Lapec prowadzi tutaj blog rowerowy

Rowerowo-górski blog cyniczno-ironiczny

DPD 55/2020 + podsumowanie 2020

  • DST 30.15km
  • Czas 01:28
  • VAVG 20.56km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 29 grudnia 2020 | dodano: 30.12.2020



Na start, chciałbym klasycznie podziękować meteorologom => "MOŻLIWE opady tylko w nocy, między godzinami 2:00 a 6:00 usłyszałem". Wstaje o 5:30, patrzę przez okno - suchutko, OKI, spakowałem plecak, 6:10 wychodzę i ... zaczyna kropić. Dobra, czapka zamiast opaski i można jechać ;]. Taaa można (xD), całą drogę (przez D3S i Zawodzie) lało. Coś w takim klimacie:


Do biura wszedłem mokry jak szczur, więc "na start" wypiłem coś na wzmocnienie - tak na wszelki wypadek heh :P.


W pracy kolejny wkurw (xD), bo gdzie tylko próbowałem przytulić moje mokre ciuchy to ... wyłączali mi kaloryfer. Pogadamy w lato, jak im te klimy popsuje przy +30*C :P => i tak się nimi nie dzielą, więc co mnie to :P.

Na całe szczęście, przez osiem godzin w biurze wszystko nawet fajnie wyschło i mogłem wracać tym razem przez Giszowiec, coby się dobrudzić, i pojechać z czystym (czy ubrudzonym? ¯\_(ツ)_/¯) sumieniem na myjnię.

Choć już było sucho i w sumie w miarę przyjemnie ◉‿◉

Graty dla inżynierów za podjazd dla wózków dziecięcych przy DK-86 <( ̄︶ ̄)>.

O tych nic nie napiszę
A tu już czyścioch ...

... I Kolejarz "z łysym" :P

Prostsza część za mną xD

========================
Podsumowanie grudnia se daruje :P




========================
W kwestii podsumowania 2020r, to zacząłem jeździć "ala Trollking" już ... pierwszego stycznia :D. Chęci na codzienne kręcenie skończyły mi się jednak ... drugiego dnia tego roku :DDD.

DPD zacząłem 10.01 <= taką jazdą, a skończyłem dzisiaj. Finalnie zatrzymując się na liczbie 55,5, czyli o pięć i pół raza więcej, aniżeli co roku planuje ;]. Miody ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.

A tak to pierwsza pięćdziesiątka miała miejsce dzień po walentynkach, wycieczką z Łukaszem na Chudów, później coś się jeździło, nastąpiły psie (smutne i szczęśliwe) sprawy, kocie ruje i sterylizację ...

(u Majkosa oczywiście wsio oki :P)

...i uderzyła w nas pandemia. Między jednym dojazdem rowerem (3x 5dni - sępienie na miesięcznym :P) do pracy a drugim, udało mi się jeszcze pojechać z Filipem na Palowice i wykonać ... Tour de Piotrowice :D

Na tym wyjeździe pyknął mi pierwszy 1000km w tym roku ;]. Później dalej kręciłem - więcej do Szopienic i nazot, bo i lasy zamknięte i ogólna panika heh. Były też dwie pany (moja na Kłodnickiej i Gochy - o tu, więcej my chyba z SiS nie jeździli), czyli tak samo jak z Diobłem z którym to ino o tu przejechałem kawałek xD. Przed tą wycieczką jednak też się coś (prócz "miliona" DPD) działo => znaleźliśmy m.in. z Łukaszem cmentarz na Wesołej, wykonaliśmy dziewicze testy nowego roweru od Marzeny ...

... byłem w Tychach (xD), a pod koniec kwietnia odezwał się kolega Phanton, który to "pomęczył" trochę wycieczkami po-pracowymi. Takimi jak np to lub o ten wyjazd, gdzie pękła mi pierwsza rowerowa setka ...

... a zaraz po niej (ponownie w Tychach), na liczniku pojawiły się cyferki: dwa i trzy zera ;].

Nastał czerwiec, jakieś kolejne DPD, i poznałem Jarka i jego słynny kijek :D

 Szkoda że ino raz jechaliśmy razem - zdecydowanie do nadrobienia w 2021r. :). A skoro już jesteśmy przy czerwcu to nie mogło się obyć bez klasyka na Bieruń (częściowo z Marzeną i Łukaszem, którzy to chwile później ratowali kitku) a później popsułem manetkę i ponownie nie wiadomo z czego strzeliły trzy tysiące ...

... heh :D.

Dalej był już lipiec zaczęty od Pszczyny, pokarmiłem biednego kotka na KlemensieOświęcim z Łukaszem, Imielin oraz samotne kręcenie się po Mikołowach, Bujakowach i Zabrzach.

W sierpniu pierw sympatycznie (+31*C) topiłem się w biurze, popatrzyłem se na Tour de Polonge ...

... a parę dni później mogliśmy testować nowy rower Łukasza ;]. Po tej wycieczce zaczęły się komplikację z fachowcem od łazienki, ale też pojechałem na grilla do Dąbrowy Górniczej, po którym to, reszta jest wam raczej znana :). Chwilę później podczas wycieczki z Filipem po Leśnej Rajzie pykło 4k km - więc już było blisko :).

