej jest wybrać też opakowania szklane, a nie plastikowe. Nie wnikajcie - czerwony plecak już uprany sobie w łazience schnie xDDD.
Po wizycie w schronie nastąpiło mycie wnętrza plecaka w śniegu i mogliśmy zacząć schodzić. Bardzo fajnie się szło, szlak też jakoś do wyjątkowo stromych nie należał i nie wiedząc kiedy znowu weszliśmy na jakąś pożarówkę wiodącą wzdłuż rzeczki (giry oczywiście zamoczone :p) i weszliśmy na nudny asfalt, którym to domknęliśmy pętlę. Ten odcinek od rzeczki do auta niestety już się bardzo dłużył ...
O ile część butna się dłużyła, to nie wiem co napisać o wyjeździe z Wisły xD. Korek gonił korek, a poluzowało się oczywiście w chwili gdy szedłem sobie obok auta => dzięki Łukasz za poczekanie, darmowy transport, ściepę na karmę dla kotków i oczywiście towarzystwo :-).
Zaś oczywiście miałem się nie rozpisywać, a wyszło jak zwykle :D
Trasa:
Fotki:
Początkowy odcinek


I tu już zaczyna się zabawa ;)


Wodospadzik ;]

Milusio :]

Wariaty xD

Dalej szlakiem :)



Tartaki po raz pierwszy

Szczyt


Wiało xD
Jak wiatru nie słychać to o tu => https://www.youtube.com/watch?v=yNfqtHn1MtU&featu... proszę :)

Ponownie Tatry


A my dalej szlakiem

Schron

I w dół ^_^



Asfalt, znaczy chyba ;)

No dobra - asfalt ;)

Moczenie stupek


I do auta :)

Kategoria Góry
Pierwszy Trollking wiosny (raczej) nie czyni :)
-
DST
50.19km
-
Czas
02:25
-
VAVG
20.77km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 15 lutego 2020 | dodano: 17.02.2020
Nowa jednostka miary już na dobre się w Katowicach przyjęła :D

Piątek tym razem upłynął mega spokojnie => ogarnąłem se na chacie i trochę odpocząłem przed zbliżającym się aktywnym weekendem :]
Poza tym wziąłem przykład od najlepszych ;]

Dziś musiałem wstać jak na mnie o mega nieludzkiej porze bo przed 8:00 rano. Niestety, między 9:00 a 10:00 miałem zapowiedzianą wizyta kominiarza, następnie byłem umówiony z Łukaszem na jakąś lajtową pięćdziesiątkę, a popołudniu zgrałem się z Gochą na spacer po lesie. Było więc co robić :)
Pogoda była bardzo satysfakcjonująca, ale stety/niestety oboje mieliśmy czas maksymalnie do godziny 14:00, więc na cel ustaliliśmy Chudów ...

... bo jak trzeba zobaczyć, to trzeba :). To że po raz 67554 to inna spawa, nieważne :P
Wystartowaliśmy o godzinie 10:00 i trasą prawie klasyczną dojechaliśmy do zamku. Urozmaiceniem był ino fakt, że na DDR-ce w Śmiłowicach "wyrosła" furtka z kłódką więc musieliśmy pokombinować trochę inaczej coby wjechać do Paniowych.
W Chudowie uzupełnienie płynów i rura nazot. Brakło by nam do "pięćdziesiątki" jakbyśmy wracali klasycznie, więc minęliśmy Borową Wieś, Halembę, Kochłowice (i ich durny podjazd xD) i wylądowaliśmy na Rybaczówce gdzie ustalił się plan na niedzielne góry => BeeS pewno jutro :). Po nawodnieniu jeszcze chwila razem i na Ligocie każdy pojechał w swoją stronę - Łukasz na Brynów, a ja dokręcając jeszcze do założonego dystansu na Piotro ;]
Trasa:
Fotki:
Akademiki i sklep :P

Klasycznie => warunki w lesie dobre ;]



KWK Halemba ze szlaku

Śmiercionośne drzewa przed Chudowem :P

I na celu ;]


Kolejny las (Halemba - koło Biedry) zaczął odrastać ;]

BTW: da się? DA!!