Ostatni tysiąc zaczął się od podjazdu (i wpychania) Szkodnika na ...

... górę Żar, a później nastąpił urlop i objeżdżanie okolic Augustowa gdzie ... no drwali nie pozdrawiamy :P. Końcówka to jakieś orzeszkiRybnik z kontuzją, hałda Ziemowit ...

... dobijając do 5000km podczas wycieczki na Racibórz :)

Niby nie lubię pisać tych podsumowań (czasochłonne to), ale choć można fajnie powspominać ^_^. Trochę się dziwiłem skąd te cyferki powstały, a teraz ... no ino trochę mniej się dziwie heh. Nie było nocnego, nie było Krakowa, Częstochowy, Wisły, Bielska (pozdro Łukasz), była za to cała masa ognisk - co szanuję heh.

Kończąc trochę statystyk: kleszcze ino trzy (ole!!), wyjazdów ponad stukilometrowych - 10, wpisów (góry + rower) - 146 (23+123), średnia z roweru - 20,99km/h ;] 

Suma KaeMów:


Mapka Południowa:

Inne są na końcu tego wpisu => http://lapec.bikestats.pl/1898247,DPD-462020-Kato....


I moja topka:
1. MIŁOŚĆ - temperatura idealna, w brzuszku pizza z PIZZY HUT, ideał => http://lapec.bikestats.pl/1882490,W-koncu-znalazle...



2. Najlepsze w tym roku zaspanie do pracy :)))) => http://lapec.bikestats.pl/1855569,zaSpiochowa-Setk...



3. Leśnie z Filipem => http://lapec.bikestats.pl/1885788,LR-Bibiela-GS-4k...



4. Pszczyna ... z powózką na końcu :D => http://lapec.bikestats.pl/1867466,Pszczyna-na-szyb...



5. Siewierz - ot, tak => http://lapec.bikestats.pl/1859639,Siewierz.html




Jeszcze chodzone na dzień 30.12.2020


Cele na przyszły rok? Hmmm 50x DPD, 5000km rowerem i 3000km z buta - czego się spodziewaliście? :P <( ̄︶ ̄)>.

=========
3mta się ciepło!!


:PPPPPPP


Kategoria Rower

Psia Łąka (828m)... bez orientacji (xD) + górskie podsumowanie 2020

  • DST 12.48km
  • Kalorie 2283kcal
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 27 grudnia 2020 | dodano: 28.12.2020



Trochę mnie tu nie było, ale jak to zwykle bywa przy końcu roku, rozważam sens pisania tego czegoś heh xD. Poza tym wylądowałem na "pracy zdalnej" na 3 dni, zmokłem w terenie na DK-81, no i święta były trochę inne niż dotychczas ...

... bo trzeba było po rodzicach "pojeździć" :P. 

I to właśnie między wizytą u moich rodziców, a wizyta u Magdy, odezwał się Łukasz z chęcią obgadania opcji pojechania z dziewczynami w góry. Sugestia? (patrząc po prognozach pogody) jak najbardziej słuszna, ale sprawa miała jednak drugie dno ...

... jedno nazwisko choć proste do zaszyfrowania :DD.

Dziękujemy za zaproszenie i sorki za taką skromność na stole - przygotowani nie byliśmy/ok!! nie byłem ;) :P.

Spotkaliśmy się w drugi dzień świąt, coś się wypiło, a następnego dnia rano [po tym, jak ktoś prawie dostał zawału od mojego (no prawie :D) niezawodnego budzika :P], mogliśmy chwilę po godzinie 8:30, wyruszyć w drogę w kierunku Kóz Małych. Nie obyło się oczywiście bez Morfeusza, ale i tym razem ... bez sklepu z płazem w logo (・o・). Dziwne rzeczy się dziać zaczynają (brak otwartych sklepów heh), co oczywiście nie oznaczało, że nie mieliśmy z Łukaszem po jakimś Izobronku skitranym :D. Gorzej że bez słonecznika (no kolega jedno ziarenko w kieszeni znalazł :D) byliśmy xD.

Co do samego wyboru trasy, to też nie kombinowaliśmy zbytnio => moją drugą połówkę jeszcze czeka wizyta w Decathlonie, po jakieś w miarę normalne górskie buty i ciuchy więc postanowiliśmy iść ino(?) na (C)Hrobaczą Łąkę. Ot tak, bo dojazd szybki (ok 1h), szlak w miarę płaski (taaa), i ogólnie bez pośpiechu mogliśmy sobie na spokojnie poszukać zimy ◉‿◉.

Na pewno szkoda trochę Rysianki, bo widok z kamerki prezentował się o tak: ...

... ale co zrobić - zniechęcać nie zamierzyłem ;).

===============
Zaparkowaliśmy pod kościołem i ruszamy ku górze. Od samego początku, dało się wyczuć że nie będziemy jedynymi ssakami na tym szlaku bo co chwilę szedł ktoś z psem heh. Dobrze, bo przecież czemu nie?

Bez pośpiechu dotarliśmy pierw do przełęczy u Panienki, a następnie zostało nam ino pół godziny "iścia" na szczyt. Na nim jakaś szybka sesja fotograficzna i nazot ... do Panienki xD. Były jeszcze plany schroniskowe, ale podawali tylko na wynos - bez sensu więc xD.

Żeby nie było jednak aż tak nudno, to postanowiliśmy zejść ze szlaku do źródła maryjnego. Żenada (xD), ale choć z Łukaszem mogliśmy zobaczyć punkt orientacyjny dla zawodników biegających w jakich zawodach. I wcale nie jestem okropny!! Już piszę - tam był znak SZ. Nie dziękujcie, wszyscy których mijałem i co szukali :DD.

Druga część wycieczki to raczej część płaska i można było na spokojnie pogadać i rozkoszować się tą porą roku, która to powinna se zostać w górach :P. Piwko - Gaiki (808m n.p.m.) - i w dół => na całe szczęście obyło się bez ofiar w ludziach i pośladkach :D. Po zejściu do miasta, szybka droga przez nie i do auta => kobiety do przodu (i jedna do kierowania :D), faceci (wypatrujący sklepu) do tyłu :P. Reszta to klasyk :D. Podziękował i za towarzystwo i za gratisowy przejazd :* heheh :D.

Trasa:

Filmik :P


Fotki:
Początek - tam idziemy ;]


:PPPP

Rura (xD) w górę

W końcu trochę zimowo ;]

Przełęcz u Panienki ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ (739m n.p.m.) + (patrz flaga) warunki wietrzne ;]

Widoczek - średnio mi ta fotka wyszła ;/

I pierwsze (lecz nieostatnie, bo dzielnie szła) wspólne szczytowanie z eM :D


Na powrocie (dublowaliśmy odcinek) - opisywane źródełko maryjne ...

... no bez szału :D

Idziemy dalej - zimowo :)



Ciiiii :DDD

Tak, Magdę czeka Decathlon wkrótce :D

Ostatnia fotka "z góry"

I schodzimy => ciekawe toto :P


Ogólnie w klimacie ;]


Śliskość ...

... i dwa światy :)


Bobry (╯ರ ~ ರ)╯︵ ┻━┻ pfff!!

I to by było na tyle - zakochańce (◍•ᴗ•◍)❤ w mieście ;]
Chwile przed tą fotką miałem (na całe szczęście kontrolowany) poślizg na lodzie - nie wnikajcie dlaczego :P



Dyć :PPP


======================
Co do podsumowania rocznego, to najważniejszy cel udało się osiągnąć => Marzena z Gochą wlazły na Rysy ^_^. A co do innych celów, to niestety po raz kolejny nie udało się ogarnąć Karkonoszy => w przyszłym roku myślę że to będzie mój główny cel ;].

A tak to wszystko zaczęło się już czwartego stycznia samotnym wyjazdem na Orłową, skończyło wczoraj powyższym wpisem - w sumie 22 wycieczki na łączną długość prawie 400 km :). Zimowy się udał, Tatry trzy razy wpadły, były też wycieczki trochę do zapomnienia czyli: Czantoria z Poznaniem, Wisła z Zientasem, Kozia z Diobłem, Staw Smreczyński z Janiolem, czy drugi szlak na w/w zimowym - o ten :P.

Rysianki (mój ulubiony schron) były dwie, z czego ta niedawno była taka se, a ta z początku roku to już miód zima ;]

Nie można też zapomnieć o tym, że Marshall był debiutancko w górach => http://lapec.bikestats.pl/1875590,Debiutanckie-gor... :).

Poza tym to "wpadły" klasyki takie jak: SzyndzielniaBabia (ze zmierzłym Łukaszem :P) Góra, Malinowska Skałaprzełęcz Salmopolska i .... dzień po otwarciu lasów, przez miłościwie nam rządzących Magurka :D

Mapka (bez Słowacji):


Najładniejsze zdjęcie to bankowo to ze wschodu słońca na Słowacji ;]


Topka Beskidzka:
1. Bezapelacyjnie wygrywa wycieczka na Gorc i Ćwilin - wszystko mi pasowało tam :) => http://lapec.bikestats.pl/1856908,Gorc-1228m-npm-C...



2. Zaskoczenie jak nic, bo na drugim miejscu znalazła się ... nudna i często odwiedzana Barania Góra. Byłem tam milion razy, ale wtedy po prostu miałem paskudny humor, byłem zalatany, zmęczony, a i zimy w mieście nie było => http://lapec.bikestats.pl/1825280,Z-Czarnej-na-Bar...



3. Też lekkie zdziwienie bo na trzecim miejscu znalazła się Kiczera koło góry Żar.Czemu? Ot tak :P => http://lapec.bikestats.pl/1845226,Dla-spokoju-Jano...




Topka wyższo-górska ;]
1. Grześ ;]. Jednak ta wycieczka mi się najbardziej podobała, bo był to początek zimowego, więc i człowiek zrelaksowany, i zadowolony, a i ludzi na szlaku malutko :) => http://lapec.bikestats.pl/1822115,13-SZT-Grzes-Luc...