Dwie fotki z Rudy Śląskiej ...


... i ostatnie "klachanie" na panewnickiej Rybaczówce :)

Tu niestety las jeszcze nie odrasta ;/

===============================
Po rowerze na szybko do domu odstawić Szkodnika i ...

... jazda na autobus do Gochy i psa na tuptańsko po krzokach :D
Trasa:
Fotki:




Było by :]
===============================
Przed śmiechem poruszę jakże ważny temat dofinansowania TVP, albo nie ... nie poruszę bo i po co?
Taki pasek se napisali (ponoć) na początku piątkowych wiadomości. No JPierd ... !



BTW: ruszyła kampania wyborcza :DDD

========================
Dobra tam, mamy ważniejsze sprawy aniżeli TVP i el Prezidente ;]
Wszystkim kociarzom i kotkom wszystkiego najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Kota ;)))

BTW: Pozdro dla Pchłoznania :DDDDD

Kategoria Rower
DPD 3/2020
-
DST
29.45km
-
Czas
01:33
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 13 lutego 2020 | dodano: 13.02.2020

Podobne oczy i wyraz yyy pyska(?) miałem wczoraj jak zobaczyłem prognozy i stwierdziłem że wichury się uspokoiły heh. Na całe szczęście ostatnie dni i tak miałem zarezerwowane (dzięki Janiol jeszcze raz) na sprawy związane z TV ;].
Telewizor wisi na ścianie, szafka poskładana (Ikea i tak ssie) więc można było wrócić do bardziej aktywnego stylu życia zwłaszcza że ... Majce się chyba ruja zaczęła xD. Raz nic ino głaskaj, raz a spadaj ode mnie, piszczy, miauczy, marudzi i nom stop trzeba uważać coby jej nie nadepnąć, bo tarza się po podłodze dosłownie wszędzie xD. Za około miesiąc sterylizacja, ale ten pierwsze "okres" trzeba przeczekać ;]
======================================
Budzik na 5:30, ogarnięcie się i 6:10 ruszyłem w kierunku roboty.
Take ponad pięć minut zapasu było zbawienne bo ...

... no ślisko było ;)
Spokojnie, bez gonitwy dojechałem (klasycznie) do Szopienic gdzie fotka ...

... i z trzyminutowym zapasem czasowym zameldowałem się w robocie. Na plus bankowo fakt że, coraz więcej jeżdżę "po widnemu" i cudowna zielona fala => zatrzymałem się ino dwa razy ... fotki zrobić :D. O temperaturze nic nie napiszę bo wiadomo :P
Po robocie nazot do domu przez Nikisz, Gisz, lasem ...

... przez DK-81 ...

... coby na końcu "skrótem" (xD) Łukasza ...

... dotrzeć do bazy :]
Jutro (możliwe opady między 14:00 a 16:00) pewno pojadę pociągiem, ale na weekend jak wszystko wypali to ustrzelę hattricka => rower, spacer i góry :))). Ognisko se poczeka sesese :p
=============================
Jutro walentynki więc zakochanym dużo miłości życzę :)
U mnie klasycznie :DDDDDDDD

Kategoria Rower
Myjnia
-
DST
31.25km
-
Czas
01:38
-
VAVG
19.13km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 lutego 2020 | dodano: 10.02.2020

Od ostatniego wpisu praktycznie mnie w domu nie było xD. W czwartek dentysta (całe szczęście Pani znalazła tylko trzy ubytki, więc za około miesiąc będę miał "ryj czysty" ;p), w piątek pierw wizyta u rodziców, a później rundka z psem. Dzisiejszy dzień postanowiłem więc wykorzystać na chwilę z kotem, którego to ostatnio trochę zaniedbałem. Majka została wygłaskana w stopniu znacznym, po czym poszła spać więc uznałem że zostałem zwolniony z kocich obowiązków sesese ;).
Naczelnym planem na dziś było pożegnanie na Batorym Grzegorza, który to wraca do dojczów. No ale to dopiero o 16:30 więc miałem chwilę coby sobie umyć rower ;]. Skoro jednak rower i tak "szedł" do prania to obowiązkiem wręcz było jeszcze mocniejsze go uwalenie => oki, las :D. Kurtka i galoty przecież też były do prania ;)
Na start pomyślałem o Chudowie, ale wyliczyłem że może mi czasu braknąć a gonić się nie zamierzałem. Pokręciłem więc po okolicy, uwaliłem się od stóp do głów i zadowolony wróciłem na chatę, gdzie szybkie ogarnięcie kota ...

... i rura na autobus ;].
Rowerowo w sumie nic ciekawego się nie działo. Jeden facet w Oplu ino mi coś na ul. Owsianej gadał przez szybę => pewno o tym że w lesie mam dukt rowerowy po czym ... zajechał mi drogę. Debil xD. Olałem, bo i tak nic nie słyszałem - jechałem w słuchawkach :P
W niedzielę pierw się wyspałem, następnie zrobiłem i zjadłem obiad, później kolejne psie kilometry ...

... i pojechałem na spotkanie do Łukasza i Marzeny - męczący to był weekend xD. Na końcu nawet gadać mi się nie chciało xDDDD.
Trasa:
Fotki:
Leśnie ;]

KWK Halemba i polanka po odwiedzinach dzików ;]

Nazot do lasu :)

Następnie zobaczyłem jak idzie budowa domku Arka Milika na Starych Panewnikach ;]

I nazot do lasu => w końcu (po roku!!) drzewka posadzili :)

Się działo

Czyścioch :)

Piotrowice - okolice Kolejarza => posprzątali miejsce na ognicho :)
Kiedy coś palimy? Kartofla bym zjadł :P

Druga część dnia i obiad w formie na szybko :)


Mój był bez hrabonszcza :D
Zachodzik z Chorzowa

I na sam koniec wklejam mega rzadkie zdjęcie Diobła z kielonem :DDDD

====================================
Dziś miało być DPD, ale nie wyszło => i dobrze bo warunki jak poniżej :D

Kategoria Rower
Glut zachodzącego ... bagna
-
DST
31.91km
-
Czas
01:39
-
VAVG
19.34km/h
-
Sprzęt Szkodnik
-
Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 lutego 2020 | dodano: 06.02.2020
Ogłoszenie (na początek :P) parafialne:
Na końcu poprzedniego wpisu zamieściłem (jakiś czas temu) filmik od Łukasza z wyjazdu zimowego => jak ktoś ma wolne niecałe cztery minutki (i jeszcze nie widział) to polecam :)
Koniec ogłoszeń :P

Nareszcie jakiś rower wpadł heh :). W sumie to planowałem się ruszyć już w weekend ale odwiedził mnie Grzegorz, który to na parę dni zjechał z Niemiec.
Było jak było, co widać po stole i ... nie widać w siatce heh :P

Spotkanie skutkowało tym że, choć rano alkomat wskazał nam między 0,3 a 0,4 promila i po odczekaniu około dwóch godzin mogłem pokręcić, to jednak z roweru zrezygnowałem. Odprowadziłem kolegę na autobus i postanowiłem udać się na Ochojec odwiedzić tą oto ... SUKĘ!! :D