2. No Rysy - i tu nie ma co dodawać :P => http://lapec.bikestats.pl/1877423,Rysy-2501m-npm-n...



3. Kościelec - trochę za dużo ludzi było, ale też godnie :P => http://lapec.bikestats.pl/1893504,Koscielec-2155m-...




Tyle - szkoda że ani razu się nie udało pod namiot w tym roku pojechać. Na całe szczęście i Magda nie wyklucza takiego noclegu, a i Diobeł już na lato powinien dojść do siebie - nadrobimy, prawda Marzena? :P.

Oki, bo zanudzam - jak byśmy się nie czytali to wszystkiego dobrego w nowym roku :) Oby był lepszy niż ten, choć czy ja wiem ...


==============================
BTW: :PPP



Kategoria Góry

DPD 54/2020

  • DST 30.98km
  • Czas 01:32
  • VAVG 20.20km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 grudnia 2020 | dodano: 15.12.2020



Jakieś chochliki dziś w nocy działały, albo inne siły nieczyste? Zasnąłem chwile przed 01:00 w nocy, a o 05:05 byłem jak nowo-narodzony, z całkowicie naładowanym akumulatorem xD. Wina tego wina znaczy ponczu co go wczoraj z Łukaszem i Marzeną dokończyliśmy u mnie ¯\_(ツ)_/¯? Wnikać nie zamierzam - grunt że w planach kręcenia nie było, ale skoro był czas, to czemu nie :P.

Plecak spakowałem, kota ogarnąłem, i po szybkim zerknięciu co się dzieje "na zewnętrznym" (mgła), postanowiłem ruszyć do roboty trochę wcześniej niż zazwyczaj, bo już chwilę po godzinie 06:00. Dobra to była decyzja, bo i mogłem pojechać sobie trochę inaczej niż zwykle => czyli: przez ul. Gawronów ...

... Meteorologów ...

... skontrolować prace nad (po co??) DDR-ką na ulicy Lotnisko ...

... i nawet na koniec zdążyłem cyknąć fotkę zjeżdżalni (:DDDD) w Parku Olimpijczyków w Szopienicach ;]

Beboków nie zauważono :P

Po pracy temperatura nie skoczyła za bardzo w stosunku do porannego Ziobry. Dalej zero, dalej dość średnio sympatycznie, ale choć stópki mi aż tak bardzo nie zmarzły ;). Wracać przez las mi się jednak nie widziało i pojechałem sobie przez D3S ^_^.

Tam pierw zobaczyłem że morsom (o tu, poniżej, na plaży) postawili ...

... znak zakazu kąpieli (xD), a później z eskortą policji (nic nie zrobiłem!!) ...

... pojechałem prosto (przed Ligotę) do kitku (=^・ェ・^=) :P.
==========
Jutro pociąg, bo skończyły mi się grube fuzekle :P. Ewentualnie sranki ... ale póki co nie zapowiadają u nas śniegu heh :DDD


Kategoria Rower

Rysianka (1271m n.p.m.) po raz kolejny ;]

  • DST 12.90km
  • Kalorie 2689kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 12 grudnia 2020 | dodano: 14.12.2020




Skrzynka najlepsza, a kocyk był w praniu :))). Tyle tytułem wyjaśnienia powitałki, a co do genezy tego wyjazdu, to nasuwa się tylko jedna osoba: Marzena :D. Koleżanka pochwaliła się naprawą pewnej rzeczy w aucie, a na moją sugestie że wypadałoby to przetestować w górach, odpowiedziała ino że ona nie, ale zapyta narzeczonego. Łukasz oddzwonił ... po około dwudziestu sekundach :DDD. Pozostało więc tylko odezwać się do Diobła (od którego chwilę wcześniej wróciłem) i w takim oto trzyosobowym składzie, wyruszyliśmy w okolicach godziny 8:00 rano z Piotrowic do miejscowości Złatna w Beskidzie Żywieckim 
◉‿◉.

Normalnie pewnie byśmy pojechali do Żabnicy, ale i dzień krótki, i była misja pt: Andrzej (wrócimy do tego na końcu), a i popołudniu przejeżdżała do mnie moja luba - czasu więc za dużo nie było ;).

Droga (2h) nawet dość płynnie zleciała i mogliśmy (po odwiedzeniu sklep z płazem w logo, piekarni i zaparkowaniu), ruszyć na jak się by mogło wydawać ... szybki, krótki, i prosty szlak. Szło się jednak mozolnie, ale ciągle do góry ◉‿◉. Weszliśmy pierw na Halę Lipowską, następnie na tytułową Rysiankę, i zeszliśmy (Diobeł sam chciałeś!! :P) przez Trzy Kopce do żółtego szlaku który to przez fakt że Marcin jest ciągle kontuzjowany, trochę nam wydłużył czas schodzenia :D. 

Po tym odcinku jużz bez komplikacji doszliśmy do auta, gdzie po przejechaniu około 13km, zawitaliśmy u mojego starego znajomego Andrzeja w dolinie Danielki ;). Tam (niestety bez fotek) chwila na "małego owocowego" (z pustymi rękami w gości przecież nie przyjadę xD) i po upewnieniu się że ciągle jestem tam mile widziany, mogliśmy wracać. 

Miał być to wyjazd typowo rekreacyjny, a jednak w niedzielę miałem łydki masowane - starość czy jak? XD. A co do Pani masażystki, to uzyskałem zgodę na publikację wizerunku hipotetycznej, przyszłej pani Ł. ;)

Czasem ino kota podkrada, ale to dobrze - sama też przecież jest kociarą heh :D.

Najważniejsze jednak jest to, że Magdalena lubi chodzić => Gocha z Marzeną będą mieły na wiosnę koleżankę na szlaku ←_← :-).

Wracając do naszego wyjazdu to => trasa:

I fotki:
Początkowy odcinek dawał złudne nadzieję, że będzie ładna zima na górze :/.

Tam szliśmy najpierw ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

Brak badyli (pfff - gardzę i tak) otworzył widoki


Do góry!!!. Łukasz na całe szczęście nie zapomniał o słoneczniku ◉‿◉


Schronisko na Hali Lipowskiej ...


... i widoczek ^_^

Rysianka i prawie poza klasyczna

Taterniki "otwarte" <( ̄︶ ̄)>

Popas w schronisku STOP, stolików brak STOP, a Panu musiałem głowę uciąć, bo nie wyraził zgody - znaczy się nie pytałem :P.

Ekipa pandemiczno-wyjazdowa :-)

Poza klasyczna ;)

BTW:


I też klasycznie => musieliśmy se cyknąć fotkę w kamerce :p

W dół szlakiem granicznym



Jeden z dwóch "koszmarów" Diobła xD

A tu z Łukaszem, myśleliśmy że zamoczymy sobie stópki - no ale niestety ... drwale :-(. Kij im w silnik i piłę mechaniczną!!

I już przy aucie => chwilę przed nim było genialne miejsce na ognisko, ale nam się niestety śpieszyło XD.

A powrót nastąpił w takich oto warunkach. Szacun dla kierowcy za bezpieczne dowiezienie nas do domu!! 

Morfeusz? Yyyy? Obecny :D

===========
A w domu ...



... klasycznie :DDD

Dzięki Panowie i do kolejnego!! ;)

PS: a wcale że nieprawda /ᐠ。ꞈ。ᐟ

:PPPPPPPP


Kategoria Góry

DPD 53/2020

  • DST 32.52km
  • Czas 01:37
  • VAVG 20.12km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 grudnia 2020 | dodano: 09.12.2020


Każdy chyba tęskni za zielenią c'nie? Majka choć cząstkę jej dostała i w ramach podziękowania ... aż mi się rzygała na słuchawki. Dziękuję, na zdrowie heh xD.

==========
W związku z tym, że na dworze jest tak jak jest, zrobiłem sobie spokojne dwa tygodnie przerwy od kręcenia, nadrabiając przy okazji zaległości towarzyskie, serialowe oraz kilometry butne ;]. Przy sporym udziale osób których imiona zaczynają się na "Ma" (Marzena, Małgosia vel Gocha, Magda, Marcin vel Diobeł) i Łukasza (następnym razem jedna będzie na cienkim - obiecuje :DDD) nie było najmniejszych problemów, coby dokończyć ostatni z moich celów założonych na ten rok. Wychodzona na dzień 08.12 została taka oto ilość KaeMów ...

... i pewno się na tym nie skończy ;] :P.

===============================
Oki, do spraw rowerowych:
W DPD celowałem już gdzieś od tygodnia, ale zawsze coś przeszkadzało ...

... i nawet nie chodziło jakoś specjalnie o temperaturę, ale bardziej, o śliskość na drogach pfff.

Wczoraj jednak przed spaniem, przeanalizowałem prognozy i wyszło że jest duża szansa na w miarę komfortową jazdę. Wstałem, spakowałem zrobione wczoraj tosty, dwie pary gaci na tyłek, skarpetki w śnieżynki na giry (:P) i ruszyłem. Na "dzień dobry" klasycznie se popłakałem (wiatr w oczy), pooglądałem sobie zaparkowane auta których szyby nadawały się skrobania, a temperatura lekko na minusie spowodowała ... 

(BTW: nie, nie to :P) 


... ino (na całe szczęście) zmarznięte trochę stópki :))). 

Dobrze że wyjechałem chwile wcześniej, bo mogłem i cyknąć fotkę koło OBI ...

... ostrożniej niż zwykłej przejechać D3S, zahaczyć bonusowo o Burowiec, a na koniec jeszcze uwiecznić kościół w Szopienicach za którym to znajduje się mój zarząd ;]


Osiem służbowych godzin spłynęło płynnie i szybko i mogłem wracać, mając w plecaku dodatkowy darmowo-degustacyjny (0,7l xD) płyny balast.

Z trasą oczywiście nie kombinowałem (zapomniało się ocieplić) i po przejechaniu Lwowskiej, zobaczyłem co słychać na Nikiszu ...

... i klasycznie (przez Giszowiec, smutny i mroczny las ...

... i Ligotę) dojechałem do bazy 〜(꒪꒳꒪)〜.