XDDD
Spacer wyszedł godnie (trasa i fotki o tutaj ;]), wróciłem na chatę i stwierdziłem że widoczny na drugim zdjęciu telewizor zrobił się "kaput". Niby jeszcze coś tam odbiera, ale niestety musiałem mega pomyśleć o kolejnej inwestycji. Najlepiej jak wiadomo się myśli "na kole" więc postanowiłem że w niedziele już bankowo się ruszę ;].
W niedzielę Morfeusz jednak przytulił mnie dość mocno i finalnie wstałem (Trollking ucz się :P) po godzinie 13:00. Oki => obiad, ogarniecie się i jak już się zbierałem to zobaczyłem (na czeskim Mereoradarze) że pojeżdżone. Cóż, taką mamy zimę że aż ja się załamuje => od czasu zimowego wyjazdu durś pada, albo pada i wieje ;/. Tym razem nie było inaczej, zostałem więc w domku i zacząłem analizować rynek RTV.
Finalnie kupiłem TV (+ uchwyt anty-Majkowy) firmy TCL z (się zdziwiłem) mega dobrymi "bebechami" za rozsądną cenę jak na 43 cale ;].
===================================
Kurier miał dziś czas do godziny 20:00 coby mi go przywieść, ale na całe szczęście zadzwonił jak byłem ... jakieś dwie minuty od chaty po pracy :D. Towar sprawdzony i odłożony, słonko ciągle fajnie świeciło więc postanowiłem odpuścić obiad i w końcu się ruszyć choćby na gluta.
Pierwotny plan zakładał zachód słonka na hałdzie Kostuchna, ale jak ino wyjechałem to już wiedziałem że nie zdążę ;/. Inna opcja więc czyli okolice Podlesia ;].
Spokojnie dojechałem na miejsce, chwilka przerwy na fotki i pojechałem dalej => kierunek Tychy. Pierw spokojnie (choć wiało mocno) przez Armii Krajowej, później Wilkowyje, na Mąkołowcu (po odczekaniu "swojego" na przejeździe kolejowym) nawrotka do lasu i ... gnój xD. Bagno jakich mało na czerwonym szlaku rowerowym ;/. Uwalony, zły, w końcu się poddałem i "poszedłem na grzyby" do lasu omijając dukt. Jakoś się wydostałem z tego czegoś i zostało mi pokręcić się po asfaltach, coby koła z błota wyczyścić.
Podlesie, Piotrowice, Ochojec, Brynów, Ligota i tym razem bez izo w plenerze ląduje w domu. Końcówka to już zamarzające i kałuże i moje łzy płynące na wietrze heh :D. W domku giry do kaloryfera, herbatka do ręki (Żuberek był później sesese), następnie do gorącej wanny i do wyra ;].
Na końcu poprzedniego wpisu zamieściłem (jakiś czas temu) filmik od Łukasza z wyjazdu zimowego => jak ktoś ma wolne niecałe cztery minutki (i jeszcze nie widział) to polecam :)
Koniec ogłoszeń :P

Nareszcie jakiś rower wpadł heh :). W sumie to planowałem się ruszyć już w weekend ale odwiedził mnie Grzegorz, który to na parę dni zjechał z Niemiec.
Było jak było, co widać po stole i ... nie widać w siatce heh :P

Spotkanie skutkowało tym że, choć rano alkomat wskazał nam między 0,3 a 0,4 promila i po odczekaniu około dwóch godzin mogłem pokręcić, to jednak z roweru zrezygnowałem. Odprowadziłem kolegę na autobus i postanowiłem udać się na Ochojec odwiedzić tą oto ... SUKĘ!! :D