A w domu nastąpiło próbowanie próbowanie punchu?? ...

... dobra po polskiemu: ponczu korzennego z dodatkiem (oczywiście o legalnym stężeniu poniżej 0,2% THC) ... konopnym xD. Trzeba to było podgrzać do około 60*C i się degustować. Hmmm? => nawet niezłe (może przez to że ciepłe ¯\_(ツ)_/¯ xD) ale zdecydowanie wolę piwo ;). Reszta z fotki powyżej oczywiście czeka na chętnych na degustację heh. Mam zaznaczone że to naturalne i dłużej niż 7 dni stać nie może ◉‿◉ => spieszyć się więc ;) :P.

========================
Na koniec dzisiejszego dnia, ino malutki (choć trochę smutny) śmieszek związany troszkę z ostatnim zagadnieniem :P



===========================
Wypadałoby chyba podsumować miesiąc, ale ... se odpuszczę xD



Chodzonego (jak widać powyżej) było ino w normie, choć do mistrza mi jednak sporo brakuje:


:DDDDDDD

Pozdro i do kolejnego ... nie wiem kiedy :P. Jutro rano deszcz ze śniegiem xD. Kwietniu przychodź szybko!!


Kategoria Rower

Malinowo-śniegowo

  • DST 25.82km
  • Kalorie 3274kcal
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 28 listopada 2020 | dodano: 30.11.2020



A mogłem sposobem Majki przykleić tyłek do kaloryfera! Ale po co? Nogi przecież ciągły do wykorzystania dnia wolnego, na jakąś aktywność na świeżym powietrzu ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ.

Gorzej że nogi to jedno, a temperatura na poziomie 1*C na dworze, to drugie. 

Co to, to jednak nie :P. Wczoraj w pracy napisał do mnie Łukasz i zapytał czy nie skoczyłbym się z nim w jakieś górki. Planowałem w sumie jazdę na rowerze na Tuliszów, ale co tam => pojechałbym sam, a tak to przynajmniej miałem choć okazję pogadać z kimś sympatycznym ←_←.

==========
Wczoraj nastąpił jeszcze spacer z Siostrą, podczas którego odezwał się Diablasty, który również wyraził chęć zobaczenia co tam w górkach słychać ;]. No nic, nie pozostało mi nic innego, jak tylko ograć w garażu Zientasa w rzutki 4-0 (:P) ...

...i udać się do domostwa coby się wyspać i zregenerować :))).

==========
Poranek, telefoniczny budzik od Łukasza i mogliśmy ruszyć w kierunku Wisły Malinki - oczywiście zaopatrując się w sklepie wiadomym :))


Tam parking ...

... i w drogę, pierw szlakiem żółtym:


(Skocznia Adasia Małysza być musiała;])


Już na samym początku, wiedziałem że te góry będą trochę inne niż zwykle. Diobeł po kontuzji raczej szedł sobie z kijkami na spokojnie, a Łukasz od razu wystartował z "grubej rury" heh. Ale powód miał, więc się nie odzywałem, i ino kursowałem jak elektron pomiędzy jednym a drugim ;).

(ławeczka na szlaku)


Później znów połączone siły i tak doszliśmy do słynnej polany na Cieńkowie:




Autor (o dziwo uśmiechnięty heh) na szlaku => jakbyście zapomnieli jak wygląda :P ...

... podziwianie yyyy mgły ...

... i Diobeł jako kibic Ruchu, czyta co pisze z ... przodu tablicy :DDD
 
Po niej (polance) ciągle Łukasza nosiło, więc wystartował przodem, ja jeszcze chwilę szedłem z Marcinem i nastąpił przedostatni podział. Diobeł został na miejscu do odpoczynku i robił swoją trasę, ja natomiast zacząłem gonić Łukasza co ... do prostych zadań nie należało :D.







Udało się to dopiero gdzieś w okolicy Zielonego Kopieca (1152m n.p.m.) ...



... (BTW: wariat :P) ...

... i razem doszliśmy do głównego celu dzisiejszego wyjazdu: czyli do Malinowskiej Skały (1152m n.p.m.).



U nas to już bardziej pod zachód podchodziło :DDDD

Tam nastąpił czas na bułkę z kurczakiem i (w moim przypadku) piwko. Dobre takie, zimne, gorzej że ... no postój mieliśmy akurat obok grupy ... Anonimowych Alkoholików, którzy to, świętowali chyba rok trzeźwości jakiegoś Andrzeja xD. Cóż (że ze Szwecji), któż mógł wiedzieć że tak wyjdzie :D.

Po regeneracji, laga w dół ...


... w kierunku salmopolskiej.

I cóż, myślę że jedyną osobą która mogłaby dogonić mojego kompana, to Justyna Kowalczyk w olimpijskiej formie heh. Puściłem więc Łukasza (raczej potrzebował takiego sam na sam z górami) szlakiem planowanym, a ja na spokojnie, zszedłem sobie asfaltem <( ̄︶ ̄)>.