XDDD
Spacer wyszedł godnie (trasa i fotki o tutaj ;]), wróciłem na chatę i stwierdziłem że widoczny na drugim zdjęciu telewizor zrobił się "kaput". Niby jeszcze coś tam odbiera, ale niestety musiałem mega pomyśleć o kolejnej inwestycji. Najlepiej jak wiadomo się myśli "na kole" więc postanowiłem że w niedziele już bankowo się ruszę ;].
W niedzielę Morfeusz jednak przytulił mnie dość mocno i finalnie wstałem (Trollking ucz się :P) po godzinie 13:00. Oki => obiad, ogarniecie się i jak już się zbierałem to zobaczyłem (na czeskim Mereoradarze) że pojeżdżone. Cóż, taką mamy zimę że aż ja się załamuje => od czasu zimowego wyjazdu durś pada, albo pada i wieje ;/. Tym razem nie było inaczej, zostałem więc w domku i zacząłem analizować rynek RTV.
Finalnie kupiłem TV (+ uchwyt anty-Majkowy) firmy TCL z (się zdziwiłem) mega dobrymi "bebechami" za rozsądną cenę jak na 43 cale ;].
===================================
Kurier miał dziś czas do godziny 20:00 coby mi go przywieść, ale na całe szczęście zadzwonił jak byłem ... jakieś dwie minuty od chaty po pracy :D. Towar sprawdzony i odłożony, słonko ciągle fajnie świeciło więc postanowiłem odpuścić obiad i w końcu się ruszyć choćby na gluta.
Pierwotny plan zakładał zachód słonka na hałdzie Kostuchna, ale jak ino wyjechałem to już wiedziałem że nie zdążę ;/. Inna opcja więc czyli okolice Podlesia ;].
Spokojnie dojechałem na miejsce, chwilka przerwy na fotki i pojechałem dalej => kierunek Tychy. Pierw spokojnie (choć wiało mocno) przez Armii Krajowej, później Wilkowyje, na Mąkołowcu (po odczekaniu "swojego" na przejeździe kolejowym) nawrotka do lasu i ... gnój xD. Bagno jakich mało na czerwonym szlaku rowerowym ;/. Uwalony, zły, w końcu się poddałem i "poszedłem na grzyby" do lasu omijając dukt. Jakoś się wydostałem z tego czegoś i zostało mi pokręcić się po asfaltach, coby koła z błota wyczyścić.
Podlesie, Piotrowice, Ochojec, Brynów, Ligota i tym razem bez izo w plenerze ląduje w domu. Końcówka to już zamarzające i kałuże i moje łzy płynące na wietrze heh :D. W domku giry do kaloryfera, herbatka do ręki (Żuberek był później sesese), następnie do gorącej wanny i do wyra ;].
Trasa:
Auto-pauza ciągle na wczasach, a do tego telek mi się w parku Zadole rozładował z zimna XD
Po zbliżeniu wyszedł mi jakiś kosmita w czapce heh
Fotki:
Głębokie, choć mogli se to u siebie na chacie na ścianie napisać ... ;/

Zachodzik


Tychy gruntowe xD

pOstojec i najlepsza DDR-ka ... dla kół uwalonych błotem ;)

I na koniec Panewniki skoro już się tak sakralnie na BeeSie robi ;]

Weekend zapowiada się sympatycznie więc może w ten coś pojeżdżę? Zobaczymy, choć do faktu że piszczę Grzegorz zauważył że hamulec ociera o tarcze i mi koło samo hamuję pfff. No cóż, powiedzmy że trenuję i zwiększyłem sobie obciążenie xDDDD
===============================
Utylizacja elektrośmieci w Media Expert działa na takiej zasadzie że stary telewizor mi się chyba prędzej sam w kącie rozłoży aniżeli oni się odezwą (xD), a odpowiedni wniosek (o wywóz) oczywiście złożyłem ehhh. Polska ekologia stoi! xD
BTW:


:DDDDDDD
===========================================
Co do podsumowania stycznia to o pięć (rowerowych) kilometrów mniej aniżeli w styczniu 2019. Butnie za to o ponad czterdzieści więcej ;]. Pomału zaczynam odczuwać głód jazdy, ale jeszcze nie ma krytycznie :)

Aaaaaaa ... i oddawać upały :P

Auto-pauza ciągle na wczasach, a do tego telek mi się w parku Zadole rozładował z zimna XD
Po zbliżeniu wyszedł mi jakiś kosmita w czapce heh
Fotki:
Głębokie, choć mogli se to u siebie na chacie na ścianie napisać ... ;/

Zachodzik


Tychy gruntowe xD

pOstojec i najlepsza DDR-ka ... dla kół uwalonych błotem ;)

I na koniec Panewniki skoro już się tak sakralnie na BeeSie robi ;]

Weekend zapowiada się sympatycznie więc może w ten coś pojeżdżę? Zobaczymy, choć do faktu że piszczę Grzegorz zauważył że hamulec ociera o tarcze i mi koło samo hamuję pfff. No cóż, powiedzmy że trenuję i zwiększyłem sobie obciążenie xDDDD
===============================
Utylizacja elektrośmieci w Media Expert działa na takiej zasadzie że stary telewizor mi się chyba prędzej sam w kącie rozłoży aniżeli oni się odezwą (xD), a odpowiedni wniosek (o wywóz) oczywiście złożyłem ehhh. Polska ekologia stoi! xD
BTW:


:DDDDDDD
===========================================
Co do podsumowania stycznia to o pięć (rowerowych) kilometrów mniej aniżeli w styczniu 2019. Butnie za to o ponad czterdzieści więcej ;]. Pomału zaczynam odczuwać głód jazdy, ale jeszcze nie ma krytycznie :)

Aaaaaaa ... i oddawać upały :P

Kategoria Rower
3/3 S.Z.T. => Dumbier 2043m n.p.m + noclegi
-
DST
9.31km
-
Kalorie 2571kcal
-
Aktywność Wędrówka
Niedziela, 26 stycznia 2020 | dodano: 31.01.2020

Ostatnia część Słowackiego Zimowego Tripu będzie wpisem łączonym z trzech dni. Bez sensu byłoby robić trzy oddzielne, skoro każdego dnia przechodziłem ino ... około trzech kilometrów :D. Ogólnie to łącznie nie wyszło więcej niż 10km a takich BeeSów nie pisze, ale tego by było po prostu szkoda ;] Poza tym mogłoby się to dla mnie skończyć śmiercią lub trwałym kalectwem ze strony uczestników :D
Mapka z dni 26-28.01.2020
Niedziela 26.01.2020 czyli już troszkę grubsza misja aniżeli wczorajsze leniuchowanie, bo ktoś nas jednak musiał przewieźć autem (niecałe 100km) do centralnej Słowacji na kolejny punkt wycieczki. Słowacy niestety mają karygodny (hehe) dopuszczalny wskaźnik spożycia alkoholu na poziomie trzech zer. Łukasz poczęstował alkomatem i wyszło że mogliśmy skorzystać z noclegu troszkę dłużej niż planowaliśmy, ale to nic się nie stało :P. Pogadałem sobie z właścicielem, zdałem (bez szkód) piętro, poczęstowałem polskim piwem i jak już Michał był w stanie jechać to z jedną wizytą w słowackim Lidlu (o boszeszzzz jakie tam mają dobre ceny xD) dojechaliśmy na bezpłatny parking (o boszeszzzz jak fajnie) i mogliśmy wyruszyć na szlak wiodący do naszego noclegu, którym to tym razem było Schronisko Stefanika zlokalizowane na 1728m n.p.m.
W sumie na tym bym mógł zakończyć pierwszą część opowieści bo iście z bagażem pełnym żarcia, ciuchów, kosmetyków, alkoholu i tym podobnym zmęczył mnie masakryczne. Niby latem to tylko niecałe dwie godziny marszu, ale zimą muszę przyznać że podejście było godne gdzie ... po raz kolejny muszę pochwalić samego siebie za inwestycję w raki :].
Śląsk miał być pierwszy a reszta (po paru zjazdach) miała dojechać później. Na stoku jednak była za duża ilość turystów i z parkingu (godz. 14) wystartowaliśmy około pół godziny za nimi. W schronie byli pierwsi bo .. no cóż (:D) nam ponownie się nie spieszyło heh. Co najlepsze nasza czwórka finalnie podzieliła się na trzy grupy i w równie długich odstępach czasowych na noclegu zameldowali się kolejno: Łukasz, później ja, a na końcu Janiol i Zientas xD
Zdjęcia:
Początek i ponowna dyskryminacja rowerzystów:

BTW: sorki Mors, ale i tak nikt by tam (a zimą szczególnie) raczej nie wjechał xD
Obładowani ...