Ostatnie zdjęcie przed rozładowaniem telefonu ;]


Odcinek ten dłużył się masakryczne, a do tego na szlaku, przez rękawiczki straciłem jedno piwo, którego mi na tym odcinku dość mocno brakowało. Znaczy wodą też bym nie pogardził, no ale nie miałem i tego i tego xD. Trudno, pierwszy sklep miał być mój. I był (Żabka) ale portfel zostawiłem w samochodzie - brawo (wysuszony) ja :P.

Doczłapałem się jednak jakoś do auta, Diobeł poratował zaoszczędzonym chmielem, Łukasz też się po chwili zjawił i mogliśmy wracać. Synchronizacja wyszła bardzo dobrze ;).

Chwila w ogrzanym samochodzie i dobranoc (:P) - budzę się (zostaje obudzony) tuż przed Piotrowicami heh. Szkód zero - sorki Łukasz za stresy, Diobeł opowiadał :D.

Później jeszcze Biedra, wanna, film i cóż? Tego mi (snu) ...

... było trzeba :-P.

Podziękował i do następnego :). 
=====================
Trasa bez końcówki - pętla oczywiście została dopięta ;]

===========
W niedzielę leczenie zakwasów i meczycho ;]
Na farcie wygrane ;)))). Nazwisko strzelca bramki dla Motoru klasycznie przemilczę ;)) :D. Poza tym => leżałem, spałem i jadłem xD.

Miłego tygodnia wszystkim ;)


Dałem jednak radę ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ


Kategoria Góry

DPD 52/2020

  • DST 32.44km
  • Czas 01:33
  • VAVG 20.93km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 listopada 2020 | dodano: 24.11.2020



W ubiegłą niedziele minął dokładnie rok, od momentu kiedy mogę mieszkać z Majką u niej na chacie :D. Aż trudno sobie wyobrazić, że z takiej malutkiej pierdoły ...

... wyrosła taka dama ...

... hahaha XD.

No ok, tego tu nie powinno być, ale nie mogłem się powstrzymać :DDDD.

=====================
Dobra, do spraw rowerowych :P. Wczoraj założyłem sobie kręcenie do roboty i plan wykonałem. Wstałem ze sporym (patrz powitałka) zapasem czasowym, ogarniałem się, toaleta, ząbki, śniadanie do plecaka, Szkodnik między nogi i jazda ;]. Warunki nawet całkiem spoko => niby ino +3*C, ale wiatru nie było i prócz tego, że mało było co widać ...

(BTW:)



... to na spokojnie dojechałem (przez D3S i Zawodzie) do roboty :]. Przygód brak, ciepłych stópek w biurze ... no także brak xD.

Fotki poranne:




Po pracy, nieśpiesznie wróciłem sobie na chatę oczywiście przez: Nikiszowiec, Giszowiec i Ligotę ←_←. Wiało (w pysk), ale co zrobić?
¯\_(ツ)_/¯

Jutro już niestety odczuwalnia temperatura ma być poniżej zera => czy mnie to zniechęci? Zobaczymy, ale na 90% będzie jednak pociąg - może być ślisko, a umiejętność siedzenia ... mi jeszcze miła heh :D.

Fotki popołudniowe:



BTW 2: Centrum Przesiadkowe "Brynów" rośnie w siłę ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ


I to by było na tyle ...

... biorę do końca dnia przykład z kota i leże ^_^. Foto oczywiście w ramach przeprosin za te z początku wpisu :P. 

==========================
BTW3: Jakaś betamyszkomat-ka (?・・) zainteresowana? XDDD



Kategoria Rower

Gdzie jest krzyż?!

  • DST 23.01km
  • Czas 01:14
  • VAVG 18.66km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 listopada 2020 | dodano: 21.11.2020



Ostatnio mało się działo, ale mogę się choć pochwalić zdjęciem zrobionym na granicy Katowic, Sosnowca i Mysłowic podczas środowego spaceru (po pracy) do Magdy:

Brzydki, brudny i czarny Śląsk. Zagłębie miałem za plecami :P.

Z innych ciekawostek - brawa dla Goczałkowic, za najładniejszy dworzec w Polsce => tu źródło. Zachwycałem się z resztą nim na końcu tego wpisu, ale to napisałem ino że według mnie jest najładniejszy ... na Śląsku ;).

Aaaaa, no i jeszcze z wczoraj :P


Dzięki Siostra heh => było (Marshall potwierdza) pysznie ...


... i pies chyba ... padł xD :p.



A co do dziś, to wstałem i coby tu? ¯\_ʘ‿ʘ_/¯. Wstępny plan na południe i wieczór był, ale rano przecież w domu siedział nie będę :P. Weny do jazdy w sumie też nie było, więc postanowiłem ino pokręcić się po okolicznych lasach panewnickich ;). 

Fotki:
Wuchta liści i człowiek nie wie o co może się zabić xD



A tu już tytułowy krzyż ...

... fajny taki, ponad dwustuletni xD



A na koniec anegdotka xD. Jako ostatni punkt dzisiejszego wyjazdu, odwiedziłem sobie Starganiec. Tam przy piwku owocowym, pierw cykłem fotkę alternatywnego (parzystokopytnego) środka transportu ...