... ale zadowoleni heh

Idziemy dalej


26 STYCZNIA :DDDD


2% czego???? :DDDD
Trochę wypite reszta do schronu, a my już w grupach do góry :)

Ostatki Łukasza - my za widnego nie doszliśmy ;)

Zachodzik (ponownie od Łukasza) z okolic schronu

Domostwo - dobrze że zdjęcia zapachu (jutrzejszego) nie oddają :D



Tak :P
=====================================================
W poniedziałek 27.01.2020 po wieczornej kolejnej integracji gdzie alkomat (Łukasza) szalał jak chyba nigdy wcześniej, poszliśmy spać z mocnym nastawieniem że rano idziemy na wschód słońca na najwyższy szczyt Niżnych Tatr.
Jak na taką imprezę to całkiem sprawnie rano/w nocy pozbieraliśmy się z
Wróciłem tą samą drogą, zjadłem gratisowe śniadanko i się położyłem. Chłopaki poszli na Chopok więc byłem przekonany że mam co najmniej sześć godzin raju dla mnie - nieprzyzwyczajonego do aż tak licznego towarzystwa.
Heh, tak mi się ino wydawało bo do naszego pokoju zawitał Gajus który zaliczył skręcenie kostki:

To nie jego stopa :P Jego trochę spuchła, ale na całe szczęście niegroźnie ;]. Towarzysz oczywiście mi nie przeszkadzał i pospałem sobie do 14:00 dając odpocząć wątrobie. Chwile później wróciła ekipa, chwilę pogadaliśmy i wpadł mi do głowy plan coby sie rozprostować gdzieś na tamtych szlakach (:D)

Chcieć a wykonać to jednak dwie różne spawy heh

:DDD
Skończyło się na rozmowach, śmiechach itp.
Dzień zakończył się oglądaniem gwizdek ...

... i nicnierobingiem ;]
Fotki:
Jazda na szlak ;]



Cel i ...

... Taterki ;]

Czy się opłacało wstawać i męczyć możecie ocenić sami ;)

Gajus i zaefajne zdjęcie :)

Schodzę samotnie, choć mieliśmy wykupione ubezpieczenie to jednak nie ryzykowałem że zasnę na szlaku i coś se zrobię ;)

Nocleg po prawej stronie

==================================
We wtorek 28.01.2020 rano pierwsza część pakowania, następnie gratisowa jajecznica ...

... toaleta, dokończenie pakowania i mogliśmy wracać na parking.
Warunki?? Hmmm no były trochę inne od tych co mieliśmy do tej pory ale i one szczególnie nikomu nie przeszkadzały ;]. Było po prostu inaczej heh. Już raczej z minimalną dawką alko we krwi ruszyliśmy za Kuzynami, Sołtysem i Gajusem, którzy to wyszli (dłuższa droga autem na chatę + kostka Gajusa) trochę wcześniej.
Pierw przez śnieżycę (pizdziło), później stromo w dół (raz mnie plecak przeciążył xD) i tak aż do końcówki zejścia gdzie połączyliśmy siły i wspólnie doszliśmy do parkingu śmieci powyrzucać. Następnie drugie pożegnanie i każdy w swoją stronę ;]. Dzięki wszystkim za wyjazd, wątroby się ponoć regenerują ;))))))
Fotki:
Na początek małe porównanie niedziela i poniedziałek kontra wtorek xDDDDD
Schron ...



... i ławeczki koło niego xD


Janiol jednak zwarty i gotowy :))))

Łukasz też ;]

Ciągle zapakowani maksymalnie ;]

Udało się - można oblewać ;]

Już na spokojnym "płaskim" ole!!!

Parking i ...

... Polski Cieszyn :DDDDD

Co do drogi powrotnej do jechało się długo, ale jakoś bezpiecznie się dojechało ;]
FILMIK: ;]
NA KONIEC WIELKIE, OGROMNE, NAJBARDZIEJ SZCZERE PODZIĘKOWANIA DLA KASI (SĄSIADKA Z KLATKI OBOK) I MARZENY (TŁUMACZYĆ NIE MUSZĘ) ZA OPIEKĘ NAD MAJKĄ :)))). DZIĘĘĘĘĘKKKKKKKUJJJJJE :*****
=============================================
Teraz się można ogrzewać :D

Kategoria Góry