... a potem jakaś laska ... zaczęła się przy mnie rozbierać xD. Nie powiem, bardzo ładna kobieta, ale będąc w związku, no ... czułem się trochę średnio komfortowo xD. Kulturalnie się więc odwróciłem i usłyszałem że kobieta ... zaczyna uciekać!!. Teraz pytanie czy z moim plecakiem czy bez? XD.

Na całe szczęście gonitwa nie była potrzebna, bo jak się okazało, Pani przyszła sobie ...

... "pomorsować" heh ;).

Jak po dłuższej chwili wyszła z wody (czerwona jak nazwisko Magdy :D), ucieliśmy sobie miłą pogawędkę, podczas której, zostałem zaproszony (kiedyś tam) do wspólnej kąpieli. Moja odpowiedź (kto mnie zna, ten zna) mogła być tylko jedna ...

:DDD

=========
A w domu, bez zmian :-P


Kategoria Rower

DPD 51/2020

  • DST 30.68km
  • Czas 01:27
  • VAVG 21.16km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 listopada 2020 | dodano: 17.11.2020



Weekend po raz kolejny upłynął pod znakiem towarzysko - butnym, no ale do 3000km brakuje mi już ino 164km ;]. I było ... miło :P.

Na rower miałem iść w sobotę, a finalnie wystartowałem dopiero dziś, i to ... na zwykłe DPD xD. Wczoraj mnie temperatura wystraszyła, i w sumie słusznie, bo jak czekałem na pociąg po robocie, to ładnie po nosie dawało heh.

A co do dziś: to rano miałem dość konkretny zapas czasowy ...

(BTW)


... przygotowane śniadanie, spakowany plecak więc bez pośpiechu się zebrałem, wyszedłem ze Szkodnikiem na klatkę i ... error => tylna lampka nie działa pfff. Szybko nazot na chatę, szukanie rezerwy, montaż jej na gumce recepturce (:D) i mogłem ... zacząć się gonić :D. Pierw przez Ligotę ...

... później klasycznie D3S, wymuszony Upadowy, ale na całe szczęście o czasie zjawiłem się w robocie <( ̄︶ ̄)>.

=========
Po niej również bez kombikacji => pierw omijałem korek na Szopienickiej ...

... później Nikisz ...

... i brzydkim lasem do bazy

Tyle - co do jutra, to zobaczymy :P.

============
A co do ostatniego meczu reprezentacji Polski to hmmm?


xDDDD


Kategoria Rower

Rozprostować kości na Batorowości ;]

  • DST 23.86km
  • Czas 01:12
  • VAVG 19.88km/h
  • Sprzęt Szkodnik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 listopada 2020 | dodano: 13.11.2020



Wczoraj święto, więc z Magdą postanowiliśmy wdrożyć w życie plan pt: leń xD. Ruchu było tyle co kot napłakał, ale ja choć mam telewizor ...

... :DDD.

Takie dni też są potrzebne, ale gnaty troszkę bolą od leżenia :P. Rano więc do roboty, później o 11:30 pojechałem (na Ptasie Osiedle) służbowo w teren, bo o 15:00 musiałem być na chacie coby wpuścić gazowników => Majka jeszcze nie ogarnia klamki i pewno(?) z powodu słabo rozwiniętych kciuków, by miała ciężko świstek podpisać :DDD.

Trochę gonitwy było, ale wszystko się ładnie czasowo zgrało, ze wszystkim zdążyłem, a gazownicy ... se nie przyszli XD. Wywiesili mi za to na drzwiach z klatki kartkę, żeby im wysłać MMS-a z licznikiem - kij im w miernik :P. O 16:15 (mieli czas do 16:00 + akademicki kwadrans) zacząłem się więc ubierać "na rowerowo" i po chwili mogłem ruszyć, na tytułowy Chorzów Batory ;].

Dzięki geniuszom od zmiany czasu oczywiście wyjechałem już po ćmoku, a do tego, od pędu powietrza oczy mi łzawiły - same plusy normalnie :P. Kolejnym był fakt, że jadąc Ligocką (przez wzmożony ruch samochodowy) nie miałem jak zjechać na Załęską, co skutkowało zmianą planu - zamiast jechać przez Załęską Hałdę, pojechałem przez Brynów i okolice A4-ki. Później już klasycznie przez Obroki dojechałem do Diobła ;].

Tam dłuższa chwila rozmowy i mogłem wracać, wybierając tym razem jazdę przez Obwodnicę, Panewniki i Ligotę. Przygód na całe szczęście nie było (musiałem ino raz się zatrzymać i wymienić akumulator w przedniej lampce), choć wieczorna jazda przez las do najfajniejszych nie należy. Następnym razem biorę strzelbę i będę walił do tych, co nie umieją długich świateł choć na chwile wyłączyć ... Gryyyy!! xD.

Trasa (praktycznie bez auto-pauzy) wyszła o taka ;]



Fotki:
Brynów - krzyż ciągle w słusznych barwach :)

Nocna jakość zdjęć oczywiście powalająca xD

Widać ... że mało widać - więcej więc nie będę wklejał :P


=================
BTW: Dziś pogodowo było jeszcze znośnie ale ...


XDDDDD


Kategoria Rower